Odrodzenie zmarnowanego gwiazdora! Miał wygrywać Złotą Piłkę, znów gra jak z nut
Odradza się. Po latach pikowania wreszcie nawiązuje do formy, którą prezentował na początku kariery. Marco Asensio odnalazł w Stambule swoje miejsce na ziemi.
Niecałą dekadę temu wróżono mu Złotą Piłkę. Miał kosmiczne wejście do Realu Madryt, z wyjątkową powtarzalnością strzelał cudowne gole z dystansu. Grał tak, jakby lewą nogą potrafił wiązać krawaty, od niechcenia posyłać futbolówkę w okienko. I nie tylko. Z biegiem lat złote dziecko hiszpańskiej piłki przestało błyszczeć, a zaczęło tracić na wartości. Kiedy w 2023 roku Marco Asensio zmienił klub na zasadzie wolnego transferu, raczej niewielu na Santiago Bernabeu roniło za nim łzy.
Hiszpan przeniósł się do Parku Książąt, gdzie dość szybko dostrzegł, kto jest tam prawdziwym królem. Luis Enrique, chociaż bardzo dobrze znał skrzydłowego z czasów prowadzenia kadry, bez sentymentów postawił na nim krzyżyk. Minionego lata wychowanek Mallorki musiał wykonać daleki krok w tył, aby podjąć próbę ratowania kariery. Fenerbahce nie jest oczywiście klubem z półki Realu czy PSG. Czasem lepiej jednak być liderem słabszej drużyny niż głębokim rezerwowym lepszej. 29-latek jest tego żywym dowodem.
Konieczna ucieczka
Dlaczego Asensio nie zdołał podbić Paryża? Padł ofiarą polityki transferowej, która zakłada brak czasu na aklimatyzację. Albo prezentujesz natychmiastową jakość, albo wypadasz z gry. Latem 2023 roku do drużyny Enrique dołączyło 12 zawodników za łączną kwotę 454,5 mln euro. Z całego tego zaciągu na Parc des Princes pozostali jedynie Ousmane Dembele, Bradley Barcola, Lucas Hernandez i Kang-in Lee. Były gracz Realu podzielił los m.in. Randala Kolo Muaniego czy Hugo Ekitike, którzy zostali skreśleni przez “Lucho”.
- W PSG przeżyłem szczęśliwe chwile, ale szukałem regularności. Muszę grać co trzy dni, aby utrzymać wysoki poziom. Najbardziej cieszę się, kiedy jestem na boisku. W Paryżu miałem udany start, później przytrafiła się kontuzja. Zacząłem dobrze kolejny sezon, ale z dnia na dzień straciłem sympatię trenera. Co się stało? Z tego, co wiem, to nic. Znam Luisa Enrique bardzo dobrze i wiem, że takie rzeczy zdarzały się już w przypadku innych piłkarzy czy członków sztabu. Ale nie mam do niego pretensji. Takie rzeczy zdarzają się w świecie piłki - przyznał w rozmowie z Juanem Garcią-Ochoą.
W lutym ubiegłego roku Asensio odszedł na wypożyczenie do Aston Villi. W tym samym czasie do Birmingham tymczasowo ściągnięto jeszcze Marcusa Rashforda z Manchesteru United. Obaj okazali się rewelacyjnymi opcjami krótkoterminowymi. Hiszpan w ośmiu pierwszych meczach strzelił siedem goli, wybrano go najlepszym zawodnikiem miesiąca “The Villans” w lutym i marcu. Unai Emery wraz z Monchim mogli tylko patrzeć i podziwiać, jak ich rodak bryluje na angielskiej ziemi.
- Marco to zawodnik najwyższej klasy. Znam go bardzo dobrze, razem byliśmy na poprzednim mundialu. Cieszę się, że teraz może regularnie grać - powiedział Enrique, kiedy Aston Villa trafiła na PSG w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.
Przy okazji tego dwumeczu czuć było napięcie między Asensio i poprzednim pracodawcą. Przed spotkaniem piłkarz nie przywitał się nawet z “Lucho”, co mogło sugerować, że ich relacje nie należą do najlepszych. Uściskał jedynie Luisa Camposa, dyrektora PSG, który zawsze chwalił jego talent i możliwości.
