Oto grupy "marzeń" i "śmierci" dla Polski na MŚ 2026. Czas na losowanie

Już dziś (5.12) o godzinie 18.00 wystartuje losowanie grup przyszłorocznych mistrzostw świata. Potencjalnych rywali pozna też reprezentacja Polski, która dowie się, z kim zagra w przypadku wygrania baraży. Jak na papierze wyglądają grupy “śmierci” i “marzeń” dla biało-czerwonych? Sprawdzamy, biorąc pod lupę także najważniejsze zasady ceremonii.
Przypomnijmy, że mundial 2026 odbędzie się latem na boiskach USA, Kanady i Meksyku, a udział w nim, co jest całkowitą odmianą, weźmie aż 48 reprezentacji. 42 z nich już znamy. Resztę wyłonią zaplanowane na marzec baraże europejskie oraz interkontynentalne.
FIFA z losowaniem turniejowych grup nie chce jednak czekać. W piątkowy wieczór (5 grudnia) dowiemy się zatem, kogo skojarzy ze sobą los. Barażowicze, wciąż niepewni awansu, z automatu wylądowali w ostatnim, czwartym koszyku. Jest więc wśród nich reprezentacja Polski.
Wszystkie koszyki wyglądają tak:
Zanim przejdziemy do naszych propozycji grup “marzeń” i “śmierci”, jeszcze trochę ważnych informacji. W każdej z grup znajdzie się maksymalnie jedna drużyna z danej federacji. Wyjątkiem jest najliczniej reprezentowana UEFA. Cztery z 12 grup będą miały po dwie europejskie reprezentacje. Cztery najlepsze zespoły z rankingu FIFA zostaną ponadto podzielone na dwie ścieżki. Hiszpania i Francja, a potem Argentyna i Anglia zostaną rozmieszczone w grupach z przeciwległych ścieżek - A lub B.
Grupa “marzeń” dla Polski
Koszyk 1: Kanada
Patrzymy na skład pierwszego koszyka i widzimy dość jasny podział. Z jednej strony to europejscy giganci oraz naszpikowane gwiazdami reprezentacje Argentyny i Brazylii, z drugiej zaś gospodarze turnieju. Przesadną kontrowersją nie będzie chyba stwierdzenie, że to wśród nich trzeba upatrywać na papierze najłatwiejszego rywala w tym gronie.
USA jest w gazie, ma naprawdę mocną kadrę, robi postęp pod wodzą Mauricio Pochettino. Meksyk to zespół ograny na wielki turniejach, też mający w swoich szeregach wiele uznanych postaci. W teorii najsłabsza wydaje się zatem Kanada. Ma oczywiście Alphonso Daviesa (wciąż leczącego poważny uraz kolana), Jonathana Davida i kilku innych piłkarzy z mocnych lig czy klubów, nie jest to rzecz jasna chłopiec do bicia, ale mimo wszystko dla biało-czerwonych najbardziej bezpieczna opcja. Ostatni mecz o stawkę, z czerwca tego roku, zakończył się dla Kanadyjczyków odpadnięciem z Gold Cup po porażce z Gwatemalą.
Koszyk 2: Australia
W drugim koszyku nie znajdziemy raczej drużyn nie do pokonania. Wydaje się, że każdy ulokowany tam zespół jest w zasięgu Polski, choć pewnie nie w rywalizacji z każdym bylibyśmy faworytem. Dlatego scenariusz idealny to trafienie na rywala mniej jakościowego od nas. Jest nim bez wątpienia Australia. Stały uczestnik mistrzostw świata, który od jakiegoś czasu z dobrym skutkiem przedziera się przez azjatyckie eliminacje. Tym razem na ostatecznym etapie rywalizacji znalazł się za plecami Japonii, wyprzedzając Arabię Saudyjską.
Transfermarkt całą kadrę reprezentacji Australii wycenia na… 31,7 mln euro. Dla porównania według danych tego samego portalu Matty Cash i Jakuba Kiwior warci są łącznie 50 mln euro. Selekcjoner Tony Popović ma co prawda do dyspozycji także piłkarzy występujących na co dzień w Europie, ale to głównie przedstawiciele klubów pokroju Watfordu, St. Pauli, Levante, Swansea czy Middlesbrough. Ostatnio Australijczycy niezbyt dobrze radzą też sobie w sparingach. Przegrali trzy razy z rzędu - z USA, Wenezuelą i Kolumbią.
Koszyk 3: RPA
Postawiliśmy już na Kanadę i Australię, zatem z trzeciego koszyka nie możemy wybrać przedstawicieli CONCACAF oraz Azjatyckiej Federacji Piłkarskiej. To zawęża nam pole wyboru, bo bez wątpienia “przyjemnymi” trafami byłyby Katar czy Panama. A tak zostaje chyba RPA. Zespół, który na mundial wróci po 16 latach przerwy, dość niespodziewanie wywalczył przepustkę, wyprzedzając w grupie pogrążoną w kryzysie Nigerię. To oczywiście trzeba docenić, ale upatrujemy w tym głównie słabości “Super Orłów”, nie zaś wielkiej siły ekipy z Republiki Południowej Afryki.
