Ostra reakcja trenera Premier League. Ten sezon to dopiero początek

Ostra reakcja trenera Premier League. Ten sezon to dopiero początek
Gareth Evans / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł Grabowski14 May 2024 · 08:00
Rzadko albo nigdy zdarza się, by kibice Arsenalu ściskali kciuki za Tottenham Hotspur, ale we wtorkowy wieczór każde trafienie ekipy Ange’a Postecoglou będzie przyjmowane z radością. “Spurs” mogą urwać punkty Manchesterowi City. Pytanie tylko, czy mają energię i zasoby, bo wiosną ewidentnie zeszło z nich powietrze. Pierwszy sezon z nowym trenerem pokazał, że ta kadra potrzebuje przynajmniej trzech wzmocnień i że to dopiero początek podróży.
Niech nikogo nie zmyli runda honorowa piłkarzy po sobotnim meczu z Burnley (2:1). Owszem, widać było w niej atmosferę pikniku, ale nie oznacza to, że sezon dla Tottenhamu dobiegł końca. Klub zaprosił rodziny graczy i zachęcił do kontaktu z fanami, ponieważ weekend to dużo bardziej dogodny termin niż wtorkowy wieczór, gdy wielu kibiców nie może zabrać ze sobą dzieci.
Ange Postecoglou mówi, że pod względem nastawienia i pracy nic się w drużynie nie zmienia. Jednemu z dziennikarzy rzucił nawet zdanie: “Nie jest tak, że przychodzę do klubu o 12.00, robię kawę i rzucam na boisko piłkę”. Tottenham ma jeszcze dwa mecze i nie chce być zapamiętany jedynie z gorszej końcówki rozgrywek. Australijczyk dodał, że “nie wie, jak można życzyć własnej ekipie porażki”, nawiązując do wtorkowej konfrontacji z Manchesterem City, której z zaciekawieniem będą przyglądać się ludzie związani z Arsenalem.

Budowanie podstaw

Fakty są interesujące: Postecoglou w swoim debiucie zdobył więcej punktów (63) niż Mikel Areta (61), gdy od lata 2020 roku rozegrał pełny sezon z Arsenalem. Ten fundament już stoi i pokazuje, że warto uzbroić się w cierpliwość. Premier League jest w tym momencie najbogatszym i najbardziej konkurencyjnym środowiskiem wielkiej piłki. Nie da się tutaj zbudować zespołu w rok albo dwa. Postecoglou od dawna mówi, że zanim postawi tutaj dach, to najpierw chce zbudować solidne ściany. Nie upierał się na grę w Lidze Mistrzów już teraz, bo na tę po prostu trzeba być gotowym. Australijczyk nawet nie musiał wskazywać palcami przykład Newcastle. Wszyscy i tak domyślili się, kogo ma na myśli.
Tottenham, bez względu na to jak poradzi sobie w starciach z Manchesterem City i Sheffield United, zalicza dobry sezon. To był rok optymizmu, powrotu do europejskich pucharów i wiary w dobry kierunek, mimo letniego odejścia Harry’ego Kane’a. Żaden trener w historii Premier League w swoim debiucie nie dostał trzech statuetek menedżera miesiąca z rzędu. Żaden nie zaliczył tak dobrego startu jak Ange Postecoglou, gdy w pierwszych dziesięciu meczach uzbierał 26 punktów, ani razu nie przegrywając. Tottenham przestał być “Spursy”, czyli niezdarny albo po prostu pechowy. Imponował formą Jamesa Maddisona, świetnymi bokami, znowu taśmowo strzelał Heung-min Son, a Guglielmo Vicario w bramce dokonywał cudów, choć przeskok z Empoli mógł być ogromny.

