Patrzysz i nie wierzysz, co wymyślił Jan Urban. 89. minuta podsumowała. "Czy leci z nami pilot?"

Selekcjoneroza dopadła Jana Urbana wyjątkowo szybko, a w ostatnich dniach podjął on tyle dziwnych, nielogicznych i momentami absurdalnych decyzji, że można się poważnie niepokoić, dokąd jego kadra zmierza. Nawet jeśli były to “tylko” sparingi, to znaków zapytania jest po nich wyjątkowo dużo.
Zgrupowanie po sezonie. Dwa mecze towarzyskie, oba u siebie, z rywalami podobnej klasy. Bez wielkiego turnieju za pasem. Generalnie: większy luz i okazja, by zrobić sensowny przegląd biało-czerwonych wojsk. Powołania, choć bez Wojciecha Mońki czy Bartosza Nowaka, mogły napawać optymizmem. Kilka nowych twarzy, zapowiedź taśmowych debiutów, także szans dla tych, którzy w reprezentacji byli, ale grali mniej. Sympatyczne okoliczności, prawda?
Otóż nie. Mamy za sobą zgrupowanie dziwne, pokręcone, zaś boiskowo z porażką i ledwo uratowanym remisem. I te wyniki nie miałyby większego znaczenia, gdyby zostały osiągnięte po realnym teście, próbie różnych wariantów w grze kadry. Gdybyśmy mogli powiedzieć: ok, ten się nadaje, tamten średnio, ten pomysł wypalił, inny zupełnie nie, wróćmy do poprzedniej koncepcji.
Jan Urban miał jednak inny plan, o ile w ogóle jakiś miał, bo, z całą sympatią i szacunkiem, zaczął się w swojej pracy niezrozumiale miotać. Od ściany do ściany. Z Ukrainą losowo wrzucał piłkarzy na boisko, jak ktoś trafnie zażartował - w drugiej połowie chyba nie wszyscy znali się z imienia. Kilka debiutów, kilka teoretycznie poważniejszych szans, ale w warunkach bez mapy, w dodatku z całościowo słabiutkim występem drużyny jako całości. Choćby Mateusz Żukowski miał w sobie niespożyte pokłady energii, potrafił nieźle pograć, nawet jeśli niewiele wskórał. Można było liczyć, że dostanie więcej minut z Nigerią. Nie dostał, nie wszedł na boisko nawet na sekundę.
W środę bowiem selekcjoner wymyślił grę na wynik. W sparingu o frytki. Pierwszy skład - jeśli zakładamy, że piłujemy dalej trójkę z tyłu, to jeszcze w porządku, na galowo, z powrotem do koncepcji “szóstki” (Slisz) i realną szansą dla Kacpra Potulskiego. 45 minut wyglądało to różnie, udało się wyrównać, czekaliśmy na odświeżenie zespołu po przerwie, tym razem może z większym sensem niż przeciwko Ukrainie. Nic bardziej mylnego. Trener czekał, właściwie nie wiadomo na co. Po boisku snuli się zmęczeni i fatalnie dysponowani liderzy, gra Lewandowskiego i Zielińskiego aż błagała o zmianę.
- Patrząc na ten mecz Lewandowski i Zieliński za długo przebywali na boisku. Już od pewnego momentu Robert Lewandowski nic nie dawał zespołowi, oprócz problemu ze skutecznością miał problem z utrzymaniem się przy piłce. Piotr Zieliński też miał kilka decyzji nie w swoim stylu, to nie był Zieliński, którego widzieliśmy w meczach o punkty - mówił na kanale Meczyki Sebastian Chabiniak, z którym w pełni się można zgodzić.
Dalej: ponad godzinę grali Świderski z Szymańskim, “Zielu” z Zalewskim zeszli w 89. minucie, kapitan nie zszedł w ogóle. Jakie to testy, jeśli Jan Urban doskonale zna możliwości wszystkich wymienionych? Cud, że AŻ 30 minut dostali Wojtuszek (na plus) i Kozłowski (na minus). Wychodzi, że trener po ludzku się przestraszył. Przestraszył klimatu wokół reprezentacji, nerwów, wściekłości, wątpliwości, krytyki. I, co sam przyznał, zagrał na wynik. Na wynik! W meczu towarzyskim z osłabioną Nigerią na PGE Narodowym. Przeczytajcie to raz jeszcze. Litości.
Symbolem tego, że selekcjonera przeszedł strach, jest zarządzanie Karolem Czubakiem. Najlepszy polski napastnik PKO BP Ekstraklasy zapracował na powołanie i słuchając Urbana mógł liczyć na swoje minuty. No to dostał - formalnie JEDNĄ, a w rzeczywistości sześć, dzięki decyzji sędziego o doliczeniu pięciu. “Czubi” chyba nawet nie dotknął piłki, trochę sobie pobiegał, odbębnił debiut - to na pewno wielka chwila dla napastnika, który przeszedł długą drogę, by w wieku 26 lat zagrać w seniorskiej kadrze. Gratulujemy i jednocześnie współczujemy. Takie zgrupowanie i Czubak wchodzi dopiero w 89. minucie drugiego ze spotkań, w momencie gdy przemęczony “Lewy” gra pewnie TOP3 najgorszych meczów w kadrze. To są, wybaczcie, jaja i idealne podsumowanie serii absurdalnych decyzji, które ostatnio podjął selekcjoner. Czy leci z nami pilot?
