Piłkarski geniusz zmienia klub! Ogromna strata dla giganta. Na pożegnanie MVP sezonu?

Piłkarski geniusz zmienia klub! Ogromna strata dla giganta. Na pożegnanie MVP sezonu?
News Images / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 11:00
Ukochany piłkarz Pepa Guardioli od 2017 roku opuścił raptem dziewięć spotkań. Bernardo Silva przez lata był jak koktajl: mieszał technikę z pracowitością, obstawiał kilka pozycji i jeszcze robił za lidera. Wojownik z duszą artysty za chwilę pożegna Anglię, ale zanim to zrobi, ma ochotę narobić jeszcze trochę szumu. Nie byłoby świetnej wiosny Manchesteru City, gdyby nie “bubble gum” z Portugalii.
Gumą do żucia nazwał go kiedyś Benjamin Mendy w czasach Monaco. Na treningach nikt nie mógł odebrać mu piłki, tak bardzo miał ją przyklejoną do stopy. Już wtedy mówiono, że jest inny niż reszta, bo niby mieszka w Księstwie, a ma kawalerkę bez zmywarki, nie kupuje drogich zegarków i odpycha ludzi, którzy chcą mu wcisnąć Ferrari. Kiedy w 2017 roku Monaco ograło City w Lidze Mistrzów, Guardiola od razu wiedział. Jak sam potem mówił: chciał mieć tę bestię, bo myślała szybciej niż inni i zawsze była krok naprzód.
Dalsza część tekstu pod wideo

Status legendy

Dziewięć lat później Bernardo Silva jest sześciokrotnym mistrzem Anglii. Wygrał Ligę Mistrzów, a pod względem występów (452) w błękitnej koszulce przebił Kevina De Bruyne i Davida Silvę. Wyprzedzają go tylko ludzie, którzy mają czarno-białe zdjęcia, albo nie mają ich w ogóle. Guardiola mówi o Bernardo wprost: nigdy nie narzeka i zawsze jest dostępny. Hiszpan wielokrotnie nazywał go swoją “słabością”, a potem też ulubionym piłkarzem. W ustach trenera, który bardziej lubi dokręcać śrubę niż wylewać lukier, te słowa mają jeszcze większą wartość.
Gdyby dziś Guardiola miał jeden głos na piłkarza sezonu, bez wątpienia oddałby go na Silvę. Świetna wiosna Manchesteru City ma twarz wątłego Portugalczyka. W hicie z Arsenalem (2:1) był tym, który kreuje i odbiera. To on deptał po piętach Declanowi Rice’owi, stworzył przestrzeń Rayanowi Cherkiemu przy bramce, a potem jak wściekły wracał za Kaiem Havertzem, kiedy Niemiec mógł wyjść sam na sam z bramkarzem. Erling Haaland po meczu porównał Silvę do Fabio Cannavaro - to znowu ukłon w kierunku jego wszechstronności, która przez dziewięć lat nie zawsze świeciła na pierwszym planie, ale zawsze była fundamentem sukcesów Manchesteru.

Główka pracuje

Kiedy po sezonie pożegna się z Anglią, bo już to zapowiedział, zostawi po sobie to samo, co zostawiali Vincent Kompany czy Kevin de Bruyne. Bernardo Silva będzie stał z nimi w jednym szeregu jako legenda klubu. Bywały lata, kiedy w trudniejszych momentach ktoś nazywał go reliktem dawnej epoki, zarzucał mu hamowanie czegoś nowego i ekscytującego. A on za każdym razem zamykał wszystkim buzie. Był dowodem na to, że futbol zaczyna się w głowie, a nie w nogach.
W tym sezonie jest jedynym w drużynie, który wystąpił w każdym ligowym meczu. Przebiegł najwięcej kilometrów - drugi Erling Haaland ma o 40 km mniej, to praktycznie jeden maraton. Silva króluje też w statystyce przebiegniętego dystansu w pojedynczym meczu - w rankingu siedmiu najlepszych wyników w całej lidze, aż cztery należą do niego. A przecież nie jest tylko pracusiem. To piłkarz, który uwielbia grać pionowo, szuka małych przestrzeni i przewag dla drużyny. Jego liczby w tym sezonie nie są liczbami, które zwykle ma zawodnik żegnający się z klubem. Te dane są danymi faceta na absolutnym topie.

