Piłkarskie imperium wycofuje się z klubu! "To dla nas druzgocąca informacja"
Choć Indie są najludniejszym krajem świata, tamtejsza piłka nożna od lat pozostaje na dalekich peryferiach. Zmienić miała to Indian Super League, ale jej ostatni mecz odbył się blisko rok temu. W dodatku jeden z najważniejszych klubów w kraju właśnie stracił inwestora - i to nie byle jakiego. Przyszłość całego futbolu stanęła tam pod dużym znakiem zapytania.
To miało być piłkarskie Bollywood - pełne gwiazd, blichtru i emocji. Indian Super League (ISL) ambitnie podchodziła do swoich planów. W ich realizacji miały pomóc mocne nazwiska oraz silne kluby. Do nich już od samego początku zaliczało się Mumbai City FC. Potencjał ekipy wywodzącej się z jednego z największych miast naszej planety docenił nawet tak światowy gigant jak City Football Group (CFG). Teraz, w związku z wycofaniem się tego wielkiego inwestora, nad projektem z Bombaju zgromadziły się jednak czarne chmury. Podobnie zresztą jak nad samą ligą i całą indyjska piłką.
Nadszarpnięte imperium
Początki Mumbai City sięgają 2014 roku, kiedy wystartował też inauguracyjny sezon Indian Super League. Wówczas o “Wyspiarzach” (Bombaj położony jest na wyspie Salsett) zrobiło się głośniej z uwagi na zakontraktowanie Nicolasa Anelki i Freddiego Ljungberga. Francuz w swoim drugim sezonie został zresztą nawet grającym menedżerem zespołu, ale na pierwsze poważne sukcesy trzeba było poczekać nieco dłużej - konkretnie do momentu, kiedy klub trafił w ręce City Football Group. Właściciel Manchesteru City w listopadzie 2019 przejął 65 procent udziałów w indyjskim klubie. To właśnie wtedy na Mumbai Football Arena rozpoczęła się zupełnie nowa era, która miała w kolejnych latach przynieść szereg trofeów, ale także istotnych zmiany poza boiskiem.
- Wejście City Football Group było ważnym wydarzeniem nie tylko dla mojego klubu, ale tak naprawdę całej piłki nożnej w naszym kraju. Ich pojawienie się wprowadziło profesjonalizm i doprowadziło Mumbai City do sukcesów oraz stworzyło ścieżkę kariery dla piłkarzy i trenerów. To właśnie w tym czasie trafili do nas świetni zagraniczni zawodnicy z innych zespołów CFG. Trenerzy, którzy później sięgnęli z nami po trofea, wcześniej pracowali np. w Melbourne City. Nasi rodzimi gracze mieli natomiast okazję trenować z europejskimi ekipami z portfolio grupy. To miało kolosalne znaczenie dla ich rozwoju. Informacja o wycofaniu się naszego dotychczasowego właściciela była dla nas wszystkich druzgocąca - mówi nam Ambuj Pandey, zagorzały kibic Mumbai City.
Rozkwit “The Islanders” pod batutą CFG był możliwy nie tylko dzięki pokaźnym funduszom, którymi dysponuje spółka zarejestrowana w Wielkiej Brytanii, ale wspierana finansowo przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. City Football Group przede wszystkim zapewniło Hindusom odpowiednie know-how na wielu płaszczyznach dotyczących nie tylko zarządzania wielkim klubem piłkarskim, ale także szkolenia młodzieży czy kwestii pozyskiwania sponsorów. Do tego pojawiły się też wreszcie sukcesy sportowe. W sezonie 2020/2021 zespół sięgnął jako pierwszy w historii Indian Super League po dublet. Zdobył ISL League Shield, gromadząc najwięcej punktów po fazie zasadniczej, a także ISL Cup - puchar dla zwycięzcy play-offów. Później do klubowej gabloty owe trofea trafiły jeszcze po razie, a City zapisało się też w historii indyjskiego futbolu jako pierwsza drużyna, która wygrała mecz w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Te osiągnięcia nie powstrzymały CFG przed wycofaniem się z klubu wraz z końcem 2025 roku.
