Nieziemskie odrodzenie wyblakłej gwiazdy! Sezon temu trzy gole, teraz udział przy... 44
Upadły talent wreszcie odżył. Joao Felix zwiedził wiele klubów, w których częściej zawodził niż spełniał oczekiwania. W końcu Portugalczyk zszedł szczebel niżej, wybrał słabszą ligę, podpisując kontrakt z Al-Nassr. Dziś walczy o miano najlepszego piłkarza w Arabii Saudyjskiej.
Al-Nassr zmierza po pierwsze trofeum od momentu zatrudnienia Cristiano Ronaldo. Podopieczni Jorge Jesusa mają obecnie pięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Al-Hilal. Wystarczy im remis w starciu z Damac FC, aby przypieczętować tytuł. Ojcem prawdopodobnego sukcesu z pewnością będzie CR7, który nawet w wieku 41 lat strzela gola za golem. Przy czym nie można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że weteran jest najważniejszą postacią w układance Jesusa.
W tym sezonie ligowym Ronaldo siedem razy otrzymywał nagrodę dla zawodnika meczu, a Joao Felix aż dziewięć. To wychowanek Benfiki jest liderem drużyny pod względem łącznej liczby bramek i asyst. We wszystkich rozgrywkach wykręcił 44 G/A w 45 występach, w samej lidze brał udział przy 33 golach. Kibice Al-Nassr regularnie mogą zachwycać się popisami triumfatora nagrody Golden Boy z 2019 roku. W Atletico, Chelsea czy Milanie to był chłopiec z tombaku. Teraz naprawdę zasługuje na miano złotego.
Obieżyświat
Felix przez ładnych kilka lat był definicją niespełnionego talentu. Kolejne kluby inwestowały w niego czas i pieniądze, licząc, że dostaną w zamian tego rewelacyjnego dzieciaka, który wymiatał na Estadio da Luz. Oczekiwania zwykle były brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość. Łączne kwoty odstępnego za Portugalczyka wyniosły 223 mln euro, co stanowi szósty wynik w historii futbolu. Biorąc pod uwagę wszystkie transfery, więcej płacono jedynie za Neymara, Romelu Lukaku, Ronaldo, Alexandra Isaka i Ousmane’a Dembele. Umówmy się, rozbijanie banku na Joao to nie były najlepsze inwestycje w dziejach biznesu.
Felix w pewnym momencie zrozumiał, że musi zrobić nawet nie jeden, ale kilka kroków w tył. Dalsze zwiedzanie topowych lig nie miało sensu, skoro większość przygód kończyła się klapą. Latem 2024 roku Chelsea zapłaciła za niego 52 mln euro, by po sześciu miesiącach oddelegować na wypożyczenie do Milanu. W barwach “Rossonerich” Portugalczyk rozegrał 21 meczów, notując raptem trzy gole i jedną asystę. Nie chciano go ani w Londynie, ani w stolicy Lombardii. Sam piłkarz marzył o powrocie do Lizbony, jednak te drzwi również były zamknięte.
- Jestem w Al-Nassr, ponieważ ten klub mnie chciał. Prawda jest taka, że w ostatnich trzech latach chciałem wrócić do Benfiki i mówiłem to swoim agentom. Ale nie było takiej woli ze strony Lizbończyków. Okazja się nie pojawiła, więc szukaliśmy innych opcji. Cieszę się, że mogę wzmocnić projekt Al-Nassr. Muszę cieszyć się chwilą, czerpać radość z piłki, bo wszystko przemija bardzo szybko. Wczoraj miałem 19 lat, dziś już 25 - przyznał po podpisaniu umowy.
Metoda kija i marchewki
Głównym problemem Felixa nigdy nie były niedobory talentu. Wszyscy dobrze wiemy, że dysponuje brylantową techniką, jest wszechstronny, potrafi kreować gole i wykańczać akcje. Główne zarzuty pod jego adresem dotyczyły chęci, a konkretnie ich braku. Sam potencjał, który nie jest poparty ciężką pracą, to za mało, aby osiągnąć szczyt. Tymczasem Diego Simeone, Enzo Maresca, Sergio Conceicao i inni trenerzy nie potrafili zmusić go do tego, aby dawał z siebie maksimum. Jorge Jesus szybko zauważył, że jego nowy podopieczny ma kłopoty z automotywacją i ewidentnie potrzebuje bodźca zewnętrznego.
- Joao jest kompletnie nieprzygotowany. Musi lepiej trenować i ciężej pracować. Odbył z nami tylko trzy treningi, więc to dopiero początek, ale oczekuję więcej. Wierzę, że wróci do dyspozycji, którą prezentował w Benfice - grzmiał w sierpniu Jesus, cytowany przez Goal.com.
Ostra reprymenda ze strony trenera zadziałała. Napastnik wszedł na wyższe obroty, co pozwoliło mu zanotować kapitalny start w nowych barwach. W debiucie w lidze saudyjskiej skompletował hat-tricka z Al-Taawoun. Później strzelał po trzy gole z Al-Fateh i Al-Shabab, a do tego dokładał dublety przeciwko Al-Riyadh czy Al-Khaalej. W sumie w samych rozgrywkach ligowych brał udział przy 33 bramkach i jest pod tym względem drugim graczem w stawce, zaraz po Ivanie Toneyu. Gole i asysty Felixa zapewniły drużynie 12 dodatkowych punktów, pozwalając zająć miejsce na pole position w walce o mistrzostwo.
- Uwielbiam Felixa, uwielbiam sposób, w jaki gra. W tym sezonie jest fenomenalny. Wygląda na to, że wreszcie odnalazł swój dom, swoje miejsce - chwalił Rio Ferdinand.
