Papszun załamuje ręce. Legia z niewypałem. "Wątpliwe, że zyska na znaczeniu"

Papszun załamuje ręce. Legia z niewypałem. "Wątpliwe, że zyska na znaczeniu"
Radoslaw Makuch / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 16:00
Z wielką mocą związana jest wielka odpowiedzialność, z wielkimi pieniędzmi niejednokrotnie wielkie ryzyko. Polskie kluby przekonały się o tym w sposób bardzo bolesny. Stworzenie listy największych niewypałów transferowych minionego sezonu było wyzwaniem, ale tylko ze względu na kłopot bogactwa.
Finalnie postawiliśmy na 10 nazwisk. Braliśmy pod uwagę oczekiwania związane z transferami, kwoty odstępnego czy też wcześniejsze występy. Blisko wylądowania na tej liście byli między innymi Mateusz Skrzypczak (Lech Poznań), Petar Stojanović, Arkadiusz Reca, Noah Weisshaupt (Legia Warszawa) czy Imad Rondić (Raków).
Dalsza część tekstu pod wideo

Joao Moutinho (Spezia Calcio -> Lech Poznań - 500 tys. euro)

Przychodził z Jagiellonii (oficjalnie ze Spezii, ale przed transferem był w Białymstoku na wypożyczeniu) ze stabilną pozycją mocnego ligowca, miał bez żadnego trudu zająć miejsce na lewej obronie Lecha. Zupełnie nie wyszło. Gdy Joao Moutinho grał, grał słabo, w efekcie od października ma rolę jedynie epizodyczną (trzy występy, jeden w pierwszym składzie). O Portugalczyku niemal w Poznaniu zapomniano, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę również kapitalną dyspozycję Michała Gurgula. 28-latek przepadł i latem trzeba raczej poszukać kogoś nowego na flankę defensywną, aby nieco zwiększyć szanse na podbój Europy.

Mileta Rajović (Watford -> Legia Warszawa - 3 mln euro)

Z Miletą Rajoviciem jest ten problem, że - w przeciwieństwie do wielu umieszczonych tu zawodników - dał swojej drużynie trochę konkretu. W Ekstraklasie strzelił sześć goli; to wynik słaby, ale nie całkowicie dyskwalifikujący. Większym problemem jest to, że 26-latek kosztował słynne już trzy miliony euro, w momencie transferu był najdroższym piłkarzem ligi. Co więcej, wielokrotnie można było odnieść słuszne wrażenie, że z Duńczykiem na boisku Legia sporo traci. Bo rosły piłkarz niekoniecznie włączał się w budowę akcji, nie potrafił utrzymać się przy futbolówce, a także zaliczył wiele kosztownych pudeł. Tak, zdobył sześć bramek, ale powinien znacznie więcej, oficjalna strona Ekstraklasy podaje, ze ponad sześć. Tak słabej skuteczności nie ma żaden zawodnik na naszych boiskach.

Alex Cantero (CD Tenerife -> Jagiellonia, bez odstępnego)

Hiszpan miał być, przynajmniej częściowo, lekiem na problemy Jagiellonii ze skrzydłowymi, ale jego pobyt w Białymstoku to pasmo słabych i jeszcze gorszych występów. Alex Cantero częściej gra dla Hueski, gdzie jest obecnie wypożyczony, chociaż w Segunda Division pozostaje przede wszystkim rezerwowym. W Polsce nie potrafił nawet na moment zagrozić Kajetanowi Szmytowi, ani razu nie przyczynił się do zdobycia bramki. Przez długi moment nawet nie wchodził na boisko, czemu nikt się nie dziwił, biorąc pod uwagę wcześniejszą prezencję 25-latka. Meteoryt, za kilka miesięcy nikt o nim nie będzie pamiętał, o ile uda się go sprzedać. To niestety dobre podsumowanie chwiejnej prezencji Jagiellonii podczas okienek transferowych.

Kamil Jóźwiak (bez klubu -> Jagiellonia - bez odstępnego)

Liczby stają się dla Kamila Jóźwiaka wprost niewiarygodne. 22-krotnemu reprezentantowi Polski minął kolejny sezon bez gola w lidze. Ostatnią taką bramkę zdobył w kwietniu 2023 roku, kiedy biegał po boiskach MLS - 1133 dni temu. Jagiellonia wierzyła w przełamanie, ale, podobnie jak Granada, przeliczyła się. Skrzydłowy zanotował serię słabiutkich występów, ani razu nie miał bezpośredniego wpływu na strzelonego gola. A przecież okazji, zwłaszcza na początku sezonu, nie brakowało. W drugiej części 28-latek zmagał się z kontuzją pachwiny, stracił sporo meczów, ale przecież wrócił i jedyne, czym zdołał się zapisać w protokołach, to wykartkowaniem w starciu z Pogonią Szczecin, co, przykro przyznać, kibice Białostoczan fetowali w mediach społecznościowych. Jóźwiak nie popełnia może dyskwalifikujących błędów, nie ma komicznych zagrań, ale po prostu jest zawodnikiem przezroczystym, na którego znów ktoś się trochę nabrał.

Carlos Isaac (Cordoba CF -> Widzew Łódź - 1 mln euro)

Czy istniał jakikolwiek racjonalny powód, aby rzucać się na zawodnika drugoligowej Cordoby i płacić niemałą przecież kwotę odstępnego? Jeśli nawet komuś w Widzewie wydawało się, że owszem, jak najbardziej, to dotychczasowe występy brutalnie odarły ze złudzeń. Carlos Isaac długo nie potrafił ustabilizować swojego miejsca w podstawowym składzie, a gdy już to zrobił, to i tak zbiera nędzne recenzje w słabiutkim przecież zespole. 28-latka wypada pochwalić za bramkę z Motorem, ale to niewiele. Prawy obrońca nie pomógł sobie również wypowiedziami dotyczącymi kłopotów z aklimatyzacją - tego rodzaju wywody to woda na młyn dla kibiców, jeśli nie dojeżdżasz na boisku.

