Nieprawdopodobny los outsidera mundialu. "To przejdzie do historii"

Nieprawdopodobny los outsidera mundialu. "To przejdzie do historii"
Fred Palmer / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 13:00
Curacao jeszcze nie zagrało, a już jest pewne pobicia dwóch rekordów mistrzostw świata. Będzie miało najstarszego selekcjonera, natomiast już w momencie kwalifikacji zostało najmniejszym uczestnikiem w dziejach. Karaibskie państewko, dopiero od niedawna uniezależniające się od Holandii, marzy o tym, aby sprawić kolejną niespodziankę.
Największy mundial w historii sprzyja temu, aby zobaczyć w akcji reprezentacje, o których w innych okolicznościach pewnie byśmy nie usłyszeli. Jednym z najlepszych przykładów pozostaje Curacao. Kadra istniejąca raptem 16 lat, w dodatku zbudowana na piłkarzach urodzonych poza granicami wysepki.
Dalsza część tekstu pod wideo

Na własnych nogach

Curacao zostało skolonizowane przez Hiszpanów tuż u kresu XV wieku. Stanowiło bazę wypadową do dalszego podboju Ameryki oraz swoiste przedłużenie Wenezueli. Sama wyspa uważana była jednak za mało jakościową, brakowało żyznej gleby oraz metali szlachetnych. Hiszpanie nie byli szczególnie zainteresowani utrzymaniem kontroli, podczas wojny z Holandią władzę przejęła Holenderska Kompania Zachodnioindyjska, a na Curacao napłynęli kolejni osadnicy.
W 1634 roku założyli Willemstad, które zaczęło funkcjonować jako stolica i rolę tę odgrywa do dziś. To największe miasto nie tylko na wyspie, ale i w całych Karaibach Holenderskich, zamieszkiwane przez około 150 tysięcy osób (znamienita większość wszystkich osób na wyspie). Zanim jednak uzyskało niezależność, było ważnym punktem wśród zamorskich włości Holendrów. Wydobycie soli stało się atrakcyjne ze względu na jej status towaru luksusowego, a niewolnictwo kwitło mimo rozległego buntu u schyłku XVIII wieku. Kontrolę nad Curacao próbowali zdobyć Francuzi oraz Brytyjczycy, ale obie nacje finalnie poległy, chociaż druga dopiero dopiero po zakończeniu wojen napoleońskich.
W 1863 roku Holendrzy znieśli niewolnictwo, co spowodowało sporą emigrację, między innymi na Kubę. Używanie języka niderlandzkiego stało się coraz powszechniejsze, powoli wypierało hiszpański. W kolejnych latach wyspa przeszła przez atak Wenezueli, II wojnę światową, podczas której była hubem dla wojsk alianckich, a także wzrost znaczenia pod odkryciu złóż ropy. W 1954 roku doszło do utworzenia Antyli Holenderskich, ale właśnie nadciągał kolejny kryzys. Segregacja rasowa postępowała, wysokie bezrobocie było dotkliwe dla mieszkańców. W 1969 w Willemstad doszło do regularnego starcia z holenderską armią. W następstwie Europejczycy pozwolili na nieco większą swobodę.
Ale wyspa wciąż tkwiła w kryzysie związanym z ogólnymi problemami rafinerii stanowiących najważniejszy punkt lokalnej gospodarki. Ludność ochoczo emigrowała do Holandii, trudno się dziwić, że gros obecnych reprezentantów "Pantera Negra" przyszła na świat na Starym Kontynencie. Ich przodkowie osiedlili się tam, bo w ojczyźnie zwyczajnie nie dało się żyć. Zmiana na lepsze nastąpiła dopiero kilkanaście lat temu, kiedy Curacao znacznie rozwinęło sektor turystyczny i handel międzynarodowy, a także dokonało dalszych inwestycji w zakresie rafinerii.
W 2010 roku rozpadły się Antyle Holenderskie, a Curacao funkcjonowało jako autonomiczne państwo w Królestwie Niderlandów (razem z Arubą i Sint Maarten). Długi względem Holandii umorzono, a Europejczycy pomogli stanąć na nogi budżetowi maleńkiego kraju. Gospodarka zaliczyła wzrost podkopany po pandemii koronawirusa, która doprowadziła do masowych obniżek pensji, a następnie rozległych protestów w Willemstad. Mimo tego jej aktualny stan jest oceniany bardzo dobrze. W latach 2022-24 Bank Światowy umieścił Curacao na 52. miejscu, jeśli chodzi o nominalną wysokość PKB. Wyprzedziło ono między innymi Rumunię, Chile, Turcję, Meksyk czy Argentynę. Nieznacznie tylko przegrało z Węgrami, Chorwacją i Grecją.

