Lech Poznań nie zwalnia tempa! Kolejne milionowe transfery. "Przeszli długą drogę"
Jedną z najlepszych informacji dla całej polskiej piłki może być nauczenie się wydawania pieniędzy przez Lecha. Po dawnym centusiu nie ma już śladu, a zdobycie kolejnego mistrzostwa tylko utwierdziło właścicieli w przekonaniu, że pieniądze może nie gwarantują sukcesu, ale znacznie zwiększają prawdopodobieństwo. Tym razem walka o Ligę Mistrzów zapowiada się poważnie.
Lech od dawna należy do absolutnej czołówki krajowego futbolu, zarówno pod względem poziomu sportowego, jak i finansów. To drugie pokazywał jednak dość skrycie. Przez 10 lat najdroższym transferem "Kolejorza" pozostawało sprowadzenie Rafała Murawskiego z Rubina Kazań i dopiero w 2021 roku klub przemógł się do zapłacenia więcej niż miliona euro. Teraz, wobec rozpędzającej się konkurencji w Ekstraklasie, Lech też wrzucił wyższy bieg.
Można oceniać poczynania Poznaniaków przez pryzmat tego, co robi Widzew, Korona i Górnik, które najwyraźniej zamierzają uczynić rywalizację w lidze jeszcze bardziej zaciętą (Zabrzanie de facto już to zrobili z bardzo dobrym skutkiem). Można też ocenić je pod kątem wyciągania wniosków z przeszłości. Klub trzeci raz w ostatnich pięciu latach powalczy o Ligę Mistrzów. W przeciwieństwie jednak do sezonu 2022/23 przygotowuje mocny grunt, aby awans w ogóle był możliwy.
Wówczas skończyło się na mocnym rozczarowaniu, bo już w pierwszej rundzie Karabach rozjechał mistrzów Polski (2:5). Wynik ten został później odkupiony fantastycznymi rezultatami w Lidze Konferencji, zespół dotarł aż do ćwierćfinału, ale w gabinetach przy Bułgarskiej najwyraźniej zrozumiano, że oszczędne inwestycje i oglądanie jednego euro z każdej strony nie ma racji bytu we współczesnej piłce. W 2022 roku Lech sprzedał przecież Jakuba Kamińskiego, zakończył też współpracę z Danim Ramirezem i Pedro Tibą, graczami dość istotnymi w kontekście zdobytego wcześniej mistrzostwa. Wzmocnienia były zaś liche. Zapłacono jedynie za Afonso Sousę, poza tym wypożyczono Mateusza Żukowskiego, Filipa Dagerstala, Artura Rudkę - do dziś wspominanego z dreszczykiem przerażenia na karku - a także Giorgiego Citaiszwiliego.
W letnim okienku "Kolejorz" dokonał jednego tylko transferu gotówkowego, na samych transferach zarobił blisko dziewięć milionów euro. Trudno było uznać, że John van den Brom zaczyna sezon z zespołem mocniejszym niż Maciej Skorża. Tym bardziej, że Sousa, zdecydowany lider tamtego Lecha, z Karabachem nie rozegrał ani minuty. Raz nie podniósł się z ławki, raz nie wszedł nawet do kadry meczowej. Sprowadzenie Portugalczyka ogłoszono na sześć dni przed pierwszym meczem o Ligę Mistrzów.
Teraz Lech działa znacznie szybciej i, jak się wydaje, lepiej.
Pierwszą oznaką nowej rzeczywistości stało się wykupienie Luisa Palmy, co przy okazji stanowi najdroższy transfer w historii Poznaniaków. Reprezentant Hondurasu kosztował cztery miliony euro, przebitka względem Sousy jest ponad dwukrotna. Lech nie kupuje kota w worku, ale jednego z najlepszych zawodników całej Ekstraklasy, człowieka zdolnego do przyciągania ludzi na stadiony. Trudno byłoby ściągnąć piłkarza o porównywalnej jakości, który dawałby tę samą gwarancję odnalezienia się w szatni Lecha. Taki ruch mógłby się wydawać oczywistością, ale dobrze wiemy, że jeszcze kilka lat temu nią nie był. Lech z 2022 roku nie zdecydowałby się na ten transfer. Piotr Rutkowski należy jednak do wąskiego grona właścicieli wyciągających lekcję z przeszłości. Czasami zajmuje mu to dłużej niż chcieliby kibice, ale działa, a obrona mistrzowskiego tytułu pozostaje najlepszym możliwym dowodem.
Ale nie tylko Palma sprawia, że na Lecha patrzy się już inaczej. Bardzo szybko dograno trzy kolejne transfery. Nie ma jeszcze lipca, a do Wielkopolski przybyli Mateusz Lis, Allahyar Sayyadmanesh oraz Terry Yegbe. Lis był jednym z czołowych golkiperów w Turcji, tylko w poprzednim sezonie zachował 16 czystych kont w 34 meczach Goztepe. Miał 75% skuteczności interwencji, każde wyjście poza pole karne kończyło się sukcesem. Kwota transakcji wydaje się śmiesznie niska, skończyło się na niespełna milionie. Jednocześnie Lech zabezpieczył się na wypadek odejścia Bartosza Mrozka. Nie będzie wiec rozpaczliwego szukania następcy kluczowego zawodnika.
Znacznie więcej kosztował Terry Yegbe, bo za zawodnika z Ligue 1 wyłożono trzy miliony euro. Mowa o stoperze z najgorszej ekipy poprzedniego sezonu ligi francuskiej, Metz straciło też najwięcej bramek, bo aż 76. Według Sofascore reprezentant Ghany, niepowołany na mistrzostwa świata, przyczynił się do jednego gola strzelonego przez rywala. Tyle samo bramek zawalili Bouna Sarr, Jean-Philippe Gbamin i Sadibou Sane, natomiast golkiperzy Jonathan Fischer i Pape Sy wpuścili łącznie ponad sześć strzałów więcej niż "powinni". Yegbe, wyróżniający się przede wszystkim warunkami fizycznymi, nie był głównym powodem fatalnego sezonu w wykonaniu Metz. Mówimy o 25-latku mającym trochę problemów z wyprowadzeniem piłki, ale też graczu bardzo szybkim i silnym. Od rozgrywania są w Lechu inni ludzie.
Wreszcie przyszedł też Sayyadmanesh, w teorii sprowadzony za darmo, ale w futbolu nic nie ma takiej ceny. Cały transfer Irańczyka pochłonie około 2,5 mln euro - to kwota za podpis, prowizję i pensję. Sayyadmanesh grał ostatnio w lidze belgijskiej i poradził sobie naprawdę dobrze, strzelił siedem goli, dorzucił pięć asyst, a KVC Westerlo zajęło dziewiąte miejsce w tabeli. To zawodnik o nieco innej charakterystyce niż Ali Gholizadeh, z którym Lech, co charakterystyczne dla jego nowej odsłony, też przedłużył kontrakt. Sayyadmanesh jest szybszy, nieco silniejszy, natomiast starszy z Irańczyków, przynajmniej zdaniem kibiców, dysponuje większą inteligencją piłkarską.
Niezależenie od tego, jak zakończy się rywalizacja Lecha o Ligę Mistrzów i jaki wkład w ewentualny sukces będą miały dokonane już transfery, trzeba przyznać, że w Poznaniu próbują. I to nie na chybił trafił, nie z zawodnikami za parę groszy, ale piłkarzami kosztującymi swoje. To zaś, w połączeniu z naprawdę skutecznym skautingiem "Kolejorza", może zaowocować upragnionym awansem. Liga Konferencji jest fajna, ale to tylko Liga Konferencji.