Niepokojący zjazd gwiazdy Arsenalu. Piłkarski geniusz zanika. "Aż przykro się oglądało"
Kolejne złote dziecko angielskiej piłki ma poważne problemy. Bukayo Saka daleki jest od formy, w której był w gronie najbardziej ekscytujących zawodników na świecie. Co się dzieje z gwiazdą Arsenalu?
Przykro oglądało się Bukayo Sakę w środowym meczu Ligi Mistrzów Arsenalu z Bayerem w Leverkusen. 24-letni gwiazdor “Kanonierów” wyszedł na boisko z opaską kapitana od pierwszej minuty i niemal w każdym kontakcie z piłką udowadniał, jak wiele brakuje mu do optymalnej dyspozycji. Non stop się gubił w ofensywie, dawał tłamsić, nie potrafił zaskoczyć przeciwników, grał jednowymiarowo, apatycznie. Notował straty (aż 14), przegrywał pojedynki (wygrał tylko dwa na osiem), zaliczył jeden udany drybling (na cztery). Statystyki i eye-test szły w parze - Saka wyglądał fatalnie i bardzo szybko, bo już w 60. minucie opuścił boisko. Jego zmiennik Noni Madueke sprawiał wrażenie piłkarza z innej planety, będąc najlepszym na murawie i pomagając w uzyskaniu remisu.
Słabszy mecz zdarza się każdemu, co jasne, nawet zawodnikowi z takiej półki jak Saka. Sęk w tym, że kibice Arsenalu raczej nie byli zaskoczeni tym, co obejrzeli. Od dłuższego czasu Anglik nie przypomina swojej najlepszej wersji, z czasów, gdy należał do topowych ofensywnych graczy na świecie.
W końcu nie wytrzymał
W ostatnich latach Saka w wielu meczach w pojedynkę lub prawie pojedynkę ciągnął przód Arsenalu. Grał niemal wszystko, wykręcał kapitalne liczby. Sezon 2022/23 to 14 goli i 12 asyst w lidze, poprawione bilansem 16+12 rok później. Jak mało kto mógł żałować, że “Kanonierom” nie wystarczało to do mistrzostwa Anglii - on robił wszystko, by zapracować na upragnione trofeum. Napędzał akcje, podawał, kreował, kiwał, strzelał. Wszystko z dynamiką, gracją, niebanalną techniką. Ciągły rozwój, a przy tym świetna historia, bo to wychowanek, złote dziecko akademii Arsenalu, od siódmego roku życia w klubie. Kawał piłkarza, z gatunku tych, dla których przychodzi się na stadiony, tych, którzy porywają tłumy. Jego łączny bilans w ukochanej koszulce to 302 mecze, 79 bramek i 78 asyst.
Saka rzadko odpoczywał. Z jednej strony opierała się na nim gra zespołu, z drugiej zwracano uwagę, że natłok meczów i potężne obciążenia mogą obrócić się przeciwko niemu. Mikel Arteta był krytykowany za puszczanie skrzydłowego w bój nawet wtedy, gdy nie wydawało się to potrzebne. W składzie brakowało też odpowiedniego zabezpieczenia na pozycji prawoskrzydłowego, dziury, jak musieli, łatali piłkarze z innych pozycji. Istniały obawy, że organizm Anglika w końcu nie wytrzyma, powie pas.
I powiedział. W grudniu 2024 r. Saka nie dokończył meczu z Crystal Palace, zszedł z kontuzją mięśnia dwugłowego uda. Diagnoza: poważny uraz, konieczność operacji, kilka miesięcy z głowy. Do feralnego dnia szło mu nieźle, miał świetny start sezonu, wykręcił ligowy bilans 5+11. Potem zamiast na boisku, czas spędzał na rehabilitacji. Wrócił w kwietniu, strzelił po golu w ćwierćfinale i półfinale Ligi Mistrzów, ale widać było, że jeszcze nie wszedł na właściwe obroty.
Inny, słabszy, czytelniejszy
Latem klub wreszcie wyłożył pieniądze na backup swojego lidera. Pojawił się Noni Madueke, który kosztował może niemało (ponad 50 mln euro), miał natomiast odciążyć Sakę. Tak, by Arteta nie musiał forsować jego gry za wszelką cenę i mógł skorzystać z naturalnego zastępstwa. Ta część planu się powiodła. Wprawdzie sam Madueke stracił kilka tygodni z powodu kontuzji, natomiast generalnie swoją robotę wykonuje należycie. To zawodnik niekiedy mocno frustrujący, robiący szum dla szumu, ale jednocześnie nieustępliwy w próbach dryblingu, strzałów, dośrodkowań. Potrafiący błysnąć jednym ruchem, magic touchem, jak z Leverkusen. W 1500 minut uzbierał siedem goli i cztery asysty, patrząc, jaką ma rolę, trudno go krytykować.
