Od finału Ligi Mistrzów do ósmej ligi w... dwa lata. Szokująca decyzja 30-letniej gwiazdy

Od finału Ligi Mistrzów do ósmej ligi w... dwa lata. Szokująca decyzja 30-letniej gwiazdy
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 14:00
Nietypową historię pisze właśnie Niklas Sule, który podczas mundialu postanowił wrócić z piłkarskiej emerytury, dołączając do SV Tiefenbach - klubu grającego w ósmej lidze niemieckiej. Jeszcze w poprzednim sezonie 30-letni obrońca zbierał występy w Bundeslidze i Lidze Mistrzów, zaś dwa lata temu wraz z Borussią awansował do wielkiego finału Champions Leauge. Teraz, jedynie z czystej pasji, będzie kopał z amatorami.
Takie przypadki naprawdę się nie zdarzają. Latem 2024 roku Sule był z Borussią Dortmund na Wembley, przygotowując się do finału Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt. I choć w samym meczu nie zagrał ani minuty, to sama perspektywa zdaje się być wręcz surrealistyczna - bo w końcu jak inaczej nazwać fakt, że 30-letni piłkarz, teoretycznie nadal będący w kwiecie wieku, dwa lata po finale Champions League decyduje się taki ruch.
Dalsza część tekstu pod wideo

Pokolenie pechowców

Wśród piłkarzy pochodzących z Niemiec wyjątkowo powszechny jest trend kończenia kariery przed 35. rokiem życia. Trudno konkretnie stwierdzić, z czego to wynika - może to kwestia niemieckiej kultury pracy i work-life-balance, a może po prostu padło na “pokolenie pechowców”, jakie w pewnym momencie pojawiło się w tamtejszym futbolu. Pechowców, czyli piłkarzy “szklanych”, pokiereszowanych przez kontuzje, które gnębiły ich przez większość kariery. Andre Schuerrle, bracia Lars i Sven Benderowie, Holger Badstuber czy Benedikt Hoewedes - każdy z nich miał mniej lub bardziej do czynienia z problemami zdrowotnymi. I każdy z nich stwierdził, że starczy mu już w życiu futbolu na profesjonalnym poziomie.
Sęk w tym, że dla wyżej wymienionych forma fizyczna finalnie zdawała się być kwestią drugorzędną w kontekście odwieszenia piłkarskich butów na kołek. Trudno uwierzyć, że 29-letni Schuerrle nie dałby rady grać dłużej w piłkę na poziomie przynajmniej przyzwoitym. On sam jednak tego nie potrzebował - dlatego z piłką skończył, a dziś hobbystycznie oddaje się alpinistyce, bo tam może się spokojnie spełniać.
- Ta decyzja dojrzewała we mnie od dłuższego czasu. Lepszych momentów zaczęło być coraz mniej, a gorszych coraz więcej - przyznał.
Co ciekawe, były gracz Chelsea i Wolfsburga już kilkukrotnie zdobył Śnieżkę. I to w ekstremalnym stylu, bo ubrany był jedynie w krótkie spodenki.
U innych było to samo. Hoewedes również odczuł wypalenie futbolem, tym bardziej, że podobnie jak Schuerrle, karierę kończył w trakcie pandemii. Miał wtedy 32 lata, a nawet ważny kontrakt z Lokomotiwem Moskwa. Pytany przez dziennikarzy odpowiadał, że rodzina okazała się dla niego ważniejsza niż dalsze życie profesjonalnego piłkarza.
- Niedawno wybrałem się z żoną i dzieckiem kamperem na południe Francji. Wtedy zdałem sobie sprawę, jak ogromną radość sprawiło mi spędzanie czasu z synem. Nagle piłka nożna straciła dla mnie na znaczeniu. Nasz syn ma teraz 21 miesięcy, a podczas mojego pobytu w Moskwie niestety nie spędzałem z nim zbyt wiele czasu. Jako człowiek rodzinny bardzo na tym cierpiałem - wyjaśniał na łamach Der Spiegel.
U każdego z tego typu zawodników dokładny powód zakończenia kariery był nieco inny. Max Kruse miał dość profesjonalnego prowadzenia się, Badstuber był całkowicie zajechany urazami, Sandro Wagner już zaczynał gonić za pracą trenera. Jedną z głównych postaci w ”pokoleniu pechowców” był także Marco Reus, który w wieku 37 lat gra w LA Galaxy, mimo że jego organizm również musiał wytrzymać dziesiątki różnych urazów.
Wspomniani wcześniej Benderowie wybrali jednak najciekawiej. Choć ich do odwieszenia butów na kołek także skłoniły nawracające kłopoty ze zdrowiem, to nie postanowili całkiem zaprzestać gry w piłkę. Wręcz przeciwnie, dopięli transfery - i to jakie. Obaj tuż po odejściu z Bayeru Leverkusen zasilili TSV Brannenburg, czyli amatorski klub z rodzinnych stron. Mieli raptem po 33 lata, kiedy podjęli tę decyzję. Oczywiście nie byli z nią pierwsi - dwa lata wcześniej do niemieckiej okręgówki trafił też Kevin Grosskreutz, jednak w jego przypadku był to wybór częściowo uzależniony od obniżającego się poziomu sportowego. Lars i Sven zwrócili uwagę bardziej, bo wciąż teoretycznie mogliby być rozchwytywani przez inne kluby Bundesligi.

