Oto największa rewelacja mundialu. "Uznanie, podziw i pewna zazdrość"

W najnowszym odcinku swojego cyklu felietonów Janusz Basałaj docenia reprezentację Norwegii, która choć odpadła z mundialu, to pozostawiła po sobie znakomite wrażenie.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu. Na czas trwających mistrzostwa świata zamieniają się one w Mundialowe Kroniki. Bo przecież dziś wszyscy żyjemy tym, co dzieje się za oceanem.
Odpadli, ale zdobyli serca
Jak patrzeć na postawę reprezentacji Norwegii podczas finałów mistrzostw świata? Z pewnością z uznaniem, podziwem i pewną zazdrością, bo chciałoby się widzieć w roli rewelacji turnieju pewną reprezentację znad Wisły… Chciałoby się i na tym poprzestaniemy. Zwykle po tym, jak zespół cieszący się sympatią i grający ofensywny futbol odpada z rywalizacji, natychmiast włącza się nam syndrom mitologizowania, a nawet przeceniania postawy naszych ulubieńców. Do tego dochodzi zachowanie kibiców, ich sposób dopingowania i "współpraca" z piłkarzami. Często śmiejemy się i kpimy z meczów na polskich boiskach, kiedy tuż po gwizdku sędziego drużyna biegnie pod sektor najgłośniejszych i najbardziej oddanych kiboli, i albo korzy się w kącie po porażce, albo dziękuje za doping. Kiedy robi to reprezentacja Norwegii, z uznaniem patrzymy jak "wiosłują" i piłkarze, i fani. Nawet fakt, że Norwegowie przywieźli na amerykańskie finały kilka ton swego łososia, przyjmujemy z uznaniem i podziwem, że tak potrafią zadbać o swoje żołądki i samopoczucie….
A może coś o piłce i boisku? Proszę bardzo. Dla mnie Norwegia 2026 to efekt nie cudownego i przemyślanego szkolenia, niezwykłej masowości futbolu oraz wpływu imigrantów i ich potomków na rozwój tego sportu. Jak to zwykle bywa w finałach mistrzostw świata, na sukces składa się kilka elementów starych jak świat: generacja zdolnych i bardzo skutecznych piłkarzy występujących regularnie w globalnych klubach (Haaland – Manchester City, Odegaard - Arsenal, Sorloth – Atletico Madryt) plus kilku bardzo zdolnych i młodych, takich jak Nusa (21 lat, RB Lipsk) czy autor jednego z najpiękniejszych goli turnieju - 22-letni Schjelderup z Benfiki Lizbona.
Oddajmy też cześć takim "robotnikom" środka pola jak Berg czy Berge. Nie śmiem czepiać się obrońców tej ekipy, choć trudno tam znaleźć takich “kozaków” (raczej "Wikingów") jak ich koledzy w przodzie. Bramkarz Nyland (bohater meczu z Brazylią), to piłkarz obecnie bez klubu, a wcześniej głównie rezerwowy. Mimo to stał się jednym z bohaterów, a na pewno jednym z najlepszych bramkarzy tych mistrzostw. I jeszcze jedno (jak mawiał porucznik Columbo…) - selekcjoner Stale Solbakken, od sześciu lat prowadzący Norwegów. Już same eliminacje pokazały siłę tej drużyny. Komplet zwycięstw, bramki 37:5 (wyeliminowanie Italii). Mundialowe mecze pokazały pomysł na grę Norwegów w zależności od rywala. Fajerwerki Haalanda czy Odegaarda poparte były żelazną konsekwencją w wykonaniu założeń taktycznych. Poza tym Solbakken umiał zachować klasę na konferencjach prasowych, nie prowadząc polemik z sędziami, a właściwie systemem VAR
Na tym poczuciu: entuzjazmu, profesjonalizmu, własnej klasy i wysokich umiejętności, poprowadził zespół do wielkich meczów i ćwierćfinałów mistrzostw świata.
Odszedł wielki dziennikarz
Przykra i smutna wiadomość z ostatniego czwartku. Zmarł Karol Stopa, legendarny dziennikarz i komentator tenisa. Wielki Pan mikrofonu, wytrawny znawca swego ukochanego sportu. Odszedł głos tenisa, głos Eurosportu. On, Zdzichu Ambroziak, Bohdan Tomaszewski – wielcy komentatorzy i osobowości dziennikarskie przeszły do legendy. Miał 78 lat. Podziwiałem w nim wszystko: począwszy od dogłębnej znajomości tenisa, magicznego głosu, kultury wypowiedzi (miał jednak swoje zdanie na różne sprawy i nie bał się tego opowiedzieć) do sposobu współpracy z ekspertem na stanowisku (rewelacyjny Lechu Sidor). A sposób, w jaki przygotowywał się do transmisji, powinien być wzorem dla młodszych ludzi kochających mikrofon i kamerę.
Żegnaj, Karolu!