Trzecie podejście

Obecna reprezentacja jest trzecią w historii wyspy, ale pierwszą będącą właściwym Curacao. Pierwsza istniała od 1921 do 1958 roku jako reprezentacja terytorium Curacao i była nawet członkiem FIFA. Futbol rozwijał się dość dynamicznie od początku XX wieku, kiedy to swoją rolę odegrali bracia z kościoła Santa Famia. Zaraz po zakończeniu II wojny światowej na wyspie odbył się turniej towarzyski z udziałem między innymi Aruby i Feyenoordu, gospodarze wygrali wszystkie spotkania. W 1950 roku reprezentacja wygrała Igrzyska Ameryki Środkowej i Karaibów, chociaż rywalizowała z Haiti czy Hondurasem. Świetne wrażenie zrobił golkiper Ergilio Hato, dostał kilka ofert, ale nie chciał wyjechać do Europy. Doczekał się miana legendy, a stadion reprezentacji nosi jego imię.
W 1958 doszło do kolejnej rewolucji. Tym razem powstała kadra Antyli Holenderskich, wzmocniona jeszcze przez Bonaire i do 1986 roku przez Arubę. Reprezentacja startowała w eliminacjach do mistrzostw świata, ale nigdy ich nie przebrnęła. Wielokrotnie natomiast rywalizowała w Pucharze Mistrzów CONCACAF, a w dwóch edycjach zajęła trzecie miejsce. Po złoto sięgnęła zaś na Igrzyskach Ameryki Środkowej i Karaibów 1962. Do 2010 roku za wyniki odpowiadali między innymi Jan Zwartkruis, były selekcjoner reprezentacji Holandii, Rob Groener związany uprzednio z Twente czy Pim Verbeek mający przeszłość w Feyenoordzie.
Po rozwiązaniu Antyli Holenderskich spadkobiercą reprezentacji Antyli zostało właśnie Curacao. To ono przejęło wyniki, rekordy oraz miejsce w szeregach FIFA, wobec wcześniejszego usamodzielnienia się Aruby. Inaczej z kadrami Bonaire oraz Sint Maarten, bo chociaż należą do CONCACAF, to nie są zrzeszone w FIFA. Curacao to zatem jedyny przedstawiciel Antyli, którzy może ubiegać się o start w mistrzostwach świata. I robi to z naprawdę zaskakującym skutkiem.
W 2014 roku udało się zatrzymać faworyzowane Haiti oraz spokojnie ograć Wyspy Dziewicze, ale Antigua i Barbuda narzuciły zdecydowanie za mocne warunki. Przy okazji turnieju z 2018 roku niespodzianek było jeszcze więcej. Najpierw wyższość drużyny dowodzonej przez Remka Bicentiniego musiał uznać Montserrat, następnie zaś Kuba, którą wyrzucono dzięki obowiązującej jeszcze zasadzie bramek na wyjeździe. "Pantera Negra" dotarła do trzeciej rundy, gdzie została zatrzymana przez Salwador. Przed mundialem w Katarze ekipa zdała kolejny test, tym razem przeszła przez całą grupę eliminacyjną, wyprzedzając między innymi Gwatemalę i Kubę. Niestety, w drugiej rundzie, poprzedzającej finał eliminacji, wpadła na Panamę, a ta była lepsza mimo bezbramkowego remisu w Willemstad. Nie ulegało przy tym wątpliwości, że zespół stale się rozwijał, parł w stronę upragnionego awansu.

