Niesamowite, jak żegnają Lewandowskiego. Słowa Gaviego mówią wszystko

Niesamowite, jak żegnają Lewandowskiego. Słowa Gaviego mówią wszystko
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 11:00
Wszystko, co piękne, kiedyś się kończy. Spektakularna kariera Roberta Lewandowskiego w Barcelonie dotarła do epilogu. Polak nie opuszcza jednak szeregów “Blaugrany” w zwykły sposób. Robi to jako legenda.
Na wstępie warto zaznaczyć, że w kontekście piłki termin “legenda” może być dość pojemny. W przypadku Barcelony wszelkie niezbędne kryteria spełniają tak pomnikowe postacie jak m.in. Leo Messi, Johan Cruyff, Xavi czy Andres Iniesta. Pod względem skali sukcesów, liczby trofeów i wpływu na historię klubu oni ocierają się absolut, są praktycznie nietykalni na szczycie. Co nie oznacza, że inni zawodnicy także nie powinni być wyróżnieni za swoje wybitne dokonania.
Dalsza część tekstu pod wideo
Zastanawiając się nad “legendarnością” piłkarza w danym klubie, trzeba brać pod uwagę okoliczności. Do jakiej drużyny trafił, a jaką opuścił. Co zrobił w międzyczasie jako jednostka na rzecz rozwoju całego kolektywu. Jak samą swoją obecnością wpłynął na postrzeganie klubu przez kibiców czy nawet rywali. Czy zrobił wszystko, aby w momencie rozstania panowała względna jedność w kwestii niepodważalnych zasług. Jeśli zbierzemy te wszystkie elementy, dostrzeżemy, że Robert Lewandowski zasługuje na zaszczytne miejsce w Panteonie “Dumy Katalonii”. Nie przez przypadek wielu kolegów z drużyny, w tym Marcus Rashford, Fermin, Ronald Araujo, Ferran Torres i Dani Olmo pożegnali go właśnie nazywając legendą. To samo zrobił sam klub.
- Przybył jako gwiazda, odchodzi jako legenda. Dziękujemy, Robert, za każdą bramkę, każdą bitwę i każdy magiczny moment w tych barwach. Culer na zawsze - napisał oficjalny profil mistrzów Hiszpanii. - Przybyłeś, kiedy byliśmy w najgorszym momencie. Twoje bramki i cechy przywódcze pomogły przywrócić klub na należne miejsce. Gra z tobą była zaszczytem, Roberto, będziemy tęsknić za twoimi golami - wtórował Gavi.

Krok do tyłu i dwa w przód

Transfer do Barcelony był jedną z najodważniejszych decyzji Lewandowskiego w karierze. W 2022 roku mógł przecież pozostać w Bayernie, gdzie wciąż miał ważny kontrakt. Nadal strzelałby hurtową liczbę goli przeciwko rywalom, których znał jak własną kieszeń. Po dekadzie kolekcjonowania mistrzostw Niemiec postanowił jednak, że potrzebuje czegoś nowego. Przenosin do drużyny w tamtym momencie wyraźnie słabszej od “Die Roten”, ale posiadającej inne zalety. Jeszcze większą rozpoznawalność, przyjemniejsze miejsce do życia, możliwość uczestniczenia w najbardziej elektryzującej rywalizacji w klubowej piłce. A przede wszystkim szansę, aby zostać jedną z twarzy renesansu zakurzonego hegemona.
Wielu hiszpańskich kibiców Barcelony pisze, że transfer Lewandowskiego był światełkiem w tunelu. I to właśnie te słowa najlepiej podsumowują okoliczności tamtego ruchu. Latem 2022 roku Barcelona znajdowała się na zakręcie i była zmuszona obrać konkretny kierunek. W sezonie 2021/22 Xavi wyciągnął drużynę z dziewiątego na drugie miejsce, aczkolwiek przyszłość projektu w kontekście długoterminowym wciąż stała pod znakiem zapytania. Aktywowanie słynnych już dźwigni finansowych pozwoliło na przeprowadzenie kilku głośnych transferów, ale przy praktycznie minimalnym marginesie błędu. Gdyby “Blaugrana” przepaliła wtedy 150 mln euro, dziś na pewno nie mogłaby świętować trzeciego mistrzostwa w ostatnich czterech latach. Dokonała jednak słusznych ruchów, ściągając Raphinhę, Julesa Kounde i przede wszystkim “Lewego”.
- Jest najlepszym piłkarzem na świecie, a bije od niego skromność. Cenię taką cechę. Cały czas jest uśmiechnięty. Kiedy go spotkałem, ani przez chwilę nie poczułem, żeby się wywyższał. Zaimponował mi tym podejściem. Powiedziałem mu, że koszulka Barcelony jest święta. Życzyłem, żeby był zdrowy i strzelał dużo goli, a Barca wygrywała dzięki jego skuteczności. Na razie to wszystko się sprawdza - mówił na początku sezonu 2022/23 Christo Stoiczkow na łamach Super Expressu.
Nie od razu Barcelonę zbudowano. Proces odbudowy nie był ani łatwy, ani przyjemny. Niedługo po transferze Lewandowskiego Bayern pokazał “Blaugranie” miejsce w szeregu, wygrywając z nią 2:0 i 3:0, co przyczyniło się do jej odpadnięcia w fazie grupowej Champions League. Podopieczni Xaviego spadli do Ligi Europy, gdzie w 1/16 finału zostali pokonani przez Manchester United. W międzyczasie ekipa z Katalonii odzyskała jednak palmę pierwszeństwa na krajowym podwórku, zdobywając superpuchar i mistrzostwo Hiszpanii. Wysłała światu krótki, acz treściwy sygnał: wracamy.
Koniec kadencji Xaviego był przeciętny zarówno dla Lewandowskiego, jak i całej drużyny. Po burzy znów wzeszło jednak słońce. Poprzedni trener, chociaż krążą o nim różne opinie, pomógł następcy, pozostawiając grupę niezwykle uzdolnionych adeptów La Masii. Hansi Flick wykorzystał to, rozwijając Lamine’a Yamala, Pau Cubarsiego czy Fermina. Przy czym kolektyw nie był oparty tylko na młodych, gniewnych. “Nestor” z numerem dziewięć na plecach też dokładał swoje do kolejnych sukcesów.

