Niespodziewany bohater Widzewa. Sprowadzony za darmo, a lepszy niż ci za grube miliony

Zachłyśnięty gigantycznymi możliwościami finansowymi Widzew wyłożył na wzmocnienia blisko 23 miliony euro. A jednak jednym z najlepszych zawodników ściągniętych przez Łodzian jest ten, który kosztował grosze.
Antoni Kulkowski, Angel Baena, Sebastian Bergier, Tonio Teklić, Lukas Lerager, Pape Meissa Ba, Lindon Selahi, Dion Gallapeni, Maciej Kikolski, Bartłomiej Drągowski, Ricardo Visus, Veljko Ilić, Samuel Akere, Christopher Cheng, Carlos Isaac, Stelios Andreou, Mariusz Fornalczyk, Steve Kapuadi, Andi Zeqiri, Emil Kornvig, Przemysław Wiśniewski i Osman Bukari. W teorii jest z kogo wybierać, w praktyce gdyby w tym momencie rozstrzygać o najlepszym transferze Widzewa w bieżącym sezonie, grono walczących o to miano zostałoby pewnie zakrojone do Wiśniewskiego, Bergiera i Drągowskiego. Być może w tej właśnie kolejności.
Z tej trójki Bergier kosztował najmniej, chociaż w futbolu nie ma nic za darmo. Widzew nie zapłacił GKS-owi kwoty odstępnego, ale musiał przebić ofertę, jaką Katowiczanie złożyli napastnikowi. A klub ze Śląska chciał zatrzymać zawodnika, przedstawił mu warunki lepsze od dotychczasowych. Widzew był jednak poza zasięgiem, zaś sam Bergier tak bardzo nastawił się na transfer, że o odejściu poinformował dotychczasowych przełożonych za pięć dwunasta. Dosłownie kilkadziesiąt minut przed ogłoszeniem transakcji przez Widzew. Transakcji, jak się okazało, kluczowej.
26-latek ma swoje ograniczenia, często wygląda słabo w rozegraniu piłki, popełnia błędy techniczne. Dla obecnego Widzewa jest jednak postacią w gruncie rzeczy bezcenną. Dość powiedzieć, że bez tych 12 goli - to już teraz trzeci najlepszy wynik snajpera w zawodowej piłce - Łodzianie mieliby pięć punktów mniej. W pięciu najsłabszych w tym momencie drużynach Ekstraklasy jedynie Edu Espiau i Mileta Rajović zapewnili więcej "oczek" (po sześć). Odbiór Bergiera jest przy tym inny niż Hiszpana, nie mówiąc już o Duńczyku.
Pomaga narodowość, pomaga kwota transferu, pomaga nade wszystko wspomniana już liczba bramek i powtarzalność. Chociaż Polak został na króciutki moment odsunięty przez Aleksandara Vukovicia od pierwszego składu, a kilka razy pauzował też w tym sezonie za kartki, jego najdłuższa seria bez trafienia to siedem spotkań. W wypadku Rajovicia mówimy o przerwie dwukrotnie dłuższej, w wypadku Espiau dłuższej o sześć meczów. Ba, nawet Tomas Bobcek, Karol Czubak, Mikael Ishak i Jonatan Brunes - walczący z Bergierem o najwyższe laury indywidualne - nie strzelali przez kolejno siedem, trzy, trzy i sześć spotkań. Podopieczny Serba nie odstaje zatem od absolutnej czołówki ekstraklasowych napastników.
Jeśli rozliczać Bergiera tylko z trafiania do siatki, to trudno mieć do niego jakiekolwiek poważniejsze zastrzeżenia. Oddaje znacznie mniej celnych uderzeń niż piłkarze wyprzedzający go w klasyfikacji strzelców, a jednocześnie wykręcił najlepszy w tym gronie współczynnik xG względem rzeczywistej liczby trafień - 8,52xG przełożyło się na 12 goli. Ishak strzelił 0,08 gola więcej niż "powinien", Bobcek 1,15, Brunes 1,16, natomiast Czubak 3,48. Nic więc dziwnego, że Bergiera wyróżnia też skuteczność strzałów - według Sofascore to aż 29,27%. Wynik absurdalnie wysoki, żadna z regularnie grających "dziewiątek" nie przekroczyła nawet 25%.
A przecież na tym zalety Bergiera się nie kończą, bo chociaż utyskiwania na jego niedostatki są zrozumiałe, a spora przerwa w golach strzelonych z gry stała się przedmiotem ostrej krytyki, to jednak w ostatnich spotkaniach Vuković znalazł sposób na to, aby 26-latka trochę bardziej wykorzystać. Napastnika niekiedy brakowało w polu karnym, natomiast przydawał się w walce o zgarnięcie futbolówki po długim podaniu Drągowskiego, a dla obecnego Widzewa druga piłka to rzecz niesłychanie ważna. Z Termalicą miał też cokolwiek przyzwoite 17 celnych podań - więcej niż Mariusz Fornalczyk czy biegający po drugiej stronie Kamil Zapolnik, Jesus Jimenez i Igor Strzałek. Z tych podań wzięły się między innymi dobre sytuacje Kornviga i Kapuadiego.
W tym samym meczu Bergier przede wszystkim jednak uratował Widzew swoim golem. Strzelił go w samej końcówce, a wszystkim związanym z łódzkim klubem spadły ogromne kamienie z serc. Gdyby grający w przewadze liczebnej podopieczni Vukovicia nie wygrali u siebie nawet z zamykającym stawkę Bruk-Betem, powoli trzeba byłoby chyba gasić światło. A tak nadzieja na utrzymanie jest. I to wcale nie taka mała. Kilka dni wcześniej, gdy Bergier pierwszy raz za kadencji obecnego szkoleniowca był tylko zmiennikiem, też dał konkret. To on asystował przecież Franowi Alvarezowi, który otworzył wynik w Częstochowie.
Bergier odżył i wciąż wygląda lepiej niż Zeqiri. Szwajcar prawdopodobnie więcej umie czysto piłkarsko, lecz nie potrafi tego wykazać. Bergier wyciąga, jak się wydaje, maksimum ze swych ustawień fabrycznych i to drugi sezon z rzędu. Być może nigdy nie będzie napastnikiem na walkę o najważniejsze cele w Ekstraklasie, a przymiarki do reprezentacji Polski są raczej niepoważne, ale w tym momencie myśli Łodzian nie powinny się koncentrować na tak odległych celach. W obecnej sytuacji Widzewa Bergier zwyczajnie znaczy bardzo wiele, możliwe, że trzyma klucz do przetrwania. O ewentualnym posadzeniu 26-latka będzie można myśleć, gdy tę furtkę już się uda otworzyć. Do tej pory wypada się z Bergiera cieszyć, bo kto inny miałby strzelać dla Widzewa?