Aston Villa bardzo chętnie zatrzymałaby zarówno Asensio, jak i Rashforda. Obie transakcje storpedowały jednak problemy finansowe klubu. Aby nie naruszyć przepisów, “The Villans” musieli zacisnąć pasa. W poprzednim okienku wydali na wzmocnienia jedynie 30,5 mln euro, najmniej spośród wszystkich ekip w Premier League. Hiszpan dość długo czekał na możliwe porozumienie, ale w końcu zrozumiał, że już nie wróci do ekipy Emery’ego. 1 września podpisał kontrakt z Fenerbahce, które zapłaciło za niego 7,5 mln euro.
- Myśleliśmy, że Marco zostanie w Aston Villi. Chcieliśmy tego, ale PSG było w stosunku do nas dość surowe, jeśli chodzi o wymagania finansowe. Wszyscy życzymy mu szczęścia. Jego okres w Birmingham był bardzo udany - przyznał Monchi dla ElDesmarque.
Piłkarska corrida
Asensio podpisywał kontrakt w momencie, kiedy sytuacja Fenerbahce była dość niestabilna. Parę dni wcześniej zwolniono Jose Mourinho, który nie zdołał wprowadzić zespołu do Ligi Mistrzów. Jako polscy kibice dobrze wiemy, że zmiana szkoleniowca fatalnie wpłynęła na Sebastiana Szymańskiego, który był jednym z ulubieńców “Mou”. Za wielkiego beneficjenta całego zamieszania na ławce trenerskiej można zaś uznać reprezentanta Hiszpanii. Domenico Tedesco tuż po objęciu drużyny zaczął budować ją wokół “El Matadora”.
Po upływie kilku tygodni widać już było, że Superliga jest stworzona do tego, aby Asensio w niej brylował. Kolejni rywale nie znajdują odpowiedzi na to, jak zatrzymać 29-latka. Tedesco korzysta z niego zarówno na prawym skrzydle, jak i w roli “dziesiątki”, a ten na obu pozycjach spisuje się bez zarzutu. W tym sezonie zebrał już osiem goli i pięć asyst w 13 kolejkach ligowych, do tego jest liderem drużyny w liczbie otwierających podań. Widać, że otrzymał dużą swobodę w ofensywie. Średnio na 90 minut oddaje 3,25 strzału, co stanowi drugi najwyższy wynik w klubie. Częściej bramkę rywali ostrzeliwuje jedynie Anderson Talisca, najskuteczniejszy gracz “Fener”. Ofensywy tandem robi wszystko, aby zdetronizować Galatasaray.
- Dobrze odnalazłem się w Stambule. Wraz z rodziną kupiliśmy już dom, a to ważny krok, aby znaleźć stabilizację. Czuję się komfortowo. Widać, że to miasto żyje futbolem, ludzie są prawdziwymi pasjonatami. Wybrałem ten klub, ponieważ chciałem podjąć się nowego wyzwania. Przedstawiono mi ambitny projekt. Klub od kilku lat nie zdobył tytułu i chce to zmienić. Naszym celem jest wygranie mistrzostwa i później zaprezentowanie jak najwyższego poziomu w Lidze Mistrzów. Fenerbahce ma wiele wspólnego z Realem Madryt, jeśli chodzi o presję związaną z wygrywaniem - powiedział na łamach dziennika Marca.
- Kiedy zmieniasz klub, zawsze potrzebujesz trochę czasu, aby poznać zespół, trenera, jego wymagania. Ale moja adaptacja przebiegła bez zarzutu. Czuję, że jestem w dobrej formie fizycznej. Muszę to utrzymać, ponieważ liga turecka stoi na wysokim poziomie, nie ma tu łatwych meczów, rywale są silni fizycznie i zdyscyplinowani taktycznie. Ja skupiam się na tym, aby jak najmocniej pomóc drużynie. Gram tam, gdzie wskaże mi trener, na prawym skrzydle, na "ósemce", ale najlepiej czuję się jako "dziesiątka" - dodał w rozmowie z A Spor.
Swoimi golami i asystami Asensio zapewnił już drużynie osiem dodatkowych punktów. Aktualnie zespół Tedesco zajmuje drugie miejsce w tabeli, tracąc tylko trzy oczka do Galatasaray. Fenerbahce pozostaje niepokonane w tym sezonie ligowym, ale na razie to wciąż za mało, aby utrzymać tempo mistrza i lidera. Chociaż nie brakuje opinii, że “Galata” ma kogo zazdrościć konkurentowi zza miedzy.
