Niesamowite, kogo ściągnął czwartoligowiec! Chcą odbudować dawną potęgę
Dziś już mało kto pamięta, ale dwie dekady temu Serie A w eliminacjach Ligi Mistrzów reprezentowało Chievo Werona. Klub z miasta Romea i Julii za tamte ambicje zapłacił późniejszym upadkiem. Dziś za sprawą swojej legendy powoli wraca na właściwe tory. Zakontraktowanie trzykrotnego mistrza Włoch jest tego najlepszym dowodem.
Niedzielny kibic stracił ich z radarów latem 2021 roku. I w sumie nie może to dziwić, bowiem Chievo Werona rzeczywiście zniknęło wtedy z piłkarskiej mapy calcio. Przez trzy lata trwała walka, aby ta ceniona - przez nieliczną, ale wierną grupę fanów - piłkarska marka powróciła na włoskie boiska. I teraz wreszcie się to udało, a duża w tym zasługa najlepszego piłkarza w dziejach klubu, który wziął sprawy w swoje ręce i postanowił postawić go na nogi. Chievo stanowi na Półwyspie Apenińskim prawdziwe zjawisko. Teraz chce przypomnieć o sobie światu.
Klub “drugiej szansy”
Chievo to licząca mniej więcej cztery i pół tysiąca mieszkańców malutka dzielnica położona na przedmieściach Werony, u brzegu Adygi. I właściwie w tym miejscu należałoby zakończyć encyklopedyczny opis tego skrawka słynnego miasta, gdyby nie powstały tam w 1929 roku klub piłkarski o takiej samej nazwie. Jego czasy świetności nadeszły jednak dużo później. W latach 60. trafił w ręce rodziny Campedellich oraz ich firmy Paulani, jednego z największych producentów panettone, tradycyjnej bożonarodzeniowej włoskiej babki drożdżowej. Klub zaczął powoli piąć się w górę, aż w końcu w 2001 roku zawitał do Serie A, stając się tym samym pierwszym w historii calcio, który przeszedł drogę od najniższego poziomu aż do elity. W niej - z roczną przerwą - występował przez 18 lat.
- Chievo zwyczajowo było dość małym klubem, który jednak nie chciał stawiać sobie żadnych ograniczeń. W Serie A uznawano go za taką drużynę z sąsiedztwa, która przerażała wielkie kluby. W pewnym sensie pokazała im, że wciąż można marzyć, wygrywać epickie spotkania, a nawet awansować do eliminacji Ligi Mistrzów czy Pucharu UEFA. To zawsze była drużyna zbudowana przy niewielkich nakładach finansowych, ale mimo tego potrafiła pokonać bogatszych rywali. I przede wszystkim Chievo przez długi czas stanowiło dla wielu piłkarzy taki klub “drugiej szansy”, w którym mogli wrócić do pełni formy - opowiada nam Simone Antolini, stały obserwator Chievo z werońskiego dziennika L'Arena.
Już sama obecność Chievo w elicie budziła wśród innych spore zdziwienie. Kibice Hellasu Werona, czyli starszego i popularniejszego rywala w mieście, skandowali nawet: “Prędzej osły zaczną latać, niż zagramy derby w Serie A”. Fanom “Gialloblu” tak się to spodobało, że sami zaczęli nazywać się “Latającymi Osłami”. W sezonie 2004/2005 zajęli historyczne czwarte miejsce w Serie A i choć Ligi Mistrzów nie zawojowali (odpadli w eliminacjach z Lewskim Sofia), na stałe wpisali się we włoski krajobraz. Spadek w 2019 roku przydarzył się w o tyle pechowym momencie, że Paulani też wpadło wtedy w kłopoty finansowe. Mimo że Chievo w kolejnych dwóch sezonach dotarło nawet do baraży o Serie A, najgorsze miało się dopiero wydarzyć. W czerwcu 2021 z powodu braku rentowności finansowej wywołanej niezapłaconymi podatkami “Osły” zostały wykluczone ze wszelkich rozgrywek.
- Kiedy klub został wyrzucony z Serie B, dla wielu kibiców oznaczało to zupełnie nieoczekiwany koniec bajki, która przez wiele lat fascynowała cały piłkarski świat. Chievo reprezentowało sobą coś niepowtarzalnego. Dobrze świadczą o tym słowa wypowiedziane niegdyś przez Luigiego Delnerego, a więc trenera, który w 2001 roku doprowadził ten zespół do pierwszego w dziejach awansu do Serie A: “Zapewniliśmy sobie nieśmiertelność. Nikt nie będzie w stanie powtórzyć tego, co osiągnęliśmy”. Choćby z tego powodu upadek klubu wywołał aż tak ogromny smutek wśród lokalnej społeczności - dodaje nasz rozmówca.
Legenda ocaliła herb
Mieszkańcy Chievo przez dekady zdążyli pokochać swój “dzielnicowy” klub i za wszelką cenę pragnęli go ocalić. W misję ratunkową aktywnie zaangażował się Sergio Pellissier, w Weronie postać pomnikowa. Zadebiutował w 2000 roku i poza wypożyczeniem do SPAL, grał dla “Gialloblu” aż do końca sezonu 2018/2019, notując łącznie 496 ligowych spotkań. Legendarny pomocnik do końca walczył, aby nie doszło do bankructwa, ale gdy niestety stało się ono faktem, założył FC Chievo 2021. W wyniku sporu prawnego z Lucą Campedellim, ostatnim prezesem “dawnego” Chievo, zespół musiał zmienić nazwę i kolejny sezon rozpoczął jako FC Clivense - od innego z przydomków prawowitej ekipy. A przyszło mu występować w Terza Categoria, czyli na dziewiątym, najniższym poziomie rozgrywkowym.
