Niewypał za 125 mln euro. Minął rok i nie jest lepiej. "Koszmarne rozczarowanie"

Niewypał za 125 mln euro. Minął rok i nie jest lepiej. "Koszmarne rozczarowanie"
IMAGO / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 15:10
Kiedy Florian Wirtz przechodził do Liverpoolu, był niebezzasadnie nazywany jednym z najlepszych zawodników Bundesligi, a także piłkarzem, o którego “The Reds” będą mogli oprzeć swój atak w kolejnych sezonach. 50 meczów później Wirtz jest jedynie koszmarnym rozczarowaniem.
W momencie transferu Florian Wirtz był najdroższym zawodnikiem Premier League. Przeprowadzający rewolucję kadrową Liverpool wydał na zawodnika Bayeru Leverkusen aż 100 milionów funtów, kolejne 16,5 mln zapisano w formie bonusów. Nikt nie lamentował nad tą gigantyczną kwotą, bo Niemiec doskonale spisywał się jako podopieczny Xabiego Alonso, swoją drogą też łączonego z przejęciem sterów na Anfield, ale już po kolejnym kryzysie za kadencji Arne Slota. Wirtz odszedł z ekipy “Aptekarzy” po sezonie z 16 golami i 10 asystami, co na jego standardy i tak nie było wynikiem spektakularnym. Jeszcze wcześniej zdobył 18 bramek i miał 20 asyst - to właśnie do tego rezultatu miał nawiązywać w Anglii.
Dalsza część tekstu pod wideo
Obecnie trudno uwierzyć, że tak się stanie. 23-latek słabo wypadł w debiutanckich rozgrywkach. W aktualnych zaś, kiedy zespół jeszcze bardziej ustawiono “pod niego”, też nie potrafi wskoczyć na właściwie obroty. Bo chociaż “The Reds” zagrali z Niemcem na kierownicy, ten pozostał jednym z najbardziej niewidocznych zawodników. Przeciwko Newcastle United wyróżnił się jedynie liczbą strzałów zza pola karnego - oddał takie trzy, ale żaden nie był w stanie pokonać bardzo dobrze dysponowanego Lukasa Hornicka. Jeśli zaś chodzi o kluczowe podania, Wirtz, w teorii najbardziej ofensywny z trzech pomocników, miał na swoim koncie jedno zagranie otwierające. Tyle samo zapisał na swoim koncie Jeremy Jacquet, nowy środkowy obrońca.
Wirtz ma na swoim koncie 50 meczów w barwach klubu z Anfield. Te naprawdę udane można policzyć na palcach jednej ręki.

Bez konkretów

Od tak gigantycznego transferu oczekuje się liczb. Gdyby Wirtz kosztował połowę wspomnianej kwoty, nikt nie robiły wielkiego zamieszania, co słusznie zauważył Jamie Carragher. Niemiec staje się niewolnikiem oczekiwań związanych z wyłożonymi pieniędzmi, a tego nie potrafi unieść. Poprzedni sezon zakończył z siedmioma golami i 10 asystami, co było dla niego najgorszym wynikiem indywidualnym od rozgrywek 2022/23, kiedy znakomitą część rozgrywek pauzował ze względu na zerwanie więzadła krzyżowego. Jakby tego było mało, 23-latek znikał w spotkaniach z wielkimi rywalami. W meczach z bardzo szeroko rozumianą czołówką zanotował decydujące podania przy golach jedynie przeciwko Interowi i Sunderlandowi.
Niemcowi stale brakowało konkretów, co stało się męczące już po kilku miesiącach usprawiedliwiania go. Poza tym, takie podejście szybko okazało się bezcelowe. Owszem, Wirtz dużo kreował z otwartej gry, w tym aspekcie długo lepszy był jedynie Bruno Fernandes, ale jeśli zerkniemy na współczynnik xA, Niemca trudno znaleźć w czołówce. W poprzednim sezonie był dopiero 18. w całej Premier League - lepiej poradzili sobie między innymi Mikkel Damsgaard z Brentfordu, Enzo Le Fee z Sunderlandu, James Garner z Evertonu czy Jeremy Pino z Crystal Palace. W samym Liverpoolu lepsi byli Dominik Szoboszlai, a także Mohamed Salah, którego przecież krytykowano za wyraźny zjazd formy.
Na dobrą sprawę Wirtz nie zawiódł oczekiwań jedynie w asystach drugiego stopnia, lecz cóż to za pocieszenie? Człowiek, który miał stanowić o sile Liverpoolu, wyglądał znacznie gorzej niż Rayan Cherki, sprowadzony do Manchesteru City za ułamek ceny gwiazdora Bayeru. Reprezentant Francji miał dużo lepszą skuteczność pojedynków, lepiej prowadził piłkę, miał większą celność podań, wykonał więcej podań do przodu, posłał więcej podań kluczowych i podań napędzających akcję. A przecież wybiegł sporo mniej minut.
Cherki kontra Wirtz 2025/26
Screen HB

