Niebywały wyczyn GKS-u Katowice. "Trzeba to docenić"

Niebywały wyczyn GKS-u Katowice. "Trzeba to docenić"
Mateusz Sobczak / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 20:38
Odpadli, ale nie przynieśli wstydu. Mogą jedynie żałować, że tak późno ruszyli do frontalnego ataku. Piłkarze GKS-u Katowice, choć w rewanżu pokonali Hapoel Tel Awiw (2:1), na etapie III rundy eliminacyjnej zakończyli swoją przygodę z Ligą Konferencji. Sygnał do odrabiania strat dał nieoczywisty bohater, a w samej końcówce coraz mocniej pachniało cudem. Niestety - cudu nie było.
Wiemy doskonale, że GKS Katowice u siebie to zupełnie inny zespół niż na wyjazdach. W delegacjach zazwyczaj niemrawy, u siebie - niesiony fanatycznym dopingiem żółtej ściany kibiców - zyskuje dodatkową energię i notuje zdecydowanie lepsze wyniki. Widzieliśmy to w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji, gdy podopieczni Rafała Góraka na własnym stadionie odrobili z nawiązką stratę z pierwszego spotkania i wyeliminowali Żylinę. Widzimy też regularnie w Ekstraklasie, wszak Nowa Bukowa nie widziała ligowej porażki GKS-u od… listopada 2025 roku.
Dalsza część tekstu pod wideo
Przed rewanżem z Hapoelem Tel Awiw wciąż można było mieć zatem nadzieję. Że nawet mimo dwubramkowej porażki (0:2) poniesionej kilka dni wcześniej, sprawa awansu wcale nie jest jeszcze zamknięta. Że maestro Bartosz Nowak znów urządzi w Katowicach prawdziwe show, a za nim pójdą koledzy z drużyny. Niestety - sytuacja ekstremalnie skomplikowała się już w pierwszej połowie czwartkowego starcia.
GKS miał co prawda przewagę w posiadaniu piłki, ale to goście z Izraela byli bardziej konkretni. Pierwszą świetną szansę stworzyli sobie w 11. minucie, kolejną po nieco ponad kwadransie. Najpierw Katowiczan wślizgiem uratował Lukas Klemenz, potem w piłkę po świetnym dośrodkowaniu z lewego skrzydła nie trafił Emmanuel Boateng. Gospodarze dostali dwa sygnały ostrzegawcze, ale nie wyciągnęli z nich odpowiednich wniosków.
Spełniło się zaś powiedzenie - do trzech razy sztuka. W na pozór prostej sytuacji z piłką najpierw minął się Arkadiusz Jędrych, potem także Bartosz Wolski, a Hapoel takiej szansy nie zmarnował. Stav Turiel, do którego ostatecznie trafiła futbolówka, wyszedł sam na sam z Gabrielem Kobylakiem i pokonał go strzałem w krótki róg.
Jeśli ktoś myślał, że po golu na 0:1 (i 0:3 w dwumeczu) GKS rzuci się do ataku, zdając sobie sprawę z fatalnej już sytuacji, niestety szybko został wyprowadzony z błędu. Bramka z 23. minuty jeszcze bardziej napędziła graczy Hapoelu. Przed przerwą stworzyli sobie oni kolejne kilka okazji, podczas gdy GKS schodził do szatni po oddaniu zaledwie trzech strzałów. Najgroźniej pod bramką gości było jeszcze przy stanie 0:0, gdy najpierw Bartosz Nowak kąśliwie uderzył z rzutu wolnego, a chwilę później dośrodkował na głowę strzelającego celnie (choć raczej niegroźnie) Borjy Galana. I to w zasadzie tyle.
Obraz spotkania diametralnie zmienił się dopiero w drugiej połowie - przede wszystkim w jej końcowych kilkunastu minutach. GKS rozkręcał się z minuty na minutę, a prawdziwy impuls dali piłkarze wprowadzeni z ławki, w tym głównie Mateusz Wdowiak. Mądry człowiek po szkodzie, ale z perspektywy czasu można żałować jedynie, że 29-latek wszedł na murawę dopiero w 81. minucie. To on chwilę po zmienieniu Borjy Galana zaliczył przytomną asystę do Ilji Szkuryna i zrobiło się 1:1. Docenić za tę akcję warto także Bartosza Wolskiego, który posłał ze środka pola znakomite podanie otwierające do wspomnianego Wdowiaka.
Ten ostatni był tak nabuzowany, że przed końcowym gwizdkiem zdążył jeszcze sprytnie wywalczyć rzut karny. Wszedł przed rywala, dał się kopnąć, a okazji z 11 metrów nie zmarnował kapitan - Arkadiusz Jędrych. GKS, napędzany wciąż wierzącymi w niesamowity come-back kibicami, w końcówce meczu całkowicie stłamsił Hapoel, ale nie był już w stanie zadać trzeciego ciosu. Zabrakło czasu.
Niedosyt jest zatem spory, bo choć przez jakieś 170 minut tego dwumeczu GKS zmierzał za burtę Ligi Konferencji całkowicie zasłużenie, grając wyjątkowo niemrawo w ataku i bardzo naiwnie w obronie, to przez ostatni kwadrans rywalizacji pokazał, na jak wiele go stać, jeśli tylko zagra nieco odważniej i z większym animuszem.
Polska traci zatem pierwszego przedstawiciela w tym sezonie europejskich pucharów, ale nad Katowiczanami po prostu nie warto się znęcać. Wrócili po ponad dwóch dekadach, przedarli się przez pierwszą przeszkodę w postaci niewygodnej Żyliny, a i faworyzowanemu Hapoelowi, który w dwumeczu pokazał kawał dobrego futbolu, przynajmniej na finiszu rywalizacji napędzili sporego stracha. Odpadają z godnością i mogą z dużą dozą optymizmu patrzeć w przyszłość, teraz skupiając się już przede wszystkim na grze o ligowe punkty.
Docenić warto też fakt, jak niesamowitą twierdzą stała się Nowa Bukowa, gdzie swoje mecze rozgrywa GieKSa. Ostatni raz podopieczni Góraka przegrali u siebie w listopadzie 2025 roku. Od tamtej pory wygrali 12 domowych spotkań i zremisowali zaledwie dwa. Niebywały wyczyn.
Imponującą drogę GKS przebył na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. 2026 rok rozpoczynał przecież w strefie spadkowej PKO BP Ekstraklasy. Potem był kapitalny marsz po przepustkę do Europy i dość krótka, ale intensywna przygoda z Ligą Konferencji. Przed tym zespołem, tak się przynajmniej wydaje, jeszcze wiele dobrego. Rafał Górak zbudował, i wciąż buduje, wyjątkowo ciekawy zespół.

Przeczytaj również