Styl Scholesa

- Przez wiele lat go nie lubiłem, a teraz go kocham - powiedział w tym sezonie Pepijn Lijnders, asystent Guardioli, który wcześniej pracował z Juergenem Kloppem w Liverpoolu. – Uwielbiam to, jak czuje grę. Wie, kiedy się cofnąć, kiedy zrobić asekurację albo samemu ruszyć z akcją. On robi to autopilocie — dodawał holenderski trener.
Często mówi się, że praca Bernardo jest zbyt subtelna i zbyt inteligentna, by przeciętny kibic mógł ją docenić w czasie rzeczywistym. Nigdy nie będzie piłkarzem z okładek, ale to o nim Guardiola mówi: “Chciałbym mieć jedenastu Bernardo Silvów”. Nie dlatego, że strzeliliby więcej niż inni, ale dlatego, że nigdy nie przegraliby meczu.
Można go spokojnie nazwać centrum grawitacji. Dawniej kimś takim w Manchesterze United był Paul Scholes - nieprzypadkowo Gary Neville w studio Sky Sports zestawił te dwie postaci. Obaj nigdy nie walczyli o blask reflektorów, choć ten i tak w końcu ich dopadł. Guardiola o żadnego piłkarza nie zabiegał tak bardzo, kiedy ten chciał odchodzić, a Silva z zamiarem odejścia nosił się kilka razy. Niedawno wyrównał rekord zwycięstw Davida Silvy, który grał na Etihad przez dekadę. Jego “dostępność” jest legendarna w świecie, gdzie piłkarze co chwilę wypadają z powodu urazów i narzekają na rozciągnięty kalendarz. Silva nigdy nie robił z tego zagadnienia, choć akurat w City nigdy nie było zmiłuj.

Walka o plebiscyt

Manchester w ostatnich latach wiele razy tracił ważne postacie: odchodził Sergio Aguero, a potem też Fernandinho. Następnie Ilkay Gundogan, De Bruyne czy Kyle Walker. Guardiola umiejętnie tym zarządzał, wiedząc, że zawsze może polegać na Silvie. To również dzięki niemu City umiało prosperować w tych zmieniających się realiach. Portugalczyk grywał jako fałszywa dziewiątka, prawoskrzydłowy, defensywny pomocnik, a czasem nawet jako boczny obrońca, gdy ścierał się z Bukayo Saką.
- Nie jest najszybszym graczem świata, ale zawsze wie, czego wymaga dana akcja - chwali go Guardiola. Ustawienie go trochę głębiej na boisku jeszcze mocniej podkreśliło cechy świetnego dyrygenta.
W tym momencie Manchester City najgorsze w tym sezonie ma już za sobą. Wygrzebał się mentalnie i fizycznie. Wiosną ogrywa wszystkich jak leci i wygląda na drużynę bardziej gotową na mistrzostwo niż Arsenal. Jeśli wygra w środę z Burnley, pierwszy raz od siedmiu miesięcy wyprzedzi “Kanonierów”. Potem zostanie pięć kroków do mistrzostwa, w tym trudny wyjazd na Bournemouth. Silva nadal ma szansę na potrójną koronę - w roli kapitana zespołu dokonali tego tylko Gundogan i Kompany.
Byłaby to piękna puenta. Do tego cały czas trwają dywagacje nad zawodnikiem całego sezonu. Silva najbliżej sukcesu był w rozgrywkach 2018/2019, kiedy zajął trzecie miejsce. Dzisiaj w gronie faworytów wymieniani są Bruno Fernandes, Declan Rice albo Erling Haaland. Ale Bernardo Silva też pojawia się w dyskusjach. Jeśli do końca sezonu Manchester City nie zrobi fałszywego kroku, ten rok powinien być rokiem Silvy.
A co później? Jeszcze nie wiadomo. Mówi się o ofertach ze strony Juventusu czy Galatasaray, ale Portugalczyk na pewno nie będzie narzekał na brak zainteresowania.

Dyskusja

Przeczytaj również