Wyjść z cienia
Bieżący sezon nie jest dla 26-latka jedynie przełomem pod względem najlepszych liczb w karierze. Ostatnie miesiące można też potraktować jako mały okres przygotowawczy przed mistrzostwami świata. Wiadomo, że Ronaldo będzie główną gwiazdą Portugalii podczas mundialu. Roberto Martinez przez praktycznie całą dotychczasową kadencję stawiał na CR7 i trudno uwierzyć, aby coś miało zmienić się przy okazji najważniejszego turnieju. Selekcjoner z pewnością śledzi poczynania Al-Nassr, zatem ma też na oku Felixa. A ten w wielu momentach potrafił nawet przyćmić bardziej doświadczonego kolegę.
- Możliwość gry i treningów u boku Cristiano jest czymś wyjątkowym. To wzór do naśladowania, jeśli chodzi o pracowitość i poświęcenie. Sam doświadczył w piłce więcej niż wszyscy pozostali zawodnicy z zespołu. Ale wciąż nie brakuje mu motywacji, ciągle chce więcej. Dzięki jego postawie wszyscy wokół stają się lepszymi piłkarzami - podkreślił Felix w rozmowie z portalem spl.com. - Moje liczby? Gdyby nie drużyna, nie mógłbym wykręcać takich statystyk. Staram się też o tym za dużo nie myśleć, nigdy nie stawiam sobie celów typu “muszę strzelić w sezonie X goli”. Bramki i asysty wynikają z pracy całego zespołu. Najważniejsze jest to, ile trofeów zdobędzie Al-Nassr - dodał.
Niewykluczone, że ofensywa Portugalii na MŚ będzie oparta na obu gwiazdach Al-Nassr. Taki manewr sprawdził się już choćby w meczu eliminacyjnym z Armenią. Felix i Ronaldo ustrzelili wówczas po dublecie, prowadząc zespół do zwycięstwa 5:0. Rywal może nie był z najwyższej półki, ale przypomnijmy, że Portugalczycy rozpoczną mundial od meczów z DR Konga i Uzbekistanem. Nie odbieramy nikomu szans, natomiast to powinny być okazje do tego, aby CR7 i spółka nabili sobie statystyki.
Reprezentacyjna rehabilitacja
Nadchodzące mistrzostwa będą też dla Felixa okazją na odkupienie win. Podczas ostatniego wielkiego turnieju zawiódł i to w najgorszych możliwych okolicznościach. Portugalia odpadła w ćwierćfinale EURO 2024, przegrywając z Francją w serii rzutów karnych. Zawodnik związany jeszcze wtedy z Atletico jako jedyny nie wykorzystał jedenastki. Nie trafił nawet w bramkę.
- Cieszy mnie, że trener Martinez stawia na Cristiano i Felixa. Reprezentacje w dużej mierze są zależne od tego, jak piłkarze grają w klubach. Selekcjonerzy nie mają zbyt wiele czasu na zgrupowaniach, więc łatwiej jest, kiedy zawodnicy występują ze sobą na co dzień, wypracowują automatyzmy. Portugalia może na tym skorzystać - przyznał Jorge Jesus. - Felix to piłkarz światowej klasy, ma topowe umiejętności, jest niesamowicie przydatny w grze między liniami. Zawodnicy potrafią mieć wzloty i upadki, ale najważniejsze jest to, aby zawsze byli maksymalnie zaangażowani - zaznaczał rok temu Roberto Martinez.
Selekcjoner Portugalii wie, że ma do dyspozycji znakomitego piłkarza, który z powodzeniem może sprawdzić się jako lewoskrzydłowy, ofensywny pomocnik czy fałszywa dziewiątka. Zdaje też sobie sprawę z tego, że do Felixa trzeba mieć odpowiednie podejście. Nie można stworzyć mu zbyt komfortowych warunków, aby nie osiadł zbyt szybko na laurach. Musi czuć presję, trzeba od niego wymagać i to najlepiej publicznie, co uskuteczniał Jesus. Tylko tego typu metody pozwalają 26-latkowi utrzymać stały poziom koncentracji.
Na razie priorytetem pozostaje mundial, ale przyjdzie też pora na rozkręcenie karuzeli transferowej. Felix bez wątpienia nie zamierza spędzić dużej części kariery w Al-Nassr, o czym świadczy fakt, że podpisał tylko dwuletni kontrakt. Jeśli nie dojdzie do prolongaty, po zakończeniu następnego sezonu będzie mógł zmienić barwy na zasadzie wolnego transferu. To może być jedna z ważniejszych decyzji w jego karierze. Będzie musiał znaleźć klub, w którym nie podziękują mu po pół roku, odsyłając na wieczne wypożyczenia czy z powrotem do Arabii. Może z niższej półki niż Chelsea czy Barcelona, ale taki, w którym miałby szansę na odgrywanie roli lidera.
Gdyby w 2019 roku Felix usłyszał, że jako 26-latek będzie grał w Al-Nassr, pewnie by w to nie uwierzył. Był wtedy młodziutką gwiazdą, świeżo po transferze za 127 mln euro. Liczono, że stanie się gwiazdą La Liga i naznaczy pewną erę w Atletico. W Madrycie nie wyszło. W Londynie i Mediolanie też nie. W Barcelonie były pojedyncze przebłyski i nic więcej. Kariera Portugalczyka stopniowo ulegała degradacji, zatem dobrze widzieć, że w końcu zszedł z równi pochyłej. Może nie gra w jednej z pięciu najlepszych lig świata, ale przynajmniej robi swoje. Strzela, asystuje, prowadzi do mistrzostwa. Joao w końcu może być feliz, czyli szczęśliwy.