Oto jedenastka sezonu Premier League! "Zarobią na nim gigantyczną kasę"

Oto jedenastka sezonu Premier League! "Zarobią na nim gigantyczną kasę"
rarrarorro / shutterstock
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 16:00
Arsenal sięgnął po wyczekiwane mistrzostwo Anglii i zdominował nie tylko naszą "jedenastkę" sezonu. Ale to nie znaczy, że postawiliśmy wyłącznie na "Kanonierów" - w zestawieniu znalazł się nawet zawodnik klubu, który nie wszedł do europejskich pucharów.
Tradycyjnie już wybraliśmy drużynę minionego sezonu Premier League. Reguły takiej zabawy bywają bezwzględne, choćby ze względu na przyjętą formację. Kilku piłkarzy było naprawdę blisko nominacji czy zwycięstwa w naszym wewnętrznym głosowaniu. Przesądziły niuanse.
Dalsza część tekstu pod wideo
Ławka rezerwowych: Robin Roefs (Sunderland), Harry Wilson (Fulham), Nico O'Reilly, Rayan Cherki (Manchester City), Eli Junior Kroupi (Bournemouth).

Bramkarz: David Raya (Arsenal)

Przyznajemy bez bicia - nie rozpatrywaliśmy kandydatury innego bramkarza. To znaczy była możliwość oddania głosu na kogoś innego, ale trzeba było samemu wymyślić, jaki golkiper naprawdę zasługiwałby na miejsce Davida Rai. Hiszpan zagrał taki sezon, że śmiało stanął do rywalizacji o miano najlepszego piłkarza ze wszystkich. Na tej pozycji trudno zagrać lepiej, potrzeba absolutnego ideału. Lider Arsenalu się o niego otarł, kolejny raz zgarnął Złotą Rękawicę - 19 czystych kont, do tego mnóstwo bardzo istotnych podań. Bez niego maszyna Mikela Artety nie da rady funkcjonować.

Środkowy obrońca: Gabriel (Arsenal)

Reprezentant Brazylii może trochę irytować, bo często sam gra na granicy faulu, a jednocześnie nie stroni od podkładania się rywalom. To wszystko niknie jednak wobec kompetencji Gabriela w defensywie. Arsenal niejednokrotnie tworzył wspaniały mur, którego nie były w stanie sforsować Manchester United, Liverpool czy Brighton. Do tego, jak to zwykle bywa u 28-latka, dużo konkretu w ofensywie - trzy gole (dwa na wagę zwycięstwa!) i cztery asysty (znów dwie na wagę zwycięstwa). Wzór.

Środkowy obrońca: William Saliba (Arsenal)

Kiedy wylądował na wypożyczeniu w Marsylii, pojawiły się spekulacje, że do Arsenalu nie wróci, że się nie przebije. Tymczasem z sezonu na sezon William Saliba budował swoją pozycję w drużynie "Kanonierów" i doszedł do momentu, w którym został liderem niemal na poziomie Gabriela. W mistrzowskiej kampanii uzbierał tylko jeden mecz mniej niż Brazylijczyk, pod względem recenzji również był bardzo blisko.

Środkowy obrońca: Marc Guehi (Manchester City/Crystal Palace)

Był bardzo dobry w Crystal Palace - chociaż może nie na poziom "jedenastki" sezonu - ale w Manchesterze City wskoczył na jeszcze wyższy pułap. To w tym momencie najlepszy angielski stoper, niebywałą jakość potwierdził chociażby w starciu z Chelsea. Miał wtedy przeszło 100 celnych podań, strzelił gola, wygrał 89% pojedynków, po prostu brylował pod każdym względem. Spotkanie z "The Blues" nie stanowiło wyjątku, nie ma przypadku, że z 25-latkiem w składzie ekipa Pepa Guardioli nie przegrała żadnego ligowego starcia.

Prawy skrzydłowy: Dominik Szoboszlai (Liverpool)

Trochę się zastanawialiśmy, czy wyróżnić jakiegokolwiek zawodnika lichutkiego Liverpoolu. Finalnie jednak padło na Dominika Szoboszlaia, jednego z poważniejszych kandydatów do opaski kapitańskiej w następnych latach. Reprezentant Węgier pokazał, że można na niego liczyć bez względu na okoliczności, dlatego też w naszym zestawieniu wylądował na prawym skrzydle. To nie pomysł od czapy - 25-latek najczęściej występował w środku pola, ale też uzbierał kilkadziesiąt występów na prawej stronie, nierzadko zresztą jako obrońca. Za "Szobo" opowiadają się też konkretne liczby (Transfermarkt podaje 13 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej), no i zawsze robiące wrażenie stałe fragmenty.

Środkowy pomocnik: Declan Rice (Arsenal)

Serce i mózg Arsenalu. Jego wypowiedź po przegranym starciu z Manchesterem City to dla wielu kibiców Londyńczyków najbardziej symboliczny moment minionego sezonu. Trudno się takiemu podejściu dziwić, "Kanonierzy" potrzebowali wtedy nie tyle czystych umiejętności piłkarskich, bo te mają kapitalne, ale wsparcia mentalnego. To zaś popłynęło od zawodnika gotowego oddać wszystko za drużynę, biegającego jak koń w absolutnie każdym meczu, chociaż Arteta nie pozwalał na zbyt wiele odpoczynku. Wreszcie zaś od fantastycznego egzekutora stałych fragmentów, strzelca goli z Bournemouth czy West Hamem. Krótko mówiąc: Declana Rice'a.

