To dziś najlepszy bramkarz w Europie? Na pewno w lidze. "Kluczowa postać"
24 piłkarzy zagrało dla Arsenalu w mistrzowskim sezonie Premier League. 18 różnych strzelało gole. Jedni byli kluczowi, większość bardzo ważna, ale niektórzy - mimo wszystko - rozczarowali. Czas ich ocenić.
Na kolejkę przed końcem Arsenal jest już pewny pierwszego od 22 lat mistrzostwa Anglii. Nawet jeśli w niedzielę przegra na wyjeździe z Crystal Palace, nie ma już szans, by wyprzedził go Manchester City. W ostatnim meczu ligowym Mikel Arteta może więc zarotować i dać odpocząć swoim najważniejszym zawodnikom przed finałem Ligi Mistrzów, w którym 30 maja zmierzą się z PSG.
Dlatego powoli można już podsumowywać wkład poszczególnych zawodników w to mistrzostwo. Trzech z nich - David Raya, Gabriel Magalhaes i Declan Rice - zostało już wcześniej nominowanych do tytułu piłkarza roku. Ale wielu innych też odegrało istotną rolę. Arsenal to drużyna bez wielkich gwiazd w ofensywie, za to z wieloma solidnymi "żołnierzami" Artety i bardzo mocną obroną.
Mimo wyczekiwanego sukcesu, nie wszyscy mogą być jednak w pełni zadowoleni z tego, co indywidualnie pokazali. Oceny przyznałem w skali 1-10, omawiam zawodników w kolejności pod względem rozegranych minut.
David Raya - 9
- 37 występów, 3330 minut
Wystąpił we wszystkich spotkaniach od początku do końca, zachował 19 czystych kont i trzeci rok z rzędu zdobył Złotą Rękawicę. Jest bez wątpienia najlepszym bramkarzem Premier League i jednym z najlepszych w Europie. Chociaż pod względem liczby interwencji jest dopiero 17. w lidze, to co najmniej kilka z nich było iście spektakularnych, takich do zapisania w najlepszych kompilacjach. Kluczowa, jak nie najważniejsza postać w tym sezonie.
Declan Rice - 9
- 36 występów, 3099 minut
To samo można powiedzieć o "kapitanie bez opaski", jak zwykło się mówić o reprezentancie Anglii. Chociaż koledzy z drużyny mówią o nim po prostu "koń", bo potrafi biegać bez przerwy. Niezmordowany i eksploatowany do granic, do pracy w odbiorze i rozegraniu dołożył cztery gole i siedem asyst. Świetnie wykonuje stałe fragmenty. Równie dobrze gra na "szóstce" i "ósemce". Do tego jest też liderem mentalnym. Jego słowa "To nie koniec" po kwietniowej porażce z City przejdą do historii.
Martin Zubimendi - 7
- 37 występów, 2912 minut
Pierwszy transfer przed tym sezonem. Rok wcześniej odmówił Liverpoolowi. Z miejsca wskoczył do wyjściowego składu i nie wyszedł w nim dopiero w 35. kolejce. Miał bardzo dobrą pierwszą część sezonu, strzelił kilka ważnych goli, grał na boisku nieco wyżej niż spodziewano się po transferze z Realu Sociedad. Z czasem jednak ewidentnie dopadło go zmęczenie, popełniał coraz więcej błędów, niewiele dawał w rozegraniu. Mimo wszystko, jak na pierwszy sezon w Anglii, trzeba go ocenić pozytywnie. Ciekawe jednak, jaki pomysł będzie miał na niego Arteta po wakacjach.
Gabriel - 9
- 31 występów, 2706 minut
Lider mistrzowskiej defensywy i główne zagrożenie w polu karnym rywali przy stałych fragmentach gry. Strzelił trzy gole, a przy czterech kolejnych asystował, ale najważniejsza jest jego praca bez piłki - mądre ustawianie się, gra ciałem i bloki. Ostatnia instancja przed Rayą, ale nie przyznajemy 10/10, bo czasami zdarzają mu się błędy, potrafi zbytnio się nakręcać. Zwłaszcza w pojedynkach z Erlingiem Haalandem… Kibice AFC go uwielbiają, kibice innych drużyn - nie cierpią.
