Nowy reprezentant Polski? Powołanie go to wręcz obowiązek. Niewiarygodne, gdzie był rok temu

Nowy reprezentant Polski? Powołanie go to wręcz obowiązek. Niewiarygodne, gdzie był rok temu
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 11:09
Jest naprawdę wiele nowych twarzy, które zasługują na to, by znaleźć się na piątkowej liście powołanych do reprezentacji Polski. Dziś pochylimy się nad piłkarzem, który jeszcze rok temu dopiero wchodził do Ekstraklasy, a obecnie ma za sobą absolutnie rewelacyjne miesiące. Bartosz Mazurek zamienił latem Jagiellonię Białystok na RB Salzburg i notuje kapitalny start sezonu.
Sam wybór klubu świadczy o bardzo wysokiej świadomości Bartosza Mazurka. Nie jest tajemnicą, że sieć klubów Red Bulla słynie z kapitalnego szkolenia i promowania młodych talentów z całego świata. Gracze ci szli później najróżniejszymi ścieżkami, z których bardziej oczywiście należy liczyć na te wydeptane przez Haalanda czy Szoboszlaia, niż sparzonego zagranicznymi przygodami Kamila Piątkowskiego. Nie da się przewidzieć, którą trasę wybierze 19-letni Mazurek, natomiast patrząc na jego początki można stwierdzić, że wyznaczył sobie dobry azymut odpowiednio szybko.
Dalsza część tekstu pod wideo

Magiczne osiem miesięcy

Mazurek został jednym z zaledwie pięciu piłkarzy pochodzących z Polski, którzy strzelili hattricka dla polskiego klubu w meczu europejskich pucharów. Zrównał się w ten sposób m.in. z legendarnym Włodzimierzem Lubańskim. Zaszczytne grono, nie da się ukryć. Ale zdecydowanie bardziej imponujące jest to, jak szybko młodemu pomocnikowi udało dotrzeć się na ten poziom. Podstawowym elementem układanki w drużynie Adriana Siemieńca był już od stycznia, miał nawet za sobą kilka naprawdę dobrych występów (jak ten z Widzewem w Łodzi), ale jeszcze w październiku, czyli niespełna rok temu, grał w trzecioligowych rezerwach, wdrażając się dopiero do seniorskiego futbolu.
Fakt, że ten sam 19-latek gra teraz w Salzburgu i przymierzany jest do seniorskiej reprezentacji tylko pokazuje, w jak szybkim tempie rozwija się jego potencjał. Nie słyszało się jednak o tym tak dużo, najpewniej ze względu na to, że większość uwagi skradł Oskar Pietuszewski. Mazurek piłkarsko rósł błyskawicznie, ale do pewnego czasu poza radarem. Debiutancki gol w Ekstraklasie, hat-trick z “Violą”, transfer i pierwsze godne pochwał występy w Austrii - to wszystko wydarzyło się zaledwie w przeciągu niecałych ośmiu miesięcy. A przecież mówimy zawodniku, który jest od Pietuszewskiego tylko półtora roku starszy.