Środkowy pomocnik: Elliot Anderson (Nottingham Forest)

Półfinalista Ligi Konferencji długo walczył o utrzymanie, a gdy już je "klepnął", odpuścił nieco zmagania na ligowym froncie, chociaż napsuł krwi Manchesterowi United i walczącemu o Ligę Mistrzów Bournemouth. Nie zmienia to jednak ogólnej oceny Elliota Andersona. Kiedy środkowego pomocnika ściągano z Newcastle United, wielu pukało się w głowę, również ze względu na kwotę transferu. Jednak już w pierwszym sezonie reprezentant Anglii był wiodącą postacią, a w tym ugruntował status absolutnie czołowej "ósemki". Jego heatmapa obejmuje właściwie całe boisko, ponadto 23-latek posyłał blisko półtora kluczowego podania na mecz, wygrywa większość pojedynków, przeszło ośmiokrotnie odbiera piłkę. Po starciu z "Wisienkami" miał się pożegnać z kibicami Nottingham, teraz czeka na wielki transfer, najpewniej do Manchesteru City.

Ofensywny środkowy pomocnik: Bruno Fernandes (Manchester United)

Thierry'ego Henry'ego nie zdetronizował nawet Kevin De Bruyne, zrobił to dopiero Bruno Fernandes. Reprezentant Portugalii zanotował 21 asyst, co jest najlepszym wynikiem w historii całej Premier League. Jeśli dołożymy do tego dziewięć goli, zobaczymy, że środkowy pomocnik miał raptem 13 meczów z "pustym przelotem". Ogólny dorobek miałby pewnie jeszcze lepszy, gdyby nie drobna kontuzja na przełomie grudnia i stycznia. 31-latek kapitalnie wyglądał nie tylko za kadencji Michaela Carricka, ale też Rubena Amorima. To w dużym stopniu na jego barkach Manchester United wraca do Ligi Mistrzów. Sezon, który przejdzie do historii.

Lewy skrzydłowy: Antoine Semenyo (Manchester City/Bournemouth)

Nie byłoby historycznego wyniku Bournemouth, gdyby nie rewelacyjny skrzydłowy. Z drugiej strony bez niego nie byłoby też bardzo dobrej dyspozycji Manchesteru City od styczniowego okienka. Reprezentant Ghany strzelił 17 goli i dorzucił cztery asysty - większość z tego dorobku to efekt występów dla "Wisienek", ale w nowym zespole też był bardzo konkretny. 26-latek spokojnie uniósł ciężar wielkich pieniędzy, z miejsca wszedł do drużyny Pepa Guardioli i obronił swoją pozycję, a to spora sztuka, o czym przekonał się między innymi Tijjani Reijnders. W dodatku, co również zasługuje na uznanie, Antoine Semenyo właściwie nie potrzebuje odpoczynku. Opuścił tylko jedno spotkanie, pozostałe rozpoczął w wyjściowym składzie, uzbierał 94% możliwych minut.

Napastnik: Erling Haaland (Manchester City)

Regularność Norwega sprawia, że trochę przeszliśmy do porządku dziennego w związku z kolejnym imponującym sezonem w jego wykonaniu. A przecież Erling Haaland zdobył 26 bramek. Łącznie ma ich na koncie już 112 w samej Premier League. Napastnik Manchesteru City wdarł się na 25. pozycję w klasyfikacji wszech czasów, za swoimi plecami ma Didiera Drogbę, Cristiano Ronaldo czy Ryana Giggsa. Jeśli w kolejnych rozgrywkach Haaland powtórzy swój ostatni dorobek, będzie już 16. we wspomnianym zestawieniu. Wielki to jest napastnik, który nawet w słabym dla siebie spotkaniu dojdzie do bardzo konkretnej sytuacji i najpewniej ją wykorzysta.

Napastnik: Igor Thiago (Brentford)

Do tej pory wyniki Brazylijczyków w pojedynczych sezonach nie były zbyt okazałe. Zmienił to właśnie Igor Thiago, napastnik Brentfordu stanowił spore zagrożenie dla Haalanda, ostatecznie strzelił 22 gole. Jego bramki pozwoliły "The Bees" marzyć o Europie i naprawdę niewiele do niej zabrakło - ósme Brighton było lepsze tylko ze względu na bilans bramkowy, natomiast Sunderland zgromadził cały punkt więcej. Reprezentant Brazylii nie jest żadnym wymyślnym rozgrywającym, zdarzają mu się też przestoje formy, jednak całościowy dorobek pozostaje na tyle imponujący, że wymaga wyróżnienia. Praktycznie pewne jest, że Brentford zarobi na nim gigantyczną kasę. Co ciekawe, na początku sezonu portal Transfermarkt wyceniał go na 18 mln euro, teraz to już 50 mln euro, co daje wzrost o 177,8%.

Przeczytaj również