To oni spadną z Ekstraklasy? Mają arcytrudny terminarz. "Jakiekolwiek punkty będą sukcesem"

Stwierdzenie, że ten sezon Ekstraklasy zaskakuje na każdym kroku, to stwierdzenie równie odkrywcze, że trawa z zasady jest zielona. Skala irracjonalności trwających rozgrywek może nam jednak umknąć. Na pięć kolejek przed końcem spaść może pół ligi. Dosłownie.
Bezpieczną granicę - przynajmniej pięć punktów zapasu nad strefą spadkową na obecnym etapie - przekroczył dopiero Motor Lublin. Podopieczni Mateusza Stolarczyka zajmują ósme miejsce w tabeli, mają też pięć punktów straty względem czwartego obecnie Zagłębia Lubin. Prawdopodobnie nie pójdą już w żadną ze stron, w poprzedniej kolejce przegrali kluczowy mecz z GKS-em Katowice (2:3).
Przemawia za tym matematyka. Według wyliczeń Piotra Klimka Motor spadnie na 3,5%, natomiast szanse na czołową czwórkę przedstawiono na poziomie 3,8%. To wartości dość marginalne.
Wiadomo natomiast, że w Ekstraklasie nie utrzyma się Termalica. Chociaż beniaminek może jeszcze zdobyć 15 punktów, to żaden z modeli nie daje mu szans na utrzymanie. W miniony weekend zespół Marcina Brosza przegrał z Wisłą Płock (1:3), a to zakończyło poważniejsze spekulacje.
Co zaś z drużynami, które plasują się między Motorem a Termalicą?
Według aktualnej wiedzy, aby na pewno utrzymać się w elicie, potrzeba 44 punktów. 42 wystarczy na 97,7%, natomiast 40 już tylko na 59,5%. Jeśli ktoś ma nadzieję, że przetrwa z 39 "oczkami" na koncie to cóż, jest marzycielem. Dla formalności wspomnijmy, że spadają łącznie trzy zespoły.
Lechia Gdańsk (38 punktów)
- ostatnie pięć meczów: siedem punktów
- gole strzelone: siedem
- gole stracone: siedem
Lechia jest o krok utrzymania w Ekstraklasie, według Klimka ryzyko jej spadku wynosi 3,5%. Pamiętajmy też, że klub z Pomorza marzy o odzyskaniu pięciu punktów, co w tym momencie zrównałoby go z Rakowem Częstochowa i otworzyło ścieżkę walki o europejskie puchary. Jeśli do tego nie dojdzie, trzeba będzie zadowolić się przetrwaniem w drugim sezonie z rzędu.
Bardzo kosztowny z perspektywy Gdańszczan był kontrowersyjny remis z Piastem Gliwice (1:1). Lechia grała w przewadze niemal całe spotkanie, miała swój wynik od 63. minuty. Mimo tego zgubiła punkty po trafieniu Patryka Dziczka z rzutu karnego. "Jedenastkę" podyktowano po kontakcie z Jakubem Czerwińskim, co John Carver określił mianem najbardziej miękkiego karnego, jakiego widział w życiu (a widział sporo, pracuje w piłce od lat 80.).
Do końca sezonu Lechię czekają domowa potyczka z Rakowem, wyjazdy na Radomiaka i Widzew, rywalizacja u siebie z Legią i wyjazd na Termalicę. Gdańszczanie będą murowanymi faworytami w ostatnim spotkaniu, powinni też urwać punkty Rakowowi ze względu na świetną formę u siebie. Cztery "oczka" powinny dać 13. lokatę na koniec sezonu.
Radomiak Radom (37 punktów)
- ostatnie pięć meczów: pięć punktów
- gole strzelone: pięć
- gole stracone: siedem
Radomiak zaryzykował ze zmianą trenera i dobrze na tym wyszedł. Druga kadencja Bruna Baltazara przyniosła dotąd cztery punkty w trzech spotkaniach, w tym przede wszystkim zwycięstwo z Widzewem Łódź (2:1). Dzięki niemu Radomianie odskoczyli od strefy spadkowej, złapali oddech. Według Klimka ryzyko zawitania do I ligi wynosi 13,5%.
