Oto nowy faworyt do wygrania Ligi Mistrzów. "Deja vu, prawda?"

Oto nowy faworyt do wygrania Ligi Mistrzów. "Deja vu, prawda?"
Paweł Andrachiewicz/Pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 08:52
Już tylko osiem drużyn pozostało w grze o Ligę Mistrzów. Kto przed startem ćwierćfinałów ma potencjalnie największe szanse na podniesienie “uszatego

trofeum? Oto nasz ranking sił przed decydującą fazą najważniejszych rozgrywek w klubowej piłce.
Futbolowi bogowie rozpieszczają nas w tej edycji Champions League. Na papierze pary ćwierćfinałowe prezentują się najciekawiej od lat. Sama połówka drabinki z Bayernem, Realem Madryt, PSG i Liverpoolem może przyprawiać o gęsią skórkę. A przecież po drugiej stronie mamy m.in. Barcelonę czy Arsenal, zatem również ekipy z maksymalnymi możliwymi aspiracjami.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wskazanie wyraźnego faworyta w tak mocnym zestawieniu nie jest łatwym zadaniem, ale spróbowaliśmy wyszczególnić drużyny, które mają największe szanse. Pod uwagę braliśmy zarówno obecną dyspozycję, formę w całym sezonie, stan zdrowotny najważniejszych piłkarzy, a także losowanie. Potencjalnie łatwiejszy rywal w ćwierćfinale może znacznie, ale to znacznie skrócić drogę do upragnionego pucharu.

8. Sporting

Nie mogło być innego wyboru na ostatnim miejscu. Sporting ewidentnie odstaje od reszty stawki. Po raz pierwszy od lat 80. Lizbończycy zameldowali się w ćwierćfinale najważniejszych rozgrywek europejskich. Sam awans do tej fazy po spektakularnej remontadzie z Bodo/Glimt jest ogromnym sukcesem ekipy z Estadio Jose Alvalade. Trudno jednak przypuszczać, aby ta przygoda mogła potrwać znacznie dłużej. Podopieczni Rui Borgesa zdecydowanie nie będą faworytami nadchodzącego dwumeczu z Arsenalem. “Kanonierzy", znani z piekielnie skutecznej gry defensywnej, będą jednak musieli uważać na rozpędzoną ofensywę, która w trzech ostatnich meczach strzeliła 13 goli. Luis Suarez, Trincao czy Pedro Goncalves spróbują napsuć krwi liderowi Premier League.

7. Liverpool

To zdecydowanie nie jest sezon Liverpoolu. Kiedy pojawia się światełko w tunelu, jak np. zwycięstwo 4:0 z Galatasaray, zaraz okazuje się, że był to pędzący pociąg towarowy z porażkami 1:2 z Brighton i 0:4 od City. W miniony weekend podopieczni Arne Slota odpadli z FA Cup, ponosząc 15. porażkę w bieżących rozgrywkach. Liderzy i żywe legendy pokroju Salaha czy Van Dijka coraz częściej zawodzą oczekiwania niż je spełniają. Przed dwumeczem z PSG naprawdę trudno wskazać element gry, w którym “The Reds” mieliby górować nad rywalami. Ich największym atutem może być rewanż na Anfield. Tam już potrafiły dziać się prawdziwe cuda w Lidze Mistrzów. Chociaż rok temu Paryżanie wywalczyli awans do ćwierćfinału właśnie na terenie LFC.

