"Brylant w polskiej piłce. Robi furorę". To przed nim drżą Albańczycy?

"Brylant w polskiej piłce. Robi furorę". To przed nim drżą Albańczycy?
Krzysztof Porebski / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 17:30
O meczu, który w dużym stopniu zdefiniuje przyszłość reprezentacji Polski - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo
I znowu mecz o wszystko! Rysowanie czarnych i optymistycznych scenariuszy w naszym reprezentacyjnym futbolu to podstawowa zabawa wszystkich, którzy zajmują się kadrą narodową. I ci, którzy biorą pieniądze za pracę i grę w niej, i ci którzy jej dopingują, i niedzielni kibice telewizyjni – wszyscy wstrzymują oddech. Bo przecież porażka z Albanią to kres marzeń o finałach mistrzostw świata, to kolejny wielki piłkarski kac, początek dyskusji pod różnymi hasłami: czy zostawić selekcjonera, czy zwolnić prezesa (nie da się – uprzejmie wyjaśniam), czy uroczyście pożegnać wieloletniego kapitana reprezentacji Polski. Jęki, lament, a nawet wycie. Czy to tylko polska specjalność? Niekoniecznie. Wyobrażam sobie taki stan depresji piłkarskiej w Brazylii czy Argentynie. Tam, gdzie piłka nożna od dawna jest religią.
U nas nie jest, z pewnością. Jest bardziej takim wspólnym “zajobem”, jaki wybucha po kilku nieudanych spotkaniach, kiedy trzeba się zjednoczyć pod biało-czerwoną flagą i pomóc drużynie na trybunach Narodowego. I ta chęć kolejnego sprawdzenia jednej możliwości czy też marzenia pod tytułem: “Czy umiemy grać w piłkę i czy pojedziemy na największą imprezę świata w najpopularniejszej dyscyplinie sportu”. Nie ma w takiej atmosferze miejsca na zbyt chłodne analizy, spokojne przewidywania i prognozy. “Wygramy” – takie hasło obowiązuje Polaka-kibica niemal przed każdym meczem. Francja? Brazylia? Argentyna? Anglia? Proszę bardzo! Nie wiadomo, skąd włącza się ten nieracjonalny wirus optymizmu. Czekamy na wszystko: wygraną, dwa gole Lewandowskiego, stan uniesienia i wiarę w to, że faktycznie raz na jakiś czas Łączy nas Piłka. W tak podzielonym kraju dobre i to…
W porządku, ale w czwartek gramy z Albanią. Pewno to zespół składający się z dzielnych ludzi, z niegłupim selekcjonerem na ławce, z dobrym pomysłem na grę i wygraną w Warszawie. Tylko czy aż Albania? Zacznijmy od selekcjonera: Brazylijczyka Sylvinho, uczącego się zawodu m.in. w reprezentacji “Canarinhos”, Interze Mediolan, Olympique’u Lyon, Corinthians. Były reprezentacyjny obrońca, wiedzący jak grać konsekwentnie i stabilnie w defensywie. Cała piłka albańska od lat pozostaje pod wpływem włoskiej myśli piłkarskiej, a więc naturalna staranność o zabezpieczenie własnej bramki, konsekwencja i odpowiedzialność, kiedy atakuje przeciwnik. O dobrym wyszkoleniu technicznym umiejętności wyprowadzania szybkiego ataku nie wspomnę. Kiedy się czyta wypowiedzi ich gwiazdorów, a więc Hysaja (Lazio), Muciego (kiedyś Legia, dziś Trabzonspor) czy samego Sylvinho, można w nich ”usłyszeć” poczucie dumy, ambicji i chęci sprawienia niespodzianki w Warszawie.
I nawet ich zapewnienia (dość szczere) o wielkiej klasie biało-czerwonych i sporych możliwościach piłkarzy Jana Urbana, nie mogą nas uśpić. Jeśli w naszej szatni zapanuje atmosfera z głównym mottem: “Eeee… To tylko Albania”, to lepiej nie wychodzić na plac. Bo jak zaczniemy analizować ostatnie występy Juljana Shehu w Widzewie Łódź, to możemy dojść do bardzo optymistycznych wniosków. Tym bardziej, że w historii spotkań Polska – Albania nie brakuje z naszej strony czasami trudnych wspomnień. Nie przesadzajmy jednak. Statystyki też grają dla Polaków. 13 meczów z Albanią to dziewięć zwycięstw, trzy remisy i jedna porażka (1953 rok w Tiranie…). Leży nam ta drużyna od lat i nie wygłupiajmy się, że należy bać się jedenastki Sylvinho. Jeśli miałbym o coś drżeć, to z pewnością o brak należytej koncentracji i szacunku dla rywala przez 90 minut. A nawet kwadrans pomiędzy pierwszą a drugą połową spędzany w szatni nie może być relaksem bo “przecież prowadzimy i mamy ich!”.
Żarty jednak na bok. Mamy w sumie lepszych piłkarzy, grających w renomowanych klubach i niezadowalających się jedynie byciem tam czy uczestniczeniem w treningach. Grają i to regularnie, są w formie, mamy nowy brylant w polskiej piłce, czyli Oskara Pietuszewskiego, robiącego furorę w Portugalii. I rzeczowego, myślącego, umiejętnie zarządzającego kadrą narodową Jana Urbana. Same atuty i podstawy do optymizmu. Gdyby to było takie proste… Warto też wiedzieć, że ewentualne ogranie w czwartek Albanii nie stanie się automatyczną przepustką do finałów mistrzostw świata. Trzeba jeszcze ograć Ukrainę albo Szwecję. Nie chce jednak wybiegać tak do przodu. To temat na zupełnie inne opowiadanie.

Przeczytaj również