William Saliba - 9
- 31 występów, 2615 minut
Z cztery lata starszym Gabrielem tworzą duet, który doskonale się uzupełnia. Francuz lepiej wyprowadza piłkę i w tym sezonie był chyba nawet solidniejszy. Jest fantastyczny w pojedynkach. Generalnie od lat nie schodzi poniżej najwyższego poziomu. Dziś to prawdopodobnie najlepszy stoper w Premier League. Ksywka "Rolls-Royce" nie wzięła się znikąd.
Jurrien Timber - 8
- 30 występów, 2457 minut
Świetny i bardzo solidny, choć podatny na kontuzje piłkarz. Ma wszystko, czego Arteta chce od obrońcy - jest bardzo silny, mocno trzyma się na nogach, dobrze odbiera piłkę, ale potrafi też wyprowadzić. W tym sezonie jednak zbyt często dostawał zadanie rozgrywania akcji ofensywnych niemal w polu karnym rywali, co chyba trochę przerastało jego możliwości techniczne. Do momentu kontuzji chyba najlepszy prawy obrońca w tym sezonie (9 G+A!), ale od marca poza grą. W klubie wierzą, że zdąży wrócić na finał Ligi Mistrzów. Bez niego Chwiczy Kwaracchelii będzie dużo łatwiej.
Bukayo Saka - 7
- 31 występów, 2226 minut
Jak na jego indywidualne standardy, nie był to bardzo udany sezon. Siedem goli i siedem asyst to najsłabszy dorobek udziałów przy golach od kampanii 2020/21. Trzeba jednak wziąć poprawkę na jego specyficzną sytuację zdrowotną - raz po raz wypadał z urazami przeciążeniowymi, nie był w stanie na dobre złapać rytmu. A i tak walnie przyczynił się do tytułu. Wychowanek, wicekapitan, ulubieniec kibiców, najlepszy indywidualnie piłkarz w ofensywie - w kolejnych latach na prawym skrzydle nadal wszystko będzie się kręcić wokół niego.
Viktor Gyokeres - 7
- 36 występów, 2224 minuty
Wielu ekspertów twierdziło przed tym sezonem, że jedyne, czego Arsenalowi brakuje do mistrzostwa, to skuteczny napastnik. No to przyszedł. Za ponad 65 mln euro, po strzeleniu 54 goli w zeszłym sezonie, miał być "gotowym produktem". Okazało się, że nie był, a drużyna musiała mocno się do niego dostosować, by pomóc mu pokazać jego mocne strony. W pierwszej połowie sezonu odstawał fizycznie i technicznie od standardów w Premier League, ale z czasem wyglądało to coraz lepiej. Ostatecznie strzelił 14 goli, co jest niezłym wynikiem. Końcówka sezonu sugeruje, że kolejne rozgrywki mogą być w jego wykonaniu bardziej udane.
Leandro Trossard - 7
- 34 występy, 2009 minut
Jak każdy ofensywny piłkarz Arsenalu miewał lepsze i gorsze momenty. Przed sezonem klub niespodziewanie podpisał z nim nowy kontrakt, co prawda tej samej długości, ale na lepszych warunkach. Ten sezon pokazał, że był to słuszny ruch, bo Trossard jest najlepszym lewym skrzydłowym "Kanonierów". Miał dobrą końcówkę jesieni, potem wyglądał znacznie gorzej, ale w 36. kolejce zdobył kluczową bramkę z West Hamem. W sumie zebrał sześć goli i sześć asyst. Dobry technicznie, konkretny i niedoceniany.