6. Atletico

Gdyby to Atletico grało teraz z PSG, a Liverpool z Barceloną, zapewne zamienilibyśmy kolejność drużyn. “Rojiblancos” teoretycznie mają jednak nieco prostszą drogę do półfinału. W 2014 i 2016 roku to właśnie ekipa Diego Simeone eliminowała Katalończyków z Champions League. Czasy się zmieniły, ale wciąż podopieczni “Cholo” potrafią być utrapieniem dla zawodników z Camp Nou. Przecież w tym sezonie wyrzucili ich już z Copa del Rey, wygrywając dwumecz 4:3. Przed starciem w Lidze Mistrzów atutem “Atleti” jest zaś możliwość spokojnego zarządzania poziomem zmęczenia zawodników. W sobotę Madrytczycy przegrali z Barceloną w lidze, rywalizując niemal drugim składem. Julian Alvarez, Ademola Lookman czy David Hancko nawet nie wstali z ławki. Z kolei “Barca” musiała do 87. minuty męczyć się, aby wcisnąć bramkę na wagę zwycięstwa 2:1. Lewandowski i spółka muszą łączyć grę na dwóch frontach, podczas gdy “Los Colchoneros” już właściwie o nic nie walczą w La Liga. Oni rzucą wszystkie siły na Europę. I wcale nie są bez szans w nadchodzącym dwumeczu.

5. Real Madryt

Najtrudniejszy zespół do oceny. Obserwując ten sezon, można bowiem dojść do wniosku, że funkcjonują dwa różne Reale Madryt. Jeden grający efektownie, skutecznie, potrafiący przerobić na miazgę Manchester City. I drugi, który wychodzi na ligowy mecz z Mallorcą, żeby przedreptać sobie 90 minut, stworzyć może ze dwie składne akcje, po czym w pełni zasłużenie przegrać. Czasami wygląda to tak, jakby zawodnicy “Los Blancos” wybierali sobie mecze, w których zagrają na 100% i inne, kiedy wrzucą tryb ekonomiczny. Odbija się to oczywiście na sytuacji ligowej (siedem punktów straty do Barcelony), ale wciąż nie przekreśla drużyny Arbeloi w kontekście walki o Ligę Mistrzów.
Umieściliśmy Real na piątym miejscu, ponieważ sportowe argumenty uniemożliwiają przesunięcie wyżej. Ale naprawdę nie będziemy w ogromnym szoku, jeśli “Królewscy” wygrają bieżącą edycję. Oni już wielokrotnie potrafili naginać prawa logiki w Champions League. Zawodzić przez 175 minut dwumeczu, żeby w np. w samej końcówce wbić kilka goli na wagę awansu. Dorobek 15 Pucharów Europy nie wziął się znikąd. W tych rozgrywkach nigdy nie możesz powiedzieć z pełnym przekonaniem: “Real Madryt nie ma szans na awans do kolejnej fazy”.

4. FC Barcelona

Przeciekająca defensywa i huraganowy atak. Od początku kadencji Hansiego Flicka nie zmienia się rozkład wad i zalet Barcelony. W większości meczów szalenie intensywna ofensywa próbuje przykryć mankamenty z tyłu. Siła “Blaugrany” polega na tym, że kiedy już złapie rywala, to potrafi być bezlitosna. Przekonało się o tym Newcastle, które przez 3/4 dwumeczu w poprzedniej fazie było w grze o awans, po czym dostało cztery gole w jednej połowie i przegrało 2:7 w rewanżu. Trzeba wziąć jednak kilka poprawek. Atletico dysponuje lepszą defensywą od “Srok”, będzie miało przewagę rewanżu na Metropolitano, a Flick tym razem nie skorzysta z usług kontuzjowanego Raphinhi. Nie trzeba nikogo przekonywać, jak ważną postacią jest Brazylijczyk na Camp Nou. Nie przez przypadek Diego Simeone nazwał go najlepszym piłkarzem świata. Marcus Rashford oczywiście też ma swoje atuty, ostatnio strzelił gola w wyjazdowym meczu z “Atleti”. Pod znakiem zapytania stoi jednak to, czy Anglik zdoła utrzymać wysoką formę przez cały miesiąc. “Barca” może uchodzić za delikatnego faworyta nadchodzącej rywalizacji, jednak naprawdę nie zdziwi nas żaden wynik.