- Decyzja CGG wynikała z dwóch powodów. Po pierwsze, pomimo dużych sukcesów, ich inwestycja nie przełożyła się na oczekiwany wzrost popularności wśród kibiców i rozpoznawalności marki w Bombaju, który jest bardzo konkurencyjnym rynkiem sportowym. Po drugie - i co ważniejsze - dużą rolę odegrały chaos i niepewność panujące w indyjskiej piłce nożnej. Brak jasności co do terminarza rozgrywek, struktur ligi i sposobu zarządzania nią - to wszystko sprawiło, że tak globalna organizacja jak CFG nie widziała już dłużej sensu dla funkcjonowania w tym ekosystemie. Tej sytuacji można było uniknąć, gdyby ISL rozpoczęła się zgodnie z planem, a CFG mogłaby wówczas ściślej współpracować z FSDL. Kiedy jednak w grudniu wciąż nie było wiadomo, kiedy liga w ogóle się rozpocznie, nie było innego wyboru jak tylko odsprzedać swoje udziały w klubie - tłumaczy w rozmowie z nami Ashish Negi, współzałożyciel indyjskiego serwisu sportowego Khel Now.
Chaos czy sabotaż?
Problemy indyjskiego futbolu wynikają z dokumentu zwanego “Master Rights Agreement”. W 2010 roku All India Football Federation (AIFF), czyli indyjska federacja piłkarska, związała się 15-letnią umową o takiej nazwie ze spółką IMG-Reliance, znaną potem jako Football Sports Development Limited (FSDL). W myśl porozumienia FSDL zyskało prawo do monetyzacji indyjskiego futbolu, co cztery lata później doprowadziło do powstania ISL. Początkowo był to jedynie kilkutygodniowy turniej i dopiero w 2019 roku przekształcił się w regularne rozgrywki ligowe. Pierwotnie ISL funkcjonowała obok I-League, ale w sezonie 2022/2023 stała się jedyną najwyższą klasą rozgrywkową w Indiach. Problem w tym, że w grudniu umowa AIFF z FSDL wygasła i mimo wcześniejszych negocjacji nie została przedłużona.
- Obecna sytuacja w indyjskiej piłce nożnej jest bardzo napięta i trudna do rozwiązania, Indian Super League wciąż się jeszcze nie rozpoczęła, a kluczowi inwestorzy niektórych klubów wycofują się z nich. Nie tylko inwestorzy, ale także zagraniczni piłkarze opuszczają ISL, ponieważ nie ma pewności co do przyszłości rozgrywek. Odejście City Football Group z Mumbai City to duży cios dla naszego futbolu. Przez sześć ostatnich lat CFG było dla tego klubu prawdziwym filarem. Ta decyzja nie może jednak dziwić, bo nikt nie chce przecież pracować w kraju, w którym panuje niepewność co do przyszłości całej ligi - mówi w rozmowie z nami indyjski youtuber sportowy, Mehar Sodhi.
Federacja próbowała jakoś zaradzić tej sytuacji. Jeszcze przed wygaśnięciem umowy z FSDL ogłosiła przetarg na wybór nowego partnera komercyjnego. Sęk w tym, że nikt się nie zgłosił - głównie dlatego, że związek w ramach współpracy nie zaoferował żadnych udziałów w lidze i nie nakreślił też potencjalnym inwestorom jakiejkolwiek ścieżki zwrotu wyłożonych przez nich środków. Skutki są tragiczne - według doniesień medialnych w kasie AIFF zostało tylko 19 milionów rupii (niecałe osiem milionów złotych), a przecież brak startu nowego sezonu ISL generuje kolejne straty. To niejedyny problem AIFF, bo od 2017 prowadzi on też batalię prawną przed Sądem Najwyższym w związku z nieścisłościami dotyczącymi wewnętrznych regulacji, co doprowadziło nawet w 2022 roku do czasowego zawieszenia przez FIFA.