Saka zaś zanotował solidny zjazd formy. Od wspomnianej kontuzji nie wrócił na oczekiwany poziom. Wprawdzie jego bilans 9+7 we wszystkich rozgrywkach nie jest dramatyczny (choć najsłabszy odkąd gra w Arsenalu), ale regularnie oglądając mecze ekipy Mikela Artety można łatwo dostrzec, że to inny zawodnik niż zdążył do tego przyzwyczaić. Rzadziej wygrywa pojedynki, sprawia wrażenie ociężałego, bardziej czytelnego dla rywali, słabszego w grze jeden na jeden. Mniej strzela, mniej kreuje, rzadziej podejmuje ryzyko dryblingu. Nie ma wątpliwości, że to jego najsłabszy czas, odkąd lata temu przebojem wdarł się do podstawowego składu “Kanonierów”. Dobrze oddaje to poniższa grafika ze Sky Sports.
Dodajmy, że po drodze w ostatnich miesiącach Saka złapał jeszcze dwa pomniejsze urazy. To z pewnością nie ułatwiło mu złapania rytmu, ale poza kwestiami zdrowotnymi, które jasno wpłynęły na jego zjazd, jest jeszcze druga strona medalu. Plan zespołu na grę i odpowiednie wykorzystanie atutów lidera ofensywy. Mechaniczna taktyka Artety może paradoksalnie przynieść Arsenalowi historyczne sukcesy, jednak także wyraźnie ogranicza możliwości ofensywne, swobodę ruchów takim gigantom piłki jak Saka. Skrzydłowy, często pozostawiony z boku boiska sam sobie, bez wsparcia, bez obudowania go w odpowiedni sposób, zawsze będzie ograbiony z części atutów. Ponadto nie bez znaczenia są personalia - Bukayo fantastycznie współpracował ze schodzącym do boku Martinem Odegaardem i prawym obrońcą Benem White’em. Z Eberechim Eze, Viktorem Gyokeresem czy Jurrienem Timberem takiej nici porozumienia brakuje.
Odrodzenie i nowa pozycja?
Przed Mikelem Artetą jasna misja: zrobić wszystko w celu odzyskania najlepszej wersji swojego lidera. Stworzenie mu takiego środowiska, by - wybaczcie kolokwializm - się “odgruzował”. Czyli odzyskał polot, pewność siebie i mógł wykorzystywać oczywistą jakość z jak największą korzyścią dla drużyny. Nie ma wątpliwości, że to klucz do sukcesów “Kanonierów”, a te dalej są sprawą otwartą. Arsenal często nudzi, męczy, ale wciąż gra o aż cztery trofea, w tym wymarzony tytuł ligowy. Saka w formie i pełni zdrowia może być gamechangerem.
- Uwielbiamy go i w pełni w niego wierzymy. To, co robi dla nas, dla tego klubu, jest niewiarygodne, patrząc na jego wiek. Dalej ma ogromny wpływ na ten zespół - mówił Arteta, pytany o 24-latka. - Jak każdy człowiek, każdy piłkarz, może mieć indywidualny występ nie na swoim poziomie. Ale ogólnie, gdy spojrzycie na jego siłę i na impuls, który daje drużynie - to jest niesamowite - stwierdził.
Jak przyznawał sam piłkarz, Arteta odegrał gigantyczną rolę w jego rozwoju, stworzył z niego lepszego zawodnika, pomógł stworzyć jednego z najciekawszych i najzdolniejszych skrzydłowych na świecie.
- Był decydujący, kluczowy dla mojego rozwoju piłkarskiego - opowiadał Saka w CNN. - Pod jego wodzą stałem się wyraźnie lepszym piłkarzem. Bardzo mi zaufał, jestem mu za to niezwykle wdzięczny. Gdy ludzie mnie pytają, jakiego chciałbym wymarzonego trenera, wskazuję właśnie jego - chwalił.
Niewykluczone, że odrestaurowany Bukayo Saka będzie częściej wykorzystywany jako centralna postać, a nie skrzydłowy. Arteta testował już go na kierownicy ofensywy w dwóch meczach. Jako “dziesiątka” 24-latek może być częściej pod grą, dyrygować atakami, korzystać z umiejętności kreacji, strzelać, aniżeli przyspawany do boku, zwykle “sam przeciwko wszystkim”. Patrząc na całościowo cenny wkład Madueke w drużynę i kapitalnie rozwijającego się kolejnego złotego dzieciaka, 16-letniego Maxa Dowmana (a z wypożyczenia z Marsylii wróci Ethan Nwaneri), Saka jako regularna opcja w środku brzmi ciekawie. Szczególnie, że końca zdaje się dobiegać kariera w Londynie Odegaarda. Z wyżej wymienionymi, plus Eze, Havertzem czy Merino, akurat tutaj wzmocnienia nie muszą być konieczne.
Wiele miesięcy temu Anglię interesowała debata, kto z trójki lokalnych diamentów jest najlepszy i ma najwyższy sufit: Saka, Phil Foden czy Cole Palmer. Dziś nikt o tym nie mówi. Cała trójka szuka formy, akurat kwartał przed mundialem, co z pewnością nie cieszy Thomasa Tuchela, selekcjonera “Synów Albionu”. Zobaczymy, który pierwszy wróci na właściwe tory. Filar Arsenalu wskoczył ostatnio do grona najlepiej zarabiających piłkarzy w lidze (300 tys. funtów tygodniówki), gdy w lutym przedłużył kontrakt aż do 2031 roku. Czas, by znów pokazał tą wartość na boisku. To, że ma ku temu predyspozycje, wiemy doskonale. Bukayo, wracaj, trzymamy kciuki.