Petarda! Hitowy ruch LeBrona stał się faktem. Na tę decyzję czekał cały świat NBA

Petarda! Hitowy ruch LeBrona stał się faktem. Na tę decyzję czekał cały świat NBA
Marty Jean-Louis / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Na tę decyzję czekał cały koszykarski świat. LeBron James po opuszczeniu Los Angeles Lakers wzmocnił Philadelphię 76ers. 41-letni “Król” jeszcze nie myśli o zakończeniu kariery. On chce znów wrócić na tron i zostać mistrzem NBA.
W żadnym innym sporcie 41-latek zmieniający klub nie ma takiego wpływu na potencjalną walkę o najwyższe cele (spokojnie, Cristiano, jeśli w tym okienku przejdziesz do PSG, to zredagujemy ten fragment). LeBron James niedługo rozpocznie swój 24. sezon w NBA, jednak nie zrobi tego tylko po to, aby wyśrubować rekordy i dopisać parę linijek w annałach. Po prostu wciąż mówimy o absolutnie topowym koszykarzu. Może już nie jednym z trzech czy pięciu najlepszych, ale nadal takim, którego większość drużyn chciałaby mieć w składzie ze względu na oferowaną jakość. Tym razem los uśmiechnął się do Philadelphii 76ers.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Kiedy sezon się skończył, myślałem, że to już koniec. Nie byłem gotów, żeby to ogłosić, potrzebowałem trochę czasu, żeby podjąć ostateczną decyzję, ale byłem niemal pewien, że mam za sobą ostatni sezon w karierze. Byłem szczery, kiedy na konferencji powiedziałem, że muszę spojrzeć sobie w oczy i zdecydować, czy nadal kocham tę grę. Cóż, teraz wiem, że kocham ją i wciąż mam wiele do zaoferowania - napisał LeBron. - Ostatnie tygodnie były wyjątkowe, spędziłem mnóstwo czasu w najbliższymi, dzięki czemu mogłem sobie to wszystko poukładać. Nie idę po pieniądze, nie robię tego dla rodziny. Chcę wciąż pracować, poświęcać się, rywalizować, wygrywać i mieć szansę na zdobycie kolejnego mistrzostwa. Wierzę, że mogę pomóc Philadelphii 76ers stać się mistrzowską drużyną - dodał.

Nieśmiertelny

Czasami można odnieść wrażenie, że LeBron gra od zawsze, a NBA bez niego po prostu nie ma. Do niedawna Vince Carter był jedynym zawodnikiem w historii, który spędził 22 sezony w najlepszej lidze świata. Przy czym na finiszu kariery pełnił w Atlancie Hawks raczej funkcję mentora, dobrego ducha szatni. W ostatnim sezonie rzucał raptem pięć punktów na mecz. LeBron w spektakularny sposób przebił długowieczność najlepszego dunkera w historii.
W poprzednim sezonie regularnym LBJ notował średnio 20,9 punktu, 6,1 zbiórki i 7,2 asysty na ponad 50% skuteczności z gry. W play-offach wszedł na jeszcze wyższe obroty, zdobywając ponad 23 punkty na mecz. W pierwszej rundzie PO Lakers musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Luki Doncicia, z powodu problemów zdrowotnych Austin Reaves też przegapił cztery spotkania z Houston Rockets. Cała nadzieja “Jeziorowców” spoczywała na 41-latku. A on to udźwignął, wprowadzając drużynę do półfinałów Konferencji Zachodniej.
W drugiej rundzie poprzedniego sezonu Oklahoma City Thunder zdeklasowała Lakers. Porażka z mistrzami nie była jednak żadnym powodem do wstydu dla LeBrona, który i tak dał z siebie wszystko. W trakcie tamtej serii został pierwszym zawodnikiem w historii, który rozegrał ponad 300 meczów w play-offach NBA. Jest też rekordzistą pod względem zwycięstw i zdobytych punktów. A jego inne osiągnięcia przyprawiają o zawrót głowy. Profil Underdog NBA podał, że James grał przeciwko 37% wszystkich zawodników w historii ligi. 140 aktywnych koszykarzy w NBA urodziło się po jego debiucie w Cavaliers. Najstarszy rywal, z którym się mierzył urodził się w 1962 r. a dotychczas najmłodszy w 2006. Rywalizował na parkiecie z pięcioma trenerami NBA, a od sześciu aktywnie pracujących jest starszy. To wręcz nieprawdopodobne, że tak, grzecznie mówiąc - doświadczony, bardziej bezpośrednio - stary zawodnik wciąż gra na takim poziomie.
- Występy LeBrona są niezwykle imponujące. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek można było zobaczyć coś podobnego. Jego długowieczność jest absolutnie wyjątkowa - zachwycał się Shai Gilgeous-Alexander, MVP dwóch poprzednich sezonów. - To, co robi LeBron, nie jest normalne - wtórował Chet Holmgren, podkoszowy OKC. - Czasami podchodzę do Brona i mówię tylko: “Jesteś szalony” - dodał Austin Reaves, były już kolega z LA.