- Bezsprzecznie był to dla nas bardzo trudny okres. Można by powiedzieć, że pod pewnymi względami musieliśmy wtedy narodzić się na nowo i wystartować od samego dołu włoskiego futbolu. Dla mnie to był o tyle wyjątkowy moment, że to właśnie w czasie odbudowy klubu nawiązałem z nim współpracę. Zaczynałem jako spiker w trakcie meczów w Eccellenzie, czyli na piątym poziomie rozgrywkowym. Teraz jestem komentatorem meczów Chievo, co stanowi dla mnie spełnienie marzeń z czasów podstawówki. To trudna droga, ale zawsze staram się dawać z siebie wszystko. I bardzo się cieszę, że ostatecznie udało się też wykupić wszelkie prawa do klubowej identyfikacji. To była przełomowa chwila - opowiada nam Matteo Fezzi, przedstawiciel klubowej telewizji Chievo.
Do tej przełomowej chwili doszło w maju 2024 roku. To właśnie wtedy podczas aukcji w biurze syndyka masy upadłościowej pierwotnego Chievo, Campedelli i Pellissier stoczyli bój o prawa do nazwy, herbu i pozostałych elementów identyfikacji klubu. Ostatecznie lepszą, bo opiewającą na 330 tysięcy euro ofertę złożył były piłkarz i w ten sposób Clivense mogło znów stać się Chievo. A że po drodze klub przejął licencję sąsiedniego San Martino Speme i przedostał się na skróty do Serie D, to mógł zacząć na poważnie myśleć o powrocie na należyte mu miejsce.
- Nie ulega wątpliwości, że Sergio odegrał kluczową rolę w odbudowie klubu. To właśnie dzięki jego pomocy Chievo pozyskało nowych inwestorów, ponownie wzbudziło entuzjazm oraz zainteresowanie, a przez to mogło się po prostu odrodzić. Klub w swojej obecnej formie znacznie różni się jednak od tego, jak wyglądał kiedyś. Pellissier znalazł właściwą drogę do tego, aby zerwać z przeszłością, co z kolei doprowadziło do powstania dużego dystansu pomiędzy nim a Campadellim - opisuje Antolini.
Awans i… wyprowadzka?
Poprzedni sezon Chievo zakończyło na siódmym miejscu w swojej grupie Serie D. Teraz ambicje są znacznie wyższe. W styczniu o Werończykach znowu zrobiło się głośno, kiedy świat obiegła informacja, że ich nowym piłkarzem został Douglas Costa. Były reprezentant Brazylii, który w przeszłości zdobywał mistrzostwa z Szachtarem, Bayernem i Juventusem, ma w ciągu najbliższych miesięcy pomóc drużynie w awansie do Serie C. Później 35-latek trafi zapewne do Al-Ittifaq ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którego właścicielem jest Petro Laterza, obecnie również główny inwestor Chievo. Zanim pomocnik dołączy do m.in. Mario Balotellego, chce napisać swój rozdział w Weronie.
- Najpierw naszym podstawowym celem jest oczywiście awans do Serie C. W perspektywie dwóch czy trzech lat chcielibyśmy natomiast powrócić do Serie B. Naszym największym wyzwaniem jest kwestia stadionu. Stadio Aldo Olivieri, gdzie aktualnie występujemy, nie spełnia bowiem wymogów nawet trzeciego poziomu rozgrywkowego. Na razie jeszcze nie dyskutowaliśmy na ten temat, ale w przypadku awansu widzę dwie realne opcje - albo trzeba będzie mocno zainwestować w rozbudowę obecnego obiektu, albo musimy pomyśleć nad powrotem na Stadio Marcantonio Bentegodi - tłumaczy Fezzi.
Ten ostatni stadion przez lata gościł zarówno mecze Chievo, jak i Hellasu, który występuje na nim do dziś, choć aktualnego sezonu nie może zaliczyć do udanych, bo na razie zamyka tabelę Serie A. Jeśli chodzi zaś o “Gialloblu”, to zanim zajmą się tematem infrastruktury, muszą skupić się przede wszystkim na sporcie. Po 23 kolejkach są wiceliderem swojej grupy Serie D, ale ich strata do liderującego Caratese wynosi już pięć punktów. Na bezpośredni awans może liczyć tylko najlepsza drużyna danej grupy, cztery kolejne zmierzą się jedynie w barażach o… dziką kartę, która może dać awans, ale tylko w razie ewentualnych wakatów. To dlatego Chievo zimą postawiło wszystko na nomen-omen jedną kartę.
- Bez wątpienia aktualnie głównym celem klubu jest jak najszybszy powrót na poziom profesjonalny. Biorąc pod uwagę ambicję władz obecnego Chievo, na pewno w idealnym scenariuszu miałoby się to wydarzyć już w obecnym sezonie. Zakontraktowanie piłkarza o takiej marce jak Douglas Costa jest przy takim pokazem ich siły. Na razie rzecz jasna jeszcze za szybko jest myśleć o ponownej grze w Serie A. Najpierw Chievo musi przede wszystkim osiągnąć odpowiednią stabilizację. Dopiero potem będzie można realnie pomyśleć o czymś więcej - podsumowuje Antolini.