Niesamowite słowa gwiazdy Barcelony. Ten moment zmienił wszystko

Niesamowite słowa gwiazdy Barcelony. Ten moment zmienił wszystko
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:50
Camp Nou nigdy nie zapomni tego wieczoru. FC Barcelona po raz pierwszy w historii zapewniła sobie mistrzostwo po zwycięstwie nad Realem Madryt. Słowa, które Marcus Rashford wypowiedział jeszcze w październiku, stały się faktem.
Zasłużone. Takie było zwycięstwo Barcelony. W niedzielny wieczór mistrzowie potwierdzili, że są zdecydowanie najlepsi w Hiszpanii. W opozycji do triumfatorów stał Real Madryt, który był jałowy i bezzębny. Nie zrobił wiele, a właściwie prawie nic, aby popsuć świętowanie odwiecznemu rywalowi. Jeden celny strzał najlepiej podsumowuje mizerną postawę podopiecznych Alvaro Arbeloi w ofensywie. W trakcie El Clasico dokładnie widać było, kto jest zgranym kolektywem, a kto tworzy drużynę tylko w sensie teoretycznym.
Dalsza część tekstu pod wideo
Kibicom “Los Blancos” z pewnością trudno było widzieć swoich ulubieńców, którzy nie postawili przeciwnikom trudnych warunków. Zwłaszcza, mając w pamięci październikowe El Clasico, które potoczyło się w zupełnie inny sposób. W ciągu nieco ponad pół roku Barcelona rozwinęła skrzydła, osiągnęła znacznie wyższy poziom, podczas gdy projekt z Bernabeu został rozmontowany na drobne kawałeczki. Dziś "Królewscy" nie wymagają drobnych usprawnień, a generalnego remontu.

Jeden moment zmienił wszystko

Cofnijmy się w czasie. W październiku Real triumfował 2:1 w ligowym Klasyku, dzięki czemu miał pięć punktów przewagi nad Barceloną. Znając dalszy przebieg sezonu, można jednak spokojnie uznać, że “Królewscy” przegrali wygrany mecz. Po ostatnim gwizdku więcej niż o wyniku mówiło się przecież o słynnym już zachowaniu Viniciusa, który pomstował na wszystkich, kiedy został zmieniony przez Alonso. W następnych tygodniach wypłynęło mnóstwo doniesień na temat rozłamu w zespole. Szatnia implodowała, co w styczniu doprowadziło do zakończenia misji Xabiego. Właściwie w tamtym momencie Madrytczycy pogrzebali cały sezon.
Nim będziemy słusznie chwalić Barcelonę, trzeba poświęć kilka krytycznych słów pod adresem Realu. To naprawdę absurdalne, że piłkarze zdają się wykazywać tam większą walecznością na treningach niż na meczach. Nie przystoi tak wielkiej drużynie, aby cyklicznie pojawiały się informacje nie o sukcesach czy zwycięstwach, a wewnętrznych konfliktach i skandalach. Ci się posprzeczali, ten nie lubi tamtego, jedni chcą dalej pracować z Arbeloą, inni tęsknią za Alonso. W tak toksycznych warunkach nie da się stworzyć sprawnie funkcjonującego zespołu.
Mówimy o klubie, dla którego sezon bez trofeów to nie jest porażka, a katastrofa. Przecież jeszcze dwa lata temu Real dzień po wygranej Lidze Mistrzów ogłaszał hitowy transfer Kyliana Mbappe. Rok temu wydał na wzmocnienia 167 mln euro, ściągając kwartet Trent, Huijsen, Carreras, Mastantuono. Dziś o grze żadnego z nich nie można powiedzieć wielu ciepłych słów. Ale do Madrytu trafiali ze statusami gwiazd i maksymalnymi oczekiwaniami. Tak bowiem działają “Królewscy”, mają znakomitą sytuację finansową, więc mogą wchodzić na rynek i przebierać w upatrzonych piłkarzach. Ale potem trzeba też wejść na boisko. A tam dominuje Barcelona, której zupełnie nie przeszkadzają ograniczone możliwości ekonomiczne. Od momentu przybycia Hansiego Flicka bilans netto “Blaugrany” to 10 mln euro na plusie. Gruby portfel nie jest potrzebny, kiedy wiesz, co robić, jak grać i wierzysz we własne idee.

