On naprawdę może zdobyć Złotą Piłkę. "Niedawno nie do pomyślenia"

On naprawdę może zdobyć Złotą Piłkę. "Niedawno nie do pomyślenia"
Pressfocus.pl
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 13:30
Kiedy Leo Messi ruszył za ocean, by kontynuować karierę w MLS, wydawało się, że etap kolekcjonowania Złotych Piłek jest dla niego zamknięty. Pachniało raczej przyjemną emeryturą, bez parcia na kolejne wielkie sukcesy. Tymczasem 39-letni Argentyńczyk już na starcie mundialu potwierdził, że nadal jest piłkarzem wybitnym. Piłkarzem, którego stać na to, by za kilka miesięcy dziewiąty raz otrzymać nagrodę dla najlepszego gracza roku na świecie.
Trzy lata temu Leo Messi trochę zniknął nam z radarów. Jako zawodnik absolutnie spełniony, mający już wówczas na koncie praktycznie wszystkie możliwe sukcesy i tytuły w świecie futbolu, ruszył na przyjemną emeryturę do Stanów Zjednoczonych, dołączając do Interu Miami. Od tamtej pory w akcji widywali go głównie nieliczni na Starym Kontynencie fanatycy MLS. Do przeciętnego kibica docierały co najwyżej szczątkowe informacje czy shortsy z kolejnymi golami, asystami i kapitalnymi zagraniami “La Pulgi”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nikt szczególnie się tym nie ekscytował, wszak liga, do której dołączył Messi, choć niewątpliwie się rozwija, nie jest i pewnie jeszcze długo nie będzie stawiana w jednej linii z czołowymi rozgrywkami europejskimi. Nawet więc, kiedy Messi wykręcił bilans 35 goli i 23 asyst w 34 meczach sezonu 2025 MLS, prowadząc Inter do pierwszego w jego historii mistrzostwa kraju, przyjęto to raczej na chłodno. Nikt, co zrozumiałe, nie apelował wówczas o Złote Piłki i inne najważniejsze laury dla Argentyńczyka. Ot, GOAT bawi się na nieszczególnie wymagającym podwórku i odcina kupony.
Prawdziwa weryfikacja tego, czy Messi to jeszcze piłkarz ze światowego topu, miała przyjść na mundialu. Odpowiedź poznaliśmy błyskawicznie. Wystarczył jeden mecz. Zawodnik, który za kilka dni skończy 39 lat, zagrał po prostu wybitnie. Strzelił trzy gole, z czego dwa naprawdę bardzo ładne. Pokazał, że nadal ma cyrkiel w nodze, dwukrotnie zza pola karnego posyłając piłkę do bramki. Na dobrą sprawę mógł władować Algierii jeszcze ze dwie sztuki, ale raz był na minimalnym spalonym, gdy trafił do bramki po sytuacji sam na sam z bramkarzem, a potem ten sam golkiper zatrzymał jego groźny strzał.
Messi był na murawie wolnym elektronem. Poruszał się tam, gdzie chciał, ale głównie szukał sobie miejsca w centralnej strefie boiska. Zaimponował natomiast nie tylko wciąż kapitalnymi umiejętnościami piłkarskimi, ale także - co robi być może jeszcze większe wrażenie - świetnym przygotowaniem fizycznym. Mogliśmy przecierać oczy ze zdumienia, gdy raz czy drugi wracał pod własne pole karne i odbierał piłkę.
Wiemy już, że nie jest to zawodnik, który znalazł się po drugiej stronie piłkarskiej rzeki. Włóżmy dziś Messiego do czołowego klubu Europy, a on nadal będzie tam czołowym, pewnie i najlepszym piłkarzem. Jestem o tym przekonany. Znamienne, że w meczu z Algierią przyćmił swoich reprezentacyjnych kolegów, na co dzień grających choćby w Interze Mediolan, Atletico Madryt, Liverpoolu czy Chelsea.
Meczu z Algierią nie ma co deprecjonować, bo to naprawdę nie był rywal z najniższej możliwej półki. Podczas gdy Portugalia została zatrzymana przez Demokratyczną Republikę Konga, a Hiszpania nie była w stanie poradzić sobie z Republiką Zielonego Przylądka, Argentyna na dużym luzie pokonała zespół o przynajmniej takiej samej, a być może większej sile. Z grona tych trzech ekip z Czarnego Lądu, to właśnie Algieria dotarła przecież najdalej na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki.
“Albicelestes” w pierwszej kolejce fazy grupowej potwierdzili, że jak najbardziej są w stanie obronić tytuł. To oni, obok Anglii, Niemiec i Francji (tej z drugiej połowy meczu z Senegalem), wśród gigantów pozostawili po sobie póki co najlepsze wrażenie. Jeśli sięgną po złoto, a Messi nadal będzie liderem drużyny w takiej formie, 39-latek zostanie… głównym faworytem do zdobycia w tym roku Złotej Piłki.
Nie oszukujmy się, w latach mundialowych to właśnie bohaterowie mistrzostw świata najczęściej otrzymują nagrodę dla najlepszego piłkarza roku. Było tak w 2018, gdy triumfował Luka Modrić, było cztery lata później, kiedy wygrał właśnie Messi, wtedy przecież średnio prezentujący się w klubie. Moc mundialu jest w tym kontekście nieprawdopodobna. Tym bardziej, że wśród triumfatora Ligi Mistrzów, a więc ekipy PSG, tym razem trudno o wskazanie jakiegoś oczywistego kandydata do nagrody.
Messi starzeje się po prostu przepięknie. Kiedyś można było przewidywać, że to prędzej Cristiano Ronaldo, choćby ze względu na swoją obsesję przygotowania fizycznego, dłużej utrzyma się na topowym poziomie. Argentyńczyk, bazujący głównie na umiejętnościach czysto piłkarskich, miał stać w tym względzie na straconej pozycji. Tymczasem dziś dwaj futbolowi giganci są już na zupełnie innych biegunach. Podczas gdy Messi jest wznoszony pod niebiosa po koncertowym starcie mundialu, sypią się gromy pod adresem CR7, który zawiódł w meczu z DR Konga. Dziś jeden ciągnie drużynę w górę, a drugi jest dla niej kulą u nogi.
Mundialowy last dance legend tego sportu trwa. Póki co najpiękniej tańczy Messi. Ale muzyka nadal gra. Wiele może się zmienić.

Przeczytaj również