Oto czarny koń mundialu! W grupie byli fantastyczni. "Stłamsili giganta”

Oto czarny koń mundialu! W grupie byli fantastyczni. "Stłamsili giganta”
fifg / Shutterstock
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 10:05
Jako jedyni w fazie grupowej trwającego mundialu potrafili wyprzedzić giganta i awansować z pierwszego miejsca. Grali ofensywnie, z polotem i pomysłem. Teraz mają chrapkę na to, by namieszać także w play-offach. Kolumbijczycy wyrastają na czarnego konia mistrzostw świata.
Jeszcze w eliminacjach do tego mundialu grali w kratkę. Zajęli co prawda niezłe trzecie miejsce, ale tylko bilansem bramek wyprzedzili Urugwaj, Brazylię i Paragwaj. Oglądali też plecy Ekwadoru, choć ten startował z ujemnym bilansem punktowym. Kolumbijczycy przepustki na mistrzostwa świata nie wywalczyli w cuglach. Wygrali tylko siedem z 18 spotkań. Z jednej strony imponowali w ofensywie (więcej goli strzeliła jedynie Argentyna), z drugiej cierpieli przez dziurawą obronę - w gronie sześciu najlepszych ekip stracili najwięcej bramek. Ich “wesoły” futbol idealnie podsumował mecz ostatniej kolejki, wygrany z Wenezuelą… 6:3.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nestor Lorenzo, prowadzący zespół już od lipca 2022 roku, przed mistrzostwami świata nie mógł więc spać spokojnie. Zdawał sobie sprawę z atutów swojej ekipy, ale wiedział też o ewidentnych mankamentach. Pracować nad nimi próbował przy okazji meczów towarzyskich. Kolumbia od października 2025 roku aż do startu mundialu grała jedynie sparingi, które też nie dały jasnej odpowiedzi w kwestii sportowej formy zespołu. Z jednej strony były bowiem imponujące zwycięstwa z Meksykiem (4:0) czy Australią (3:0), z drugiej porażki w starciach z europejskimi tuzami - Francją (1:3) i Chorwacją (1:2).

Zaimponowali w grupie

Przed startem turnieju można było zakładać, że Kolumbia będzie w swojej grupie siłą numer dwa. Zapewne poradzi sobie z Demokratyczną Republika Konga i Uzbekistanem, ale Portugalia okaże się dla niej za mocna. Nic bardziej mylnego. Kilka tygodni później jesteśmy już mądrzejsi o wydarzenia z fazy grupowej, która była dla “Los Cafeteros” znakomita.
Kolumbijczycy zgodnie z planem, bez większych problemów, pokonali i Uzbekistan (3:1), i DR Konga (1:0). Do ostatniej kolejki, czyli hitowego meczu z Portugalią, przystępowali jako lider, bo CR7 i spółka zdążyli wcześniej stracić punkty w starciu z przedstawicielem Afryki. Remis dawał zatem Kolumbijczykom awans z pierwszego miejsca, a stawka była naprawdę bardzo duża, bo druga lokata oznaczała wpadnięcie do zdecydowanie trudniejszej połowy drabinki w fazie pucharowej.

Dominowali nad Portugalią

Ale podopieczni Lorenzo nie mieli zamiaru grać na remis. Przez większość meczu dominowali nad faworyzowanymi Portugalczykami, którzy na dobrą sprawę bardziej postraszyli dwa razy. Raz, gdy w znakomitej sytuacji pojedynek z bramkarzem przegrał Bruno Fernandes, drugi - kiedy w końcówce spotkania Rafael Leao po ładnym rajdzie uderzył obok słupka. W międzyczasie to natomiast ekipa z Ameryki Południowej tworzyła okazję za okazją.
Statystyki nie zawsze dobrze oddają przebieg spotkania, ale w tym przypadku dają odpowiednią perspektywę. W strzałach było 24:13 dla Kolumbii, w uderzeniach celnych - 6:2. Rzuty rożne? 5:2. Swoje mówi też xG (współczynnik goli oczekiwanych), który w przypadku ekipy Lorenzo wyniósł 1,70 (przy 0,92 Portugalii). A nie wlicza się do niego przecież ostatecznie nieuznany gol z końcówki spotkania, bo Davinson Sanchez był na dosłownie centymetrowym spalonym. Zadecydował czubek buta.
Kolumbia ostatecznie nie pokonała Portugalii, choć ewidentnie na to zasłużyła. Długimi fragmentami po prostu ją tłamsiła. Remis, choć pewnie otulony delikatnym niedosytem, był natomiast remisem z kategorii tych zwycięskich. Dał bowiem przedstawicielom Ameryki Południowej bardzo cenne pierwsze miejsce w grupie. Teraz to Portugalia musi zachodzić w głowę, jak przedrzeć się przez piekielnie trudną stronę drabinki. W 1/16 finału zagra z Chorwacją, już w 1/8 może wpaść na Hiszpanię, następnie Belgię czy Francję. Prawdziwa ścieżka zdrowia.

Drabinka daje nadzieję weteranom

A Kolumbia? Będzie teraz faworytem starcia z Ghaną. Jeśli ją pokona - zagra ze Szwajcarią lub Algierią. Dopiero ćwierćfinał może przynieść rywalizację ze światowym gigantem, czyli Argentyną. Jest więc naprawdę duża szansa, by zameldować się przynajmniej w gronie ośmiu najlepszych ekip tego turnieju. A i w ewentualnym starciu z “Albicelestes” tak grający Kolumbijczycy nie byliby bez szans. W eliminacyjnym dwumeczu zdobyli z nimi aż cztery punkty. Nieco wcześniej dopiero po dogrywce przegrali finał Copa America.
Różnie może jeszcze potoczyć się ten turniej, ale wydaje się, że w tym momencie Kolumbia, obok Norwegii, wskoczyła na czoło zestawienia czarnych koni tego mundialu. Dobrze wygląda w kreacji i ofensywie, zaskakująco solidnie także w defensywie, która jeszcze do niedawna była jej kulą u nogi. Jeden straconych gol w trzech meczach to wynik bardzo dobry, jeden z najlepszych na tych mistrzostwach. Na zero z tyłu fazę grupową zakończyły jedynie Hiszpania i Meksyk, ale one rywalizowały w zdecydowanie łatwiejszych grupach.
Co ciekawe, Kolumbia to jedna z najstarszych drużyn tego mundialu. Średnia wieku w jednym ze spotkań fazy grupowej wyniosła aż 31,3. Większą osiągnęły tylko Katar oraz Iran. Może to pewnie martwić w kontekście przyszłości, ale na tu i teraz jak widać zdaje egzamin. Weterani i gracze w kwiecie wieku dźwigają presję, a jednym z liderów drużyny jest nieśmiertelny James Rodriguez.
Jak wysoko Kolumbijczycy mają dziś sufit? Gdzie są w stanie dotrzeć na tym mundialu? Może będzie to zbyt odważne stwierdzenie, ale biorąc uwagę także drabinkę - sky is the limit.

Przeczytaj również