Kontuzje, ale nie tylko

Gdzieś wśród tej “śmietanki” znalazł się Niklas Sule, podążający bardzo podobną drogą, co bliźniacy. Poprzedziła ją jednak dość zaskakująca decyzja o zakończeniu kariery, którą piłkarz tłumaczył - a jakżeby inaczej - problemami zdrowotnymi. Szalę przeważyła kontuzja kolana, której doznał 18 kwietnia podczas meczu z Hoffenheim.
- Nasz lekarz drużyny wykonał w szatni w Hoffenheim test szuflady [badanie służące do wykrycia możliwego zerwania więzadła krzyżowego - przyp. red.], spojrzał na fizjoterapeutę i pokręcił głową. Fizjoterapeuta zrobił to samo. To, co wtedy poczułem… Poszedłem pod prysznic i przez dziesięć minut płakałem. W tamtym momencie pomyślałem: „Na pewno zerwane” - opowiadał w podcaście Spielmacher.
- Kiedy następnego dnia poszedłem na rezonans magnetyczny i usłyszałem dobrą wiadomość, byłem pewien na tysiąc procent, że to koniec. Nie potrafiłem wyobrazić sobie nic gorszego niż oczekiwanie na to, co nastąpi potem - niezależność, wyjazd na wakacje, spędzenie czasu z dziećmi - a potem konieczność poradzenia sobie z trzecim zerwaniem więzadła krzyżowego - tłumaczył.
Ostatecznie 30-latek miał sporo szczęścia, bo więzadło ostatecznie nie było zerwane. Warto jednak zaznaczyć, że jego zdrowie zaczęło się sypać już wcześniej, w zupełnie inny sposób, można nawet powiedzieć, że na jego własne życzenie. Otóż Sule od dłuższego czasu miał problem z utrzymaniem odpowiednich nawyków żywieniowych, co dla sportowca grającego na tak wysokim poziomie jest absolutną podstawą. Przypomnijmy, że mowa tu o 49-krotnym reprezentancie Niemiec, mającym w CV między innymi 171 występów w Bayernie Monachium. Fakt, że taki gracz potrafił ważyć ponad 110 kilogramów, jest absolutnie szokujący.
Według Markusa Babbela, który pracował z Sule w Hoffenheim, tego typu kłopoty nie były na początku kariery Niemca żadną nowością. Z jego relacji wynika, że Niklas potrafił jeść sześć pizz i osiem kebabów tygodniowo. Szczyt problemów defensora przypadł jednak na początek sezonu 2023/24, kiedy Edin Terzić w BVB zaczął coraz chętniej stawiać na duet Nico Schlotterbeck - Mats Hummels. Miesiące mijały, a w kontekście Sule coraz bardziej mówiło się o słabnącej dyspozycji i coraz bardziej zauważalnej nadwadze. Choć jesienią otrzymywał on jeszcze powołania do reprezentacji Niemiec, to od listopada 2023 roku nie zagościł na zgrupowaniu kadry ani razu. Później zaś było tylko gorzej. Gdy drużyna narodowa pod dowództwem Juliana Nagelsmanna grała o jak najlepszy wynik na domowym EURO 2024, Sule walczył co najwyżej o to, by wrócić do formy po całkowicie zmarnowanym sezonie. Wspominał, że było to dla niego bardzo długie lato.
- Cierpiałem i kibicowałem razem z chłopakami, kiedy byłem na siłowni, dając z siebie wszystko. Oczywiście, w takich momentach myślisz sobie: „Cholera, stary, przez ostatnie kilka lat zawsze byłeś częścią drużyny. A teraz oni grają w piłkę, a ty praktycznie mieszkasz na siłowni” - opowiadał w wywiadzie dla Sport1.
Przez całe wakacje Sule schudł osiem kilogramów. Ciężka praca popłaciła, ale nie tylko pod kątem formy fizycznej. Zawodnik nie ukrywał, że jego niewyobrażalny zjazd formy wynikał głównie z problemów mentalnych.
- Nie potrafiłem psychicznie zmusić się do podjęcia właściwych działań. Nie mogłem się zmotywować, chciałem, ale nie mogłem. Na szczęście w życiu prywatnym czułem się świetnie. Tam wszystko było i jest w porządku. Odbyłem wtedy wiele ważnych rozmów i zwróciłem się o pomoc - wyjawił.