Drużyna prowadzona przez Hugo Broosa, doświadczonego szkoleniowca z Belgii, nie ma w swoich szeregach zbyt wielu mocnych nazwisk. To głównie piłkarze występujący w tamtejszej lidze. Na europejskim gruncie oglądać możemy zaledwie kilku z nich. Największa gwiazda to napastnik Burnley, Lyle Foster. Są też przedstawiciele portugalskiej Tondeli, norweskiego Molde czy rumuńskiego FCSB. Wartość całej kadry według Transfermarkt wynosi zaledwie 27 mln euro.
Grupa “śmierci” dla Polski
Koszyk 1: Argentyna
W pierwszym koszyku aż roi się od piekielnie silnych reprezentacji, ale ostatecznie stawiamy na Argentynę, czyli obrońcę tytułu. “Albicelestes” trzy lata temu rozegrali fantastyczny turniej w Katarze, a potem co rusz potwierdzali klasę. W 2024 roku znów triumfowali w Copa America, a eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw świata wygrali na swoim kontynencie w cuglach, bijąc po drodze m.in. pełną gwiazd Brazylię. Mają świetnego selekcjonera, mocny kadrowo zespół i wiedzę, jak zdobywać trofea.
Zastanawialiśmy się co prawda, czy nie postawić na Hiszpanię, ale tu znalazł się jeszcze jeden argument przeciw takiemu wyborowi. Możemy bowiem trafić na maksymalnie jeden zespół z Europy. A tak się składa, że jeden z przedstawicieli tego kontynentu to największa siła trzeciego koszyka. Biorąc zatem pod uwagę całokształt i panujące zasady, do naszej grupy “śmierci” wybieramy właśnie Argentyńczyków. Już na poprzednim mundialu pokazali biało-czerwonym miejsce w szeregu, gdy ci podczas meczu musieli wręcz prosić o litość. Teraz mogłoby być podobnie.
Koszyk 2: Maroko
Z wcześniej wymienionych powodów nie możemy postawić na rywala z Ameryki Południowej i Europy, co znacznie ułatwia wybór. Ale nawet jeśli takich ograniczeń by nie było, pewnie i tak wskazalibyśmy właśnie Maroko. Czwarty zespół ostatniego mundialu znów może okazać się czarnym koniem imprezy. W swoich szeregach ma mnóstwo gwiazd i wartościowych ogniw. Achraf Hakimi, Brahim Diaz, Youssef En-Nesyri czy Noussair Mazraoui to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest tam też wielu młodszych, pełnych potencjału graczy, którzy dopiero chcą podbić świat futbolu, a już wyceniani są na kwoty powyżej 20 mln euro. Wszystko w całość składa pracujący już ponad trzy lata na stanowisku selekcjonera Walid Regragui.
Zgadzają się także wyniki na zielonej murawie. Maroko ostatnią grupę eliminacyjną po prostu zdominowało. Wygrało wszystkie mecze z bilansem bramek 22:2. Ostatni naprawdę poważny mecz o punkty (nie licząc Mistrzostw Afryki, bo tam grają mocno przetrzebione kadrowo drużyny) “Lwy Atlasu” przegrały w styczniu 2024 roku. Wówczas w 1/8 finału Pucharu Narodów Afryki sensacyjnie pokonało ich RPA. To jednak dawne czasy.
Koszyk 3: Norwegia
Ponad dwie dekady Norwegia czekała na to, by wrócić na mundial. A jak już awans wywalczyła, to zrobiła to w iście spektakularnym stylu. Wygrała eliminacyjną grupę z bilansem ośmiu zwycięstw w ośmiu meczach, zostawiając za plecami choćby Italię, którą dwukrotnie ograła wysoko - 3:0 i 4:1. To musi robić naprawdę ogromne wrażenie, nawet biorąc pod uwagę problemy “Squadra Azzurra”. Co ciekawe, to właśnie ekipa ze Skandynawii strzeliła najwięcej goli w europejskich eliminacjach - aż 37. Prym wiódł oczywiście niesamowity Erling Haaland, autor 16 trafień.
Norwegia to jednak nie tylko gwiazdor Manchesteru City. Selekcjoner Stale Solbakken, który pracuje z kadrą od grudnia 2020 roku, ma do dyspozycji po prostu bardzo mocny zespół. Wspomnieć można także o takich piłkarzach jak Martin Odegaard (Arsenal), Alexander Sorloth (Atletico Madryt), Antonio Nusa (RB Lipsk), Jorgen Strand Larsen (Wolves), Oscar Bobb (Manchester City) czy Julian Ryerson (Borussia Dortmund).
Losowanie grup mistrzostw świata 2026 będzie można śledzić na kanale Meczyki (początek transmisji 16.00), z kolei na portalu Meczyki.pl tradycyjnie wystartuje relacja na żywo.
