"Pierwszy wyłom w polskim murze". Gorąco w meczu Porto, dobre wieści dla Pietuszewskiego
Słodko-gorzki występ Jakuba Kiwiora, poprawny Jana Bednarka i absencja Oskara Pietuszewskiego. To polski kontekst zremisowanego 1:1 meczu FC Porto z Viktorią Pilzno. Brak tego ostatniego, biało-czerwonego ogniwa, wicemistrzowie Portugalii odczuli najbardziej.
Jaki debiut w zeszły weekend zaliczył Oskar Pietuszewski - wszyscy wiemy. W naprawdę skomplikowanym ligowym spotkaniu z Vitorią Guimaraes pokazał, że należy do bardzo wąskiego grona najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy Ani przez moment nie okazał strachu, wchodząc na murawę przy bezbramkowym wyniku, gdy gra jego drużyny kompletnie się nie układała. Wykonał kilka udanych dryblingów, wywalczył karnego, odblokował zamknięty mecz.
Na kolejny z jego udziałem trzeba będzie poczekać do następnej kolejki Ligi Portugal, bo w fazie ligowej Ligi Europy nie wystąpi. Zgłoszony do kadry może zostać dopiero przy okazji fazy pucharowej. Warto uspokoić kibiców, nie powinno być z tym żadnych kłopotów. Z listy, która ma zostać dostarczona UEFA do 5 lutego, zostaną bowiem wykreśleni Pedro Lima, wracający do Wolves z wypożyczenia, oraz kontuzjowany Luuk de Jong.
Sytuacja po zimowym oknie
Oprócz Pietuszewskiego na listę do fazy pucharowej zostanie również bez wątpienia wpisany Thiago Silva, najnowszy nabytek FC Porto. Przybycie brazylijskiej, ale też europejskiej piłki, mogło mocno skomplikować dalsze funkcjonowanie w zespole dwóch polskich stoperów. Były gracz m.in. Chelsea i PSG przyjechał na Dragao, wszedł dosłownie na dwie sesje treningowe i od razu został wystawiony do podstawowego składu i pomógł FC Porto pokonać Benficę u siebie i Vitorię w Guimaraes.
W tym pierwszym zmusił Kiwiora na przestawienie się do roli lewego obrońcy, w drugim posadził Bednarka na ławkę rezerwowych (choć ex-gracz Southampton i tak skarżył się na drobny uraz). Podobnie jak wszyscy Polacy on także miał wejście, nomen omen, smoka. Po 41-latku nie widać zupełnie oznak upływu lat. Ale w czwartkowy wieczór przeciwko Viktorii Pilzno Brazylijczyk, analogicznie jak Pietuszewski, pozostał w niewykorzystanej talii kart, a szkoleniowiec znów mógł przywrócić “polski mur” na europejską scenę.
Można powiedzieć, że dwaj stoperzy spod znaku białego orła tak dobrze ze sobą współpracują, że z powodzeniem graliby z zawiązanymi oczami. Nawet jeśli obaj zaliczają debiutancki sezon w Portugalii. W starciu z Czechami znów mieli stanowić dwa cenne atuty dla obrony bramki Diogo Costy, ale jednak w tym murze pojawiły się pierwsze wyłomy.
Kiksy w tyłach…
Przed spotkaniem Jakub Kiwior mówił, że “pogoda w Pilźnie będzie mroźna, ale na boisku powinno być gorąco”. Mróz był, ale obrońcy samemu zabrakło zimnej krwi. W czwartej minucie “wsadził na minę” swojego bramkarza, ten w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg napastnika, a to zapoczątkowało fatalne domino, które finalnie doprowadziło do fantastycznego strzału Lukasa Cerva. Gol, który przynajmniej częściowo poszedł na konto reprezentanta Polski.
Niedługo potem nie popisał się drugi raz, gdy łatwo został wyprowadzony w pole przez Denisa Visinskiego. Czeski napastnik mając na plecach Kiwiora lekko “dziubnął” sobie futbolówkę, mijając zaskoczonego obrońcę, po czym oddał strzał. Na szczęście przed utratą drugiego gola gości uratowały… plecy Bednarka.
Defensywne wpadki poszły w niepamięć pod koniec pierwszej połowy. Przy rzucie rożnym dla Porto Kiwior najwyżej wyskoczył do dośrodkowania, uderzył głową, a później… no właśnie. Na powtórkach można było tylko domniemywać, ale sędzia VAR jasno wykazał, że kapitan Viktorii Pilzno stojąc na linii bramkowej wygarnął piłkę ręką, co w efekcie doprowadziło do podyktowania rzutu karnego i pokazania czerwonej kartki Matejowi Vydrze. Polak zmazał plamę, ale jedenastka została zmarnowana. Samu fatalnie przestrzelił.
… i gaz w ataku
Generalnie Kiwior cały czas przejawiał chęć grania do przodu. Chwilę wcześniej zdecydował się na indywidualną akcję od środka boiska. Urwał się całej drugiej linii rywala, z łatwością wszedł w pole karne i gdyby tylko jego podanie było odrobinę bardziej precyzyjne, Portugalczycy mogliby się cieszyć z wyrównującej bramki. Znów pokazał, że ma predyspozycje do posuwania akcji do przodu i trener Porto mu na to pozwala.
W drugiej połowie Czesi koncentrowali się już wyłącznie na zabetonowaniu swojej bramki, więc aktywność zarówno Bednarka, jak i Kiwiora. dotyczyła wyłącznie akcji zaczepnych. Ponownie okazało się, że nieprzypadkowo trener Arsenalu Mikel Arteta bardzo sobie cenił postawę tego drugiego. 25-latek dwukrotnie świetnie odnajdywał swoich kolegów celnymi, długimi pasami, ale długo brakowało wykończenia. W końcu, w 90. minucie jedno z takich podań dotarło do Deniza Gula, który zdobył bramkę na 1:1. Wyrwaną, wymęczoną, ale sprawiedliwą.
Porto miało apetyt na trzy punkty, ale głównie biło głową mur, nie potrafiło wykorzystać gry w przewadze i gołym okiem było widać, że brakuje kogoś, kto mógłby niebanalnym zagraniem albo dynamicznym dryblingiem otworzyć sobie przestrzeń do prostokąta czeskiego bramkarza. Samu po beznadziejnym wykonaniu karnego przez resztę spotkania snuł się po murawie, totalnie zawodził Borja Sainz, bezpośredni konkurent Pietuszewskiego o plac. Innymi słowy, gdyby Farioli mógł wypuścić w bój polskiego skrzydłowego, można być pewnym, że ten dostałby dzisiaj szansę. W związku z tym należy zakładać, że 17-latek w poniedziałek wyjdzie na ligowe starcie z Gil Vicente.
Remis delikatnie oddalił Porto od bezpośredniego awansu do 1/8 finału Ligi Europy, ale to paradoksalnie oznacza, że “Smoki” będą mogły wcześniej skorzystać ze wszystkich Polaków, jakich mają w kadrze. Już przy okazji barażów o fazę pucharową. Wcześniej podopieczni Fariolego rozegrają ostatni mecz. Za tydzień zmierzą się z Rangers, którzy już wcześniej praktycznie pogrzebali swoje szanse na europejskie występy tej wiosny.