"Odeślijcie go z powrotem". Najlepszy trener świata przestrzelił. Kosztowna wtopa

"Odeślijcie go z powrotem". Najlepszy trener świata przestrzelił. Kosztowna wtopa
PSNEWZ/SIPA / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 10:35
Jest legendą, trenerskim półbogiem, jako jeden z trzech szkoleniowców dwukrotnie sięgnął po potrójną koronę. Luis Enrique ma zapewnione miejsce na Panteonie wielkich menedżerów. A jednak nawet on popełnia błędy. Najświeższy dotyczy wymiany bramkarzy w PSG.
Stara piłkarska maksyma mówi, że zwycięskiego składu się nie zmienia. PSG po wygraniu Ligi Mistrzów i wszystkich trofeów na krajowym podwórku zdecydowało się jednak na głośną roszadę. Latem Gianluigi Donnarumma został sprzedany do Manchesteru City za 35 mln euro, a Paryżanie dołożyli pięć milionów, aby w zamian wyciągnąć Lucasa Chevaliera z Lille. Na papierze Francuz idealnie wpisywał się w wymagania i filozofię Luisa Enrique. Powszechnie wiadomo jednak, że papier przyjmie wszystko. Na razie nowy nabytek w najmniejszym stopniu nie nawiązuje do wybitnych występów poprzednika. Nic dziwnego, że nie ma już nawet zapewnionego miejsca w składzie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Lepsze wrogiem dobrego

W poprzednim sezonie Donnarumma wspiął się na absolutne wyżyny sztuki bramkarskiej. Trudno wyobrazić sobie, aby PSG mogło wygrać Champions League bez wkładu wychowanka Milanu. To on w kluczowych momentach ratował zespół w starciach z Aston Villą czy Arsenalem. Włoch zasłużenie został później wybrany najlepszym bramkarzem Ligi Mistrzów oraz nagrodzony statuetką im. Lwa Jaszyna na gali Złotej Piłki. Grał po prostu rewelacyjnie.
Wczorajszy bohater stał się dzisiejszym problemem. W trakcie letniego okienka mistrz Europy z 2021 roku został z dnia na dzień odsunięty od składu. Zanim jeszcze oficjalnego go pożegnany, już sprowadzono jego następcę. Został nim Lucas Chevalier, który miał za sobą znakomity sezon w Lille. W poprzednich rozgrywkach zebrał 13 czystych kont w 48 występach, imponował w wygranych spotkaniach z Realem Madryt czy Atletico. Przede wszystkim jednak znajdował się w ligowej czołówce pod względem gry nogami, praktycznie nie schodził poniżej celności podań na poziomie 80%. Tymczasem Donnarumma zawsze był golkiperem, który raczej nie wyróżnia się kunsztem na etapie rozegrania. Woli bezpiecznie wybić piłkę niż bawić się w registę. Taki styl nie pasował “Lucho”. Jak to w futbolu bywa, w grę wchodziły też pieniądze. Bramkarz miał bowiem stawiać bardzo wysokie żądania przy rozmowach o przedłużeniu umowy.
- Donnarumma to bez wątpienia jeden z najlepszych bramkarzy świata i jeszcze lepszy człowiek. Ale takie jest życie zawodowych piłkarzy. Czasami zmiana jest potrzebna. To ja jestem w 100% odpowiedzialny za tę decyzję. Gdyby to była łatwa decyzja do podjęcia, każdy by to zrobił. Nie była łatwa, ale uznałem, że konieczna. Dokonałem takiego wyboru ze względu na profil, którego potrzebuję w zespole - tłumaczył Enrique. - Polityka klubu zakłada, że zespół jest ważniejszy od każdej jednostki. Donnarumma zażądał pensji na poziomie poprzedniego PSG, nie tego, które obecnie budujemy. Gigi był pierwszym zawodnikiem, do którego zgłosiliśmy się, aby porozmawiać o nowej umowie. Szybko zrozumieliśmy jednak, że nie uda się osiągnąć porozumienia - dodał Luis Campos w rozmowie z RMC Sport.
Pod sam koniec letniego okienka Donnarumma został sprzedany czy wręcz wypchnięty do Manchesteru City. W międzyczasie Chevalier zaliczył taki sobie start. W debiucie z Tottenhamem początkowo nie popisał się przy bramce zdobytej przez Cristiana Romero. W finale Superpucharu Europy Paryżanie dopiero po golu Goncalo Ramosa w 94. minucie doprowadzili do remisu i karnych. W serii jedenastek bramkarz zaliczył małą rehabilitację, zatrzymując Micky’ego van de Vena. Mistrzowie Francji zgarnęli tytuł, więc raczej nikt nie skupiał się na całościowo średnim występie nowego nabytku.

