Pierwszy raz zostaną mistrzami świata? "Kto się postawi takiej ekipie?"

Pierwszy raz zostaną mistrzami świata? "Kto się postawi takiej ekipie?"
ph. FAB / shutterstock
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 19:30
O nadchodzących mistrzostwach świata i ich klimacie, Giannim Infantino i jego politycznych dojściach, ale też sportowej stronie mundialu - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinki cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo
Za nic w świecie nie mogę zapaść na mundialową gorączkę. Ani nie czekam w podnieceniu na inaugurację mistrzostw świata, ani też nie ekscytuje mnie typowanie faworytów, szukania kandydatów na króla strzelców turnieju mistrzowskiego, po prostu spokojnie czekam na turniej-moloch i tyle… Dla człowieka, który w pełni i świadomie obserwował finały mistrzostw świata od 1970 roku, takie wyznania mogą być objawem starczego znudzenia obserwacji współczesnej piłki nożnej. Wiadomo, że gdyby nasi szykowali się do tych mistrzostw w Arłamowie, albo gdzie indziej, patrzyłbym na to inaczej. Ale nie ma naszych i tyle! “Piękna porażka” barażowa w Sztokholmie i przejście nad tym do porządku dziennego skutecznie ostudziła emocje i podziałała jak porządny antybiotyk na mundialową gorączkę. Cynicy i złośliwcy powiedzą, że to lepiej, bo i tak zagralibyśmy w finałach te słynne polskie trzy mecze: inauguracja, mecz o wszystko i pożegnanie… Prawda bolesna, ale dobrze też nam znana z niejednych finałów.
Kiedy tak słucham i czytam wynurzenia niektórych komentatorów zapowiadających największą piłkarską imprezę świata, to mam wrażenie, że … to się nie może udać. 48 reprezentacji, mecze w Meksyku, Kanadzie i USA. Kontynent (zwłaszcza i przede wszystkim USA) - poza Meksykiem - dość wstrzemięźliwy, jeśli chodzi o miłość do futbolu. Jak mawiał mi kiedyś słowacki dziennikarz “to ne je futbolowa kraina...”. Te słowa dotyczyły Szwecji w 1992 roku, wtedy organizatora finałów mistrzostw Europy. W Stanach wiadomo – króluje koszykówka, baseball, hokej, futbol (nie mylić z soccerem), a może i nawet MMA, tylko nie sport, którym podnieca się pół świata. I to w kraju, gdzie są tak liczne diaspory jak włoska, anglosaska, niemiecka czy nawet polska. Amerykanie zawsze niezależni, zawsze innowacyjni, sami wymyślali sporty i je uprawiali.
Z bliska obserwowałem finały mistrzostw świata w 1994 roku na amerykańskiej ziemi. Dobra organizacja, sprawność gospodarzy, wysoki poziom sportowy, ale miałem wrażenie, że wszystko to przypomina kilka tygodni atrakcyjnych występów takiego objazdowego cyrku, który po finale (Brazylia – Włochy, pamiętacie?) zwinął swoje namioty, załadował się na wozy i pojechał dalej. A w Stanach mało kto chyba się szczególnie wzruszył i zatęsknił za kolejnym futbolowym cyrkiem. Za kilka dni znowu namioty rozstawi się i będzie show. Poza tym w ostatnich miesiącach USA nie ma tak zwanej dobrej prasy. No bo działalność prezydenta Donalda Trumpa, wspieranie Izraela, konflikt w Iranie i nie tylko… To też są argumenty, które każą nabierać dystansu do amerykańskiego turnieju. Oczywiście nie demonizowałbym polityki Trumpa i wpływu na przebieg mundialu, ale dla wielu to nieszczęsny związek pomiędzy piłkarskim świętem a polityką światowego mocarstwa.
Gianni Infantino szefujący imperialnie i niepodzielnie FIFA jest niezwykle doświadczonym politykiem, nie działaczem ani genialnym menedżerem, tylko właśnie sprawnym globalnym politykiem. Umiał dogadać się z Władimirem Putinem i zorganizowano finały MŚ w 2018, porozumiał się z rodziną królewską Al. Thani w Katarze i odbył się Mundial 2022 właśnie w tym kraju. A teraz Trump i amerykańskie finały. Jestem przekonany, że Grande Gianni badał sytuację, czy można zagrać finały mistrzostw świata w… Chinach. Musiał już być na audiencji u Xi Jinpinga – przywódcy Chin. Lubi Infantino mocnych ludzi w światowej polityce i nie waha się wykorzystać tego dla dobra futbolu.
A może coś o piłce? Chciałbym, by Portugalia sięgnęła po mistrzostwo świata. Bo kiedy na boisko wybiegną w jednej jedenastce Cristiano Ronaldo, Rafael Leao, Goncalo Ramos, Vitinha, Joao Neves, Bruno Fernandes czy Bernardo Silva, prowadzeni przez trenera Roberto Martineza, to kto takiej ekipie się postawi? No kto?
Nie chciałbym, by jednak był to turniej “zmęczonych gwiazd”, umordowanych ciężkim sezonem i grą w ligach, pucharach, reprezentacji. Bo wtedy wygrać może ktoś zupełnie nieoczekiwany. Dlaczego nie w sumie? Niech to będzie np. Norwegia.

Dyskusja

Przeczytaj również