Perez zszokował, cała Hiszpania nie dowierza. "Żałosne, ktoś powinien wyłączyć mu mikrofon”

Perez zszokował, cała Hiszpania nie dowierza. "Żałosne, ktoś powinien wyłączyć mu mikrofon”
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:50
Hiszpania jest w szoku. Florentino Perez zorganizował konferencję, która przejdzie do historii. I niestety raczej nie z powodów, jakich oczekiwał prezes Realu Madryt.
We wtorkowe popołudnie ogłoszono, że o 18:00 rozpocznie się konferencja prasowa Florentino Pereza. Ptaszki w Hiszpanii zaczęły ćwierkać o możliwej dymisji 79-latka. Doświadczony działacz postanowił błyskawicznie ukrócić te plotki, zaczynając wystąpienie od ironicznych słów: “Przykro mi, ale nie podam się do dymisji”. Do tego momentu jeszcze wszystko było w porządku. Niestety później nastąpiło 90-minutowe show, które trudno wytłumaczyć.
Dalsza część tekstu pod wideo
Prezes Realu skupił się głównie na tym, że media chcą zdestabilizować klub, a ciągła krytyka jest próbą zniszczenia najbardziej utytułowanej drużyny w historii futbolu. Działacz wyliczał, ile trofeów zdobyto podczas jego rządów, jakie sukcesy odnosi jego firma budowlana, ile osób zatrudnia, jak wiele widział już podczas sprawowania funkcji przez ponad dwie dekady. I to wszystko prawda. Nikt nie odbiera mu zasług, kapitalnych wyników, ogromnego majątku etc. Ale najbardziej liczy się tu i teraz. Tymczasem Perez zachowywał się tak, jakby wewnątrz ekipy “Los Blancos” nie było obecnie żadnych problemów.

Abecadło z pieca spadło

Pierwsza część wystąpienia Pereza w dużej mierze opierała się na jego negatywnym stosunku do rewelacji publikowanych na łamach ABC. Jeden z dziennikarzy tamtego medium tuż przed konferencją donosił o tym, że prezes miał rzekomo powiedzieć współpracownikom, że jest już tym wszystkim zmęczony. Przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt minut udowadniał zatem, że to kłamstwo i czuje się w pełni sił. Faktycznie mówił z werwą, pasją, kontrował dziennikarzy, przyznał, że ABC przestało być wiarygodne, więc anuluje subskrypcję, chociaż jego ojciec lubił w przeszłości czytać doniesienia z tego źródła. Kontrowersje mogły wywołać słowa o tym, że jeden z artykułów ABC na temat Florentino został napisany przez dziennikarkę, która zdaniem samego zainteresowanego “nie ma zielonego pojęcia o futbolu”.
- Real Madryt to najsilniejsza i najbardziej wartościowa marka na świecie, klub o największej reputacji na świecie. Dlaczego dziennikarze chcą atakować najbardziej prestiżowy, najwyżej wyceniany i mający najwięcej kibiców klub świata? Przecież to dobro nas wszystkich. Mamy najbardziej wartościową kadrę na świecie. Aż wstyd mi mówić, że wybrano mnie najlepszym prezesem w historii. Są jacyś młodzi ludzie, którzy chcą wystartować? Niech wystartują - mówił, cytowany przez portal RealMadryt.pl.
Perez ogłosił zwołanie przedwczesnych wyborów, chociaż jego obecna kadencja miała zakończyć się dopiero w 2029 roku. Zrobił to, bo wie, że nie ma realnego konkurenta. W poprzednich wyborach nawet nie musiało dojść go głosowania, bo nie zgłosił się żaden inny kandydat. Teraz też nie zanosi się na to, że powstanie jakaś skuteczna opozycja, która zdetronizuje obecnego sternika. W teorii umocni on zatem swój mandat. W praktyce większość wypowiedzianych we wtorek twierdzeń mogła osłabić jego pozycję w oczach kibiców.
Po tak słabym sezonie, zakończonym bez trofeów i w atmosferze absurdalnych konfliktów, fani mogli oczekiwać wyjaśnień. Tymczasem Perez po 30 minutach monologu, kiedy tylko usłyszał, że dziennikarz chce zadać pytanie o kwestie sportowe, przerwał mu, nie wiedząc nawet o jaki temat chodzi. Podkreślił jedynie, że ta konferencja nie jest po to, aby rozmawiać o piłkarzach i trenerach, a o tym, kto chce zdestabilizować klub i wyrwać go z rąk socios. Po dwóch dniach od porażki na Camp Nou, która przypieczętowała mistrzostwo Barcelony, sternik Realu stwierdził, że nie zamierza wypowiadać się o rzeczach związanych z samą piłką. Przecież to absurd.
Nie mogło też zabraknąć tematu sędziów. Perez zapowiedział, że klub przygotowuje 600-stronicowy dokument na temat sprawy Negreiry, który wyśle do UEFA. Kwestia płatności Barcelony na rzecz byłego wiceszefa Komitetu Technicznego Sędziów z pewnością jest skandalem i słusznie zajmuje się tym sąd. Wyrok wydadzą sędziowie, a nie zainteresowane strony. Ale już słowa o tym, że w tym sezonie Real został pozbawiony 18 punktów przez arbitrów są tak dalekie od prawdy, jak to tylko możliwe. Ostatnie tygodnie pokazały, dlaczego różnica punktowa między Barceloną i Realem jest tak duża na korzyść Katalończyków. Niedzielny Klasyk był najdobitniejszym potwierdzeniem, która drużyna po prostu gra lepiej w piłkę.