Błąd za błędem

Kiedy sezon ruszył na dobre, przy nazwisku Chevaliera zaczęło pojawiać się coraz więcej znaków zapytania. Kibice, którzy byli przyzwyczajeni do heroicznych interwencji Donnarummy, musieli dostosować się do nowej rzeczywistości. Takiej, w której bramkarz może być traktowany jako jedenasty zawodnik z pola, ponieważ doskonale czuje się z futbolówką przy nodze. Jednocześnie nie jest pewnym punktem w najważniejszym aspekcie związanym z grą obronną. Francuz miewał puste przeloty, wpuszczał strzały, przy których dało się zrobić znacznie więcej. Luis Enrique na każdym kroku go bronił, ale z tygodnia na tydzień nasilały się głosy krytyki.
- Chyba muszę powiedzieć wszystkim piłkarzom: “Uważajcie, bo w pierwszym sezonie w PSG wszystko, co zrobicie, zostanie skrytykowane”. Tak było z Bradleyem Barcolą, z Desire Doue i wieloma innymi zawodnikami. Ale to normalne, kiedy trafiasz do takiej drużyny. Najważniejsze jest to, jak sobie z tym poradzisz. Ja jestem bardzo zadowolony ze wszystkiego, co prezentują nowi zawodnicy - zaznaczał Enrique.
Występy Chevaliera na krajowym podwórku jeszcze można było zaakceptować. W końcu mówimy o bramkarzu z największą liczbą czystych kont (9) w tym sezonie Ligue 1. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że zwykle nie miał zbyt wiele pracy. W lidze znajduje się na 19. miejscu, jeśli chodzi o liczbę skutecznych interwencji na mecz (1,9). Raczej na pochwały zasługują zawodnicy z pola, którzy w większości kolejek nie pozwalają rywalom na zdziałanie czegoś konkretnego w ofensywie.
Wiadomo jednak, że rywale w Lidze Mistrzów są mocniejsi niż we Francji. I bilans Chevaliera na arenie europejskiej nie jest już tak kolorowy. W tej edycji Champions League obronił tylko 10 z 22 strzałów. Wpuścił o dwie bramki więcej niż wskazywałby na to model oczekiwanych goli. Czasami jego pomyłki były przykrywane przez huraganową ofensywę, jak np. przy okazji zwycięstwa 5:3 z Tottenhamem. Ale już w Lizbonie błąd 24-latka zaważył o porażce. W doliczonym czasie odbił piłkę w taki sposób, że Luis Suarez mógł strzelić gola dającego Sportingowi zwycięstwo 2:1. W ostatecznym rozrachunku to ekipa z Estadio Jose Alvalade zajęła miejsce w TOP8 fazy ligowej, wyprzedzając Paryżan o dwa punkty.
- Kiedy piłka leci prosto w ciebie, wykonujesz tak fatalną paradę i po dobitce pada bramka, to niestety, ale to idzie na twoje konto. Taka jest rzeczywistość. Porażka ze Sportingiem to wina Chevaliera. Trudno bronić go po meczu, w którym PSG go potrzebowało, a on nie odegrał decydującej roli. Trzeba powiedzieć, że nie gra zbyt dobrze - ocenił Daniel Riolo, w programie After Foot. - Im dalej w sezon, tym bardziej Chevalier pachnie flopem. Nie wzbudza strachu u rywali, ani pewności u kibiców i kolegów z drużyny. Jeden strzał, jeden stracony gol. Wygląda tak, jakby stracił wszystko, co prezentował w Lille. Odeślijcie go z powrotem - wtórował Walid Acherchour, ekspert RMC Sport.

