Przepadł w Polsce, teraz wymiata pod wodzą Fernando Torresa. Jest najlepszym strzelcem ligi
Arnau Ortiz rozpoczął sezon w Śląsku Wrocław, dziś jest gwiazdą Atletico Madryt. Oczywiście nie chodzi o zespół Diego Simeone, a rezerwy prowadzone przez Fernando Torresa. Na razie.
Wrocław zdaje się nie sprzyjać skrzydłowym. W poprzednim sezonie Śląsk spadł z Ekstraklasy, chociaż okazuje się, że na jednej pozycji miał dwóch naprawdę obiecujących zawodników. Swego czasu o miejsce w składzie walczyli Mateusz Żukowski i Arnau Ortiz. Żaden z nich nie zdołał zaprezentować pełni potencjału w barwach “Wojskowych”. Teraz wymiatają w nowym otoczeniu.
Żukowski stał się gwiazdą Magdeburga, notując sześć goli w ośmiu meczach na poziomie 2. Bundesligi. Z kolei Ortiz wrócił do ojczyzny, gdzie jest bezdyskusyjnym liderem drugiej drużyny Atletico. Fernando Torres może być dumny, patrząc na popisy swojego podopiecznego. 24-latek robi wszystko, aby “Rojiblancos” wskoczyli na zaplecze La Liga.
“Dynamit”
Ortiz to zawodnik, który wychował się z piłką przy nodze. Sam przyznał, że już jako berbeć spędzał całe dnie, grając na rynku w rodzinnym Figueres. W wieku pięciu lat został zapisany do miejscowej drużyny, którą reprezentował przez ponad dekadę. Pierwsze przeszkody pojawiły się w kluczowym momencie, kiedy wszechstronny skrzydłowy miał przejść do piłki seniorskiej. W 2021 roku ruszył do Girony, co okazało się błędem. Nawet nie udało mu się zadebiutować w barwach katalońskiej ekipy, co kilka miesięcy odsyłano go na wypożyczenia do Penya Deportiva, Murcii, Eldense czy Cartageny. W tym pierwszym zespole postawił na niego Manolo Gonzalez, obecny trener Espanyolu, który zajmuje piąte miejsce w La Liga. Hiszpańska prasa też dostrzegła potencjał w wychowanku UE Figueres.
- Arnau Ortiz, czyli młodość i dynamit w grze. Eldense sfinalizowało wypożyczenie utalentowanego lewoskrzydłowego, który sprawdza się też jako “dziesiątka”. Był jednym z kluczowych zawodników Realu Murcia, jest szybki, zwinny i obunożny. To zawodnik, którego warto obserwować na zapleczu La Liga - tak w lipcu 2023 roku pisała o nim Marca.
Nasz bohater nie podbił Eldense, rozgrywając tam zaledwie 11 meczów. Latem 2024 roku po raz pierwszy w karierze opuścił Półwysep Iberyjski, dołączając do Śląska. Jego start był dość specyficzny. Niedługo po podpisaniu kontraktu zagrał w dwumeczu z St. Gallen, który przeszedł do historii przez, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne decyzje Duje Strukana. W końcówce rewanżu sędzia pokazał Hiszpanowi dwie żółte kartki za próby wymuszenia rzutów karnych. Nie brakowało opinii, że “Wojskowym” należały się jedenastki i awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Wieczór cudów zakończył się porażką ówczesnych wicemistrzów Polski.
W rundzie jesiennej poprzedniego sezonu Ortiz potrafił pokazać próbkę zdolności. Grał odważnie, często wchodził w dryblingi, wygrywał średnio połowę pojedynków. Ale niejednokrotnie brakowało w tym wszystkim konkretów. A tych jak tlenu potrzebował Śląsk, który walczył o utrzymanie. Hiszpan potrafił strzelić cudownego gola, żeby przez kolejny miesiąc zawodzić pod kątem efektywności.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Nietrudno wskazać dwa momenty, kiedy Ortiz był najszczęśliwszy podczas pobytu w Śląsku. Pierwszy to transfer Marca Llinaresa, z którym od razu złapał dobry kontakt, a drugim był zimowy obóz w San Pedro del Pinatar. Skrzydłowy wysyłał sygnały sugerujące, że tęskni za ojczyzną. Chwilowo był w Śląsku, ale raczej nie zamierzał utrzymać tego stanu w perspektywie długoterminowej.
- Myślę, że to wyjątkowy kraj. Najlepsi w Hiszpanii są ludzie. Oczywiście, jak wszyscy, mają swoje problemy, ale co by się nie działo, to są uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia. Bardzo to lubię. Kultura jest trochę inna. Mogę powiedzieć, że uwielbiam bycie Hiszpanem. Najbardziej tęsknię za rodziną, to ona jest dla mnie najważniejsza w życiu - mówił w styczniu ubiegłego roku w rozmowie z klubowymi mediami Śląska.
W poprzednim sezonie “Wojskowi” spadli na drugi poziom rozgrywkowy. Pierwotny plan klubu zakładał zatrzymanie Ortiza, który miał stać się podstawowym lewoskrzydłowym. Bieżące rozgrywki rozpoczął zresztą w owocny sposób, zaliczył gola z Miedzią Legnica i asystę przeciwko Odrze Opole. W takiej formie mógłby być filarem drużyny, która celuje w szybki powrót do Ekstraklasy. Sam zawodnik miał jednak inne plany.
- Arnau Ortiz zdecydował, że nie chce grać w tej drużynie. To temat do rozmowy z dyrektorem sportowym. Nie powiedziałem, że chce odejść. Powiedziałem, że nie chce grać w tej drużynie. Tyle usłyszałem. Zawsze mówię szczerze, a dalsze decyzje leżą po stronie klubu i dyrektora sportowego - przyznał pod koniec sierpnia Ante Simundza, cytowany przez Slasknet.com.
