Niewypał z Ekstraklasy gra sezon życia! Wart już 20 mln euro. "Jest fenomenalny"
Jeszcze kilka lat temu biegał po boiskach trzeciej ligi polskiej, bo nie potrafił przebić się w ekstraklasowej Koronie Kielce. Teraz zaś robi furorę w Portugalii, dostaje powołania do reprezentacji Urugwaju, a portal Transfermarkt wycenia go na 20 mln euro. Rodrigo Zalazar jest nie do zatrzymania.
Choć dziś gra dla Urugwaju, to urodził się w Hiszpanii i to tam stawiał pierwsze kroki w przygodzie z piłką. Grał m.in. dla juniorskich ekip Albacete czy Malagi, aż w końcu wypatrzył go klub, który jak mało kto potrafi promować piłkarzy. Zwłaszcza tych ofensywnych. Eintracht Frankfurt, bo o nim mowa, sięgnął po Rodrigo Zalazara latem 2019 roku, a potem od razu wypożyczył go do… Korony Kielce.
Ekstraklasa i III liga
Grający w środku pomocy 20-latek na dobrą sprawę to właśnie w Polsce zaczął więc swoją pierwszą zagraniczną przygodę. Nie była ona jednak usłana różami. Na początku Zalazar grał jeszcze w kratkę. W ekstraklasowym debiucie dostał 20 minut, potem nie podniósł się z ławki, by w kolejnym meczu znów pełnić rolę zmiennika. Później było jeszcze gorzej, bo przez ponad trzy miesiące nie rozegrał w pierwszej drużynie choćby minuty.
Częściej występował w… trzeciej lidze polskiej. Tam rywalizowały rezerwy Korony, w których Urugwajczyk radził sobie naprawdę nieźle. Strzelił trzy gole i zanotował cztery asysty w 10 spotkaniach. Z perspektywy czasu trudno uwierzyć jednak, że takiego zawodnika oglądaliśmy na czwartym (!) poziomie rozgrywkowym w naszym kraju. Zalazar miał okazję pokazać się m.in. na tle ekip pokroju Wólczanki Wólka Pełkińska, Orląt Radzyń Podlaski, Chełmianki Chełm czy Stali Kraśnik.
W ekstraklasowej Koronie zaś zupełnie nie zaistniał. Nie pomogła mu też zmiana trenera. Do klubu ściągął go bowiem Gino Lettieri, u którego zresztą urugwajski pomocnik zaliczył kilka pierwszych występów, po czym trenerską pałeczkę przejął Mirosław Smyła. Wtedy Zalazar na dłuższy czas trafił już “do zamrażarki”. A kiedy po kilku miesiącach wrócił do łask, to w drugim występie dostał czerwoną kartkę za brutalny faul i musiał odcierpieć karę czterech spotkań zawieszenia.
Zalazar odchodził więc z łatką transferowego niewypału. Licznik jego występów w pierwszym zespole Korony zatrzymał się na dziewięciu meczach. Bez goli, bez asyst. Kontrakt rozwiązano jeszcze w trakcie sezonu, w kwietniu, z winy zawodnika, za powód podając “niesubordynację”. Miało chodzić o fakt, że pomocnik nie zjawił się na treningu.
Rozkwit w Niemczech
Falstart poza Hiszpanią nie zraził natomiast gracza urodzonego w Albacete. Już drugie wypożyczenie z Eintrachtu, do St. Pauli, było zdecydowanie lepsze. Za naszą zachodnią granicą Zalazar szybko się rozkręcił. Sezon 2020/21 kończył z dorobkiem sześciu goli i sześciu asyst w 2. Bundeslidze, po czym na podobnej zasadzie zasilił Schalke 04. I to był absolutnie kluczowy ruch w jego karierze.
Były gracz Korony okazał się w Gelsenkirchen jedną z kluczowych postaci zespołu walczącego wtedy o powrót do elity. Zanotował bardzo podobny dorobek jak sezon wcześniej (tym razem sześć bramek i siedem asyst), a zakurzony gigant z Zagłębia Ruhry awansował do Bundesligi. Wtedy też wypożyczenie zamieniło się w transfer definitywny. Eintracht na sprzedaży swojego piłkarza zarobił półtora miliona euro. Z perspektywy czasu - naprawdę niewiele.
Szczebel wyżej Zalazar miał już oczywiście zdecydowanie trudniejsze zadanie, bo Schalke przestało być ligowym dominatorem, a zamieniło się w jednego z outsiderów, ale Urugwajczyk i tak potrafił potwierdzać klasę. Chociaż przez problemy zdrowotne opuścił sporo spotkań, to w 22 meczach zaliczył aż sześć asyst. Cztery z nich w ostatnich czterech meczach przeciwko Werderowi, Mainz, Eintrachtowi i RB Lipsk.
Schalke nie uniknęło wówczas degradacji, a Zalazar był już po prostu zbyt dobry, żeby wrócić na zaplecze Bundesligi. Na swoje szczęście zrobił sobie wyjątkowo dobrą reklamę i nie musiał narzekać na brak zainteresowania. Ostatecznie skusił go Sporting Braga, który wyłożył na stół sześć milionów euro.
Forma życia
I tak oto dziś Zalazarowi mija mniej więcej dwa i pół roku na pokładzie czwartej siły ligi portugalskiej. Przez ten czas rozwinął się niesamowicie, a obecnie przeżywa największy w karierze rozkwit formy. Dla Bragi zagrał już 112 razy. Strzelił 32 gole, zanotował 23 asysty. Co ciekawe, połowa jego dorobku bramkowego, a więc 16 trafień, pochodzi tylko z aktualnego sezonu! Przypomnijmy - mamy początek lutego. Urugwajczyk strzela, rozgrywa i zachwyca kibiców.
Co istotne, błyszczy nie tylko w kraju, bo sześć goli strzelił już w bieżącej edycji Ligi Europy (i ich eliminacji). Chociaż występuje jako środkowy pomocnik, z dziewięcioma trafieniami jest najskuteczniejszym graczem Bragi w ligowych zmaganiach. A jak już strzela, to często można po prostu zbierać szczęki z podłogi. Przykład? Zostawiamy poniżej.
- Poziom mistrzowski. Tak właśnie będzie walczył o miejsce w podstawowym składzie na Mistrzostwach Świata. Jest fenomenalny - to tylko jeden z komentarzy z platformy X.
Zalazar tempo podkręcił szczególnie w ostatnich kilku tygodniach. Od 28 grudnia rozegrał osiem spotkań. Zdobył w nich sześć bramek i dorzucił dwie asysty. Portal Transfermarkt nie bez powodu wycenia go dziś na 20 mln euro. Rynkową wartość wciąż stosunkowo młodego, bo 26-letniego pomocnika, bez wątpienia podbija też fakt, że mowa o reprezentancie Urugwaju.
Były gracz Korony Kielce póki co zagrał w narodowych barwach siedmiokrotnie, strzelając nawet dwa gole. Jeśli jednak utrzyma taką formę, na pewno dostanie kolejne szanse, pewnie także na tegorocznym mundialu.
Biorąc pod uwagę fakt, jak często europejscy giganci wykładają grubą kasę na wyróżniających się piłkarzy ligi portugalskiej, nie zdziwi nas też w końcu duży transfer Zalazara. Powoli zaczyna on przerastać Bragę, a zainteresowanie nim pojawiało się już w kilku ostatnich okienkach. Kto wie, czy w końcu nie zrobi kroku w przód.
Przez trzecią ligę polską na salony? Piękna historia.