Pęknie 100 mln euro! To ma być transfer lata. "Lepiej drybluje tylko Yamal"
Yan Diomande zostanie bohaterem transferu za ponad 100 mln euro. Takie kwoty płaci się za topowych, najlepszych piłkarzy świata. Do tego grona powoli trzeba zaliczać błyskotliwego Iworyjczyka.
Piłkarz, w którym można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Niezależnie od preferencji czy kibicowskich sympatii, praktycznie wszyscy uwielbiają skrzydłowych prezentujących uliczny styl gry. Yan Diomande nie jest typem zawodnika, który wychował się w europejskiej akademii, gdzie często sztywne podporządkowanie taktyce jest stawiane ponad zdolności danej jednostki. On w każdej akcji stara się wychodzić poza schemat, zaskakiwać rywali, kolegów z drużyny, a momentami nawet samego siebie. Gra sercem, idzie na żywioł i nie uznaje żadnych kompromisów. Dla niego drybling nie jest tylko zagraniem, ale drogą do celu, interpretacją całego futbolu. Najlepszym sposobem na to, aby pomóc drużynie stworzyć przewagę, inicjując potencjalną akcję bramkową.
19-latek potwierdza niewyobrażalne pokłady talentu na mistrzostwach świata. Zarówno z Ekwadorem, jak i Niemcami regularnie bawił się na skrzydle. Praktycznie każdy ofensywny zryw Wybrzeża Kości Słoniowej zaczynał się od piłki kierowanej do gracza RB Lipsk. On najlepiej wiedział, co zrobić, aby uprzykrzyć życie Hincapie i Kimmichowi. Zwykle obaj stronią od błędów, młodszy z defensorów występuje przecież w Arsenalu, czyli raczej najlepiej broniącej drużynie świata. Jednak nigdy wcześniej nie stanął przed tak trudnym wyzwaniem, jak próba zatrzymania Iworyjczyka, który na boisku nie ma biegu wstecznego.
- Diomande to jeden z najbardziej ekscytujących dryblerów na świecie. Przeciwko Ekwadorowi pokazał, dlaczego jest celem transferowym tak wielu topowych klubów. W tym sezonie jeszcze nikt nie przetestował Hincapie w taki sposób - opisał Jacob Whitehead z The Athletic.
Shine bright like a Diomande
W meczach WKS-u z Ekwadorem i Niemcami cały świat zobaczył to, co kibice Bundesligi widzieli od roku. Wybitny pakiet umiejętności, którymi dysponuje Yan Diomande. Skrzydłowy przez wiele miesięcy pracował na miano najlepszego piłkarza ligi niemieckiej spoza Bayernu. W 36 występach dla RB Lipsk zanotował 13 goli i dziesięć asyst. Wyróżniał się skutecznością (12 bramek w lidze z xG poniżej ośmiu), kreatywnością (17 wykreowanych tzw. dużych okazji), a przede wszystkim wyjątkową zdolnością mijania rywali.
W poprzednim sezonie Bundesligi Diomande zaliczył 118 dryblingów, o 50 więcej od drugiego w tej klasyfikacji Antonio Nusy. Rywali w TOP5 ligach częściej kiwał jedynie Lamine Yamal (133). Dziś stwierdzenie, że Hiszpan i Iworyjczyk to dwójka najlepiej dryblujących skrzydłowych świata, nie jest żadną kontrowersją czy nawet tematem do dyskusji. To po prostu fakt. A trzeba podkreślić, że wyjątkowa łatwość w przechodzeniu bezradnych przeciwników nie jest jedynym atutem gracza “Byków”.
- Często mija rywali, nie wykonując nawet żadnych sztuczek. Jego szybkość i dynamika są na wyjątkowym poziomie. Dla mnie jeszcze ważniejsze jest to, jak pracuje dla drużyny, kiedy nie mamy piłki. Jest bardzo dobry w pressingu i kontrpressingu. To kwestia jego nastawienia - chwalił Ole Werner, poprzedni trener Lipska.
W przypadku tego zawodnika fantastyczną cechą jest powtarzalność niezależna od okoliczności. Diomande z równym tempem i intensywnością prezentował się w maju z Freiburgiem czy St. Pauli, jak i w czerwcu już podczas mistrzostw świata. Jemu nie robi większej różnicy, kogo ma przed sobą. W każdym meczu jest to po prostu kolejny rywal do minięcia, okiwania i zrobienia przewagi. Na tym mundialu na razie tylko raz zdarzyło się, aby piłkarz w jednym meczu zgromadził co najmniej cztery udane dryblingi, cztery wykreowane okazje i 10 wygranych pojedynków. 19-latek zrobił to wszystko i jeszcze więcej w wygranym starciu z Ekwadorem.
- Taki piłkarz to skarb i błogosławieństwo dla trenera. Wiemy, że jeśli damy mu piłkę, to on zrobi różnicę. Może grać na obu skrzydłach, w każdym sektorze stwarza zagrożenie, jest ogromnym problemem dla rywali. Od niego aż kipi talentem - powiedział selekcjoner Emerse Fae. - Diomande? Rok temu prawie nikt go nie znał, teraz wszyscy o nim mówią, ponieważ ma za sobą fantastyczny sezon. Jest bardzo szybko, dysponuje świetnym dryblingiem. Przypomina mi trochę Kingsleya Comana z początków w Bayernie. WKS ma wielu znakomitych graczy w ataku, będziemy musieli być przygotowani - zaznaczał Joshua Kimmich.
Prawy obrońca Bayernu nie dał rady. Wybrzeże Kości Słoniowej otworzyło wynik w starciu z Niemcami po kolejnej zjawiskowej akcji Diomande. Nastolatek w swoim stylu wrzucił rywala na karuzelę, zrobił coś z niczego i przyczynił się do zdobycia bramki.