Szybko potwierdziło się, dlaczego Ortiz tak nagle wyraził chęć opuszczenia Wrocławia. Dostał bowiem ciekawą ofertę z rezerw Atletico Madryt. Uznał, że woli grać na trzecim poziomie w Hiszpanii niż na drugim w Polsce. Na początku września odszedł zatem ze Śląska, w którym zebrał 39 występów, trzy gole i dwie asysty. Umówmy się, nie były to liczby, które mogły rzucać na kolana. Pewnie niewielu spodziewało się, że prawdziwy wystrzał talentu nastąpi w barwach “Rojiblancos”.
- Polska liga może nie jest bardzo znana w Hiszpanii, ale to dobre rozgrywki, imponować mogą stadiony, kibice, frekwencja. Byłem pod dużym wrażeniem. Mogłem też sprawdzić się w eliminacjach Ligi Konferencji, od dziecka marzyłem o grze w europejskich pucharach. Dobrze wspominam ten etap - opowiedział w rozmowie z Arnau Madrią.
Król
Ortiz uczcił debiut w “Atleti”, strzelając gola Cartagenie. Udany start poprzedził tylko serię kolejnych fantastycznych występów. W tym sezonie Primera Federacion zebrał 13 trafień i trzy asysty w 20 występach. Bierze udział przy bramce średnio co 100 rozegranych minut. Jest najskuteczniejszym graczem ligi, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji Jordiego Cano o dwa trafienia. 11 stycznia były gracz Śląska ustrzelił dublet i dwa otwierające podania przeciwko Antequerze. Tydzień później dołożył dwie bramki z CE Europa. Tylko w styczniu jego gole zapewniły “Los Colchoneros” sześć dodatkowych punktów.
- To wszystko dzieje się za sprawą pewności siebie, jaką zapewnił mi trener Torres. Zawsze powtarza mi, że w piłce liczy się przede wszystkim skuteczność, że muszę wykorzystywać swoje szanse. Kiedy ktoś taki w ciebie wierzy, od razu czujesz się pewniej. Torres często mówi też, że najtrudniejsze nie jest osiągnięcie danego celu, ale utrzymanie się na określonym poziomie. Praca pod wodzą takiej legendy to luksus. Sprzyja mi dodatkowo styl gry, jesteśmy ofensywną drużyną, mogę wyrazić siebie na boisku - przyznał na łamach L'Esportiu Catalunya.
- Arnau Ortiz, król Primera Federacion. Jest największą bronią w arsenale Fernando Torresa. Skrzydłowy wyróżnia się skutecznością, szybkością i dryblingiem. Strzelił już 13 goli, chociaż dołączył do drużyny dopiero we wrześniu. To siła, z którą muszą liczyć się z rywale. Ciągle dodaje kolejne atuty do swojej gry, sieje spustoszenie w szeregach rywali - opisał ostatnio Sergio Picos z dziennika AS. - Talent z rezerw zgłasza gotowość do gry pod wodzą Diego Simeone. Arnau Ortiz regularnie wyróżnia się w trzeciej lidze i może być gotowy na kolejny krok - podano na łamach Estoatleti.es.
W Madrycie pojawił się temat potencjalnego awansu Ortiza do ekipy Diego Simeone. Teoretycznie za lewą stronę ataku na Metropolitano powinien odpowiadać Alex Baena wspierany przez Juliana Alvareza. Sęk w tym, że obaj od wielu tygodni są pod formą. Argentyńczyk nie strzelił gola w lidze od 1 listopada, Hiszpan po jednym z wielu nieudanych meczów usunął nawet profil w mediach społecznościowych, aby nie czytać głosów krytyki. Kiedy potencjalne gwiazdy zawodzą, były gracz Śląska stara się zapracować na choćby pojedynczą szansę.
Szanse na debiut skrzydłowego w seniorach Atletico są minimalne. I to nie tylko ze względu na ewentualne braki w sztuce. Poważną przeszkodę stanowią przepisy obowiązujące w Hiszpanii. Zawodnik powyżej 23. roku życia musi zostać zarejestrowany w pierwszym zespole, aby w nim zagrać. Tym samym zamyka sobie drogę powrotną do rezerw. Juniorzy mogą balansować między ekipami, ale Ortiz ma 24 lata, więc nie mógłby w jednym tygodniu zagrać u Simeone, a w następnym wrócić pod skrzydła Torresa.
- Oczywiście, że to się nie stanie, ale zrobiłbym jedno: przeniósł Arnau Ortiza do pierwszej drużyny. Kto nie ogląda rezerw, niech powstrzyma się od komentarza, bo nie ma pojęcia, o kim mówi. Ja dałbym mu zadebiutować, chociaż to raczej się nie wydarzy, bo później nie mógłby już grać w drugim zespole - pisał jeden z kibiców “Atleti”.
Na razie głównym zadaniem Ortiza będzie próba wprowadzenia Atletico Madryt B do drugiej ligi. Obecnie zespół jest w strefie baraży, tracąc cztery punkty do liderującego Sabadell. Walka o awans naturalnie nie byłaby możliwa bez skrzydłowego, który brał udział przy niemal połowie bramek (16 z 33) zdobytych przez cały zespół. Ubiegłoroczny spadkowicz z Ekstraklasy ewidentnie odnalazł swoje miejsce na ziemi. Bycie najlepszym strzelcem w drużynie Fernando Torresa. To brzmi dumnie.