Pachnie wielkim powrotem do Realu Madryt! "Zrobią wszystko, by go odzyskać"

Dwa lata po emocjonalnym pożegnaniu “Królewscy” chcą go z powrotem. Ponoć decyzja w Valdebebas już zapadła: Real Madryt uważa obecność Toniego Kroosa za fundamentalną w kontekście rozwoju klubu. Nic nie stoi na przeszkodzie. Jest tylko jedno pytanie: jaką rolę obierze była gwiazda środka pola?
Oni zrobią dosłownie wszystko, byleby tylko odzyskać dżentelmena, który nie tak dawno zakładał koszulkę z numerem osiem i czarował w drugiej linii chyba najmocniejszego Realu Madryt w ponad stuletniej historii. To nic, że powrót na boisko jest wykluczony. Słowo się rzekło. Z emerytury sportowej można zrezygnować po kilku miesiącach, vide Wojciech Szczęsny, ale raczej nie po dwóch latach. Chociaż pewnie klub i tę decyzję przyjąłby z otwartymi ramionami.
W głębi duszy wszyscy na Bernabeu czekają na niego od 26 maja 2024 roku, gdy w 86. minucie meczu “Królewskich” z Betisem cały stadion wstał, by po raz ostatni oklaskiwać geniusza. Przedostatni z 465 meczów w białych barwach. Sześć dni później drużyna Carlo Ancelottiego triumfowała w starciu przeciwko Borussii Dortmund w ostatnim, jak dotąd, finale Ligi Mistrzów dla Realu. Toni wzniósł wówczas szósty w swojej karierze puchar z dużymi uszami. Rekord, który dzierży tylko z czterema innymi zawodnikami. Każdy miał przeczucie, że coś wielkiego właśnie się skończyło.
Krater po odejściu
Powiedzmy sobie szczerze, odkąd niemiecki internacjonał zawiesił buty na kołku, dla drużyny z Santiago Bernabeu nie nastał lepszy czas. Przeciwnie. Sportowo przeżywa spory regres. Zaledwie dwa drobne trofea, Superpuchar Europy i zwycięstwo w finale Pucharu Interkontynentalnego na jesieni 2024 roku. Nic ponad to. Szykuje się drugi sezon bez znaczących tytułów. Coś, co nie zdarzało się w białej części Madrytu bardzo dawno.
Przede wszystkim, po odejściu Kroosa i rok później Luki Modricia, w pomocy “Los Blancos” nieuchronnie odczuwa się symboliczną i mentalną pustkę. Brakuje przywództwa, technicznej doskonałości i nutki kreatywności. Kogo nie zapytać, odpowie, że spadek poziomu nieodłącznie wiąże się z odejściem niemiecko-chorwackiego duetu. W końcu takie talenty należą do rzadkości.
Choć obecna generacja pomocników Realu wnosi do zespołu ogromną siłę fizyczną i intensywność, wciąż brakuje im tej niemal chirurgicznej precyzji w posyłaniu kluczowych piłek. Kroos w swoich najlepszych latach pełnił rolę boiskowego metronomu potrafiącego uspokoić mecz jednym podaniem, natomiast Modrić oferował niepodrabialną umiejętność wychodzenia spod pressingu w efektowny sposób. Bez ich obecności Real Madryt częściej polega na błyskawicznych kontratakach i indywidualnych zrywach niż na systematycznym budowaniu przewagi w środkowej strefie pola.
Droga przetarta przez Zidane’a
O ile powrót Luki Modricia do stolicy Hiszpanii w jakiejkolwiek roli jest na razie niemożliwy, bo jak podaje La Gazzetta dello Sport, Chorwat zamierza kontynuować karierę w Milanie jeszcze przynajmniej przez rok, to “coś” już dzieje się w przypadku Kroosa. Zarząd Realu Madryt na jednym z ostatnich spotkań miał podjąć ważną decyzję: Toni musi być do naszej dyspozycji, być na liście płac. Stanowisko? Warunki? O tym pomyśli się później.
Na pewno nie będzie to funkcja pierwszego trenera, nawet jeśli, co raczej prędzej czy później nastąpi, Alvaro Arbeloa straci pracę. “Królewscy” mają krótką listę następców tymczasowego szkoleniowca i raczej nie zamierzają naciskać, by były gracz bez trenerskiego doświadczenia natychmiast zasiadł na ławce. Sam Kroos wielokrotnie powtarzał, iż nie widzi siebie w roli trenera pierwszej drużyny ze względu na ogromną presję czasową i ciągłe podróże, które kolidują z jego przywiązaniem do życia rodzinnego.
Działacze liczą natomiast na to, że Kroos zgodzi się być blisko piłkarzy pierwszego zespołu. Jak donosi madrycki AS, władze chcą, by Niemiec stał się pełnoprawnym członkiem drużyny, zarówno pod względem zarządzania, jak i aktywnej obecności w sztabie szkoleniowym. Nacisk pochodzi bezpośrednio od Florentino Pereza, który wciąż jest zafascynowany charakterem swojej byłej gwiazdy.
Mówi się, że Kroos, podobnie jak jego wielki poprzednik - Zinedine Zidane - rozpocznie trenerską ścieżkę jako asystent pierwszego trenera. Gdyby zdecydował się na rolę drugiego szkoleniowca (podobnie jak Zidane u boku Carlo Ancelottiego w 2014 roku), mógłby być dla klubu bezcennym ogniwem. Jako legenda, która dopiero co zakończyła piłkarską karierę, cieszyłby się bezgranicznym szacunkiem młodych zawodników. Obecność w strukturach klubu zagwarantowałaby, że młodsze pokolenia będą czerpać wiedzę bezpośrednio od mistrza.
“Brakuje ostatniego słowa”
No dobrze, a jak widzi swój powrót sam zainteresowany? Nie wypowiedział się jeszcze jednoznacznie, ale należy podkreślić, że jego relacje z Realem Madryt pozostają na doskonałym poziomie. Powrót do budynków klubowych przy Concha Espina wydaje się wręcz naturalny. Toni nadal mieszka w Madrycie z rodziną, otworzył akademię piłkarską w Boadilla del Monte, a jego projekt, zainicjowany we współpracy z madryckimi związkami, cieszy się dużym uznaniem.
- Poświęcam czas temu, co mnie najbardziej pasjonuje: trening dzieci - powtarzał w ostatnich tygodniach, odpowiadając na pytania dotyczące jego przyszłości. Ale czujne oczy paparazzich przynajmniej kilkukrotnie dojrzały go, gdy odwiedzał kampus szkoleniowy “Królewskich”. Bywał też na meczach towarzyskich swoich drużyn przeciwko młodzieżowym drużynom Realu. Krótko mówiąc, wciąż łączy go wiele z “Los Blancos” i brakuje tylko ostatecznego słowa, by znów w jakiś sposób reprezentował dawny klub.
Pożegnanie Toniego Kroosa odbyło się z najwyższą elegancją. W taki sposób, jaki chciał i dokładnie wtedy, kiedy chciał. W dodatku będąc w szczytowej formie i bez presji ze strony Bliskiego Wschodu czy Stanów. Mógł bez problemu przyjąć jakąkolwiek inną propozycję, ale zdecydował się tego nie zrobić. Po prostu skończył z zawodowym kopaniem. Również z tego powodu Toni na zawsze pozostanie legendą madryckiego klubu. A Real nie zamierza o nim zapomnieć. Ta historia po prostu zasługuje na jeszcze jeden wspólny rozdział, napisany z taką samą precyzją, z jaką Niemiec przez lata dyktował tempo gry „Królewskich”.