Jeden z największych

Ludzie szybko przyzwyczajają się do dobrego. Śledząc karierę Lewandowskiego w Barcelonie, kibice też mogliby uznać, że w sumie to norma. Strzela, bo zawsze strzelał. Zgarnia mistrzostwa, jak to on. Ale to nie jest wcale takie normalne i oczywiste. Trzeba podkreślić, że 37-latek dokonywał w stolicy Katalonii rzeczy historycznych i momentami niepowtarzalnych.
Z dorobkiem 119 goli zajmuje on obecnie 14. miejsce w historycznej klasyfikacji strzelców “Barcy”. Za plecami zostawił takie legendy, jak m.in. Stoiczkow (117 trafień), Luis Enrique (109) czy Neymar (105). Mówimy o czwartym najlepszym strzelcu klubu (23) w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Nie zdołał dogonić jedynie Rivaldo, Luisa Suareza i Leo Messiego. Przy czym do Urugwajczyka zabrakło dwóch bramek, a przecież Polak spędził w klubie o połowę mniej czasu.
Idąc dalej, w tym sezonie “Lewy” pobił rekord Messiego w liczbie przeciwników (41), z którymi strzelał w Lidze Mistrzów. W sumie w tych rozgrywkach Polak zgromadził 109 trafień, ustępując jedynie Ronaldo (140) i wspomnianemu Argentyńczykowi (129). Został pierwszym graczem Barcelony od czasów Leo, który strzelił co najmniej 25 goli w sezonie ligowym. Wyrównał rekord Juana Vazqueza z lat 50. w liczbie bramek w La Liga po ukończeniu 37. roku życia. Ostatnio zdobył swoje 13. mistrzostwo w ligach TOP5, czego wcześniej dokonali jedynie Ryan Giggs, Thomas Mueller i Manuel Neuer. Nikt nie ma więcej.
Do tego dochodzi trudna do zliczenia mnogość historycznych momentów, w których Lewandowski maczał palce. To on strzelił pierwszego gola na wyremontowanym Camp Nou i to z opaską kapitana na ramieniu. On trafiał w czterech finałach Superpucharu Hiszpanii. Jego błyskawiczny dublet na Bernabeu rozpoczął strzelecką fiestę zakończoną triumfem 4:0. Trafiał z Realem, Atletico, Bayernem, BVB, Napoli i prawie każdym, kto akurat stanął na drodze.
- Robert jest dla nas wszystkich przykładem. Zawsze dawał z siebie wszystko, a praca z nim i obserwowanie jego wysiłku każdego dnia to był zaszczyt. To prawdziwy profesjonalista, zawsze dąży do gry na najwyższym poziomie, jest wzorem do naśladowania dla młodszych zawodników. Teraz musimy pomyśleć o przebudowie zespołu - powiedział Flick na sobotniej konferencji.

Najlepszy moment na rozstanie

Ten sezon, chociaż wyraźnie słabszy od poprzedniego, wciąż nie był zły w wykonaniu weterana. W 44 występach strzelił 18 goli, z czego 13 w lidze. Nie miał zagwarantowanego miejsca w składzie, ale potrafił sprawdzać się jako as w rękawie Flicka. Po wejściach z ławki zdobywał bramki z Atletico, Osasuną, Realem Sociedad czy Realem Oviedo, a one pomogły rozstrzygnąć walkę o mistrzostwo. Kto wie, czy Barcelona w przyszłym roku nie zatęskni za kimś, kto w końcówce znajdzie się we właściwym miejscu i czasie, aby wykończyć sytuację na wagę zwycięstwa.
Decyzja o rozstaniu to zrozumiały ruch, patrząc na interesy wszystkich zainteresowanych stron. Klub może zamknąć pewien rozdział i sprowadzić nową, młodszą gwiazdę, która mogłaby przez lata stanowić o sile ataku. Czas pokaże, czy Deco uda się zakontraktować Juliana Alvareza lub Joao Pedro, którzy mają zajmować najwyższe miejsca na liście życzeń. Z kolei “Lewy” być może zdecyduje się na przenosiny do słabszej ligi, gdzie dostałby zarówno sowitą pensję, jak i opcję bycia głównodowodzącym całej drużyny. Mówi się o Chicago Fire, Al-Hilal, ale decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.
- Lewandowski, czyli pan i władca bramek. On zasłużył na prawo do decydowania o własnej przyszłości. I na pewno podjął najlepszą możliwą decyzję, ponieważ taki piłkarz zawsze wie, co zrobić. Jest mistrzem wyczucia czasu. Wie, kiedy przyjść i kiedy odejść. Jego cztery sezony w Barcelonie można określić jako wybitne - opisał Ricard Torquemada, dziennikarz Mundo Deportivo.
Polak strzelający ponad 100 goli w Barcelonie. Zdobywający z nią siedem trofeów, w tym pięć po bezpośrednich zwycięstwach z Realem. Będący jednym z architektów powrotu “Dumy Katalonii” do szeroko pojętej europejskiej czołówki. Coś takiego zdarza się raz w historii. A my byliśmy tego świadkami. Robert, dziękujemy.

Przeczytaj również