Sensacyjny mistrz Polski? "To nie jest niemożliwe. Mają duży atut"

Jak mawia klasyk - nadszedł dzień dzisiejszy. Do gry powraca Ekstraklasa, a my przy tej okazji pokusiliśmy się o stworzenie rankingu faworytów do zdobycia w tym sezonie mistrzostwa Polski. Nie było to zadanie łatwe, wszak runda jesienna przyniosła mnóstwo zawirowań i bardzo spłaszczyła tabelę. Ale spróbowaliśmy.
Nie jest to rzecz jasna ranking sił. Gdybyśmy bowiem mieli patrzeć wyłącznie przez pryzmat jakości kadry, pewnie musielibyśmy umieścić wysoko szalejący na rynku transferowym Widzew czy mimo wszystko mającą spore możliwości Legię. A tak, tu mały spoiler, oba te kluby znalazły się poza wyróżnioną przez nas piątką. Ich straty nie są może ogromne, ale trudno będzie atakować z pozycji kolejno numer 15. i 17. Chyba nie w tym sezonie.
Tak ogromny falstart kilku “gigantów” sprawił, że wyróżnić trzeba było m.in. kopciuszków. Takich, którzy w obecnym sezonie radzą sobie zaskakująco dobrze i choć pewnie nikt nie stawia ich w roli głównych faworytów do wygrania ligi, to jednak mogą być groźni, co udowodnili już w ostatnich miesiącach. Sprzyja im też po prostu wypracowany do tej pory dorobek. Przypomnijmy - do końca sezonu pozostało 16 kolejek.
5. Wisła Płock
Jeśli przed sezonem ktoś powiedziałby, że zimą w beniaminku z Płocka będziemy upatrywać ewentualnego kandydata do zdobycia mistrzostwa, pewnie kazalibyśmy mu puknąć się w czoło. Dziś nadal jest to mało realne, ale… nie niemożliwe. Przypomnijmy, że to właśnie “Nafciarze” są obecnym liderem tabeli. Ich przewaga nad peletonem jest co prawda iluzoryczna, ale wiele ekip mogłoby pozazdrościć podopiecznym Mariusza Misiury punktu wyjścia na starcie piłkarskiej wiosny. To zresztą właśnie wspomniany trener wydaje się największym atutem Wisły. Potwierdza, że choć wiele drużyn ma większe możliwości kadrowe, on jest w stanie nadrabiać ewentualne dysproporcje naprawdę imponującym przygotowaniem zespołu. Choćby w kwestii taktycznej. “Nafciarze” nie strzelają wielu goli, ale mają najbardziej szczelną defensywę. Kto wie, czy nie zaprowadzi ich ona na szczyt. Zimą nie było tu rewolucji kadrowej. Na dobrą sprawę warto wspomnieć o wypożyczeniu Dominika Sarapaty z FC Kopenhaga.
4. Górnik Zabrze
Aktualny wicelider, choć mający tyle samo punktów co wspomniana Wisła Płock. Górnik w ostatnich kolejkach przed zimową przerwą spisywał się kiepsko, zdobywając tylko punkt w czterech meczach. Wcześniej jednak wypracował sobie solidny dorobek, który wciąż daje mu szansę na walkę o najwyższe cele. Kadrowo to zespół, przynajmniej na papierze, mocniejszy niż Wisła z Płocka. A optymizmem napawać mogą też ostatnie ruchy transferowe. Odszedł co prawda Ousmane Sow, a więc najlepszy strzelec drużyny, ale kilka ciekawych postaci zameldowało się też na Roosevelta. To napastnik Borisław Rupanow, dobrze znani Paweł Bochniewicz i Michał Rakoczy, a także Lukas Sadilek ze Sparty Praga, Brandon Domingues z Realu Oviedo czy sprowadzony z Norwegii skrzydłowy, 21-letni Mathias Sauer. Jest w czym rzeźbić.
3. Jagiellonia Białystok
Jagiellonia ma w tym wyścigu naprawdę wiele atutów. Zacznijmy od tego, że musi jeszcze rozegrać zaległy mecz. Gdyby go wygrała, byłaby liderem, bo obecnie jako trzecia siła ligi traci do Wisły i Górnika tylko punkt. Ma też, a raczej przede wszystkim, Adriana Siemieńca. Trenera-cudotwórcę. Chociaż latem musiał on pogodzić się z rewolucją kadrową, a sezon zaczął od klęski w meczu z beniaminkiem, to później znów wszystko poukładał. Odbudował zespół, który najlepiej wśród polskich pucharowiczów pogodził grę na kilku frontach. Żeby nie było jednak tak łatwo, w przerwie zimowej “Duma Podlasia” znów się osłabiła. Przede wszystkim straciła Oskara Pietuszewskiego, który powędrował do FC Porto. Drużynę opuścili też Alex Cantero, Louka Prip, Marcin Listkowski czy Cezary Polak, ale to już mniej bolesne straty. Przyszli z kolei Matias Nahuel, Guilherme Montoia i Samed Baznar. Po owocach ich poznamy. A Jagiellonii, choć ostatecznie zostawiamy ją na najniższym stopniu podium tego rankingu, dajemy naprawdę spore szanse na tytuł.
2. Raków Częstochowa
W tym momencie Raków ma tyle samo punktów co trzecia Jagiellonia, jednak rozegrał mecz więcej niż ona. Na finiszu jesieni “Medaliki” spisywały się naprawdę bardzo solidnie, a to napawa optymizmem. Wygrywały mecz za meczem w Lidze Konferencji, zaś na krajowym podwórku, choć na sam koniec przegrały z Zagłębiem, podskoczyły trochę w tabeli. I to mimo pewnego już wtedy rozstania z Markiem Papszunem, którego zastąpił Łukasz Tomczyk. Dla 37-latka będzie to spory test, przychodzi bowiem z niższej ligi, ale pracując w Polonii Bytom udowodnił już, że zna się na tej robocie. Do pomocy dostaje kilka nowych postaci - choćby Pawła Dawidowicza, Isaka Brusberga, Abrahama Ojo czy Mitję Ilenicia. Zaboleć może z kolei strata Petera Baratha, który powędrował do Sigmy Ołomuniec. Całościowo Raków to silna ekipa, której zdobywanie trofeów nie jest obce. Gablota znów może się powiększyć.
1. Lech Poznań
Obrońca tytułu i zespół, który co prawda jest obecnie dopiero ósmy, ale ma dobrą pozycję do ataku. Straty są przecież niewielkie, a “Kolejorz” musi zagrać jeszcze jeden zaległy mecz. Gdybyśmy hipotetycznie dopisali mu za niego trzy punkty, byłby punkt za liderem. Co przemawia właśnie za ekipą z Wielkopolski? Choćby stabilizacja. Zimą w Poznaniu nie działo się wiele na rynku transferowym, ale… to chyba dobrze. Lech nie stracił żadnego z ważnych ogniw, a kadrę ma na tyle jakościową, że spokojnie może walczyć z nią o największe cele. W poprzednim sezonie wytrzymał presję, wywalczył mistrzostwo, a to też na pewno bezcenne doświadczenie z nie tak odległej przeszłości. Warto dodać, że podopieczni Nielsa Frederiksena nie przegrali żadnego z siedmiu ostatnich meczów o punkty, czy to w Europie, czy Ekstraklasie. Zimą mogli więc pracować w dobrych humorach. Lech wydaje się delikatnym faworytem do zdobycia mistrzostwa, ale szanse Rakowa i Jagiellonii oceniamy bardzo podobnie.