Oto najgorszy piłkarz MŚ 2026. Smutny upadek legendy. "Przegrał drużynie mundial"
Sensacja stała się faktem. Urugwaj nie zagra w fazie pucharowej mistrzostw świata. “Celeste” nie wyszli z banalnej na papierze grupy z Arabią Saudyjską, Republiką Zielonego Przylądka i Hiszpanią. Możliwe, że byłoby inaczej, gdyby nie Fernando Muslera, który był bezpośrednio odpowiedzialny za praktycznie wszystkie gole stracone przez ekipę Marcelo Bielsy na tym turnieju. I wcale nadużyciem nie jest stwierdzenie, że bez niego w składzie kompromitacji by nie było.
Człowiek zastanawiał się w 2018 roku, czy występ Lorisa Kariusa w finale Ligi Mistrzów jest w ogóle do pobicia, jeśli chodzi o pasmo indywidualnych błędów bramkarza w meczu absolutnie najwyższej rangi. Wydawało się, że nawet w samej Champions League nikt grający na podobnym poziomie nie będzie w stanie powtórzyć takiej fali niepowodzeń. No i nic bardziej mylnego - dosłownie w marcu tego roku dostaliśmy mecz Atletico - Tottenham oraz zwycięstwo “Los Colchoneros” 5:2, będące następstwem trzech niewybaczalnych baboli Antonina Kinsky’ego. Czech w ciągu kwadransa wpuścił trzy bramki, a w 17. minucie trener Igor Tudor poprosił go do zmiany.
Doskonale pamiętamy, że oberwał wtedy nie tylko zawodnik, ale i sam szkoleniowiec, który zdaniem niektórych nie powinien w ogóle 23-latka wystawiać. Teraz dostaje się także Marcelo Bielsie. To, że obecny selekcjoner reprezentacji Urugwaju prowadzi kadrę “Celeste” zupełnie bez wyczucia, wiadomo już od co najmniej kilku dobrych tygodni. Faktem jednak jest, że mundial w 90 procentach przegrał mu tylko jeden zawodnik - Fernando Muslera.
Wiemy, że gorszego piłkarza na tym turnieju nie będzie. Wszystko, co 40-latek mógł na tym turnieju zawalić, zawalił spektakularnie. W meczu z Arabią Saudyjską (1:1) podarował rywalom gola, wypluwając piłkę przed siebie po główce Mohameda Kanno. Z Republiką Zielonego Przylądka “Celeste” znów niespodziewanie zremisowali, tym razem 2:2, ale ponownie za stracone punkty bezpośrednią odpowiedzialność poniósł Muslera. Przy drugim golu debiutanta kompletnie niepotrzebnie wyszedł z bramki, bezpośrednio szarżując w stronę nacierającego na bramkę Helio Vareli. Urugwaj miał pewne sześć punktów na wyciągnięcie ręki, ale zamiast świętować awans, znalazł się w beznadziejnej sytuacji przed ostatnią kolejką. A tam już czekali Hiszpanie.
Z mistrzami Europy podopieczni Bielsy wcale nie mieli złej pierwszej połowy. Ich gra wyglądała całkiem przyzwoicie, a przy odrobinie szczęścia spokojnie mogli wyrwać przynajmniej punkt. Co jednak z tego, skoro znów ciała dał ten, którego obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa między słupkami. Strzał Alexa Baeny, po którym w 42. minucie padł gol dla “La Roja”, nie był groźny - Muslera powinien piłkę złapać, a przynajmniej sparować ją do boku. Zamiast tego dał jej wpaść do bramki, mimo że miał ją praktycznie na rękawicach.
Po gwizdku na przerwę golkiper Estudiantes de la Plata był tak zdewastowany, że sam poprosił selekcjonera o zmianę przed drugą połową. Przed wznowieniem gry między słupkami stanął Sergio Rochet - piłkarz, który już dobre kilka lat temu szykowany był na nową urugwajską “jedynkę” i następcę Muslery w kadrze. To niesamowite, bo nawet w pierwszych sparingach przed MŚ, gdy kontuzjowanego wówczas Rocheta nie było do dyspozycji, Marcelo Bielsa testował rozmaitych bramkarzy. Grał Franco Israel, grał Christopher Fiermarin, grał Santiago Mele. Ale nie grał Fernando Muslera.
