Szósty najdroższy transfer wszech czasów staje się faktem. "To jest szaleństwo"

Szósty najdroższy transfer wszech czasów staje się faktem. "To jest szaleństwo"
/ pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 12:00
Angielskie kluby już kilka razy płaciły ponad 100 mln funtów za środkowego pomocnika, ale dopiero Elliot Anderson ma szansę wbić się do piątki najdroższych transferów w historii obok Neymara, Kyliana Mbappe, Ousmane'a Dembele i Alexandra Isaka. Nottingham Forest wie, że ma perłę w garści, a najlepsze jest to, że mówimy o zawodniku, który poza “bańką” fanów angielskiej piłki wciąż jest zagadką.
Drugi mecz grupowy z Ghaną (0:0) nie wyszedł Anglikom, ale Anderson znowu robił to, co potrafi doskonale. Thomas Tuchel ceni jego intensywność w pressingu i fakt, że na boisku jest praktycznie wszędzie. Już w meczu z Chorwacją (4:2) pokazał, jak kapitalnie potrafi wejść w buty nowoczesnego pomocnika box to box. Znakomicie odbiera, ale jeszcze lepiej drybluje, myśli i podaje. Nie przeszkadza mu to, że ma dopiero 11 występów w kadrze i siłą rzeczy jego medialność nie dorównuje medialności Harry’ego Kane’a, Jude’a Bellinghama czy Declana Rice’a.
Dalsza część tekstu pod wideo

Nowy silnik City

Anderson na mundialu w Stanach właśnie przedstawia się szerszej publiczności. Z drugiej strony każdy, kto śledzi Premier League wie, że nieprzypadkowo Manchester City dopina właśnie transakcję, która według najnowszych informacji Fabrizio Romano ma opiewać na 134 mln euro. Padło już nawet słynne here we go, zatem nic nie powinno się wysypać. Klub z City Ground będzie blisko pobicia rekordu ligi, który rok temu ustanowił Alexander Isak przechodząc z Newcastle do Liverpoolu (145 mln euro). Argumentów jest mnóstwo: choćby unikalna pozycja Anglika, za którą w ostatnich latach kluby płaciły krocie. Declan Rice, Moises Caicedo czy Enzo Fernandez - wszyscy kosztowali ponad 100 mln funtów.
Manchester City po odejściu Bernardo Silvy i przy coraz większej niepewności wokół Rodriego musi zbudować nowe fundamenty. Nowy trener - Enzo Maresca - uparł się na Andersona, który mimo młodego wieku sporo już w piłce przeżył i w każdym środowisku udowodnił, że warto na niego stawiać. W poprzednim sezonie w Nottingham Forest miał czterech menedżerów. Klub mocno obniżył loty, a mimo to 23-latek nie stracił swojej aury. Paradoksem jest to, że jeszcze do niedawna City mocno polowało na Morgana Gibbsa White’a, gwiazdę Forest, przy której cena 65 mln wydawała się odstraszająca. Dzisiaj Manchester jest w stanie zapłacić grubo ponad 100 mln za innego gracza tego zespołu.
- To, co dzieje się wokół mojej osoby jest szaleństwem - mówił Anderson w marcu tego roku. A to przecież było jeszcze przed mundialem i gigantyczną ofertą City.