Eberechi Eze - 6
- 31 występów, 1801 minut
Wychowanek Arsenalu, który w jednym z najbardziej niespodziewanych ruchów zeszłego lata, spełnił marzenie o powrocie do ulubionego klubu. Kibice dużo sobie po nim obiecywali i trzeba przyznać, że nie do końca te oczekiwania spełnił. Jakby cały czas uczył się Arsenalu, a Arsenal uczył się jego. Strzelał gole tylko w czterech spotkaniach, ale dały one bezcenne 12 punków w meczach z Crystal Palace, Newcastle i dwukrotnie Tottenhamem. Stać go na rzeczy spektakularne, ale musi być bardziej regularny. Jest jednym z ulubieńców kibiców i dobrych duchów w szatni, a to też istotne w mistrzowskiej drużynie.
Piero Hincapie - 7
- 24 występy, 1702 minuty
Następca Jakuba Kiwiora z miejsca zdobył sobie sympatię fanów swoją walecznością i zaangażowaniem. Dobrze uzupełnia się na lewej obronie z Riccardo Calafiorim, bo ma zupełnie inny zestaw wiodących cech - bazuje na agresji i dynamice. Mało w nim wyrafinowania, ale do bronienia wyniku jest idealny. Gdy na kilka meczów wypadł Gabriel, udanie zastąpił go też na środku obrony. Na razie jest tylko wypożyczony z Bayeru Leverkusen, ale na 99 procent zostanie wykupiony.
Riccardo Calafiori - 7
- 25 występów, 1663 minuty
Brakuje mu dwóch rzeczy, by być doskonałym, nowoczesnym lewym obrońcą - zdrowia i skuteczności. Do 15. kolejki grał niemal wszystko, ale potem już raz po raz wylatywał z kontuzjami, to na jeden mecz, to na kilka. Od grudnia tylko raz rozegrał 90 minut. Szkoda, bo wnosi pozytywny chaos w akcje ofensywne. Autor pierwszego gola w tym sezonie - na Old Trafford - ale było to zarazem jego jedyne trafienie. W drugiej kolejce dołożył dwie asysty i... były to jego jedyne asysty. Mało jak na piłkarza, którego piłka tak szuka pod bramką rywali.
Martin Odegaard - 6
- 24 występy, 1371 minut
Dobra końcówka rozgrywek i ważna asysta z West Hamem, dobry okres na przełomie grudnia i stycznia, kiedy zaliczył cztery asysty w sześciu spotkaniach, ale poza tym to był trudny sezon dla kapitana Arsenalu, który przez kontuzje rozegrał mniej niż połowę możliwych minut, strzelił tylko jednego gola i zanotował tylko siedem asyst - to i tak najwięcej w drużynie, ale indywidualnie był to dla niego najsłabszy sezon odkąd został wykupiony z Realu. Nadal nikt na prawej stronie ataku nie rozumie się z Saką tak, jak on, ale w przyszłym sezonie będzie miał sporo do udowodnienia.
Noni Madueke - 3
- 25 występów, 1134 minuty
Niestety. Kupno Noniego Madueke z Chelsea za ponad 55 mln euro spotkało się z dużą krytyką, która zdaje się, że przytłoczyła 24-letniego skrzydłowego. Albo po prostu grał tak, jak umiał. Zaliczył tylko dwa gole i jedną asystę w 25 występach, choć trzeba mu przyznać, że wywalczył sporo rzutów rożnych. Często były one groźniejsze niż próby strzałów, dośrodkowań czy rajdów w wykonaniu Madueke. Wydaje się, że reprezentant Anglii dobrze odnalazł się w szatni, ale na boisku to na razie klapa. Gdy wrócił Saka, jakość na prawym skrzydle drastycznie wzrosła.
Mikel Merino - 7
- 21 występów, 999 minut
W styczniu doznał kontuzji stopy, przez którą stracił pół sezonu. A i tak zdążył jesienią zanotować cztery gole i trzy asysty. Bardzo ważny piłkarz w rotacji Artety, często pierwszy wchodzący z ławki, również do linii ataku. Wiosną, zanim do zdrowia wrócił Havertz, brakowało Hiszpana, by odciążył Gyokeresa. Bez niego nie byłoby zwycięstw z Newcastle i Brentfordem czy remisu z Chelsea.