70-latek kompletnie nie miał pomysłu, kto powinien stanąć w bramce Urugwaju na czas mistrzostw. Z jednej strony nie do końca widział w tej roli wracającego po kontuzji Rocheta, z drugiej zaś nie chciał ryzykować przekazania pałeczki komuś mniej doświadczonemu z wyżej wymienionej trójki. O “odmrożeniu” Muslery przed MŚ początkowo nie mówiło się aż tak głośno - przede wszystkim dlatego, że nikt nie widział go realnie w pierwszym składzie, a jego obecność w kadrze na mundial traktowano bardziej jako ciekawostkę i wartość dodaną do szatni. Poza tym od dłuższego czasu zbierał on dobre noty za występy w klubie, więc nikomu nie wadziło, by został opcją awaryjną. Inna sprawa, że nagłówki mediów w tamtym momencie przejął Luis Suarez, który na ostatnią chwilę chciał zakopać topór wojenny z selekcjonerem i wrócić z reprezentacyjnej emerytury. Ta sztuka mu się jednak nie udała i ominął on pierwsze MŚ w karierze.
Bielsa oczywiście tłumaczył swoje wybory. Wspominał o niesamowitym doświadczeniu Muslery i jego osobowości, ale nie da się ukryć, że zarządził jego powrotem w sposób koszmarny. Spotkanie z Arabią Saudyjską było dla golkipera pierwszym występem o reprezentacyjną stawkę od prawie pięciu lat. Przez ten czas niektórzy zdążyli zapomnieć o starych demonach, jakie nawiedzały Muslerę na niemal każdym turnieju o mistrzostwo globu. Na MŚ 2018 objawiły się w ćwierćfinale z Francją, kiedy to w niedopuszczalny sposób wpuścił piłkę do bramki po strzale Antoine’a Griezmanna. W 2010 roku w RPA również padło na fazę pucharową - w 1/8 finału z Koreą Południową źle ocenił sytuację przy golu na 1:1, zaś w ćwierćfinale z Ghaną nie wybronił płaskiego strzału Muntariego oddanego prawie z połowy boiska. Wtedy “Urusi” mieli szczęście, bo wślizgnęli się do półfinału po karnych. Później jednak im go zabrakło, gdy ponieśli porażkę 2:3 z Holandią. W ostatnim meczu o brąz z Niemcami przegrali tym samym wynikiem. Tu też jednego z goli można było zapisać na konto Muslery - po strzale Schweinsteigera odbił on bowiem piłkę wprost pod nogi Thomasa Muellera, który takich “prezentów” nie zwykł marnować.
Tak naprawdę jedynym mundialem, w którym uznawany za legendę kadry golkiper nie popełnił żadnego poważnego błędu, był ten w 2014 roku w Brazylii.
Każdy porządny trener, po zobaczeniu występów Muslery w pierwszych dwóch meczach MŚ 2026, podczas spotkania o wszystko posadziłby go na ławce. Bielsa na tym etapie już całkowicie stracił kontrolę nad szatnią. Kto wie, czy na Hiszpanię nie wystawił go wyłącznie z konieczności - urugwajskie media trąbiły zresztą o konflikcie selekcjonera z grupą piłkarzy, w której skład miał wchodzić także Rochet. Ten mecz był też podsumowaniem Urugwaju jako drużyny upadłej, w której nie zgadza się absolutnie nic. Bielsa w drugiej połowie zmienił Valverde, posyłając do przodu mizernie grający duet Nunez - Vinas. Później mecz przedwcześnie skończył Canubbio, czyli ostatni motor napędowy ofensywy “Celeste”, który pozostał na boisku. Po bandyckim faulu zasłużenie wyleciał z boiska za czerwoną kartkę.
Urugwaj dokonał na tym mundialu autodestrukcji, której Fernando Muslera był integralną częścią. Teraz, po 137 meczach dla “Celeste” w portfolio, legendarny bramkarz będzie musiał pogodzić się z tym, że czas najwyższy zejść ze sceny. Tym razem na stałe. Kto wie, czy biorąc pod uwagę całokształt wszystkich rozegranych meczów na jednym turnieju, nie doświadczyliśmy właśnie z jego strony najgorszego indywidualnego występu w historii mundiali.