Trudne sprawy

Perez może być zły na hiszpańską prasę. Ale czy to wina samych dziennikarzy, że Real z niepokojącą regularnością sam dostarczał powodów do krytyki? Przecież to nie jest tak, że złe media próbują atakować krainę mlekiem i miodem płynącą. W ostatnich miesiącach najgłośniej punktowano takie błędy, jak zakończenie projektu pt. Xabi Alonso po pół roku, słabe wyniki Arbeloi, brak kompatybilności na linii Mbappe - Vinicius czy wewnętrzne tarcia, które potwierdziło starcie Fede Valverde z Aurelienem Tchouamenim. Czy cokolwiek z tego było kłamstwem? Nie. Prezes klubu uważa jednak, że problemem nie jest zdarzenie, po którym piłkarz ląduje w szpitalu i z powodu urazu głowy musi pauzować 10-14 dni. Problemem jest wyciek do mediów. Gdyby nie Marca, która jako pierwsza poinformowała o sprzeczce w szatni, pewnie nikt by nie zauważył, że w El Clasico brakuje pewnego Urugwajczyka w składzie wicemistrzów Hiszpanii.
- Jestem tu od 26 lat i nie było sezonu, żeby dwóch albo czterech zawodników ze sobą nie walczyło. Okropne jest to, że to upubliczniono. Piłkarze walczą przez cały rok, odkąd tu jestem. Jak to młodzi ludzie - kopniesz jednego, drugi ci oddaje, a potem dalej się przyjaźnią. Dla mnie wyciek tych informacji jest gorszy, bo sugeruje, że chodzi o coś więcej niż zwykłą kłótnię, a następnego dnia ci piłkarze są już przyjaciółmi i idą razem na kawę - stwierdził, przywoływany przez AS. - Prasa nie powinna mówić, że to, że dwóch facetów się bije, oznacza chaos w Realu Madryt. Co roku się kłócą, właściwie codziennie. I na tym się kończy. Jeśli ktoś z klubu to upublicznia, to jest to gorsze niż kłótnia. Swoją drogą to fantastyczni i bardzo dobrzy faceci - dodał, chwaląc tym samym Valverde i Tchouameniego.
Obserwując Real z boku, można było odnieść wrażenie, że w ostatnim czasie klubem zaczynają rządzić piłkarze. Mogą robić, co chcą, kłócić się, bić, wybierać, za którego trenera będą umierać, a z którym nie chcą już współpracować. Teraz nie ma już żadnych wątpliwości. To prawda. Skoro prezes publicznie bagatelizuje sytuację, w której zawodnik na trzy dni przed El Clasico ląduje w szpitalu w wyniku scysji z kolegą, to oznacza, że z “Królewskimi” jest naprawdę źle. Bardzo źle.
I nie chodzi o to, aby przesadzić w drugą stronę i oczekiwać, że Perez zacznie publicznie krytykować Valverde, Tchouameniego, Arbeloę itd. To naturalne, że jako szef projektu starasz się bronić podwładnych. Ale nie w takich okolicznościach. Real kończy sezon bez trofeum, dosłownie dwa dni temu rozgrywa naprawdę dramatyczny mecz, oddaje jeden celny strzał na Camp Nou, pozwalając rywalowi świętować mistrzostwo. Podziały w szatni są na tyle wyraźne, że dochodzi do aktów agresji. I naprawdę najważniejsze, co chcesz przekazać jako prezes, to że hiszpańska prasa jest nie taka, osoba wynosząca informacje z szatni zostanie znaleziona i ukarana, a przy okazji zwołasz wybory, których wynik jest już znany? W międzyczasie decydując się jeszcze na komentarz, który nie przystoi, że teraz pytanie zada konkretna dziennikarka, bo dziennikarze są bardzo brzydcy. Wiele spodziewaliśmy się po Florentino, ale nie tego. Na pewno nie tego.