Koniec miesiąca miodowego

W grudniu Chevalier stracił miejsce w składzie z powodu kontuzji, której nabawił się podczas rywalizacji przeciwko Monaco. Luis Enrique postawił na Matwieja Safonowa i nie zrezygnował z niego nawet po tym, jak Francuz zwalczył uraz. międzyczasie Rosjanin został bohaterem wygranego finału Pucharu Interkontynentalnego. W serii rzutów karnych przeciwko Flamengo pokazał się z kosmicznej strony, broniąc cztery z pięciu strzałów. Po ostatniej paradzie koledzy dosłownie nosili go na rękach.
Po czasie okazało się, że Safonow w trakcie konkursu jedenastek złamał nadgarstek. Początkowo adrenalina pozwoliła mu kontynuować rywalizację, ale później musiał przez kilka tygodni odpocząć. Pod jego nieobecność Chevalier wrócił do składu, jednak nie na długo. W trzech ostatnich meczach z Newcastle, Strasbourgiem i Marsylią “Lucho” stawiał na Rosjanina. Ten błysnął niedawno kolejnym obronionym karnym, tym razem przeciwko Strasbourgowi.
- Luis Enrique szukał kłopotów i znalazł. Jest nim Lucas Chevalier. Nie spełnia on oczekiwań, zwłaszcza w rozgrywkach europejskich. W Lidze Mistrzów nie jest tak pewny, jak był Donnarumma. Poprzednia edycja pokazała, że PSG potrzebuje bramkarza w najwyższej formie, aby myśleć o sukcesie - opisał Andres Onrubia z dziennika AS. - Trwa gehenna Chevaliera w PSG. Decyzje trenera o postawieniu na Safonowa spadła niczym grom z jasnego nieba. Francuz został odesłany na ławkę ze względu na niepewne zachowania w zestawieniu z przekonującymi występami konkurenta z Rosji - napisano na łamach Le Parisien. - Myślę, że do końca sezonu Safonow pozostanie “jedynką”, aby uspokoić sytuację - dodał Jerome Alonzo z L’Equipe.
Patrząc w liczby, nie może dziwić, dlaczego Enrique stawia na Safonowa. W tym sezonie broni on ponad 75% strzałów, przy tylko 68% w przypadku Chevaliera. Wpuścił pięć goli w siedmiu występach, a Francuz 28 bramek w 26 występach. Z byłym graczem Krasnodaru między słupkami PSG jeszcze nie zaznało smaku porażki. To, że “Lucho” stawia na Rosjanina, może budzić pewien niesmak, ale pod kątem czysto sportowym ta decyzja się broni.
Luis Enrique kilkukrotnie zwracał uwagę na to, że Barcola, Doue czy Dembele też byli krytykowani za nie do końca udane występy tuż po przenosinach na Parc des Princes. W przypadku każdego z nich widać było jednak, że to w końcu musi odpalić. Czasami brakowało skuteczności czy precyzji, ale wszyscy widzieli raczej, że skrzydłowi o tego typu charakterystyce zaczną dostarczać konkrety w tak ofensywnym systemie. W przypadku Chevaliera sytuacja jest zgoła inna. Obecnie trudno przewidzieć, czy wyjdzie na prostą, skoro nawet nie gra, ponieważ po prostu przegrywa rywalizację z lepiej spisującym się konkurentem.
Wymiana Donnarummy na Chevaliera wywoływała zdziwienie już w trakcie letniego okienka. Rzadko zdarza się, aby po najlepszym sezonie w karierze piłkarzowi pokazywano drzwi wyjściowe, bo rzekomo nie pasuje do danego systemu gry. Z perspektywy czasu można tylko uznać, że roszada między słupkami nie była potrzebna. Jeśli coś działa, czasem nie warto na siłę szukać usprawnień.

Przeczytaj również