Niebywałe, kto mógł trafić do Ekstraklasy. Wciąż jest liderem mocnej reprezentacji

Niebywałe, kto mógł trafić do Ekstraklasy. Wciąż jest liderem mocnej reprezentacji
Marcello Zambrana / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynWczoraj · 19:00
James Rodriguez przemierzył trzy kontynenty i reprezentował barwy 12 zespołów. Ostatni rozdział w Meksyku zakończył się fiaskiem. Pozbawionym emocji wpisem na oficjalnej stronie Clubu Leon: “Kontrakt został wygaszony. Dziękujemy za twój wkład”. Zegar do rozpoczęcia mistrzostw świata tyka, ale jemu się nie spieszy. Wciąż jest bez pracodawcy, choć jego przedstawiciele zgłaszali się nawet do… Cracovii i Wieczystej.
James Rodriguez nie ma klubu, jest po kilku raczej średnich lub kiepskich latach, a mimo to nadal stanowi oś reprezentacji i całego kolumbijskiego społeczeństwa. Za każdym razem, gdy jego przyszłość piłkarska zaczynała być bardzo mglista, on dostawał od swoich kibiców i trenerów kadry narodowej potężny kredyt zaufania. I to trzeba mu oddać: nigdy go nie wyczerpał.
Dalsza część tekstu pod wideo

Serce oddane reprezentacji

Bramka zdobyta przez niego w 2014 roku na mundialu w Brazylii to niewątpliwie złoty rozdział w historii kolumbijskiego futbolu. 28 czerwca kibice na Maracanie byli świadkami arcydzieła: perfekcyjna kontrola piłki na klatce piersiowej, a następnie spektakularny strzał lewą nogą do urugwajskiej bramki. Kilka sekund maestrii, za którą James otrzymał prestiżową Nagrodę Puskasa. Gol nie tylko zapewnił jego reprezentacji awans do ćwierćfinału, ale też ugruntował pozycję jednego z największych talentów na świecie. Między innymi tamten występ sprawił, że prezes Realu Madryt zagiął na niego parol. Chciał go w swojej drużynie od razu, a cena nie grała roli.
Kolejnym ważnym momentem w karierze Kolumbijczyka było spotkanie podczas Copa America w 2024 roku. W półfinale z Urugwajem James zaliczył precyzyjną asystę przy rzucie rożnym, która pozwoliła Jeffersonowi Lermie zdobyć decydującą bramkę. Ta asysta, szósta (!) w turnieju, uczyniła go na najlepszym rozgrywającym, bijącym rekordy ustanowione przez Leo Messiego w poprzednich edycjach południowoamerykańskiego czempionatu.
Poza golami i ostatnimi podaniami, James pokazał również pasję i całkowite oddanie dla drużyny narodowej w najbardziej emocjonujących momentach. Łzy, które wylewał po wywalczeniu awansu do finału Copa America 2024, odzwierciedlają serce, jakie oddawał w każdej minucie przebywania na murawie w barwach “La Tricolor”.

Łączony z Cracovią

James skończy 35 lat tydzień przed finałem mundialu. Dla Kolumbii, która wróci na największą imprezę czterolecia po przerwie (nie uzyskała awansu na MŚ w Katarze), wszystko, nawet ten mały szczegół, może wydawać się przeznaczeniem, biorąc pod uwagę, że mówimy o absolutnie symbolicznej postaci tej drużyny. Facet z “dziesiątką” na żółtej koszulce jest tym, kim dla Argentyny Leo Messi, a dla Portugalii Cristiano Ronaldo.
Jednak wiele się zmieniło. Choćby to, że pomocnik od końca listopada pozostaje bez klubu. Kontrakt z Meksykanami z Leon dobiegł końca. Pojawiły się natomiast spekulacje, nawet takie dochodzące z… Polski. Dawid Dobrasz na kanale Meczyki zdradził kilka dni temu, że James był oferowanym polskim zespołom, a “zapytanie wysłano m.in. do Cracovii”. Propozycję miała otrzymać też Wieczysta. Wydaje się natomiast, że serial pt. "Rodriguez szuka klubu" w końcu zmierza do mety. Padło już nawet here we go od Fabrizio Romano (i samego Jamesa). Kolumbijczyk karierę ma kontynuować w Minnesocie United.
Trwające od pewnego czasu bezrobocie nie oznacza bynajmniej, że Zdobywca Złotego Buta z 2014 roku mistrzostwa świata obejrzy z domowej kanapy. Przeciwnie. Jako pierwszego można go dopisać do wąskiej kadry Kolumbii, która poleci do Ameryki Północnej, by zmierzyć się z pozostałymi ekipami z całego globu. Kibice nadal patrzą na niego tak, jakby zegarki zatrzymały się w połowie zeszłej dekady.
Były gracz Realu, Evertonu i Olympiakosu jest na przykład bohaterem kampanii reklamowej, promującej reprezentację i największego sponsora, kompanii piwowarskiej. Co więcej, w tej reklamie Jamesa przedstawia się jako kapitana i lidera drużyny przygotowującej się do letniej imprezy. Nie ma żadnego znaczenia, że obecnie nie ma gdzie grać w piłkę. Wciąż cieszy się ogromnym zainteresowaniem fanów, mediów i kolumbijskich marek. Dawno jego popularność wykroczyła poza to, co pokazywał na boisku.

Niezły Meksyk…

Niepokojąca jest jedynie forma piłkarza. Jeśli przyjrzeć się ostatnim latom jego kariery, dostrzeżemy pewną prawidłowość. James stara się wyłącznie w reprezentacji. Copa America 2024 okazało się przełomem na tle fatalnych miesięcy w piłce klubowej. Od sezonu 2020/21, ostatniego, w którym Rodriguez pokazał się z dobrej strony w Evertonie, do dziś nigdy nie strzelił więcej niż pięciu goli w jednej kampanii. Średnio raz do roku zmieniał też pracodawcę.
Ani w saudyjskim Al-Rayyan, ani w Olympiakosie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Miał kilka pozytywnych wyskoków w Sao Paulo i w Rayo Vallecano, ale zbyt mało, by działacze tych drużyn zdecydowali się zaoferować mu dłuższe umowy. Czara goryczy została przelana w Meksyku. W Club Leon zarabiał pięć milionów dolarów, dwa razy więcej od następnego najlepiej zarabiającego zawodnika. Bilans jego dokonań w Lidze MX był jednak marniutki. To zaledwie trzy gole i dwie asysty w 14 spotkaniach. Więcej niż o jego grze mówiło się o konfliktach w szatni i wzajemnych animozjach z trenerem. Przygoda z Meksykiem nie trwała nawet czterech miesięcy. Nikt po nim nie zapłakał.
To wszystko i tak pójdzie w niepamięć, podobnie jak inne nieudane podejścia do coraz to bardziej egzotycznych zespołów. Liczy się tylko mundial. Ścieżka “Los Cafeteros” nie wydaje się w tym roku szczególnie trudna. W grupie co prawda trafiają na Portugalczyków, ale starcie z Cristiano Ronaldo i spółką zaplanowano na ostatnią kolejkę, gdy awans powinien być już zapewniony. Wcześniej Kolumbia zmierzy się z Uzbekistanem i kimś z trójki: Demokratyczna Republika Kongo, Jamajka, Nowa Kaledonia. Cel na to lato dla Jamesa Rodrigueza jest jasny. Pojechać na turniej w możliwie najlepszej fizycznej formie i urządzić sobie ostatni taniec. Taki, by rodacy o nim długo nie zapomnieli.

Przeczytaj również