Brutalne reakcje

Konferencja Pereza stała się wydarzeniem dnia, a pewnie i tygodnia w Hiszpanii. W świecie pełnym polaryzacji w końcu stała się rzecz niecodzienna. Zjednoczenie. Praktycznie większość komentarzy i ocen pod adresem Florentino jest negatywna. Ze świecą szukać głosów chwalących zachowanie prezesa, który w takim momencie zdecydował się na takie wystąpienie.
- Konferencja Florentino jest żałosna. Teraz rozumiem, dlaczego raz na dziesięć lat wychodzi do mediów - napisał Manolo Lama ze stacji Cope. - Stało się coś bardzo złego. To już nie jest ten Perez, którym był wcześniej - stwierdził Sergio Valentin z esradio. - Jeśli ktoś kocha Florentino, niech wyłączy mu mikrofon - rzucił Moi Llorens z ESPN. - Żadna osoba, której naprawdę zależy na Florentino, nie powinna była pozwolić mu na tę konferencję - wtórował Albert Ortega z El Confidencial. - Nie wiem dokładnie, jaki był sens tego wystąpienia Pereza, ale pozwala to łatwiej zrozumieć, co dzieje się ostatnio w Realu - przyznał Miguel Quintana z Radio Marca.- Myślę, że to najbardziej szalona konferencja, jaką widziałem w życiu. Widząc, co się święci, rzecznik próbował już kwadrans temu zakończyć konferencję, ale Perez woli dalej tkwić w tym po uszy - zauważył na gorąco Jaume Naveira, dziennikarz Movistar. - Nie ma wątpliwości, że sytuacja jest znacznie poważniejsza niż mogliśmy sobie wyobrazić - dodał Ramon Calderon, prezes Realu w latach 2006-2009.
Wypowiedzi Pereza faktycznie tłumaczą wiele problemów Realu. Piłkarze mogą się bić, byle informacje o tym nie wyciekały do prasy. Media nie mogą krytykować za brak trofeów i wewnętrzny chaos, bo mówimy o najbardziej utytułowanym zespole. Sytuacja sportowa nie jest priorytetem, bo trzeba bronić klubu jako organizacji. Jeśli komuś coś nie pasuje, to niech przyjdzie i pokona Florentino w wyborach. Oblężona twierdza na pełnej. Brakowało tylko mostu zwodzonego i fosy z krokodylami między działaczem a dziennikarzami. Złymi, najgorszymi dziennikarzami, warto dodać.
Real jest zbyt dużą marką, aby popaść w kryzys na długie lata. Kapitalna sytuacja finansowa, przychody na poziomie ponad miliarda euro rocznie oraz wciąż niezwykle jakościowa kadra sprawiają, że “Los Blancos” nawet w przyszłym sezonie spokojnie mogą bić się o najwyższe cele. Po ostatnim roku może brzmieć to dziwnie, ale przecież to nie jest tak, że “Królewscy” nie wrócą na szczyt, a Mbappe, Vinicius i Bellingham już nigdy nie poprowadzą drużyny do trofeów. Pozostaje kwestia tego, kto stanie za sterami tej drużyny, czy będzie nim Jose Mourinho, a jeśli tak, to jak dużą władzę otrzyma.
Chociaż po wtorkowej konferencji Madridismo może mieć większe obawy. Nie o piłkarzy. Nie o trenera, który będzie zarządzał piłkarzami. Raczej o prezesa, który sprawuje pieczę nad tym wszystkim.

Dyskusja

Przeczytaj również