Musa Juwara (Velje BK -> Pogoń Szczecin - 850 tys. euro)

Niewiele jakości na boisku, a do tego spore problemy dyscyplinarne. Kilka miesięcy temu pojawiła się informacja, że skrzydłowego przesunięto do rezerw. Ten w odpowiedzi zaprosił Daniela Trzepacza, lokalnego dziennikarza, na kawę i zarzekał się, że będzie pracował dwa razy mocniej, aby wrócić do zespołu. Nie wyszło. Reprezentant Gambii nie zaliczył żadnego występu w Ekstraklasie od starcia z Termalicą na początku lutego. Wcześniej miał momenty, z dobrej strony pokazał się przeciwko beniaminkowi z Niecieczy, w starciach z Widzewem czy Lechią. To jednak nie wystarcza, aby uznać sprowadzenie 24-latka za ruch udany. Przyszłość Musy Juwary stoi pod znakiem zapytania. Już w letnim okienku były oferty, ale zostały odrzucone, sam zawodnik uważał, że coś jeszcze Pogoni może dać. Teraz już wiadomo, że skrzydłowego nic w Szczecinie nie trzyma.

Bogdan Mircetić (Radnicki 1923 -> Raków Częstochowa - 1,5 mln euro)

Jeden z najdroższych transferów Rakowa w tym sezonie, a gdyby ktoś w Częstochowie miał wskazać Bogdana Mirceticia przechodzącego ulicą, miałby niemały problem. 20-letni Serb, któremu szybko przylepiono naklejkę dużego talentu, w ogóle nie zaistniał w drużynie "Medalików", chociaż, jak podaje Transfermarkt, kosztował bagatela 1,5 mln euro. O ofensywnym pomocniku wszyscy zapomnieli i przeszli nad tym do porządku dziennego. Uzbierał cztery spotkania w Ekstraklasie, dwukrotnie spędził na boisku ponad pół godziny. W Pucharze Polski odegrał równie marginalną rolę, w Lidze Konferencji było zaś jeszcze gorzej, więc nawet inne zmagania Mirceticia nie bronią. Nie chodzi również o kwestie zdrowotne, bo od lutego młody piłkarz niemal zawsze melduje się kadrze meczowej. Zwyczajnie nikt nie uważa, że to dobry pomysł, aby wszedł na boisko.

Kacper Urbański (FC Bologna -> Legia Warszawa - 700 tys. euro)

Ofiara nie tyle samej kwoty transferu - Legia nie wpakowała nawet miliona - co oczekiwań, jakie wiązano z 11-krotnym reprezentantem Polski. Kacper Urbański miał naprawdę niezły start, w kilku pierwszych meczach pokazał, że papierów na granie nie znalazł w chrupkach, a piłka się go słucha. Wraz z odejściem Edwarda Iordanescu nadeszło jednak załamanie, a gdy stery przejął Marek Papszun, młody pomocnik niemal całkowicie zniknął. W pewnym momencie większą rolę odgrywał drugi z Urbańskich - Wojciech. Nie było trudno, bo ściągnięty z Włoch zawodnik w trzech spotkaniach z rzędu nawet nie zameldował się na murawie. Czas pokaże, czy w kolejnym sezonie 21-latek zyska na znaczeniu, chociaż to dość wątpliwe, biorąc pod uwagę zero-jedynkowe podejście szkoleniowca i fakt, że Papszun to kolejny już trener, którego Urbański nie potrafi przekonać.

Andi Zeqiri (Genk -> Widzew Łódź - 2 mln euro)

Łódzka odpowiedź na transfer Milety Rajovicia i to ze znacznie gorszym skutkiem. O ile bowiem Duńczyk dał Legii kilka bramek na ligowych boiskach, o tyle Szwajcar zdobył... jedną. I to nawet nie na wagę trzech punktów. Poza tym rosły napastnik dorzucił jeszcze asystę, co sprawia, że ogólny dorobek ma gorszy niż większość ofensywnych zawodników tej ligi. 26-latek przegrał rywalizację z Sebastianem Bergierem, a gdy wchodził jako zmiennik, z trudem zaznaczał swoją obecność na boisku. Zapłacono za niego niemało, bo przecież dwa miliony euro, i tę kwotę trudno będzie jakkolwiek odzyskać. Latem Andi Zeqiri może odejść, jednak znalezienie chętnych na kupno pogrążonego w kryzysie napastnika nie znajdzie się wielu. Na ten moment najbardziej prawdopodobne wydaje się wypożyczenie do ojczyzny, chociaż czy to możliwe z taką pensją?

Osman Bukari (Austin -> Widzew Łódź - 5,5 mln euro)

Ekstraklasa długo trzymała fason, jeśli chodzi o najdroższych zawodników w historii. W tym sezonie dramatycznie się jednak rozjechała, wśród 10 największych transferów już nie brakuje spektakularnych wtop. Największą, nie ma cienia wątpliwości, pozostaje Osman Bukari. Widzew zapłacił za skrzydłowego ponad pięć milionów euro, stał się pierwszym polskim klubem, który przekroczył tę barierę. Nie zdało się to na nic. 27-latek nie strzelił żadnego gola, nie zanotował żadnej asysty, w niczym nie pomógł rozpaczliwie potrzebującym tego Łodzianom. Na finiszu sezonu, kiedy wynik kilkukrotnie tańczył na ostrzu noża, Ghańczyk w najlepszym razie otrzymywał kilkanaście minut. Szkoda.

Dyskusja

Przeczytaj również