Majstersztyk transferowy

Thomas Tuchel obserwował go już rok temu podczas finału mistrzostw Europy do lat 21, kiedy Anderson dowodził Anglikami w wygranym finale z Niemcami. Od razu zaświeciła mu się lampka, że pomocnik Forest mógłby być doskonałą “szóstką”, uwalniając w ten sposób ofensywny potencjał Declana Rice’a. Pierwsze powołanie przyszło we wrześniu 2025 roku. Od tego czasu Anderson nie opuszcza zgrupowań kadry, a na mistrzostwach świata stał się wręcz pewniakiem. - Ma pełen pakiet - mówi o nim Tuchel, zwracając uwagę na jego wszechstronność. Anderson w przeszłości był ofensywnym zawodnikiem brylującym za plecami napastników. Często wystawiano go też na skrzydle. Mobilność i umiejętność operowania w wąskich przestrzeniach z każdym sezonem procentują coraz mocniej.
Jego jego historia jest nietypowa, bo przecież mówimy o zawodniku, który dwa lata temu został wypchnięty z Newcastle. Trener Eddie Howe otwarcie mówił, że czegoś takiego w karierze jeszcze nie widział. Anderson nie odszedł dlatego, że był słaby, tylko z powodu finansowych przepisów Premier League (PSR). W Newcastle wszystkie wskaźniki świeciły się na czerwono, trzeba było zbilansować słupki i koniecznie sprzedać wychowanka. Anderson idealnie pasował do tej strategii, choć już wtedy czuć było, że klub traci kogoś ważnego. Wówczas w ramach transakcji do Newcastle powędrował bramkarz Odysseas Vlachodimos. Forest tak naprawdę zapłacili za Andersona jedynie 20 mln funtów. Jeśli sprzedadzą go za 134 mln euro, to będziemy świadkami jednego z największych majstersztyków transferowych wszech czasów.
Jednocześnie, jeśli wspomniana kwota się potwierdzi, będzie to szósty najdroższy transfer w historii futbolu. Więcej, poza wspomnianym Isakiem, kosztowali jeszcze Neymar, Kylian Mbappe, Ousmane Dembele i Philippe Coutinho.

Błysk w Forest

To jest szaleństwo, bo droga Andersona dotąd nie była czerwonym dywanem. Dorastał w Wallsend Boys' Club, czyli w klubie, przez który przewinęli się Alan Shearer, Peter Beardsley i Michael Carrick. Kiedy trafił do Newcastle, szybko został wypożyczony do Bristol Rovers. Po powrocie na St. James’s Park nigdy nie rozegrał pełnego, świetnego sezonu, bo po piętach deptała mu konkurencja, doskwierały też kontuzje.
Dopiero w Forest nabrał pewności siebie. W sezonie 24/25 awansował do półfinału Pucharu Anglii i otarł się o kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Rok później został centralną postacią drużyny i topowym graczem ligi pod względem odbiorów, wygranych pojedynków i kontaktów z piłką. Był też jednym z najczęściej faulowanych graczy. Anderson może nie imponuje niesamowitymi warunkami fizycznymi, ale bardzo ciężko jest zabrać mu futbolówkę.

Maszyna do pressingu

Dzisiaj, kiedy fachowcy patrzą na Anglika, mówią, że to absolutne combo techniki, inteligencji i motoryki. Tuchel chwali go za to, jak szybko zmienia kierunek biegu. Bardzo dobrze przewiduje, gdzie za chwilę pojawi się wolna przestrzeń, a do tego jest maszyną do pressingu. W meczu z Chorwacją była sytuacja w 88. minucie, kiedy wrócił się przez całe boisko, żeby odebrać piłkę, choć jego zespół prowadził 4:2, a gra zmierzała do końca. Ostatnio panuje przekonanie, że Anderson na mundialu może być barometrem całej Anglii. Jeśli on gra dobrze, to automatycznie dobrze gra też cały zespół.
- Jego w ogóle nie krępuje ta nowa presja. On po prostu kocha grać w piłkę. Myślę, że gdyby nie grał dla Forest albo z Anglią na mundialu, to kopałby teraz z kolegami na osiedlu - powiedział Glenn Whelan, który pamięta Andersona z Bristol Rovers. To właśnie jest fenomen nowego pomocnika Anglików. To nie jest hype zbudowany przez agentów i działy marketingu. Bardziej zwykła wypadkowa nietypowej drogi jednego z najlepszych pomocników swojego pokolenia. Warto mieć na niego lupę, bo najlepsze dopiero przed nami.

Dyskusja

Przeczytaj również