Cristhian Mosquera - 7
- 19 występów, 899 minut
Bohater niespodziewanego transferu bardzo obiecująco poradził sobie w swoim pierwszym sezonie w Anglii. I to nie na swojej pozycji, bo zamiast jedynie czasem zastępować Salibę, musiał często grać na prawej obronie za kontuzjowanych Timbera czy White'a. I zwykle radził sobie naprawdę solidnie. Zdarzały mu się momenty niepewności i niedokładności, ale ściągnięcie go z Hiszpanii za 15 mln euro wygląda na razie na majstersztyk Andrei Berty.
Ben White - 5
- 12 występów, 704 minuty
Jesienią częściej grał w Lidze Mistrzów. Na krajowym podwórku wyraźnie przegrywał rywalizację z Timberem. Pierwszy występ w Premier League zaliczył dopiero w grudniu i od razu zaliczył asystę z Brentfordem. Miewał przebłyski dawnej klasy, dawnego doskonałego porozumienia z Saką, ale za rzadko obaj byli zdrowi, by wyszło z tego coś więcej. Niestety, "Benny Blanco" zdaje się najlepszą formę i najlepsze zdrowie mieć już za sobą.
Myles Lewis-Skelly - 5
- 19 występów, 608 minut
Niespodziewanie wrócił do pierwszego składu w samej końcówce sezonu. Sezonu, który zaczął się dla niego słabo i wydawało się, że jest już stracony. Właśnie - naprawdę dobre występy w kilku ostatnich meczach na jego naturalnej pozycji środowego pomocnika nie mogą przesłonić wielu nieudanych meczów na lewej obronie w pierwszej połowie sezonu. Aż dziwne, że pod nieobecność Merino trener nie dał mu wcześniej szans w drugiej linii. Nadal jednak wszystko przed nim - ma tylko 19 lat i wielki potencjał.
Kai Havertz - 5
- 11 występów, 538 minut
Większość sezonu stracił przez poważną kontuzję kolana. Gdy wrócił, pokazał to, czego wszyscy się spodziewali - że jest znacznie bardziej przydatny w budowaniu akcji ofensywnych i gra lepiej głową niż Gyokeres, ale też ma problemy ze skutecznością. Dziś najważniejsze, że pobudził grę ofensywną w meczu z City i strzelił gola z Burnley, ale jeśli w przyszłym sezonie jego problemy ze zdrowiem będą nawracać, to Arteta i Berta powinni zastanowić się, czy jest to zawodnik wart ponad 300 tysięcy funtów "tygodniówki".
Gabriel Jesus - 3
- 13 występów, 346 minut
Swojej wysokiej pensji - nadal jednej z najwyższych w klubie - na pewno nie jest wart Gabriel Jesus. Brazylijczyk ma kontrakt ważny jeszcze przez rok, ale latem klub spróbuje go sprzedać. Wyniszczony kontuzjami napastnik nadal raz na jakiś czas potrafi pokazać klasę, ale na wymagania Arsenalu to już za mało. W tym sezonie Premier League strzelił tylko dwa, mało znaczące gole w końcówkach meczów z Aston Villą i Leeds.
Max Dowman - 7
- 5 występów, 91 minut
Najmłodszy mistrz Anglii w historii i najmłodszy strzelec gola w historii Premier League. A był to gol ładny i ważny, bo przypieczętował wyszarpane zwycięstwo 2:0 z Evertonem. Zaliczył też asystę, już w drugiej kolejce. Mimo zaledwie 16 lat pewnie zagrałby w tym sezonie więcej, ale na ponad trzy miesiące z gry wykluczyła go kontuzja stawu skokowego.
Ethan Nwaneri, Christian Norgaard - bez oceny
- po 6 występów
Obaj mieli za mały wkład, by realnie go ocenić. Nwaneri zaliczył tylko sześć występów jesienią, po czym udał się na wypożyczenie do Marsylii. Doświadczony Norgaard też sześć razy wchodził z ławki, ale w sumie na ligowych boiskach "wybiegał" tylko 56 minut. Obaj latem prawdopodobnie opuszczą Emirates Stadium.