Frederiksen dokonał historycznej rzeczy. Przełom w Lechu Poznań?

Frederiksen dokonał historycznej rzeczy. Przełom w Lechu Poznań?
Łukasz Sobala/Press Focus
Dawid - Dobrasz
Dawid DobraszDzisiaj · 09:37
Przed Lechem Poznań runda prawdy, bo dawno nie było takiej sytuacji, gdzie obecny mistrz Polski jest wskazywany przez większość ekspertów jako faworyt do ponownego zdobycia tytułu. Jednak "Kolejorz" na wiosnę to jeden wielki znak zapytania, bo są aspekty, które logicznie przemawiają za mocą poznaniaków, ale też pojawiają się znaki zapytania powodujące niepewność wśród fanów.
W Poznaniu mamy obecnie o tyle "dziwną" sytuację, że za każdym razem po zdobyciu mistrzostwa w XXI wieku, a działo się to czterokrotnie, na wiosnę w kolejnych rozgrywkach Lech ani razu nie był typowany jako faworyt do tytułu. Ba! Zawsze po mistrzostwie w styczniu miał już innego trenera niż tego, który latem świętował tytuł. Jasne - Maciej Skorża sam zrezygnował z pracy w Lechu, ale mimo wszystko - w sezonie 22/23 próżno było wskazywać "Kolejorza" jako zespół mogący obronić tytuł.
Dalsza część tekstu pod wideo
Dlatego Niels Frederiksen zrobił już historyczną rzecz. Do stycznia dojechał cało i dalej jest w grze na trzech frontach. Chociaż nie ukrywam, że oglądając Ligę Mistrzów i widząc tam mistrza Norwegii (obecnie już wicemistrza) - Bodo, mistrza Cypru - Pafos, mistrza Azerbejdżanu - Karabach, czy mistrza Kazachstanu - Kairat, mam delikatne poczucie, że coś tu poszło nie tak, szczególnie że Lech czeka na "dogrywkę" w Lidze Konferencji z mistrzem Finlandii.
"Kolejorz" klasycznie już po zdobyciu tytułu w XXI wieku wpadł w turbulencje. I mimo tego warto spojrzeć na szklankę do połowy pełną, czyli na to, że na wiosnę Lech jest wskazywany jako główny faworyt do obrony tytułu. Na pewno wpływ na to ma spłaszczona tabela, bo między liderem a ostatnim zespołem w tabeli jest tylko 11 punktów różnicy.
Zagłębiając się jednak w liczby, Lech wiosną w lidze nie zachwycił. On właściwie obronił się przed nazwaniem tej rundy rozczarowaniem. Patrząc na liczby - tylko sześć zwycięstw na 17 meczów. U siebie? Tylko trzy zwycięstwa na dziewięć meczów, a dodatkowo ani razu przy Bułgarskiej nie udało się mistrzom Polski zachować czystego konta.
Lechowi jesienią zabrakło serii zwycięstw - takiej jak w poprzednim sezonie, choć wiadomo, że wtedy Lech grał właściwie tylko na jednym froncie, bo z Pucharu Polski odpadł najszybciej, jak było to możliwe.
Teraz Frederiksen i jego sztab wyciągnęli wnioski. Po wpadce z Lincoln podeszli do rozgrywek Pucharu Polski na odpowiednim poziomie determinacji. Wszak to trofeum można nazwać swoistym fatum dla Lecha, bo ostatni Puchar do Poznania przywieźli Robert Lewandowski i śp. Franciszek Smuda. To był 2009 rok, a kolejne te lata to pasmo wstydu i kompromitacji. Jednak kolejny okres przygotowawczy pozwala myśleć, że może być lepiej niż w poprzednich przypadkach, gdy "Kolejorz" bronił tytułu.

Dlaczego Lech to faworyt do tytułu?