Kapitan za sterem

Micky van de Ven został wybrany piłkarzem sezonu w “Spurs”, choć też nigdy wcześniej nie grał w Anglii. Nagle okazało się, że Tottenham ma najszybszego obrońcę w lidze i że mimo 23 lat bije od niego ogromna pewność. Jak niemal każdy po drodze pauzował przez uraz, ale gdy wracał, potrafił strzelać ważne gole, a akcja, jaką przeprowadził lewą stroną w meczu z Burnley (2:1), to jeden z obrazów tego sezonu. Dla Tottenhamu to spotkanie było przerwaniem fatalnej passy czterech porażek z rzędu, co nie zdarzyło mu się od dwóch dekad. Wielu trenerów byłoby wrzuconych do kotła, ale Postecoglou wypracował sobie tak dobrą pozycję, że wierzą mu piłkarze i kibice. Ten chybotliwy, wiecznie zabierający wody statek od dawna potrzebował takiego kapitana. To jest największy sukces Tottenhamu w tym sezonie: że miał pozytywną twarz, grał otwartą piłkę i nie cofał nogi nawet wtedy, gdy dopadały go kontuzje.
Oczywiście, dalej szwankują stałe fragmenty gry i to, że zespół bardzo często traci gola jak pierwszy. Postecoglou aż 25 punktów uzbierał w spotkaniach, gdy gonił wynik. Kilka razy oglądaliśmy zespół rozsypany jak w grudniu z Brighton (2:4), gdy na środku defensywy zagrali boczni obrońcy Emerson Royal i Ben Davies. Mimo to Tottenham cały czas trzymał się czołówki. Przygniótł ich dopiero trudny kalendarz w kwietniu, gdy przegrali kolejno z Newcastle, Arsenalem, Chelsea i Liverpoolem. To był też sygnał, że ten sezon jest sezonem przejściowym. Oglądamy meblowanie na nowo, gdzie nie wszystkie części jeszcze dojechały. Tottenham latem musi mocno przeanalizować kadrę i wzmocnić się na pozycjach, które w tym sezonie kilka razy uruchamiały alarm.

Szukanie pomocnika

Przede wszystkim wiosna pokazała jak dużym problemem jest pomoc Tottenhamu. To nie przypadek, że największe drużyny świata inwestują dziś krocie w zawodników określanych jako “szóstki”. Ideałem jest ktoś w stylu Rodriego albo Declana Rice’a - to musi być kręgosłup, piłkarz z chłodną głową, dobry w defensywie, ale też podłączający się do ataku. Yves Bissouma po dobrym początku spuścił z tonu. Rodrigo Bentancur ciągle jest daleki od formy sprzed kontuzji. Problemem jest też zjazd Jamesa Maddisona, bo jesienią pociągał za sznurki i był dyrygentem orkiestry. Gdy wrócił po urazie kostki, stracił luz i pewność siebie. Postecoglou próbował na środku grać Dejanem Kulusevskim, ale Szwed krąży po pozycjach i na żadnej nie wydobywa pełni potencjału, choć jesienią w trudnych momentach można było na nim polegać.

Wąska ławka

Postecoglou latem musi zadbać o głębię składu: o to, by kontuzja jednego obrońcy nie rozwalała całej budowli. Przykładem jest choćby uraz Udogiego i przestawianie na lewą stronę Oliviera Skippa, nominalnie środkowego pomocnika. Koniecznością jest też wzmocnienie siły ognia, która w tym momencie rozkłada się na Sona (17 goli) i Richarlisona (11 goli) albo w zasadzie tylko na Sona, bo Brazylijczyk znowu doznał urazu i nie zagra nawet na Copa America. Fakt, że w meczu z Burnley z ławki wszedł 19-letni Dane Scarlett, pokazuje wąski wachlarz Ange’a.
Tottenham po odejściu Kane’a tak naprawdę nie ściągnął nikogo w jego miejsce. Mocniej zainwestował w skrzydłowych, jak Manor Solomon albo wypożyczony Timo Werner. Ani jeden, ani drugi nie jest jednak w tym momencie zdrowy. Ten pierwszy rozegrał raptem 198 minut. Tottenham z pewnością powalczy latem o Santiago Gimeneza z Feyenoordu Rotterdam. Ważną kwestią będzie też kończący się kontrakt Sona w 2025 roku, bo to sprawi, że już teraz pojawią się na niego oferty.
Ostatnio Jose Mourinho powiedział wprost: ten piłkarz jest za dobry, by grać w klubie, który nie zdobywa trofeów. Postecoglou i to, co zbudował w swoim pierwszym roku, pozwala z optymizmem myśleć, że to się wkrótce może zmienić. Son na razie też nie wyobraża sobie gry w innym miejscu.
Autor jest dziennikarzem Viaplay.

Dyskusja

Przeczytaj również