Bezkrólewie

Skoro LeBron jest tak dobry, dlaczego Lakers go nie zatrzymali? Od dłuższego czasu zapowiadało się na zmianę dowodzenia w Mieście Aniołów. Wystarczy przypomnieć najgłośniejszy koszykarski transfer ostatnich lat, czyli wymianę Anthony’ego Davisa na Lukę Doncicia. Dobry przyjaciel Jamesa został oddany w rozliczeniu za młodszą i lepszą gwiazdę. Umówmy się, nie sprowadzasz 25-letniego wówczas Doncicia, aby liderem drużyny nadal był pan po 40-tce. Bez znaczenia, czy mówimy o najwolniej starzejącym się koszykarzu w dziejach.
W klubowej hierarchii Jamesa wyprzedził nie tylko Słoweniec, ale też 28-letni Austin Reaves. W poprzednim sezonie usage rate weterana wyniósł 27,2%. Był to najniższy wynik w jego karierze, przebijający nawet debiutancki sezon w Cavaliers. O co chodzi w tej statystyce? Krótko mówiąc, o to, jak często dany zawodnik jest wykorzystywany w akcjach ofensywnych, kiedy przebywa na parkiecie. Przez praktycznie 20 lat zespoły “Króla” funkcjonowały w systemie “Bronocentrycznym”. To on miał piłkę i decydował o wszystkim. Czy wjechać pod kosz, czy zagrać pick’n’rolla, czy rozrzucić na skrzydła, a może samemu spróbować sił zza łuku. Pod koniec przygody w Los Angeles musiał zejść z piedestału.
W poprzednich rozgrywkach LeBron indywidualnie prezentował się najlepiej, kiedy Doncić i Reaves leczyli kontuzje. Wtedy znów stał się samcem alfa, co zaowocowało triumfem nad Houston Rockers na inaugurację play-offów. Włodarze wiedzieli jednak, że przyszłość zespołu musi być budowana wokół młodszego pokolenia. Po zakończeniu sezonu najpierw przedłużyli kontrakt z Reavesem (185 mln dolarów za cztery lata gry), a następnie otoczyli Doncicia pasującymi mu zawodnikami, ściągając m.in. Walkera Kesslera, Collina Sextona, Quentina Grimesa czy Sandro Mamukelaszwilego. Dla Brona zabrakło miejsca
- Bycie trzecią opcją nie pasowało LeBronowi. Nie mówił tego zbyt głośno, ale to nie jest jego styl gry - podkreślał Dave McMenamin z ESPN. - Zatrzymanie LeBrona nie było priorytetem Lakers. W pierwszej kolejności klub skupił się na przedłużeniu umowy Reavesa. Następnym krokiem było zakontraktowanie centra, z dwójki Jalen Duren - Walker Kessler padło na tego drugiego. Jamesowi chciano zaoferować to, ile zostanie po sprowadzeniu środkowego. LeBron uznał, że potrzebuje nowego domu. Jego związek z Lakers rozpadł się w sterylnych warunkach - informowała Ramona Shelbourne.

The Decision

Transferowa telenowela z Jamesem w roli głównej trwała przez kilka tygodni. W pewnym momencie był łączony z Golden State Warriors, gdzie mógłby grać u boku Stepha Curry’ego. Przekładając na piłkarski język, to trochę tak, jakby Messi nigdy nie opuścił Barcelony i na stare lata dołączył do niego Ronaldo. Marketingowy strzał w dziesiątkę, ale też wątpliwe szanse na walkę o najważniejsze tytuły. Trudno rywalizować z największymi gwiazdami, kiedy liderzy twojego składu mogliby ubiegać się o główną rolę w serialu “Czterdziestolatek”. Opcja dołączenia do “domu starców” z Currym, Draymonem Greenem i Jimmym Butlerem nie wchodziła w grę.
Innymi możliwościami były drużyny, w których już grał, czyli Cleveland Cavaliers i Miami Heat. Ten drugi zespół “przez przypadek” wrzucił nawet na swój oficjalny kanał zapowiedź transmisji z prezentacji LeBrona. Może był to żart, może atak hakerów, ale na pewno nie dojdzie do powrotu na Florydę. James nie pasowałby do drużyny, której brakuje jakości na skrzydłach i ma bazować głównie na sile duetu Giannis Antetokounmpo - Bam Adebayo. Podobnie Cavs nie byli najlepiej skonstruowaną drużyną pod potrzeby “Króla”. W Cleveland i tak muszą znaleźć sposób na to, jak Donovan Mitchell i James Harden mają podzielić się piłką, aby szczytem marzeń nie było zebranie jak najmniejszego oklepu od Knicks. W poprzednich play-offach Cavs dotarli do finałów Wschodu, gdzie zostali rozbici w czterech meczach przez NYK.
Na dziś trzema najmocniejszymi drużynami w NBA są właśnie świeżo upieczeni mistrzowie z Nowego Jorku, Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs. Pojawiały się pojedyncze plotki o tym, że któraś z tych ekip mogłaby sięgnąć po LeBrona, ale tak naprawdę nie miałoby to większego sensu. Czasami lepsze jest wrogiem dobrego, a posiadając spektakularny skład, nie zawsze potrzebujesz kolejnej gwiazdy. Dlatego James wzmocnił drużynę, która w ostatnich latach nie biła się o tytuły, ale dopiero może dołączyć do tej walki. Transfer do Philadelphii 76ers był najlepszym możliwym ruchem “Króla”.