- Asensio to uosobienie hiszpańskiego piłkarza. Trudno znaleźć drugiego zawodnika z takimi umiejętnościami - chwalił Nihat Kahveci, były gracz m.in. Besiktasu i Villarrealu. - Szkoda, że nie gra w Galatasaray. Fenerbahce ubiło kapitalny interes - wtórował Hasan Sas, legenda "Galaty". - Najlepszy zawodnik rundy jesiennej? Asensio. To dzięki niemu i pracy Tedesco Fenerbahce jest tak wysoko w tabeli - dodał Yagiz Sabuncuoglu, dziennikarz Sports Digitale.
W pogoni za marzeniem
Asensio wystrzelił z formą w najlepszym możliwym okresie. Z tygodnia na tydzień rosną bowiem jego szanse na potencjalny występ na mistrzostwach świata. Sam zainteresowany nie ukrywa, że brylując w Turcji ma z tyłu głowy chęć przykucia uwagi Luisa de la Fuente. Wszechstronny gracz czeka na występ w kadrze od września 2023 roku, kiedy pomógł rozbić Gruzję 7:1. Później miewał wahania formy, problemy zdrowotne, dość często zmieniał kluby, a w międzyczasie selekcjoner wykrystalizował wąską grupę etatowych reprezentantów. Czy 29-latkowi uda się do niej dołączyć?
- Moim oczywistym celem jest mundial. Chcę osiągnąć szczyt formy, a następnie poczekać na to, jakie decyzje podejmie selekcjoner. Występ na trzecim kolejnym mundialu byłby czymś niesamowitym. Mam nadzieję, że Luis ma oko na moje występy i wszystko się ułoży - stwierdził filar Fenerbahce.
- W przypadku Asensio wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. Musi jeszcze więcej pokazać w rozgrywkach europejskich, bo to one wywołują największy rozgłos. Jeśli chodzi o kadrę, to złożona sprawa. Luis de la Fuente lubi stawiać na swoich zawodników, na zwycięzców, którzy zapewnili triumf na EURO. Z jednej strony Marco od 2023 roku nie był powoływany, a z drugiej De la Fuente dobrze zna go z młodzieżowych reprezentacji. Trudno będzie mu wywalczyć powołanie na mundial, ale nie jest to niemożliwe. Jeśli utrzyma obecny poziom, będzie miał szansę - ocenił na łamach portalu Fanatik Fernando Sanchez z dziennika AS.
W temacie powołania problemem Asensio jest fakt, że gra w klubie toczy się wokół niego. To centralna postać, gwiazda i zawodnik, od którego w ofensywie zależy bardzo wiele, żeby nie powiedzieć wszystko. Nie jest on jednak na takim etapie kariery, aby móc być najważniejszym punktem w ekipie pokroju reprezentacji Hiszpanii. Wystarczy spojrzeć na pomocników, których De la Fuente wystawiał podczas poprzedniego zgrupowania. Martin Zubimendi i Mikel Merino to filary Arsenalu, lidera Premier League i Ligi Mistrzów. Obok nich grywa Fabian Ruiz, podstawowy gracz PSG, które w poprzednim roku zgarnęło sześć trofeów. Pedri ostatnio nie mógł pomóc kadrze, ale jeśli będzie zdrowy, raczej należy spodziewać się jego obecności w pierwszym składzie. Jeśli chodzi o klasyczne “dziesiątki”, w odwodzie pozostają Dani Olmo czy Fermin Lopez. De la Fuente ma do dyspozycji niemal niewyczerpalne pokłady talentu. Trudno będzie wkomponować nowy element na kilka miesięcy przed najważniejszą imprezą czterolecia.
Nawet ewentualny brak powołania na mundial nie powinien deprymować Hiszpana. Ma on powody do radości, ponieważ wreszcie znalazł klub, w którym może cieszyć się rolą lidera. Pewnie, że nie tego spodziewano się, kiedy w 2017 roku strzelał Juventusowi w finale Ligi Mistrzów i karcił Barcelonę cudownymi uderzeniami z dystansu. Wróżono mu wówczas karierę, która nieco zderzyła się z realiami. Marco Asensio już nie wygra Złotej Piłki. Ale jeszcze usłyszymy o jego popisach nad Bosforem.