Niebywały zjazd słynnego trenera. Niedawno trofea z gigantem, teraz sensacyjny ruch

Niebywały zjazd słynnego trenera. Niedawno trofea z gigantem, teraz sensacyjny ruch
Jamie Johnston / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiWczoraj · 19:00
Czasami nie zadajemy sobie sprawy z tego, jak wiele oznacza rok w piłce. Przecież jeszcze kilkanaście miesięcy temu było nie do pomyślenia, że szkoleniowiec Manchesteru United wyląduje w średniaku Eredivisie i to nie na głównym stanowisku. A jednak Erik ten Hag upadł. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
W czerwcu 2022 roku Erik ten Hag miał niesamowicie silną pozycję. Jego przyjście do Manchesteru United fetowano, podkreślano niebagatelny wkład w rozwój piłkarski Frenkiego de Jonga czy Antony'ego, wspominano niesamowity sezon zakończony półfinałem Ligi Mistrzów. Nie spodziewano się niczego złego, a już na pewno tego, że będzie gorzej niż za dziwacznej kadencji Ralfa Rangnicka. Holender w istocie wypadł znacznie lepiej niż Niemiec, ale pobyt na Old Trafford nie stoi pod znakiem pasma sukcesów, lecz stopniowej utraty znaczenia. Ten Hag właściwie wycofał się z trenowania. Niejako go zmuszono, nawet Wolverhampton wolało Roba Edwardsa.
Dalsza część tekstu pod wideo
55-latek stał się ofiarą wewnętrznych mechanizmów angielskiego giganta, fatalnie zniósł rozstanie. Jose Mourinho miał Tottenham, Romę, ostatnio wrócił do Benfiki. Rangnick - przejął stery reprezentacji Austrii. Ole Gunnar Solskjaer nie wypalił wprawdzie w Besiktasie, ale teraz jest jednym z głównych kandydatów do tymczasowego przejęcia sterów "Czerwonych Diabłów". Ten Hag natomiast trafił do Twente, gdzie będzie dyrektorem technicznym. To posada dla człowieka schodzącego ze sceny, a nie 55-latka, który jeszcze chwilę temu był jednym z najgorętszych nazwisk karuzeli trenerskiej i prezentował atrakcyjny futbol. Ale tego szkoleniowca już nie ma.
Po rozstaniu z Manchesterem United Holender postanowił odbić się w Bayerze. Na powrót czekał długo, a zadanie wybrał niełatwe, wszak miał wejść w buty kochanego Xabiego Alonso. Zanim zdołał się rozkręcić, było po sprawie. Poprowadził drużynę w trzech meczach - wygrał z SG Sonnenhof Grossaspach w Pucharze Niemiec, przegrał z Hoffenheim i zremisował z Werderem Brema. Bez szału, bez tragedii, ale na niekorzyść trenera działało znacznie więcej niż wyniki.
Kluczowe dla losów Ten Haga wydają się relacje międzyludzkie, a raczej ich brak. Holender nie potrafił dogadać się z nikim. Narzekali na niego zawodnicy, a także działacze. Pierwsi zwracali uwagę na archaiczne metody, można było odnieść wrażenie, że niewiele brakowało, aby zespół wyjechał na obóz przygotowawczy do Zakopanego. BILD zaś przekazał, że władze były poirytowane podejściem, jakie Ten Hag prezentował w kwestii transferów. Szkoleniowiec proponował do klubu rozmaitych zawodników, których wspólnym mianownikiem okazała się przynależność do Sports Entertainment Group.
SEG to holenderska agencja Ten Haga. Do stajni należą między innymi Cody Gakpo, Rasmus Hojlund, Robin Roefes, ale też Robin van Persie, Pep Guardiola, a od niedawna Adrian Siemieniec (szczegóły znajdziecie TUTAJ). Według Transfermarkt SEG odpowiada za interesy przeszło 400 zawodników, zatem Ten Hag miał naprawdę sporą pulę, z której mógł czerpać. Finalnie jednak nie zabrał do Niemiec nikogo.
Simon Rolfes i spółka postawili na inne kierunki, z 16 sprowadzonych zawodników jedynie Malik Tillman oraz Ernest Poku mieli konkretne związki z Holandią, przy czym żaden nie był związany z byłym zespołem Ten Haga. W Bayerze nie pozwolono zatem na rozbisurmanienie, które zdefiniowało angielską przygodę szkoleniowca. Bo o ile za kilka meczów można go chwalić, a i dwa tytuły - nawet jeśli trzecioplanowe - wyglądają korzystnie, to Ten Hag stał się ofiarą masowego sprowadzania piłkarzy, z którymi niegdyś współpracował. Efekt był tym gorszy, że zawodnicy kosztowali krocie, czego nie usprawiedliwiała jakość. Antony'ego nie ma już na Old Trafford, Hojlund niebawem zostanie wykupiony przez Napoli, na Lisandro Martineza trudno liczyć ze względu na ciągłe kontuzje, Sofyan Amrabat był meteorytem, Matthijs de Ligt wypada przeciętnie, na Andre Onanę konsekwentnie pomstowano i w końcu wypożyczono do Trabzonsporu. A przecież na tym nie koniec, bo kolejnymi Holendrami, niepowiązanymi bezpośrednio z Ten Hagiem, ale również klasyfikowanymi jako nieudany transfer, są Joshua Zirkzee i Tyrell Malacia.
Na dobrą sprawę broni się jedynie Noussair Mazraoui - reprezentant Maroka kosztował względnie mało, a trzyma całkiem solidny poziom. Wciąż jednak to jeden naciągany ruch na dziewięć, co tylko pogłębiło finansowe problemy Manchesteru United. Na Old Trafford uwierzono, że dzięki tym ludziom Ten Hag zdziała cuda, dlatego nie obawiano się gigantycznych inwestycji. Niestety dla "Czerwonych Diabłów" magiczna sztuczka skończyła się w momencie wyparowania pieniędzy. Większości kwoty zainwestowanej w wymienionych zawodników - mówimy o sumie przekraczającej 370 milionów euro - nie uda się odzyskać, czy to w sensie dosłownym, czy dzięki wynikom sportowym.
O temacie powiązania Ten Haga i SEG zrobiło się głośno we wrześniu 2023 roku, kiedy przyklepano transakcje Hojlunda i Amrabata. Klub zaprzeczył wówczas, jakoby działo się coś złego, natomiast rzecznik Manchesteru United odmówił komentarza. Nie było też szybkiego zwolnienia trenera, bo ten pożegnał się z posadą ponad rok później. Niesmak jednak pozostał i to na tyle wyraźny, że dziwi przejście Holendra do Twente i powierzenie mu takiej roli.
55-latek był już związany z tą drużyną wcześniej i to kilkukrotnie. Najpierw jako piłkarz (1989-1990, 1992-1994, 1996-2002), następnie jako trener juniorów (2002-2006), wreszcie zaś był asystentem Freda Ruttena, Steve'a McClarena i Ricardo Moniza (2006-2009). Zna Enschede od podszewki, ale czy to wystarczy, aby uniknąć błędów z ostatnich dwóch klubów? Ten Hag, nawet jeśli nie miał całkowitej kontroli, odpowiadał za część transferów, a już na pewno zawiódł w relacjach z drugim człowiekiem, czego przykładem scysja z Cristiano Ronaldo. Są to kwestie kluczowe dla posady dyrektora, nikogo nie zdziwi, jeśli zatrudnienie Holendra zestarzeje się jak mleko. Wręcz przeciwnie - jeśli projekt Twente wypali, będzie mowa o sporym zaskoczeniu.

Przeczytaj również