Pierścienie władzy

Kibice w Filadelfii od kilku tygodni żyją marzeniami. Na początku okresu transferowego Sixers dokonali hitowego ruchu, ściągając Jaylena Browna w rozliczeniu za Paula George’a. Oddali 36-latka, który szczyt formy ma już zdecydowanie za sobą, a sprowadzili mistrza i MVP finałów NBA sprzed dwóch lat. Idealnie wykorzystali to, że Brown nie chciał być dłużej drugą opcją w Bostonie. W poprzednim sezonie mógł być liderem, ponieważ Jayson Tatum leczył zerwanego Achillesa. Po powrocie do gry JT znów odzyskał palmę pierwszeństwa, co nie przypadło do gustu koledze, z którym spędził całą dotychczasową karierę. Pierwotnie Celtics próbowali oddać Jaylena za Giannisa, ale ten ostatecznie wybrał Miami. Z braku laku Boston zaakceptował znacznie gorszą ofertę, pozyskując leciwego Paula George’a. Tymczasem JB dołączył do piekielnie utalentowanego składu, w którym znajdują się Joel Embiid, MVP NBA z 2023 roku, 25-letni Tyrese Maxey, który ma w dorobku nagrodę Most Improved Player, a także 20-letni V.J. Edgecombe, jeden z najlepszych koszykarzy wydraftowanych w 2024 r. Teraz do tej paczki dołącza jeszcze LeBron. Kosmos.
Na papierze piątka Maxey, James, Brown, Edgecombe, Embiid prezentuje się wybitnie. Tu jest wszystko, młodość, doświadczenie, kreacja, skuteczność zza łuku, centymetry pod koszem, pełen serwis. Drobnym problemem może okazać się dość wąska ławka rezerwowych, z której głównie będą wchodzić Anfernee Simons, dobry strzelec i niewiele więcej, czy Kentavious Caldwell-Pope, weteran z dwoma pierścieniami mistrzowskimi na koncie. Może trener Nick Nurse wyciągnie jeszcze jakiegoś asa, ale generalnie siłą Sixers ma być jakość podstawowego składu, a nie szerokość kadry.
- LeBron wybrał najlepszą opcję na Wschodzie. Cavs są słabi, do Heat nie pasował. A Sixers mają elitarne talenty, jak Brown, Maxey, Embiid i dysponujący dużym potencjałem Edgecombe. Zdrowie Embiida jest powodem do niepokoju, ale być może nie będą nawet potrzebowali Joela w szczytowej formie, aby walczyć o tytuł. Ten skład z pewnością oferuje więcej niż Cleveland i Miami - ocenił Kevin O’Connor, dziennikarz Yahoo.
Największe znaki zapytania trzeba postawić przy Embiidzie, który jest bardzo podatny na kontuzje. W trzech poprzednich sezonach zasadniczych rozegrał tylko 92 z 246 meczów. W trakcie kariery miał już problemy chyba z każdą częścią ciała, od kostek, przez naderwane łydki, uszkodzone kolana, bolące plecy, aż po częściowy paraliż twarzy, z którym grał w 2024 roku. Zdrowy 32-latek to bez wątpienia jeden z najlepszych koszykarzy w NBA. Problem w tym, że od wielu lat jest w pełni gotów przez zaledwie kilka miesięcy w sezonie. Wdrożenie Browna i Jamesa do składu też nie musi okazać się receptą na sukces, biorąc pod uwagę, że obaj zmienili barwy, bo nie chcieli być w cieniu innych. Co więcej, nie wiadomo, jak dokooptowanie kolejnych gwiazd wpłynie na rozwój Edgecombe’a i Maxeya. Podsumowując, to nie jest tak, że sezon jeszcze się nie zaczął, a już można koronować Sixers. Ekipa Nurse’a nie jest faworytem, a kandydatem do mistrzostwa, podobnie jak Knicks, Spurs i Oklahoma. Dla fanów Phili, którzy przez dekady musieli cierpliwie czekać na cokolwiek pozytywnego, to i tak znaczy wiele.
76ers ostatnie mistrzostwo zdobyli w 1983 roku. W sporcie tak długa posucha to już niemal prehistoria. W 1984 roku na świat przyszedł jednak LeBron James. I chociaż kilka tygodni temu niewielu by w to uwierzyło, to właśnie on ma być osobą, która spróbuje przywrócić tytuł do Filadelfii. Powrotu Króla do Cleveland czy Miami nie będzie, ale walka o pierścień dopiero się rozpoczęła. Jeden, by wszystkimi rządzić.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Dyskusja

Przeczytaj również