Pachnie cudem w Ekstraklasie. "Ludzie przecierają oczy"

Pachnie cudem w Ekstraklasie. "Ludzie przecierają oczy"
Tomasz Folta / PressFocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 13:30
O rewelacyjnym Zagłębiu Lubin, które błyszczy pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego, trenerskich losach Łukasza Piszczka i Goncalo Feio, a także zachwycającym Oskarze Pietuszewskim - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo

Zagłębie z Ojrzyńskim idzie po mistrza

Komu najłatwiej przyprawić tzw. gombrowiczowską gębę w naszej piłce? Nie piłkarzom, nie sędziom, nie komentatorom (choć z tym bywa różnie…), ale właśnie trenerom. Strasznie szybko przypina się etykietkę każdemu niemal trenerowi. A to legendarny motywator (kłania się śp. Janusz Wójcik), a to znany myśliciel i intelektualista piłkarski (Andrzej Strejlau, Dawid Szwarga), a to strażak mający uratować zespół przed spadkiem (kiedyś np. Mieczysław Broniszewski, a może Leszek Ojrzyński), a to niezwykle charyzmatyczny były reprezentant Polski (niech będzie: Łukasz Piszczek).
Dziś wielu ludzi przeciera oczy, bo Zagłębie Lubin jest liderem Ekstraklasy, a trener Ojrzyński, ten “strażak”, zwolennik prostego, a nawet prostackiego futbolu, niepotrafiący czynić z piłki jakiejś zaczarowanej sztuki, potrafi zamienić niedoceniane od lat Zagłębie w interesujący zespół. Ojrzyński ma w nim miejsce dla weteranów (Burić, Dąbrowski), dla zdolnych młodzieńców (m.in. Reguła, Kocaba, Dziewiatowski, Orlikowski) i nie jest winą Zagłębia, że prowadzi w tabeli. Bo mu na to pozwalają inne kluby, bo gromadzą punkty regularnie. A że tzw. opinia widzi w Ojrzyńskim tylko prostego trenera? Niech nadal widzi. Od kiedy to zabrania się szkoleniowcom “ciułania” punktów, bycia liderem i śmiania się w twarz renomowanym rywalom.
Co się stanie, jeśli Lubin wygra ligę? Nic. Zapisze kolejny, trzeci tytuł i i wielka radość zapanuje nie tylko wśród kibiców (bardzo oszczędna frekwencja na lubińskim stadionie…) tego klubu. Największe polskie przedsiębiorstwo KGHM będzie miało satysfakcję, że nie żałując kasy budują po raz kolejny mocny klub. Warto jednak wiedzieć, że mocarstwowość kombinatu często zaraża klub Zagłębie… Chcą mistrza, pucharów i innych zaszczytów. Trudno mi dwa miesiące przed finiszem widzieć jedenastkę Lubina jako mistrza kraju, ale zawsze miło popatrzeć, jak trener po pięćdziesiątce na razie ustawia innych jak chce. Dobrze odkleić się od gęby, jaką mu przyprawili koledzy szkoleniowcy, dziennikarze czy kibice. Ojrzyński robi swoje, o czym nie każdy coach w Ekstraklasie ma pojęcie.

Falstart Piszczka

Czy Łukasz Piszczek będzie kiedyś wielkim trenerem? Mam nadzieję, że tak. Osobowość, charyzma, profesjonalizm, pasja - z czym szedł przez swoje piłkarskie życie - zdaje się nie mieć znaczenia, kiedy stał się trenerem w tzw. poważnej piłce. Może za bardzo chce, być może zaszkodziło mu wpychanie go od lat do sztabu reprezentacji narodowej i wiara w to, że lubiany i mający tak dobrą aurę Piszczek poradzi sobie na każdym trenerskim stanowisku. Można rządzić w kadrze przez lata, można budzić zaufanie u komentatorów i posiadać umiejętność prowadzenia wielogodzinnych dyskusji o piłce. A nawet być prymusem w szkole trenerskiej nie zaszkodzi… A potem wchodzisz jako trener do zespołu pierwszoligowego GKS-u Tychy i nie idzie. Za cholerę nie idzie! Łukasz płaci frycowe? Trochę tak. Nie wierzę od dawna w cudowne trenerskie dzieci, a nie wielkie talenty. Możesz podglądać warsztat szkoleniowy u Nawałki czy Kloppa, być asystentem w Borussii Dortmund, a później jako boss potykasz się w lidze, czyli miejscu, gdzie masz punktować, punktować i jeszcze raz punktować.
Oddajmy też uczciwość Piszczkowi. Mógł bezpieczne przyglądać się selekcjonerowi reprezentacji jako jego asystent, nie odpowiadać za wiele, a z mądrą miną obserwować jak daje (albo nie daje) sobie rady, kadra narodowa. Zamiast tego wziął odpowiedzialność za klub, jego los w pierwszej lidze, pieniądze sponsorów i samorządu, za swoją karierę też. A mógł stać się jednym z kilkudziesięciu ekspertów brylujących w studiach telewizyjnych…
Między innymi dlatego mu życzę, by wytrwał w tej niewdzięcznej robocie. I nieważne czy w Tychach czy Goczałkowicach, kadrze narodowej czy Górniku Zabrze. Jeśli z każdej szkoleniowej porażki wyciągnie wnioski, to ma szansę być jeszcze znakomitym trenerem. Ma szansę, ale nie pewność, że z jego przeszłością na międzynarodowych boiskach, wielką osobowością i pracowitością jeszcze zostanie Wielkim Trenerem. I niech ciągle uważa na złotą myśl, jaką rzucił kiedyś najlepszy polski trener wszechczasów, Kazimierz Górski: “Bardzo dobry trener, wielkie nazwisko, ale bez sukcesów”. Pan Kazio wiedział, co mówi. Amen.