Zgodzę się z Tomkiem Włodarczykiem, że trener nagle wybrał ratowanie wizerunku - swojego i zespołu, który zebrał cięgi po Ukrainie, a i pamięć o klęsce ze Szwecją wciąż jest świeża. Najgorszą Szwecją od Zygmunta III Wazy - dodajmy. Remis uratował, czy klimat i wizerunek? Niekoniecznie, jesienią podczas Ligi Narodów będzie gorąco, a miniony czas na testy został generalnie zmarnowany. Wyjątek: Potulski, z miejsca kandydat, by być przyszłością linii defensywnej biało-czerwonych. Można postawić plusik przy Wojtuszku, pochwalić Slisza, ale niewiele więcej.
A propos defensywy. Aż prosiło się, by w dłuższym wymiarze czasowym przetestować grę z czwórką z tyłu. Tą, o której selekcjoner mówił jeszcze przed rozpoczęciem kadencji i tą, która wydawała się naturalna po koszmarnej grze w obronie w barażach. Dwa sparingi, dużo czasu, sporo nazwisk. Efekt? 10 minut czwórki i taka wypowiedź selekcjonera po ostatnim gwizdku na PGE Narodowym:
- To jest ustawienie, które chodzi nam po głowie. Na razie nie mamy sprawdzonego Kuby Kiwiora jako tego lewego obrońcy - chodzi mi tutaj o sytuacje 1 na 1, jak się zachowuje, co nam daje w ofensywie. Mamy taki wariant przygotowany, nie do końca jestem przekonany, ale jest taka alternatywa - wypalił Urban.
“Nie mamy sprawdzonego Kiwiora” - no to, u licha, kiedy miał zostać sprawdzony (pomijając, że wiele razy na tej pozycji grywał), jak nie podczas sparingów bez stawki? Przecież te słowa brzmią jakby pisał je jeden z twitterowych profili fabrykujących złośliwie-żartobliwie wypowiedzi trenerów i piłkarzy. One jednak padły, a Jan Urban najwyraźniej nie zauważa, że nadaje z innej planety. Selekcjoneroza to niełatwa sprawa, zwykle natomiast dopada opiekunów reprezentacji później. Co ciekawe, plan przejścia na system z czwórką był przygotowany do realizacji w przerwie, tyle że - cytujemy bohatera meczu, Przemysława Wiśniewskiego - “trener powiedział, że dobrze to wygląda i nie zmieniamy, jeżeli chodzi o aspekt defensywny”. A z ust Urbana usłyszeliśmy “gdyby to spotkanie wyglądało inaczej…” i “byliśmy zadowoleni z tego, jak to wygląda”.
Może jesienna Liga Narodów, wszak przede wszystkim mająca przygotować kadrę pod eliminacje EURO 2028, natchnie trenera, by poszukać innych rozwiązań niż te wpływające na taśmowo tracone bramki. Polakom może dziś strzelić każdy: dwie sztuki ładowała słabiutka Malta, jedną Albania, trzy Szwecja, po dwie Ukraina i Nigeria. Lista wstydu. I może jeszcze gdyby po drodze wyciągano jakieś wnioski, to optymizm byłby wskazany. No cóż. Ponadto, Jan Urban, przywiązany jak dotąd do trójki z tyłu, lubi powtarzać, że nie mamy klasycznego lewego obrońcy. A trzeciego stopera pewniaka do Bednarka i Kiwiora mamy? Ba, sam Bednarek nie zawsze tym pewniakiem jest, w kluczowych momentach nie dowozi, nie bez przyczyny z wyczekiwaniem spoglądamy na Potulskiego i Mońkę. Swoją drogą, zalecamy, by sprawdzić, kim jest, jakie ma obywatelstwo i na jakiej występuje pozycji Michał Gurgul z Lecha Poznań.
Możecie pisać, że przesadzam, że mi się ulało, że to tylko sparingi, ale trudno mi - jako kibicowi, jako dziennikarzowi - przejść obojętnie wokół tego, jak zmarnowano ostatni tydzień. A przecież można byłoby jeszcze napisać o marnowaniu Zalewskiego i Kamińskiego na wahadłach, o zerze minut Kochalskiego, wrócić do powołań, zacytować pewnie z dziesięć wypowiedzi selekcjonera, które są co najmniej dziwne i wymykające się logice. Niepokoi też, jak trener ocenia środowy mecz z Nigerią. Okej, na pewno rozegrany na większym zaangażowaniu i mocy niż ten z Ukrainą, natomiast czy było to “naprawdę dobre spotkanie”? Może pojedynczych jednostek.
Całościowo jednak niewiele z tego wynika i po tych dwóch sparingach także niewiele wiemy. Dokąd ta reprezentacja zmierza? Jaki ma na nią pomysł Jan Urban? Jak chce poprawić koszmarną grę w obronie, bez której możemy co najwyżej pomarzyć o EURO? Czy i w jaki sposób planuje zagospodarować najlepszych piłkarzy, by wyciągnąć z nich maksa? Jaką ma alternatywę dla coraz słabszego w kadrze kapitana (niezależnie od jego przyszłości)? Cóż, ta porażka w barażach nie wzięła się znikąd, choć obraz ofensywnej gry w Sztokholmie częściowo założył nam na oczy różowe okulary. Dziś trudno o optymizm. Regres reprezentacji jest wyraźny - Liga Narodów sporo nam powie o jej przyszłości. Jej i selekcjonera. Trudno się dziwić, że nie jedziemy na mundial. Do zobaczenia - uff! - dopiero pod koniec września.
