Oto faworyt do mistrzostwa Hiszpanii. "Duża przewaga kadrowa"

Oto faworyt do mistrzostwa Hiszpanii. "Duża przewaga kadrowa"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 16:30
Wraca La Liga, wraca hiszpańska la zabawa. Przed startem każdego sezonu najważniejsze pytanie jest jedno: mistrzostwo dla Realu czy Barcelony? A my spróbujemy udzielić konkretnej odpowiedzi.
Dwa poprzednie sezony ligi hiszpańskiej były dość podobne. Real Madryt dobrze zaczynał, miał przewagę nad Barceloną, po czym po nowym roku wytracał rytm, gubił punkty i dokonywał implozji. Wewnętrzne konflikty, niekompatybilność gwiazd i krótkie terminy przydatności kolejnych trenerów sprawiły, że “Los Blancos” od dwóch lat muszą patrzeć na plecy Katalończyków, którzy zdominowali krajowe podwórko. Czy teraz będzie podobnie?
Dalsza część tekstu pod wideo
Fani madryckiej drużyny powiedzą, że nic nie trwa wiecznie i “Barca” musi zostać zdetronizowana. Kibice bliżsi “Blaugranie” mogą zaś stwierdzić, że historia lubi się powtarzać, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby zgarnąć trzeci tytuł z rzędu. Gdzieś za plecami gigantów czają się inne kluby, które po cichu marzą o przerwaniu duopolu. Oto, jak naszym zdaniem ułoży się kolejność na szczycie iberyjskiej piłki.

5. Real Betis

Pochwała powtarzalności. To nie jest ekipa w stylu Girony, która raz biła się o czołówkę, żeby zaraz wyprzedać skład i zjechać w dolne rejony tabeli. Betis utrzymuje stały poziom, w dwóch poprzednich sezonach zdobył dokładnie 60 punktów. Zaletą klubu jest umiejętność utrzymania największych gwiazd. Antony rok temu odrzucił wiele ofert, aby wrócić do stolicy Andaluzji. Ez Abde, który ma za sobą przełomowy sezon (15 goli i 13 asyst w 43 meczach) na razie też nigdzie się nie rusza. W tym okienku przeprowadzono drobne korekty składu, sprowadzając Facundo Bernala, pomocnika łączącego kreację z defensywą, a także Frana Garcię, lewego obrońcę, będącego istnym żywiołem przy linii bocznej. Największa gwiazda zespołu znajduje się zaś na ławce trenerskiej.
- Pamiętam, że pod koniec 2020 roku Betis przeżył trudne chwile, nie szło nam, przegrywaliśmy. Trener Pellegrini powiedział nam wtedy wprost: “Jeśli chcecie, żebyśmy grali inaczej, to od razu mówię, żebyście o tym zapomnieli. Klub może znaleźć innego trenera, ja się nie zmienię”. Pomyślałem sobie wtedy: “Ale ten facet ma charakter i jaja”. I co stało się potem? Betis od tego czasu pisze piękną historię - mówił na łamach dziennika AS Rodri Sanchez, były gracz “Verdiblancos”. - Pellegrini to elitarny trener, który pomógł klubowi wejść na zupełnie nowy poziom. Cieszy się ogromnym szacunkiem, wszyscy cenią jego metody i podejście do pracy. Spotkałem wielu świetnych trenerów, prawdziwych fachowców, ale Pellegrini to inny poziom. To facet, którego szanujesz jak ojca. On mówi, piłkarze słuchają. Jest wyjątkowy - dodał.
W przypadku Betisu znakiem zapytania będzie umiejętność łączenia gry na dwóch frontach. Klub ten po raz pierwszy od 20 lat wystąpi w Lidze Mistrzów, a kadra nie jest na tyle szeroka, aby Pellegrini mógł swobodnie rotować bez obaw o utratę jakości. Natomiast inni potencjalni kandydaci do walki o piąte miejsce, czyli np. Real Sociedad, Celta, Valencia czy Rayo nie zrobili wiele, aby wróżyć regres “Verdiblancos”. Spodziewamy się, że w kolejnych latach hymn Champions League będzie regularnie odgrywany w stolicy Andaluzji.