Z pasji, nie z przymusu

Wiele wskazywało na to, że następną kampanię obrońca rozpocznie ze zdwojoną siłą, szczególnie, że przeszedł fizyczną przemianę i wyglądał już znacznie lepiej niż dotychczas. Rzeczywistość okazała się wyjątkowo brutalna. Październik - pierwsza kontuzja, zerwane więzadło w obrębie stawu skokowego. Grudzień, dwa tygodnie po zakończeniu leczenia - trach, kolejny uraz. Tym razem zerwany więzozrost. Przez te dość poważne problemy zdrowotne Sule stracił mniej więcej połowę sezonu, a do pełni zdrowia wrócił dopiero w kwietniu. Ale najgorsze dopiero miało nadejść.
W sezonie 2025/26 Sule spędził na boisku zaledwie 631 minut, co przekłada się na ledwie siedem pełnych meczów. Kontuzje zabrały mu 14 kolejek Bundesligi, sześć występów w Lidze Mistrzów oraz dwa w Pucharze Niemiec. Wszystkie pozostałe spotkania albo przesiedział na ławce, albo rozegrał w niepełnym wymiarze czasu, z pojedynczymi wyjątkami. To był bez dwóch zdań najbardziej druzgocący sezon w jego karierze, mimo że całościowo już wcześniej była ona naznaczona urazami.
Historię kontuzji Sule możemy recytować naprawdę długo. Dwukrotne zerwanie ACL (2014 i 2019), regularne problemy z kolanami, drobne, ale za to częste urazy różnych mięśni, w tym pleców czy uda. Łącznie - 854 dni spędzone na leczeniu. Gdy dołożymy do tego powracające co jakiś czas kłopoty z wagą, to rzeczywiście mówimy tu o sporym obciążeniu jak na organizm 30-letniego profesjonalnego piłkarza. Kończąc z zawodowym futbolem, stoper BVB poszedł szlakiem wydeptanym już wcześniej przez Schuerrle, Hoewedesa czy Kruse. Chciał, żeby sport po prostu sprawiał mu radość. Po czasie stwierdził jednak, że całkowite odpuszczenie gry w piłkę byłoby zbyt radykalnym krokiem. Dołączył więc do SV Tiefenbach - klubu grającego w niemieckiej ósmej lidze. Jak wyjaśnił w rozmowie ze Sky Sports, wybór drużyny nie był przypadkowy.
- Nie mogę się doczekać, aż w końcu poznam piłkę nożną z zupełnie innej perspektywy, gdzie liczy się tylko sama dyscyplina, a nie biznes czy pieniądze. Co więcej, dwóch moich najlepszych przyjaciół gra w SV Tiefenbach, a jeden z nich jest tam nawet trenerem. Po 13 latach kariery piłkarskiej to dla mnie prawdziwy dar móc znów stanąć na boisku z kumplami i w pełni cieszyć się radością z tego wspaniałego sportu - nie owijał w bawełnę.
Tiefenbach to malutka miejscowość położona blisko niemieckiej granicy z Austrią i Czechami. Mieszka tam niecałe siedem tysięcy osób. Od Monachium dzieli je około 160 kilometrów, od Salzburga - 190. Lokalny klub nigdy nie grał na wyższym szczeblu w niemieckiej piramidzie rozgrywek. To nie jest żaden ambitny projekt z bogatym inwestorem, a najzwyklejszy, amatorski zespół piłkarski. Tym bardziej świadczy to o tym, że wybór Sule motywowała głównie pasja.
Czasami łatwo zapomnieć o tym, jak prostym sportem jest piłka nożna. Obrazek profesjonalnego zawodnika, grającego praktycznie do 40. roku życia i wyciskającego absolutne maksimum ze swojej kariery mimo wszelkich przeciwności, stał się w dzisiejszych czasach normą. Zaczyna się jednak pojawiać coraz więcej tych, którzy z pełną świadomością mówią “pas” znacznie wcześniej, a zawodowe granie zjeżdża niżej na ich liście priorytetów. Sule wybrał tę drugą ścieżkę. I mówiąc wprost, trudno go za ten wybór winić, abstrahując już od problemów, jakie sam sobie zgotował jeszcze na profesjonalnym poziomie. Na koniec dnia futbol ma w końcu dawać radość, którą dla niektórych będzie właśnie jego amatorskie oblicze.

Dyskusja

Przeczytaj również