Oto czarny koń Ekstraklasy! "Jasny sygnał, że mają duże ambicje"

Oto czarny koń Ekstraklasy! "Jasny sygnał, że mają duże ambicje"
Konrad Swierad / shutterstock
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Nadchodzący wielkimi krokami sezon PKO BP Ekstraklasy zapowiada się naprawdę arcyciekawie. Czy ktoś z “drugiego szeregu” będzie w stanie namieszać jak w poprzedniej kampanii choćby Górnik Zabrze czy GKS Katowice? Postaraliśmy się znaleźć potencjalne “czarne konie” rozgrywek 2026/27.
Faworytem do zdobycia mistrzostwa Polski znów będzie Lech Poznań, który ma zdecydowanie najsilniejszą i najbardziej szeroką kadrę. Co ciekawe, według bukmacherów drugie i trzecie miejsce w rankingu klubów z największymi szansami na złote medale zajmują dwie ekipy, które w poprzednim sezonie broniły się przed spadkiem - Widzew Łódź i Legia Warszawa.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nikogo nie zdziwi też pewnie, jeśli znów w grze o największe cele będą Raków czy Jagiellonia, a i do Górnika po jego fantastycznej kampanii 2025/26, zwieńczonej nie tylko wicemistrzostwem kraju, ale też zdobyciem Pucharu Polski, trudno przypinać dziś łatkę “czarnego konia rozgrywek”. To obecnie po prostu jeden z poważnych kandydatów do największych laurów.
Jakie więc kluby, przynajmniej na papierze, mogą zaskoczyć czołówkę i napsuć jej najwięcej krwi? Wybraliśmy trzy ekipy z potencjałem na sprawienie pozytywnej niespodzianki.

GKS Katowice

Czy GKS-wi, który świetnie poradził sobie już w poprzednim sezonie, zajmując ostatecznie piąte miejsce, można dziś przypiąć łatkę "czarnego konia"? Mimo wszystko tak. Wydaje się bowiem, że drużyna z Katowic od kilku miesięcy jest tylko i wyłącznie na fali wznoszącej. Gdyby nie zawaliła rundy jesiennej rozgrywek 2025/26, mogłaby namieszać nawet na samym szczycie tabeli. Przypomnijmy, że wiosną lepiej od GieKSy punktował jedynie Lech. Teraz podopieczni Rafała Góraka nie będą już startowali z jakimkolwiek deficytem, zatem tym bardziej są w stanie namieszać. Jeśli coś może im przeszkodzić, to pewnie europejska przygoda, przez którą trzeba będzie nauczyć się (przynajmniej na starcie, ale oby jak najdłużej) gry co trzy dni. Optymizmem napawa z kolei sytuacja kadrowa. Nie odszedł nikt ważny, przyszli natomiast m.in. Bartosz Wolski czy Pau Resta, którzy udowodnili swoją wartość kolejno w Motorze Lublin i Koronie Kielce.

Wisła Kraków

Wisła to zdecydowanie większa niewiadoma, bo przecież na ekstraklasowe boiska wraca po czterech długich latach. Patrząc jednak na potencjał tego klubu, musi on celować w coś więcej niż jedynie utrzymanie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Kadrowo “Biała Gwiazda” wygląda naprawdę nieźle. Latem załatała niezbędne luki, zwiększyła (lub za moment zwiększy) konkurencję na większości pozycji. Sprowadziła piłkarzy ogranych w solidnych europejskich ligach - choćby szwajcarskiej, szkockiej czy… polskiej (vide Marcel Łubik). Większość podstawowych zawodników “Białej Gwiazdy” grała na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w różnych krajach, a wielu tych, którzy nie poznali jeszcze tego smaku, wydaje się na takie wyzwanie jak najbardziej gotowych. Angel Rodado, Kacper Duda czy Julius Ertlthaler spokojnie powinni wyróżniać się także w Ekstraklasie. Pierwsza dwójka robiła to przecież choćby w Pucharze Polski (wygranym przez Wisłę) na tle innych klubów z polskiej elity. “Biała Gwiazda” nie jest oczywiście żadnym faworytem do gry o największe cele, tu warto zachować rozsądek, ale jeśli ktoś z drugiego szeregu może pozytywnie zaskoczyć, to ekipa z Reymonta na pewno należy do ścisłego grona takich kandydatów.

Pogoń Szczecin

Pogoń przez lata uchodziła za klub z ligowej czołówki, potrafiący wygrać w zasadzie z każdym. Kręciła się blisko podium, zahaczyła nawet o europejskie puchary (a raczej ich eliminacje). Poprzedni sezon miała już jednak bardzo słaby. W pewnym momencie poważnie musiała obawiać się o to, czy pozostanie w elicie. Najgorszego uniknęła, finiszowała nawet na przyzwoitym dziewiątym miejscu, a teraz otwiera nowy rozdział i ma chrapkę na zdecydowanie więcej. Latem w Szczecinie nie było rewolucji kadrowej. Odeszli Sam Greenwood (potężne rozczarowanie) czy Leonardo Koutris, przyszedł natomiast przede wszystkim Jean-Pierre Nsame, który ma rozwiązać w ekipie “Portowców” problem ze skutecznym napastnikiem. Kameruńczyk w poprzednim sezonie, mimo problemów zdrowotnych, które wyłączyły go z gry na kilka długich miesięcy, potrafił błyszczeć w Legii Warszawa (10 goli w 18 meczach). Jego sprowadzenie to jasny sygnał, że Pogoń ma spore ambicje. Potwierdza je także fakt, że kilka tygodni temu doszło do zmiany na stołku trenerskim, a drużynę przejął szkoleniowiec z bardzo mocnym CV. Oscar Garcia pracował m.in. w Ajaksie, Watfordzie, Brighton, Celcie Vigo czy Olympiakosie.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Przeczytaj również