4. Villarreal

Dość wysoko, jak na drużynę, która tego lata wydała tylko 1,5 mln euro na Petera Gulacsiego. Nie jest to żadna niespodzianka, bowiem włodarze z Estadio de la Ceramica już kilka miesięcy temu zapowiadali, że trwające okienko będzie spokojniejsze. Sporą część budżetu przeznaczono na ubiegłoroczne wzmocnienia, kiedy za ponad 100 mln euro przyszli m.in. Georges Mikautadze, Alberto Moleiro, Renato Veiga czy Tajon Buchanan. Teraz najważniejszym ruchem klubu było znalezienie następcy Marcelino. Wydaje się, że dokonano znakomitego wyboru, zatrudniając Inigo Pereza, który dotarł z Rayo Vallecano do tegorocznego finału Ligi Konferencji.
- Wybór trenera jest najważniejszy. Przy transferze zawodnika może przytrafić ci się pomyłka, którą inni zniwelują. W przypadku szkoleniowca nie ma marginesu błędu. My chcieliśmy młodego, ale już doświadczonego trenera z jasno określoną wizją gry, którego filozofia może odpowiadać obecnej kadrze. Myślę, że nie dało się znaleźć lepszej opcji niż Inigo Perez. Prawda jest taka, że kiedy rozpoczęliśmy rozmowy, ten wybór stał się właściwie bardzo łatwy i to nie tylko ze względu na same jego osiągnięcia, ale też osobowość, zestaw pozytywnych cech, których poszukujesz, chociaż początkowo mogą nie wydawać się priorytetowe. Uważam, że to bardzo inteligentny, a przede wszystkim pracowity człowiek. Nie jest tajemnicą, że Unai Emery był jednym z najciężej pracujących trenerów, których zatrudniliśmy. Poświęcał się 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Cóż, Inigo ma podobny styl - podkreślał Fernando Roig, prezes Villarrealu.
Perez ma wszystkie niezbędne narzędzia, aby zbudować zespół, który regularnie będzie meldował się w Lidze Mistrzów. Jego filozofia gry, oparta głównie na maksymalnej intensywności, powinna przynieść jeszcze lepsze efekty, biorąc pod uwagę różnicę poziomów między piłkarzami Rayo i Villarrealu. “Żółta Łódź Podwodna” powinna wypłynąć na bardzo szerokie wody.

3. Atletico Madryt

W przypadku “Rojiblancos” wróżymy delikatny progres. Warto przypomnieć, że Atletico poprzedni sezon zakończyło dopiero na czwartym miejscu, ustępując podium Villarrealowi. W ostatniej kolejce “Żółta Łódź Podwodna” zdemolowała zresztą ekipę Diego Simeone wynikiem 5:1. Madrytczycy poczynili konkretne ruchy, aby takie blamaże już się nie powtórzyły. Kang-in Lee, Morten Hjulmand, Alejandro Grimaldo i Cristian Romero to zestaw bardzo solidnych transferów. Od każdego z nich należy oczekiwać ugruntowania pozycji w wyjściowej składzie. Tym samym powinni oni pomóc odzyskać miejsce w ligowej trójce.
Problem z powyższymi wzmocnieniami polega na tym, że brakuje tu gwiazdy przez wielkie “G”. Kogoś, przy kim widzisz ogłoszenie transferu i myślisz: “WOW, on wzniesie drużynę na inny poziom”. Atletico interesowało się Victorem Osimhenem, który spełnia te kryteria, jednak na razie nie słychać, aby transfer był bliski realizacji. Kontuzja Alexandra Sorlotha sprawia zaś, że “Cholo” chwilowo na środku ataku ma do dyspozycji jedynie Juliana Alvareza. Tego samego, który kilka tygodni temu mówił, że chce odejść z klubu, aby spełnić marzenie. Argentyńczyk finalnie pozostanie na Metropolitano, chociaż wszyscy wiedzą, że wolałby grać w mieście Gaudiego. Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno oczekiwać, aby “Los Colchoneros” mieli wysokie szanse na wyprzedzenie Realu lub Barcelony.