To wciąż sporo - więcej niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Przed Radomiakiem jednak naprawdę trudne spotkania. Wyjazd na Wisłę, domowa potyczka z Lechią, wyjazd na Cracovię, rywalizacja u siebie z Lechem i delegacja w Zabrzu. Trzy z tych zespołów walczą o europejskie puchary, Lechia będzie chciała zapewnić sobie spokój, natomiast Cracovii nie stać na odpuszczenie żadnego spotkania.
Radomiak to zespół przede wszystkim swojego stadionu, dlatego najważniejsze wydaje się starcie z Lechią. Jeśli do końca zmagań podopieczni Baltazara uzbierają trzy punkty, powinni zająć 15. lokatę.
Legia Warszawa (37 punktów)
- ostatnie pięć meczów: dziewięć punktów
- gole strzelone: sześć
- gole stracone: trzy
Legia punktuje zdecydowanie najlepiej ze wszystkich drużyn wciąż walczących o utrzymanie. Nie będzie kontrowersyjną tezą, jeśli stwierdzimy, że Warszawiacy mieliby szanse na puchary, gdyby nie katastrofalna przygoda Inakiego Astiza. Mieliby je również wtedy, gdyby za czasów Marka Papszuna nie zbierali tylu remisów - przede wszystkim z Arką i Radomiakiem.
Na niedoszłego selekcjonera żaden z kibiców "Wojskowych" nie będzie jednak narzekał, udało mu się skutecznie przegonić widmo spadku. Według Klimka ryzyko wynosi w tym momencie tylko 4,4%. Legia musiałaby się potykać mecz za meczem, aby wylądować na zapleczu. To tym mniej prawdopodobne, że kalendarz wygląda dobrze, a drużyna broni świetnie. Tylko Widzew stracił tak mało bramek w ostatnich pięciu spotkaniach.
Legię teraz wyjazd na Lecha, potem domowy mecz z Widzewem, wyjazdy na Termalicę oraz Lechię, wreszcie domowe starcie z Motorem. Pięć punktów brzmi jak bardzo realny scenariusz, zwłaszcza, że przy Łazienkowskiej udało się już poskromić Raków, Górnika i ograć Zagłębie. A pięć punktów najpewniej da Warszawiakom 13. miejsce.
Korona Kielce (37 punktów)
- ostatnie pięć meczów: cztery punkty
- gole strzelone: siedem
- gole stracone: osiem
Ekipa z województwa świętokrzyskiego staje się ofiarą swojej fatalnej formy na finiszu zmagań. Raptem cztery punkty w pięciu spotkaniach, w tym zaledwie jedno zwycięstwo. Dobrze dla Korony, że przypadło ono na bardzo istotne spotkanie z Arką, dzięki czemu udało się ostudzić zapał beniaminka w sprawie utrzymania.
Celem Jacka Zielińskiego wydaje się ustabilizowanie defensywy. Osiem straconych bramek to efekt przede wszystkim starcia z Lechią (2:4), ale w pozostałych spotkaniach zespół za często musiał ratować Xavier Dziekoński. Górnik oddał sześć celnych strzałów, Jagiellonia cztery, Lechia dziewięć, Arka pięć, Pogoń siedem. Korona nie gra przy tym źle, sama stwarza sporo sytuacji, ale potrzebuje przebudzenia.
Jeszcze jedno zwycięstwo powinno załatwić sprawę, według Klimka ryzyko spadku to w tym momencie 9,7%. Koronę czekają domowe mecze z GKS-em Katowice i Koroną, później wyjazd na Raków, domowe starcie z Widzewem i wyjazd na Cracovię. Jeśli Kielczanie chcą się utrzymać, nie mogą u siebie przegrywać. Trzy punkty to realna szansa na 15. miejsce, natomiast pięć może dać już trzynastą lokatę.
