Niesamowite, co zrobił jeden z Niemców. Piłkarskie jaja. "Papiery na Nagelsmanna"

Niesamowite, co zrobił jeden z Niemców. Piłkarskie jaja. "Papiery na Nagelsmanna"
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:00
W 2014 roku sięgnęli po mistrzostwo świata, po czym… dali plamę na trzech kolejnych mundialach. Czarna seria reprezentacji Niemiec trwa. Choć tym razem nasi zachodni sąsiedzi wyszli z grupy, odpadli już w 1/16 finału. I to po meczu ze skazywanym na pożarcie Paragwajem. To po prostu kompromitacja.
13 lipca 2014 roku. To wtedy reprezentacja Niemiec po raz ostatni wygrała mecz w fazie pucharowej mistrzostw świata. To również wtedy po raz ostatni zachowała w jakimkolwiek mundialowym spotkaniu czyste konto. Dziś kibice zza naszej zachodniej granicy mogą wracać do tamtego wieczoru z wielką nutą nostalgii. Nie tylko świętowali bowiem zdobycie tytułu mistrza świata po pokonaniu Argentyny, ale jak pokazała przyszłość - obserwowali też zmierzch swojej reprezentacji w wielkim wydaniu.
Dalsza część tekstu pod wideo
Turnieje z 2018 i 2022 roku zakończyły się kompromitacją. W obu przypadkach Niemcy odpadali już na etapie fazy grupowej, oglądając m.in. plecy Japonii, Szwecji, Meksyku czy Korei Południowej. Tym razem taka klapa miała się już nie powtórzyć. I w zasadzie się nie powtórzyła. Ale tylko w teorii.
“Die Mannschaft” z grupy przecież wyszli. Ba, nawet ją wygrali. Czy w dobrym stylu? Raczej nie. Co prawda wysoko pokonali Curacao (7:1), ale w dwóch pozostałych meczach, z niżej notowanymi rywalami, mieli już kłopoty. Wybrzeże Kości Słoniowej jeszcze ograli (2:1), choć rzutem na taśmę, a starcie z Ekwadorem zakończyli już na tarczy (1:2). Delikatny niesmak pozostał, obawy przed fazą pucharową wzrosły, ale cel mimo wszystko udało się osiągnąć - podopieczni Juliana Nagelsmanna wyszli z pierwszego miejsca.
W 1/16 finału czekał na nich Paragwaj. Ten sam Paragwaj, który mistrzostwa rozpoczął od wysokiej porażki (1:4) z USA, potem bardzo szczęśliwie ograł Turcję (1:0), a następnie zremisował z Australią (0:0). Po fazie grupowej trudno było posyłać w kierunku ekipy z Ameryki Południowej jakieś ciepłe słowa. Zaczęła od batów, po czym postawiła na siermiężny futbol i psim swędem przedarła się do fazy pucharowej.
To w teorii miało być jedno z najbardziej jednostronnych spotkań 1/16 finału. I gdyby spojrzeć na suche statystyki - w zasadzie takie było. Niemcy oddawali więcej strzałów (21:7), mieli aż 16 (!) rzutów rożnych, wykręcili 75 procent posiadania piłki. Były to jednak nieco złudne liczby. W rzeczywistości przez długie fragmenty meczu ekipa “Die Mannschaft” nie miała żadnego pomysłu na zaskoczenie rywala. Grała ślamazarnie, nudno, przewidywalnie. Ratowała się w zasadzie tylko kolejnymi dośrodkowaniami w pole karne.
Jedno z nich wykorzystał Kai Havertz. To on niedługo po rozpoczęciu drugiej połowy trafił głową i doprowadził do remisu, odpowiadając tym samym na wcześniejsze trafienie Julio Enciso. Na więcej naszych zachodnich sąsiadów nie było już jednak stać. Bili głową w mur do samego końca. I podstawowego czasu gry, i dogrywki. O wszystkim musiał zadecydować więc konkurs rzutów karnych. On był tylko kropką nad “i” w historii o kolejnym blamażu mistrzów świata z 2014 roku.
Nawet w rzutach karnych Niemcy dostali od losu kilka szans. Po tym, jak pomylili się Kai Havertz i Nick Woltemade, Paragwaj miał dwie szanse na zakończenie rywalizacji. Wystarczyło, żeby do siatki trafił ktoś z duetu Antonio Sanabria - Fabian Balbuena. Żaden z nich nie potrafił jednak pokonać Manuela Neuera, co doprowadziło do szokującego zwrotu akcji. Przed szóstą serią jedenastek gra zaczynała się w zasadzie od zera. Ale nawet po takim come-backu podopieczni Nagelsmanna nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Ich klęskę fatalnym strzałem, niemal w trybuny, podsumował Jonathan Tah.
Niemcy na trzecim mundialu z rzędu nie znajdą się zatem wśród 16 najlepszych zespołów turnieju. Poczekają na taki “wyczyn” minimum 16 lat. Przypomnijmy - mówimy o reprezentacji, która cztery razy była mistrzem świata, czterokrotnie zdobywała srebro i tak samo często zajmowała podczas mundiali trzecie miejsce. W latach 2002-2014 każdy z czterech kolejnych czempionatów kończyła na podium. Obserwujemy zatem brutalny zjazd piłkarskiego giganta.
Na większe analizy kolejnej klęski Niemców przyjdzie jeszcze czas. Co można natomiast napisać na gorąco? Zastanowić trzeba się pewnie, czy kadra ta pod wodzą Juliana Nagelsmanna zmierza w odpowiednim kierunku. Dwa lata temu były szkoleniowiec Bayernu, RB Lipsk i Hoffenheim nie był w stanie poprowadzić kadry do sukcesu podczas mistrzostw Europy na niemieckiej ziemi, teraz skompromitował się wraz z nią na kolejnym wielkim turnieju. Komuś może tu skończyć się cierpliwość.
Zawiedli też oczywiście sami piłkarze. Kompletnie bez formy na mundial przyjechał Florian Wirtz, tylko przebłyski miał Kai Havertz, zdecydowanie więcej drużynie powinien dawać Joshua Kimmich. A Leroy Sane w spotkaniu z Paragwajem zaprezentował się po prostu katastrofalnie. Jak zauważył Michał Zachodny, skrzydłowy reprezentacji Niemiec miał 23 straty, zero udanych dryblingów przy siedmiu próbach i zero udanych dośrodkowań na osiem prób.
- Epokowy występ Leroya. Nikt nie ma tak mocnych papierów na Nagelsmanna - napisał.
Można tak w zasadzie wymieniać i wymieniać. Jeden gorszy od drugiego. To obraz reprezentacji Niemiec z zakończonego już dla nich mundialu. Napięli mięśnie w starciu z absolutnym debiutantem, po czym każdy kolejny mecz rozegrali już na niższym poziomie. Może i dobrze, że ograł ich Paragwaj, bo w potencjalnym ćwierćfinale czekałaby pewnie Francja. A to mogłoby się zakończyć dla “Die Mannschaft” bardzo boleśnie.
Przed wszystkimi odpowiedzialnymi za niemiecki futbol reprezentacyjny trudny czas. Coś może wydarzyć się raz, może dwa, ale trzecia klęska z rzędu pokazuje już, że potrzeba wstrząsu. I taki zapewne nadejdzie.

Przeczytaj również