W końcu na mistrzostwach

Curacao uważa się za beneficjenta zmiany formatu mistrzostw świata, chociaż to nie do końca prawda. Główna różnica polegała na tym, że reprezentacja nie musiała bić się od pierwszej rundy, bo tam wystąpiły jedynie Wyspy Dziewicze, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Turks i Caicos oraz Anguilla. Resztę podopieczni Dicka Advocaata wywalczyli sami, odnosząc między innymi spektakularne zwycięstwo 5:1 nad Haiti, decydujące o statusie lidera w grupie eliminacyjnej. Po tym triumfie "Pantera Negra" w końcu awansowała do ostatniej fazy eliminacji.
Tam poradziła sobie znacznie powyżej oczekiwań. Przyszło jej grać z Jamajką, Trynidadem i Tobago oraz Bermudami. Pierwsze dwie drużyny postrzegano jako faworytów, tymczasem żadna nie potrafiła poskromić zespołu Holendra. Owszem, Curacao często remisowało, ale nade wszystko pokonało Jamajkę 2:0, dzięki czemu wyprzedziło ją w grupie, uniknęło interkontynentalnych baraży, gdzie czekały Nowa Kaledonia z Kongo. W ten sposób Curacao pierwszy raz w dziejach zapewniło sobie występ na największej ze scen.
Biletu nie znalazło w czipsach, FIFA nie wyciągnęła go za uszy za wszelką cenę. Trzeba było sprawić kilka niespodzianek, udowodnić jakość reprezentacji bazującej już nie na chłopakach z Willemstad, ale wychowanych w Europie. Gdyby awans przypadł Jamajce, nikt nie biłby piany, chociaż ta na mundialu grała przecież tylko raz. Przy okazji zrobiła trochę zamieszania, w 1998 roku pokonała Japonię. Teraz Curacao marzy o osiągnięciu podobnego wyniku.
Argumenty piłkarskie mają konkretne. Bo o ile "The Reggae Boyz" jechali do Francji z drużyną składającą się w dużej mierze z piłkarzy występujących w rodzimych rozgrywkach, o tyle podopieczni Advocaata mają spore doświadczenie w nieco silniejszych zmaganiach. Szkopuł w tym, że grupa nie sprzyja cudom.

Po marzenia

Obecna "Pantera Negra" jest oczywiście najmocniejsza w dziejach. Reprezentacja korzysta ze swojej historii, garściami czerpie od potomków, którzy lata temu wyjechali z Curacao i udali się do Holandii. Nie brakuje świeżych nabytków - Riechedly Bazoer (na co dzień Konyaspor), Armando Obispo (PSV), Deveron Fonville (NEC), Shurandy Sambo (Sparta Rotterdam), Tyrese Noslin (Telstar), Tahith Chong (Sheffield United), Sontje Hansen (Boro) i Ar'jany Martha (Rotherham) mają na koncie mniej niż 10 występów w narodowych barwach. Najwcześniej, bo jeszcze w 2024 roku, zadebiutował Martha, ale taki Foneville wpadł do zespołu za pięć dwunasta, występował jedynie w sparingach w 2026 roku.
Bardzo ciekawie ułożyły się też losy Joshuy Breneta. Prawy obrońca Kayserisporu miał za sobą dwa mecze w kadrze Holandii, co więcej wystąpił w meczu o punkty - w 2016 roku rozegrał całe spotkanie eliminacyjne z Luksemburgiem (3:1). Mimo tego urodzonemu w Kerkrade piłkarzowi pozwolono reprezentować Curacao w myśl zmodernizowanych przepisów FIFA. Nie przekroczył aktualnego limitu występów dla innej reprezentacji, a także od jego gry dla "Oranje" minęło osiem lat.
Ktoś powie, że to kombinowanie, farbowanie lisów, ale Curacao nie ma z czego czerpać. Poważny futbol na wyspie nie istnieje, jedynym rodowitym reprezentantem kraju, istotnym dla układanki Advocaata, jest pochodzący z Willemstad Chong. Pozostali przyszli na świat w Holandii, wielu w Rotterdamie. Wyspiarscy kibice nie czują jednak żadnego dystansu względem swoich bohaterów. Kochają piłkę, kochają zabawę i każdą minutę, jaką spędzą na mundialu.
- Może, nigdy nic nie wiadomo, możemy być niespodzianką dla całego świata. To nasz pierwszy turniej, nie mamy najlepszych zawodników w historii, ale mamy drużynę pełną serca, ducha i energii. Cokolwiek się stanie, będziemy się bawić - powiedział jeden z fanów w rozmowie z The Athletic.
Curacao, niezależnie od potyczek z Niemcami, silnym Ekwadorem i również mocniejszym WKS-em, na pewno przejdzie do historii mundiali. 14 czerwca, podczas meczu z drużyną Juliana Naglesmanna, Dick Advocaat zostanie najstarszym selekcjonerem w dziejach mistrzostw. Weteran był blisko zupełnego rozstania z reprezentacją, wrócił do ojczyzny z powodu choroby córki, ale gdy zespół znalazł się na skraju wewnętrznego rozłamu, a córka nieco wydobrzała, ponownie zasiadł za sterami. Podczas meczu z Niemcami będzie miał 78 lat, osiem miesięcy i 18 dni.

Dyskusja

Przeczytaj również