Wybuchowy Feio

Goncalo Feio nie traci tempa i animuszu. Oczywiście nie chodzi o jakąś porywającą grę i wielką formę Radomiaka. Raczej o podtrzymanie opinii największego skandalisty naszej Ekstraklasy. Po ostatnim meczu bójka z radnym miasta Radom, miał być uderzony, interwencja policji i chyba lekarza. Polsko-portugalski dr Jekyll i Mr. Hyde ciągle daje się nabierać wśród polskich pracodawców i znajduje zatrudnienie. W Lublinie, Częstochowie, Warszawie, Radomiu, gdzie chcecie… Znam polskich trenerów, którzy mówią, że z taką kartoteką polski szkoleniowiec już dawno nie powąchałby roboty w porządnym klubie. Ale są tacy szefowie w naszej lidze, którzy widzą w nim piłkarskiego czarodzieja o wielkiej wiedzy i mocy sprawczej… A że trudny charakter? Taki już jest… i chyba się nie zmieni.
Jak długo to jeszcze potrwa? Myślę, że Feio spokojnie ma kilka lat przed sobą i perspektywę wywołania niejednego skandalu. Kiedyś uznany trener i selekcjoner śp. Wojciech Łazarek mówił mi, że drużyna nie może składać się z “samych studentów seminarium duchownego”. Nie wspomniał jednak, że ich rektorem mógłby być diabeł wcielony, mistrz wybuchów i skandali! Nie będę tu wciskał tzw. smrodku dydaktycznego i opowiadał, że trener to też wychowawca i człowiek kształtujący rozwój młodych ludzi, bo mnie zgodnie wszyscy wyśmieją…
Tak sobie myślę, że gdybym jako prezes klubu, miał takiego piłkarza o charakterze i manierach Feio, który strzelałby po 30 goli w sezonie, to przymknąłbym oko, płakał i płacił za gole i kary, a w następnym oknie transferowym sprzedałbym go bez żalu i z wielką ulgą… Czekam z wielką niecierpliwością na kolejnego amatora, który zechce skorzystać z usług Goncalo Feio.

Pietuszewski do kadry

Kilkudziesięciometrowy błyskawiczny rajd. Nicolas Otamendi posadzony na d…, Anatolij Trubin też klapnął na cztery litery i gol! Oskar Pietuszewski w wielkich derbach Portugalii pomiędzy Benficą i Porto pokazał akcję niczym Maradona, albo Messi i nie bałbym się podobnych porównań. Cudowna akcja nastolatka z Białegostoku. Krzepiący był też moment tuż po zdobyciu bramki. Wśród pierwszej trójki gratulujących Oskarowi wyczynu znaleźli się Jan Bednarek i Jakub Kiwior, koledzy z Porto, koledzy z kadry narodowej Polski. A dyskusja o tym, czy Piekutowski ma być powołany do tej kadry czy też nie, przestaje już obowiązywać. Dziś trzeba rozmawiać na temat, czy Oskar Pietuszewski ma wyjść w pierwszym składzie na barażowy mecz z Albanią. Bo dziś jest w wielkiej formie i gra najlepiej z wszystkich naszych kadrowiczów.
Jan Urban nie lubi personalnych podpowiedzi i rozważań, ale takie bóle głowy selekcjonera wszyscy fani biało-czerwonych kochają. Vamos Oskar!

Przeczytaj również