Pytania o przyszłość

Momentem przełomowym, jako się rzekło, ma stać się dla Wirtza bieżący sezon. Jednocześnie nie ma mowy o taryfie ulgowej. Mats Hummels napisał w mediach społecznościowych, że jego rodak wykręci co najmniej 25 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. I to nie we wszystkich rozgrywkach, ale w samej Premier League. Były zawodnik Bayernu zawiesił poprzeczkę na takiej wysokości, że strąciłby ją Armand Duplantis, nie mówiąc już o Wirtzu.
Wyciąganie wniosków na podstawie jednego spotkania nie ma żadnego sensu. Szkopuł w tym, że w wypadku wychowanka “Aptekarzy” mówimy o kolejnym nieudanym występie. W dodatku był to mecz, w którym Wirtz grał na swojej nominalnej pozycji. Jeszcze przed startem potyczki z Newcastle powtarzał, że właśnie na “dziesiątce” czuje się najbardziej komfortowo.
- Wiem, że mogę grać na różnych pozycjach, ale “dziesiątka” jest moją ulubioną i chyba najlepszą. Zobaczymy, jak pójdzie. (...) Poprzedni sezon był trudny dla całego klubu, ale wierzę, że mamy dobrą energię i mentalność, a każdy zawodnik będzie grał lepiej. Gram w Anglii przez rok, to zupełnie inna piłka niż w Niemczech. Musiałem przywyknąć do meczów i przeciwników - powiedział, cytowany przez The Athletic.
W pierwszym starciu niewiele z tego wyniknęło. Wirtz nie zdołał nawiązać udanej współpracy z Alexandrem Isakiem, chociaż w okresie przygotowawczym duet wyglądał bardzo dobrze. Czym innym jest jednak intensywność sparingów, czym innym tempo Premier League. Zwłaszcza, jeśli za twoimi plecami biegają zawodnicy, którzy nie są skupieni na destrukcji. Ani Ryan Gravenberch, ani Dominik Szoboszlai nie dają się sklasyfikować jako “szóstki”. Wirtz pozostaje bez ochrony. I się męczy.
W Bayerze Xabi Alonso obwarował Niemca Granitem Xhaką i Robertem Andrichem lub Exequielem Palaciosem. Zwłaszcza Andrich realizował się w defensywie, dzięki czemu “Aptekarze” odnosili wymierne korzyści. Gravenberch, Szoboszlai i Wirtz nie potrafią dobrze rozłożyć odpowiedzialności. Akcja, która przyniosła Newcastle otwierającego gola, została napędzona po złym podaniu Holendra. Ani Niemiec, ani Węgier nie byli w stanie pomóc reszcie zespołu, bo znajdowali się w okolicy pola karnego. W środku pola zionęła dziura - “Sroki” skrzętnie to wykorzystały, błyskawicznie minęły drugą linię, a Anthony Elanga bez problemu wygrał wyścig z Milosem Kerkzem i pokonał Alissona.
Drugie trafienie dla Newcastle również wzięło się z błędów pomocników. Po nieudanej sztuczce Gravenbercha gospodarze ruszyli z kontrą, Szoboszlai i Wirtz postanowili nie faulować Yoane’a Wissy, a Joe Willock popisał się ładnym uderzeniem z granicy pola karnego. Nic dziwnego, że Liverpool zaczął wyglądać lepiej, kiedy bardziej defensywnie usposobiony Alexis Mac Allister wszedł za Wirtza, a Victor Munoz zastąpił kiepskiego Rio Ngumohę.
- Muszą zacząć grać, bo w innym wypadku spotkają się z ostrą krytyką. Nie widzę, żeby Wirtz był szczególnie zaangażowany. To fajny zawodnik, który porusza się po boisku. Nie wygląda, jakby się szczególnie wysilał. Ma talent, umiejętności, rozumie swoją pozycję, ale musi się ogarnąć. Widzę w nim prawdziwego piłkarza, ale on został zmieniony po godzinie gry, kiedy Liverpool potrzebował gola - ocenił Gary Neville dla Sky Sports.
Naprawienie funkcjonowania środka pola to jedno z głównych zadań dla Andoniego Iraoli. Trzeba znaleźć balans, którego trójka zaproponowana na start sezonu po prostu nie daje. Dopiero wtedy można zająć się samym Wirtzem i sprawieniem, aby wyglądał tak, jak wszyscy sobie na Anfield wymarzyli.

Dyskusja

Przeczytaj również