Czasami mam wrażenie, że Lecha jest najłatwiej wskazać do obrony tytułu z racji tego, iż większość ekspertów uznaje kadrę Lecha za najmocniejszą w lidze, a dodatkowo na stanowisku trenera jest człowiek doświadczony, który w swoim pierwszym sezonie w Polsce zdobył tytuł (dodatkowo jest jedynym zagranicznym trenerem, który zdobył coś z Lechem).
I można się z tym zgodzić, bo na niektórych pozycjach - prawa obrona, prawe skrzydło czy atak - Lech ma najlepszych piłkarzy w lidze. Dodatkowo ma wielu magików - Palma, Ali, Walemark czy Ishak. Wielu doświadczonych piłkarzy, grających wcześniej w Europie czy zdobywających z "Kolejorzem" tytuły.
Dużo mówi się o tym, że na wiosnę wrócą kontuzjowani i to będzie siłą Lecha. Tutaj jednak trzeba wrzucić przysłowiową łyżkę dziegciu do tej beczki miodu.
Walemark? W sparingach zagrał 23 minuty. Znajdzie się w kadrze na mecz z Lechią, ale jeszcze potrzebuje czasu. Thordarson? Na obozie chorował, będzie w kadrze meczowej na Lechię, natomiast Frederiksen mówił, że jest gotowy na 30 minut. Douglas? Trenował z drużyną, jednak z Lechią nie zagra. Murawski? Gotowy realnie na marzec. Hakans? Potrzebuje jeszcze dwa-trzy tygodnie.
Kiedy wszyscy wrócą, Lech będzie mocny, ale nie ma pewności, że nie wypadną kolejni piłkarze. Dodatkowo najczęstsze pytanie, jakie padało podczas styczniowych przygotowań, brzmi - kiedy dojdzie do transferu nowego defensywnego pomocnika?
I w tym temacie póki co jest cisza. Lech pracuje, ale na pierwszy mecz sezonu nie udało się ściągnąć nowego piłkarza na tę pozycję, a co ciekawe - rok temu się udało, bo Thordarson zastąpił Murawskiego w pierwszym meczu 2025 roku z Widzewem ("Muraś" był zawieszony) i dal radę. Teraz nie ma ani Murawskiego, ani Thordarsona, a Ouma jest niewiadomą i na początku na pewno nie będzie brany pod uwagę. To można uznać za pewien problem.

Początek powie prawdę o Lechu

To wszystko są znaki zapytania, jednak problemy ma każdy - mniejsze lub większe (Jagiellonia się osłabiła, Raków z nowym trenerem itd.). Przed Lechem jest natomiast teraz prawdziwy maraton. Wręcz rekordowy w historii klubu. Od 31 stycznia do 22 marca do rozegrania jest aż 14 spotkań na trzech frontach. Już w pierwszym tygodniu na Lecha w siedem dni czekają trzy mecze, z czego dwa wyjazdowe na Górny Śląsk. Ten okres powie, jaki jest Lech w 2026 roku i na co może liczyć na koniec sezonu.
Tu nie ma miejsca na pomyłkę, jeśli Lech chce się liczyć na trzech frontach. A czy Lech już dzisiaj jest gotowy na taki maraton? Czy jeśli go przejdzie, to faktycznie zostanie mistrzem Polski lub zdobędzie Puchar Polski? Piotr Rutkowski mówi jasno - brak trofeum w tym sezonie będzie rozczarowaniem. I to jest całkiem jasne postawienie sprawy, a jak mawia wspomniany wyżej prezes - "mistrzostwo Polski rozgrywa się w pięciu ostatnich kolejkach". I to też jest prawda, bo z wyjątkiem sezonu 2023/24, tak właśnie było w ostatnich latach.
Ostatni mistrz, który obronił tytuł, to Legia Warszawa w latach 2020 i 2021. Lech dwukrotnie w swojej historii bronił tytułu sezon po sezonie (choć mistrzostwo w 1993 jest dyskusyjne).
Czas to powtórzyć albo wygrać Puchar Polski i pokazać, że w ostatnich pięciu latach Lech jest najlepszym polskim klubem, a Frederiksen w pełni zasługuje na nowy kontrakt.

Przeczytaj również