2. FC Barcelona

Dlaczego wieszczymy detronizację mistrza? Odpowiedź jest prosta: Barcelona kolejny sezon rozpoczyna ze słabszą kadrą. Rok temu klub z niewiadomych przyczyn pozwolił Inigo Martinezowi odejść do Al-Nassr, nie sprowadzając w zamian żadnego obrońcy. Awaryjnym rozwiązaniem okazało się przetransformowanie Gerarda Martina na stopera. W tym okienku Deco nadal nie zadbał o zakontraktowanie klasowego, lewonożnego defensora, który regularnie grałby u boku Pau Cubarsiego. Tyły nie zostały zatem wzmocnione, a przy okazji osłabiono przód.
Robert Lewandowski, Ferran Torres i Marcus Rashford w poprzednim sezonie klubowym strzelili 54 gole. Tak spora liczba trafień wyparowała wraz z pożegnaniem tej trójki. Barcelona od miesięcy wiedziała, że Polak odejdzie, ale nie tylko nie ściągnęła nikogo w zamian, co jeszcze sprzedała jedyną alternatywną opcję do gry na “dziewiątce”. Sprowadzono oczywiście Anthony’ego Gordona i Karima Adeyemiego, przy czym żaden z nich nie jest goleadorem. Pewnie zbiorą trochę punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, aczkolwiek trudno wyobrazić sobie, aby nagle jeden z nich zdobył 30 bramek w sezonie. Niewykluczone, że Deco jeszcze coś wyczaruje pod koniec mercato, jednak na dziś trudno oceniać pozytywnie jego pracę. Rusza sezon ligowy, a “Blaugrana” nie ma napastnika, wciąż nie dopięła transferu Joao Cancelo, jej jedynym lewonożnym stoperem pozostaje Gerard Martin.
W czym Katalończycy mogą upatrywać nadziei? W geniuszu liderów. Może Joan Garcia, Pedri i Lamine Yamal swoimi umiejętnościami zatuszują widoczne dziury w składzie. Ale trudno wierzyć w to, że obiektywnie słabsza kadra w nieskończoność będzie triumfować nad zespołem lepszym na papierze. Real na każdej pozycji ma co najmniej dwóch topowych zawodników. “Barca” na niektórych nie ma ani jednego.

1. Real Madryt

Teraz już musi się udać, prawda? Poprzednie lata pokazały oczywiście, że zbiór najmocniejszych jednostek niekoniecznie musi stanowić najlepszy kolektyw. Trudno jednak przejść obojętnie wobec drużyny, która ma aż tak dużą przewagę kadrową nad resztą stawki. Jose Mourinho będzie miał komfort, o jakim inni trenerzy w Hiszpanii mogą tylko pomarzyć. Dumfries czy Trent, Valverde czy Bernardo Silva, w jednym meczu możesz wystawić Bellinghama, w drugim Gulera, a w trzecim obu. Nie wiadomo, czy w szerokim składzie zmieści się Endrick, który choćby w Barcelonie miałby dziś bez cienia wątpliwości pewny skład. Sam tercet Vini - Mbappe - Diomande może wywoływać gęsią skórkę. Pokłady talentu zgromadzone na Bernabeu są więcej niż imponujące.
W przypadku Realu jedyna wątpliwość dotyczy tego, czy Mourinho uda się sztuka, która przerosła jego poprzedników. Alonso i Arbeloa nie zapanowali nad szatnią, gdzie jakość idzie w parze z ego. Jeden trener hołubił Mbappe, drugi przychyliłby nieba Viniciusowi, a “Mou” powinien zrobić wszystko, aby pogodzić ze sobą wszystkie gwiazdy. Nie będzie to zadanie łatwe, natomiast trudno znaleźć szkoleniowca, który miał do czynienia z większą liczbą gwiazd i to nierzadko rozpuszczonych do granic możliwości. Jeśli “The Special One” nie poukłada Madrytczyków, to prawdopodobnie nie zrobi tego już nikt.

Przeczytaj również