3. Bayern

Ofensywna maszyna. Vincent Kompany stworzył potwora, który regularnie szczerzy kły. W miniony weekend Bayern osiągnął granicę 100 goli po 28 kolejkach Bundesligi, co jest wynikiem kosmicznym. Nawet absencja Harry’ego Kane’a i prowadzenie Freiburga 2:0 do 80. minuty nie powstrzymało “Die Roten” przed triumfem 3:2. Dziś nie ma na świecie przeciwnika Bawarczyków, który nie obawiałby się tercetu Luis Diaz - Harry Kane - Michael Olise. Szczególnie, że w odwodzie pozostają jeszcze m.in. Lennart Karl, Jamal Musiala czy Serge Gnabry. Siła tego ataku jest porażająca.
Patrząc na jakość i powtarzalność wyników, Bayern powinien mieć większe szanse na awans niż Real. Cztery poprzednie dwumecze tych ekip kończyły się jednak triumfami “Królewskich”. Ostatni z nich miał miejsce dwa lata temu, kiedy dublet Joselu w końcówce wprowadził Madrytczyków do finału Ligi Mistrzów. Bawarczycy będą musieli odegnać demony przeszłości, aby zameldować się w najlepszej czwórce.

2. Arsenal

W naszym rankingu sił przed 1/8 finału umieściliśmy Arsenal na pierwszym miejscu. I wciąż zaliczamy ten zespół do wąziutkiego grona głównych faworytów. Mówimy o liderze najlepszej ligi świata, który w tej edycji LM wygrał dziewięć z dziesięciu meczów. W fazie ligowej stracił raptem cztery gole, mając na rozkładzie m.in. Bayern, Inter i Atletico. W dodatku Londyńczycy zmierzą się w ćwierćfinale ze Sportingiem, czyli potencjalnie najsłabszym rywalem w całej stawce. Dlaczego zatem zepchnęliśmy ich z najwyższej lokaty?
Nie można przejść obojętnie wobec ostatnich wyników ekipy z Emirates. “Kanonierzy” przed przerwą reprezentacyjną przegrali 0:2 z City w finale Carabao Cup, a po przyspieszonym powrocie ze zgrupowań odpadli z FA Cup. Przeciwko Southampton zagrał dość eksperymentalny skład, ale porażka 1:2 z drugoligowcem po prostu nie przystoi. Daleko nam oczywiście do twierdzeń, że Arsenal “zbutelkuje” cały sezon, ponieważ nadal jest to główny faworyt do mistrzostwa Anglii. Pojawiają się jednak znaki zapytania odnośnie tego, jaką wersję “The Gunners” ujrzymy w najważniejszych meczach pucharowych na arenie europejskiej.

1. PSG

Déjà vu, prawda? Paryżanie zdają się robić to samo, co w poprzednim sezonie. Jesienią grają w kratkę, miewają wahania formy, gubią sporo punktów w lidze. Po czym odpalają w najważniejszym momencie. Rok temu huraganowa dyspozycja w rundzie wiosennej doprowadziła PSG do zdobycia potrójnej korony. Teraz piłkarze z Parc des Princes znów zaczynają wrzucać wyższy bieg. Choćby Ousmane Dembele po kilku słabszych miesiącach ponownie zaczął przypominać tego piłkarza, który prowadził zespół do sukcesów, za co zasłużenie odebrał Złotą Piłkę.
PSG ma też jedną kluczową przewagę nad resztą stawki. Kalendarz. Włodarze ligi francuskiej dbają o to, aby ich najważniejszy produkt eksportowy miał czas na relaks i odpoczynek. Paryżanie już w 1/8 finału nie rozgrywali spotkania ligowego pomiędzy meczami z Chelsea. Teraz znów będą mieć tydzień przerwy między potyczkami z Liverpoolem. Oczywiście nie wszyscy ćwierćfinaliści grają o cokolwiek na krajowym podwórku, ale możliwość pełnego skupienia się na rozgrywkach europejskich stanowi ewidentny handicap. Czy mistrzowie Francji zostaną pierwszą drużyną od czasów Realu Zidane’a, która obroni Ligę Mistrzów? Nie jest to wykluczone.

Przeczytaj również