Wejście smoka

I o pół miliona tańszy, bo jeśli weźmiemy pod uwagę bonusy, kwota transferu Mazurka do RB Salzburg wyniosła siedem i pół miliona euro. To druga największa sprzedaż w całej historii “Jagi”, zaraz po Pietuszewskim do Porto. To zdecydowanie powód do dumy, że kolejny polski klub potrafi tak spieniężyć wychowanych we własnej akademii piłkarzy. Nie jest tajemnicą, że w Jagiellonii pod tym kątem dzieje się wiele dobrego, ale to nie o to tutaj chodzi.
Mazurek nie tylko względnie szybko wyjechał za granicę z Białegostoku, lecz udało mu się wejść z drzwiami do nowej drużyny. Wydawało się, że zacznie jako gracz rezerwowy lub rotacyjny, a tymczasem trener Danny Roehl daje mu grać od pierwszej minuty w niemal każdym spotkaniu. Pomocnik ma już za sobą cztery pełne występy w nowych barwach, z czego jeden w kwalifikacjach do Ligi Europy. Na debiutanckiego gola też długo nie czekał - pięknym trafieniem popisał się już w spotkaniu trzeciej kolejki z Austrią Wiedeń. Trzy dni później dał show w hicie z Rapidem, notując dwie asysty przy golach Tabakovicia i Baidoo.
Sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie szczęście. Miesiąc po transferze Mazurka kontuzji doznał lider środka pola RB Salzburg, Soumaila Diabate. Malijczyk jest pomocnikiem bardziej eleganckim, o mocno defensywnym zacięciu. O sile środka pola drużyny w poprzednim sezonie stanowił poza nim także duet Duńczyków - Mads Bistrup i Maurits Kjaergaard. Oni obaj jednak odeszli w trakcie letniego okienka (Kjaergaard dopiero we wrześniu, rzutem na taśmę dopiął ruch do Lille), więc tego miejsca w środku pola zrobiło się nieco więcej. Droga do wyjściowej “jedenastki” się skróciła, a Polak dał się poznać jako zawodnik ambitny i kreatywny, który nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności. Prowadzi grę, tworzy sytuacje, pełno jest go z przodu, sprawia realne zagrożenie pod bramką rywala, ale też naprawdę świetnie radzi sobie przy odbiorze piłki. To fala bardzo pozytywnych sygnałów przed nadchodzącym zgrupowaniem reprezentacji Polski oraz dla Jana Urbana, który powinien powołać go na mecze Ligi Narodów.

Warto go powołać

Powinien, ale pytanie, czy to zrobi. Trudno z pełnym przekonaniem na to liczyć, skoro selekcjoner biało-czerwonych przyzwyczaił nas już do nadmiernego asekuranctwa przy powołaniach. Realny jest też scenariusz, w którym Urban pomocnika RB Salzburg powoła dopiero na jedno z kolejnych zgrupowań, ryzykując tym samym utratę idealnego momentu na wdrożenie go do kadry lub sprawdzenie jego umiejętności. Wystarczy spojrzeć na przypadek Oskara Wójcika - gracza, który zeszłą jesienią mocno wyróżniał się na boiskach Ekstraklasy, wyrastając na prawdziwe objawienie ligi. Selekcjoner nagrodził go powołaniem dopiero w maju, kiedy jego forma (jak i zresztą całej Cracovii) nie była już tak imponująca, jak wcześniej. Co więcej, na tej samej liście nie znalazł miejsca dla Wojciecha Mońki, który grał znacznie lepiej, zgarniając finalnie nagrodę dla najlepszego obrońcy ligi.
Istnieją uzasadnione obawy o to, że Mazurek zostanie przez Urbana pominięty, natomiast długa jest lista argumentów za tym, że selekcjoner pomijać go absolutnie nie powinien. Potrzebujemy w kadrze pomocników, którzy są w stanie dać nam coś więcej niż bliżej nieokreśloną “solidność” - zwłaszcza przy tym, jak niepotrzebnie często miejsce na liście powołanych zajmowali Karol Linetty czy Bartosz Kapustka. Abstrahując już od abstrakcyjności regularnego korzystania z usług tego drugiego, jest jeszcze inna kwestia - po operacji serca zgrupowanie na pewno ominie Jakub Piotrowski. Uraz leczy z kolei Jakub Moder. Przy specyficznym rozłożeniu okienek reprezentacyjnych w trakcie Ligi Narodów (rozgrywanej w okresie wrzesień-listopad) powinien być to dla Urbana wystarczający impuls do dokonania znaczącej przebudowy środka pola, w ramach której szansę otrzymałoby kilka świeżych nazwisk. Nieobecność Mazurka trudno byłoby wtedy czymkolwiek usprawiedliwić.
Poza tym, nie oszukujmy się - jeżeli Jan Urban nawet Ligi Narodów nie uzna za dobry moment na kadrową rewolucję i eksperymenty, powinniśmy się poważnie zastanowić nad tym, czy rzeczywiście chcemy oglądać taką drużynę w zbliżających się kwalifikacjach mistrzostw Europy. W tym miesiącu wybił już rok kadencji 64-latka w roli opiekuna pierwszej kadry. Za późno już na sięganie pamięcią do obiecujących meczów z Holandią. Przed nami kluczowy okres, który zdefiniuje kierunek, w jakim będzie dążyć obecny selekcjoner.

Dyskusja

Przeczytaj również