Niebywały skandal na mundialu! FIFA przeszła samą siebie. "Hańba"
Wydawało się, że FIFA nie przekroczy pewnej granicy. Okazało się jednak, że nie ma żadnego hamulca w zadowalaniu Amerykanów. Awansu z Belgią nie da się zapewnić przy zielonym stoliku, ale można zrobić wszystko, aby Belgowie nie rywalizowali na równych zasadach.
Do tej pory największą hańbą w historii mistrzostw było sędziowanie na turnieju w 2002 roku. Nie istniały i nie istnieją jednak żadne bezpośrednie połączenia między postawami arbitrów w meczach Korei Południowej i zaleceniami FIFA. Federacja nie wpłynęła bezpośrednio na sytuacje drużyn. Ba! Sepp Baltter publicznie skrytykował zespół sędziowski dowodzony przez Ekwadorczyka Byrona Moreno, który wyrzucił Włochów na etapie 1/8 finału.
Przez wiele lat FIFA unikała jawnego faworyzowania konkretnych zespołów. Może poza 1962 rokiem, kiedy Garrincha zobaczył czerwoną kartkę w półfinale z Chile, a mimo tego zagrał w spotkaniu o złoto z Czechosłowacją. Chilijczycy faulowali Garrinchę cały mecz, więc ten w odwecie uderzył przeciwnika kolanem w plecy. Lidera "Canarinhos" zawieszono na jedno spotkanie, chociaż w tamtych czasach zwykle nie obowiązywała kara pauzy w kolejnym meczu. Finalnie Brazylijczycy skontaktowali się z prezydentem Peru, ten zaś z ambasadorem Peru w Chile, po czym namówiono sędziego Arturo Yamasakiego do cofnięcia kartki Garrinchy. Kierownik federacji "Canarinhos" przekonywał zaś, że faul Brazylijczyka był żartem. Misja przyniosła skutek, Garrincha zagrał z Czechosłowacją i przyczynił się do triumfu, chociaż gola nie strzelił. Co ciekawe, zawieszenia uniknął też Honorino Landa - Chilijczyk wyleciał z boiska za faul na Zito, a w meczu o trzecie miejsce z Jugosławią usiadł na ławce rezerwowych.
Najnowszy przypadek jest nieco inny. Folarin Balogun otrzymał nieco kontrowersyjną czerwoną kartkę w meczu z Bośnią i Hercegowiną. Nie chciał skrzywdzić Tarika Muharemovicia (i stoper finalnie dograł mecz do końca), ale niewiele brakowało, a napastnik złamałby nogę rywalowi. Wobec obowiązujących przepisów nic nie wskazywało na to, że Balogun wystąpi z Belgią.
Reprezentacja USA nie miała nawet możliwości formalnego odwołania się od czerwonej kartki, bo FIFA nie przewidziała takich procedur, co też pokazuje, jak nieprzygotowaną jest federacją. Dla Amerykanów był to spory problem, Mauricio Pochettino miał radzić sobie nie tylko bez najlepszego strzelca (trzy gole na mistrzostwach), ale również jednego z najlepszych zawodników. Wtedy jednak do akcji wkroczyła wielka polityka.
Przez cztery dni najważniejsi amerykańscy politycy (sekretarz handlu Howard Lutnick oraz szef zespołu zadaniowego Białego Domu Andrew Giuliani, a także zespół prawników) lobbowali w sprawie zawieszenia kartki Baloguna. W końcu do akcji wkroczył sam Donald Trump, który wypytywał Gianniego Infantino o powody wyrzucenia napastnika z boiska. FIFA, mająca nogi z waty, a kręgosłup moralny giętki niczym żelek, zaczęła uginać się pod naciskami. W niedzielę, po zebraniu "niezależnego" komitetu FIFA, sensacyjnie ogłoszono, że kartkę Baloguna zawieszono. I to na rok! Jeśli w ciągu kolejnych 12 miesięcy zawodnik AS Monaco dopuści się kolejnego ataku na czerwoną kartkę, będzie pauzował.
Trump, jak to ma w zwyczaju, odtrąbił gigantyczny sukces. Prezydent USA przyznał niedawno, że za każdym razem, gdy jego dzieci dokonują jakichś inwestycji, dysponują zakulisową wiedzą na temat sytuacji na rynku. Nic więc dziwnego, że nie zamierzał kryć się w sprawie Baloguna. W momencie, gdy podnosiła się największa wrzawa, a belgijska federacja przygotowywała oświadczenie, Trump podziękował Infantino za reakcję.
Belgów, niezależnie od słuszności decyzji sędziego Raphaela Clausa w meczu z Bośnią, zwyczajnie oszukano. Specjalnie dla rywala nagięto zasady, co nie spodobało się chyba nikomu w świecie futbolu poza jednostkowymi przypadkami niezbyt lotnych dziennikarzy, Amerykanami i świtą Trumpa.
Jeszcze przed rozpoczęciem meczu pojawiło się przeczucie, że Belgowie nie będą grali na równych zasadach. Może, jak ktoś na Twitterze słusznie zażartował, sędzią specjalnym tego meczu, na wzór ukochanego przez Amerykanów wrestlingu, powinien zostać Stone Cold Steve Austin? Może Belgom cofnie się możliwość przebywania w USA i zwyczajnie przepchniemy gospodarzy do ćwierćfinału? Po co się ograniczać?
Belgowie wystosowali żądanie, aby FIFA ujawniła dokładne uzasadnienie decyzji komisji. FIFA nie musi tego robić. Nie musi też przychylać się do odwołania Belgów, którzy skorzystali z przepisów i złożyli apelację w sprawie zawieszenia kartki Baloguna. Europejczykom dano bardzo mało czasu, pisma musiały zostać skompletowane w poniedziałek rano czasu amerykańskiego. Belgom ma małe szanse na sukces. Nieprawdopodobne wydaje się, aby FIFA dwukrotnie zmieniła swoją decyzję. Tym bardziej na taką, która mogłaby rozzłościć Trumpa.
Co ciekawe, swoich rywali znów punktuje UEFA. Po niewpuszczeniu sędziego Omara Artana na mundial, podjęto decyzję, że Somalijczyk poprowadzi Superpuchar Europy. Teraz zaś UEFA oficjalnie skrytykowała praktyki FIFA w sprawie Baloguna. Swój sprzeciw wyraził też Blatter, co ma wydźwięk symboliczny. Nikt chyba nie spodziewał się, że "gość od kulek" zapisze się na kartkach historii światowej piłki gorzej niż Blatter i Joao Havelange. A jednak się udało.
Światową centralę ogarnia pełna amerykanizacja. Trwające mistrzostwa poddano wielu zabiegom mającym na celu zadowolenie współgospodarzy. O ile jednak do tej pory szczytem wydawały się przerwy na nawodnienie będące w gruncie rzeczy przerwami na reklamy, teraz podjęto bardziej radykalne działania. Hańba to wielka, wstyd na całego, ale czy naprawdę powinniśmy udawać aż tak zaskoczonych? W świetle tego, że już przed turniejem zawieszono kartkę Cristiano Ronaldo, aby ten mógł zagrać w meczu otwarcia Portugalczyków? W świetle tego, co wyprawiano z reprezentacją Iranu? W świetle tego, jak usłużny względem Trumpa pozostaje Infantino? W świetle tego, że Trump, grożący swoim przeciwnikom użyciem broni nuklearnej, otrzymał pierwszą w historii Pokojową Nagrodę FIFA?
Amerika ist wunderbar.