Mistrzostwo w maratonie

Podsumowaniem sezonu Barcelony mogą być słowa Marcusa Rashforda po wspomnianej porażce na Bernabeu. W październiku Anglik podkreślił, że liga nie jest sprintem, a maratonem. Na dłuższym dystansie faktycznie okazało się, że Katalończycy nawet nie tyle są lepsi, ale biją na głowę Real Madryt.
Od słów do czynów. Od początku listopada “Barca” wygrała 23 z 25 meczów ligowych, zdobyła w tym czasie 69 na 75 możliwych punktów. Potknęła się jedynie na wyjazdach z Realem Sociedad i Gironą. Ta regularność jest piekielnie imponująca, ponieważ właśnie tak powinien grać mistrz. Strzelać najwięcej goli, tracić najmniej i w zdecydowanej większości spotkań potwierdzać swoją wyższość. El Clasico było tego najlepszym dowodem.
Barcelona ponownie zagrała tak, że aż chciało się na nią patrzeć. Pedri rozgrywał, Cancelo się bawił, Cubarsi był niemal bezbłędny. Gavi, Ferran czy Fermin harowali, jakby jutra miało nie być. Dosłownie każdy z piłkarzy miał swój udział we wspólnym triumfie. Pozorne gwiazdy Realu zostały przyćmione przez m.in. Gerarda Martina wyciągniętego z trzecioligowych rezerw czy Marcusa Rashforda, którego bez żalu pożegnano w Manchesterze. Niedzielne zwycięstwo samo w sobie może nie było szokiem, ale przed startem sezonu prawie nikt nie powiedziałby, że "Barca" ma lepszą kadrę od Realu. To pokazuje, ile znaczą jedność, upór i charakter. Wartości, których nie da się kupić.
- Dla mnie Flick jest jak ojciec. Cieszę się, że mogę dla niego walczyć. Na początku sezonu mieliśmy trudniejszy moment, traciliśmy punkty, ale w dalszej fazie rozgrywek byliśmy spektakularni. Teraz cieszymy się mistrzostwem, a w następnym sezonie będziemy chcieli osiągnąć nowe szczyty - powiedział Raphinha dla Movistar.
W podobnym tonie wypowiedział się Wojciech Szczęsny na antenie Eleven Sports. Bramkarz zaznaczył, że Barcelona jest jak rodzina, o co dbają Hansi Flick, Joan Laporta i Deco. Ten klub ma dziś twarz swojego prezesa. Momentami kontrowersyjnego, ale sprawiającego wrażenie przyjaznego wujka, który poświęca piłce całe serce. Chociaż styl bycia działacza może niektórych irytować, naprawdę nie da się odmówić mu spektakularnych wyników. Nie przez przypadek po raz kolejny jego kadencja zbiega się w czasie z gigantycznymi sukcesami sportowymi. Wygrane puchary, wysoka skuteczność w Klasykach, utytułowany trener i lewonożny magik z La Masii z "dziesiątką" na plecach. To symbole zarówno pierwszej, jak i trwającej ery Laporty. Historia naprawdę lubi się powtarzać, jeśli jest pisana przez właściwe osoby na właściwych stanowiskach.

Świetlane perspektywy

Barcelona dziś świętuje tytuł, a od jutra będzie mogła z jeszcze większym optymizmem patrzeć w przyszłość. Flick w najbliższych dniach złoży podpis pod nowym kontraktem, co pozwoli zachować ciągłość projektu. Kadra jest jakościowa, utalentowana i przede wszystkim bardzo młoda. Średnia wieku wyjściowej XI w meczu z Realem wyniosła 24,7. Z ławki weszli jeszcze m.in. 18-letni Marc Bernal i 22-letni Alejandro Balde, a przecież z powodu kontuzji nie mógł wystąpić Lamine Yamal. Wielu kluczowych zawodników powinno mieć przed sobą bardzo długie sezony gry na topowym poziomie.
Kibice Barcelony mogą też po cichu liczyć na owocne ruchy w trakcie nadchodzącego okienka. Oczywiście, że w tym momencie nie wiemy, czy Alessandro Bastoni i Julian Alvarez, czyli dwa główne cele transferowe, faktycznie trafią na Camp Nou. Można jednak być przekonanym, że wielu topowych graczy chciałoby przeprowadzić się do stolicy Katalonii. Zdaje się, że to przyjemność być częścią tak zgranego zespołu, który nigdy się nie cofa, stara się łączyć skuteczność z efektownością. Po prostu wychodzi na boisko, aby zapewnić kibicom rozrywkę.
Pewnie, że “Barca” nie jest ideałem. Od 11 lat czeka na występ w finale Ligi Mistrzów, co pozostaje cierniem w jej boku. Porażki z Interem czy z Atletico były dowodem na to, że ekipę Flicka da się skarcić, wykorzystać jej styl gry, będący mieszanką odwagi z brawurą. “Blaugrana” ma problemy z rozgrywaniem dwumeczów, gdzie jeden błąd, głupio stracony gol lub czerwona kartka, potrafią doszczętnie zniweczyć marzenia. Ale kiedy przychodzi do rywalizacji na dystansie 38 kolejek, trudno wytrzymać tempo narzucone przez kapelę z Camp Nou.
Wspomnieliśmy już o cytacie Rashforda, ale warto też przypomnieć wypowiedź Flicka z początku sezonu. Po słabym meczu z Rayo Vallecano, kiedy Barcelona zremisowała 1:1, chociaż zasłużyła nawet na porażkę, trener podkreślił na konferencji, że “ego zabija sukces”. To był ewidentny sygnał dla piłkarzy, którzy zdawali się nieco zachłysnąć udaną kampanią 2024/25. Katalończycy wzięli sobie przekaz do serca, czego dowodem jest tytuł mistrzowski. Teraz to zawodnicy Realu Madryt powinni zastanowić się nad tymi słowami.

Dyskusja

Przeczytaj również