- To bardzo frustrujące, bo my - fani indyjskiej piłki nożnej - stanowimy i tak stosunkowo małą grupę ludzi, którzy z pasją śledzą krajowe rozgrywki. Teraz nie mamy nawet tego. Wszystko przez niekompetentną federację, której brakuje dobrej woli, zrozumienia finansów oraz po prostu wiedzy na temat tego sportu. Uważamy ich za ignorantów, którzy chcą pozostać na swoich stanowiskach, a przez to sabotują cały system. W ostatnich latach największe korporacje zainwestowały spore pieniądze, aby przywrócić indyjski futbol do życia. Teraz wszystko stoi w miejscu, a wszelkie ambicje, aspiracje i ewentualne inwestycje pozostają zagrożone - opowiada Pandey.
Najgorszy moment od lat
Pod znakiem zapytania stoi też oczywiście przyszłość samego Mumbai City. Niedawno klub rozwiązał za porozumieniem stron kontrakt z Tirim. W kadrze wciąż znajduje się jeszcze trzech obcokrajowców, w tym wychowanek FC Barcelony, Jon Toral, ale zapewne oni także nie będą dłużej chcieli pozostawać w takim zawieszeniu. Również rodzimi piłkarze nie mogą już czekać na wznowienie rozgrywek. Coraz więcej apelów dochodzi też ze strony sędziów i innych osób, które od miesięcy pozostają pozbawione regularnych dochodów. Problem nie dotyczy bowiem samego Mumbai City, lecz całego środowiska.
- Każdy poważny inwestor zrobiłby to samo co CFG, szczególnie biorąc pod uwagę cały ten bałagan panujący w AIFF. Jeśli federacja w dalszym stopniu będzie funkcjonować tak, jak dotychczas, żaden poważny podmiot nie zainwestuje tu choćby grosza, nie mówiąc już o jakichś milionach. Przyszłość Mumbai City pozostaje niepewna, podobnie zresztą jak dalsze losy innych zespołów ISL i samych rozgrywek. Przy klubie wciąż działają bardzo oddani właściciele - Ranbir Kapoor i Bimal Parekh - ale nie zapominajmy, że to osoby prywatne, więc trudno będzie im samodzielnie utrzymać cały klub. Jeśli liga przetrwa, być może będą w stanie jednak pozyskać inwestorów z zewnątrz - mówi Pandey.
Na razie kluczowy jest właśnie powrót na ligowe boiska. Pierwotnie nowy sezon ISL miał przecież rozpocząć się już we wrześniu. Opóźnienie, które wynika z komplikacji prawnych, nieudanych negocjacji dotyczących nowej umowy komercyjnej oraz wątpliwości co do samej jakości zarządzania rozgrywkami, ma wpływ nie tylko na sytuację finansową całej indyjskiej piłki. Cierpi na tym również reprezentacja, bo jej kadrowicze nie mogą liczyć na regularną grę, co miało wyraźny wpływ w ostatnich miesiącach na ich postawę - od września wygrali tylko jedno z siedmiu spotkań. Ostatnio pojawiło się jednak światełko w tunelu. Ministerstwo Spraw Młodzieży i Sportu ogłosiło, że rozgrywki wystartują 14 lutego. I według zapewnień polityków - ma w nich wziąć udział komplet 14 zespołów.
- To najgorszy moment indyjskiego futbolu od lat, choć to oznacza, że teraz można się już tylko odbić w górę. Najbliższe miesiące będą zresztą kluczowe dla losów całej indyjskiej piłki. Na grudzień zaplanowano wybory w AIFF, które mogą wnieść trochę świeżości. Zanim w ogóle będziemy mogli mówić o jakichś długofalowych ambicjach - takich jak np. awans reprezentacji na mistrzostwa świata - najpierw potrzeba stabilizacji w krajowym futbolu. Na razie jedynym pozytywem są występy kobiecych drużyn narodowych. Kadry U-17 i U-20 zakwalifikowały się na Puchar Azji. Jeśli wskutek dobrego występu na tej imprezie któraś z nich awansowałaby na mundial, byłby to przełomowy moment dla piłki w Indiach. Futbol w naszym kraju potrzebuje bowiem takiego impulsu - podsumowuje Negi.