Wstrząsająca droga na szczyt
Przy okazji startu mistrzostw świata na łamach The Players’ Tribune pojawił się bardzo mocny tekst autorstwa Diomande. Napisał on list do swojej siostry, Roxane, która zmarła w wieku zaledwie 15 lat. Okoliczności śmierci są tajemnicze, piłkarzowi powiedziano, że dosypano jej czegoś do drinka na imprezie, po czym nastąpił zgon. Tragiczne zdarzenie miało miejsce na początku ubiegłego roku, kiedy Iworyjczyk przebywał już w Leganes. Zanim trafił do Hiszpanii, odrzucano go w dziesiątkach, jeśli nie setkach klubów. W pewnym momencie Roxane jako jedyna wierzyła w talent Yana.
- Pamiętasz, jak zaprosili mnie na testy do Bournemouth, Chelsea, Rangers, Olympiakosu i Crystal Palace? Po jednym treningu Eze i Olise podeszli do mnie, żeby powiedzieć, że jestem dobry. Ale klub nie podpisał ze mną umowy. Nie chciały mnie nawet drużyny rezerw z MLS. Nie wiedziałem dlaczego. Nigdy nie podano mi powodu. Wszystkim zajmowali się dorośli. Ja po prostu byłem wożony po świecie, gdzie wszyscy mówili tylko: “Nie”. W pewnym momencie moja wiza wygasła, moje marzenia też. Odesłali mnie z powrotem do Afryki i wspólnie płakaliśmy. Byłaś tą osobą, która nigdy nie przestała wierzyć. Kiedy udało się trafić do Leganes, płakaliśmy jeszcze mocniej, ale tym razem ze szczęścia. To było wtedy, kiedy jeszcze tkwiły we mnie emocje. Teraz nic nie czuję. Jakbym w ogóle nie był człowiekiem. Odkąd umarłaś, czuję się pusty - napisał.
Czytając to, trudno nie uronić łzy. I to nie tylko z powodu samego Diomande, któremu pomimo wszelkich możliwych przeszkód jednak się udało. Po latach wysłuchiwania odmów w końcu dostał szansę w amerykańskiej DME Academy, skąd później trafił do Leganes, gdzie po zaledwie 10 występach zapracował na transfer do Lipska. Boli fakt, że takich Yanów bez wątpienia jest więcej. W Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Ghanie, w Nigerii, ale też pewnie w Azji, Ameryce Południowej i każdym zakątku świata. Tego typu historie pokazują, że sam talent, niezależnie od jego skali, nie wystarczy. Często sukces osiągną ci, którzy jednak znajdą w sobie ostatnie “tak”, kiedy praktycznie od wszystkich dookoła usłyszeli “nie”.
Yan bezcenny
Diomande otwarcie mówi o tym, że nigdy nie chciał być bogaty. Pieniądze nie kojarzą mu się dobrze, uznaje je za zbędny ciężar. Po przeprowadzce do Europy wysyłał prawie całą pensję do rodzinnego domu. W Leganes nie wynajął mieszkania, tylko spał w wydzielonym pokoju w ośrodku treningowym. Jego marzeniem była piłka, a nie związane z nią kwoty, od których może zakręcić się w głowie. Okazał się jednak zbyt dobrym zawodnikiem, aby uciec od finansowego zgiełku.
- Kiedy graliśmy we Francji, wszyscy mówili, że Yan idzie do PSG. Teraz mówi się, że na pewno pójdzie do Liverpoolu. Ja nic nie wiem. Myślę, że on skupia się przede wszystkim na mistrzostwach świata. Zobaczymy, co będzie potem - powiedział ostatnio selekcjoner WKS-u.
W mediach faktycznie od wielu tygodni mówiło się o zainteresowaniu ze strony PSG i Liverpoolu. Wygląda na to, że “The Reds” zagęścili ruchy, aby uprzedzić konkurencję. Florian Plettenberg i Fabrizio Romano informowali, że w czwartek włodarze z Anfield złożyli za Diomande ofertę w wysokości 100 mln euro (90 kwoty stałej + 10 w bonusach). RB Lipsk odrzucił tę propozycję, ale mówi się, że Anglicy niedługo podbiją kwotę do 120 mln euro. Prawdopodobny scenariusz zakłada, że 19-latek już nie zagra więcej w barwach “Byków”.
Nie dziwi, że Liverpool chciałby w miarę możliwości jak najszybciej uzgodnić warunki transakcji. Z każdym występem na mundialu cena Iworyjczyka może tylko wzrastać. Rynek jest na tyle szalony, że 120 czy nawet 150 mln euro za jednego z najlepiej dryblujących skrzydłowych to cena uczciwa, a nie wygórowana. Sam zainteresowany nie skupia się jednak na cyferkach i rekordach transferowych. On chce jedynie zrobić wszystko, aby dodające mu otuchy słowa siostry stały się faktem.
- Zagram na mistrzostwach świata. Twój brat będzie w kadrze, jak Drogba, Yaya Toure czy Gervinho. Nawet nie patrzę na to jak na grę. Myślę jak o scenie. To moja szansa, żeby pokazać całemu światu to, co widziałaś od początku. Kiedy strzelę gola, upewnię się, że wszyscy poznają twoje imię, że o tobie nie zapomną. Zawsze mówiłaś, że mogę być lepszy od Cristiano. Jeśli spotkam go na turnieju, przekażę pozdrowienia od ciebie. Zanim dostałem pierwsze prawdziwe buty, mówiłaś wszystkim: “Mój brat będzie najlepszy na świecie”. Udowodnię, że miałaś rację, albo umrę, próbując to zrobić - podsumował w liście do Roxane