Cracovia (37 punktów)
- ostatnie pięć meczów: cztery punkty
- gole strzelone: pięć
- gole stracone: jedenaście
Cracovia postanowiła przetestować absurdy Ekstraklasy i zabrała się za rewolucję na pięć meczów przed końcem sezonu. Luka Elsner został zastąpiony Bartoszem Grzelakiem, dla którego będzie to nie tylko pierwsza przygoda w Ekstraklasie, ale i polskiej piłce. Na tak odważny ruch nie zdecydował się żaden klub w tym roku. Radomiak sięgnął po Baltazara, Arka po Dariusza Banasika, Widzew po Aleksandara Vukovicia. Wszyscy znają rodzimy futbol przynajmniej w stopniu bardzo dobrym, przy czym Baltazar zna sporą część swojej drużyny.
Grzelak natomiast musi się wszystkiego nauczyć w trybie ekspresowym - polska piłka nie jest najlepsza, ale z pewnością specyficzna. Wyliczenia Klimka pojawiły się przed zmianą na ławce "Pasów" i ryzyko spadku wynosiło wtedy 10,7%. Samo zatrudnienie nowego trenera raczej nie wpłynęło wyraźnie na współczynnik, ale kluczowe będzie, jak zareaguje boisko. Grzelak musi zabrać się za słabiutką obronę, bo ta jest w stanie pogrążyć Krakowian. Ostatnie trzy mecze to aż dziewięć straconych bramek!
Na wynik z Rakowem (1:4) rzutuje czerwona kartka dla Amira Al Ammariego, ale to nie jedyny powód ostatnich niepowodzeń "Pasów". Korzystny natomiast wydaje się terminarz. U siebie z Pogonią, na wyjeździe ze słabnącym Zagłębiem, u siebie z Radomiakiem, na wyjeździe z Motorem, u siebie z Koroną. Cracovia jest w tym sezonie wyraźnie lepsza w spotkaniach wyjazdowych, musi celować w trzy, cztery punkty. To przy odpowiednich wiatrach da 15. pozycję.
Pogoń Szczecin (37 punktów)
- ostatnie pięć meczów: sześć punktów
- gole strzelone: sześć
- gole stracone: siedem
Pogoń, nieco w kontrze do opisanej już Cracovii, postawiła na spokój. Chociaż Thomas Thomasberg stracił zdolność do przepychania meczów kolanem - na osiem zwycięstw tylko raz udało się więcej niż jedną bramką (przy czym raz jeszcze w listopadzie) - to Duńczyk ma pracować dalej i utrzymać posadę również w przyszłym sezonie. Oczywiście, jak mniemam, zakładając brak spadku do I ligi, o co walce nie będzie łatwo.
W ostatnich pięciu spotkaniach Szczecinianie czterokrotnie mieli xG mniejsze niż rywal. Mimo tego odnieśli dwa zwycięstwa, w tym z Koroną i Piastem również zaangażowanymi w walkę o utrzymanie, ale liczby te nie są dobrym prognostykiem dla drużyny Thomasberga. Według Klimka "Duma Pomorza" spadnie na 7,4%.
Nie będę polemizował z jednym z najlepszych analityków na rynku, bo nie dysponuję zbliżonymi modelami matematycznymi, ale według mnie ryzyko jest nieco wyższe. Pogoń czeka wyjazd na Cracovię, domowa potyczka z Wisłą, wyjazdy na Jagiellonię i Zagłębie, potem domowe starcie z GKS-em. Aż czterej potencjalni pucharowicze i sąsiad z tabeli. Co więcej, Pogoń większość meczów rozegra na wyjeździe, gdzie dotąd była wyraźnie słabsza. Dwa punkty to zdecydowanie za mało na utrzymanie, Szczecinianie potrzebują czterech, aby spać naprawdę spokojnie.
Piast Gliwice (36 punktów)
- ostatnie pięć meczów: siedem punktów
- gole strzelone: osiem
- gole stracone: osiem
Piast na moment odbił się od najgorszej trójki, ale w trzech ostatnich meczach znów wylądował w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Nie ma powodów do zdziwienia, Gliwiczan pokonała nawet Termalica (2:3) i walcząca o utrzymanie Pogoń (0:2). Gdyby nie wspomniany już remis z Lechią (1:1), sytuacja w drużynie Daniela Myśliwca byłaby fatalna.
W wypadku porażki Piast potrzebowałby wtedy pięciu punktów, żeby przekroczyć granicę 50% szans na utrzymanie. Teraz musi zebrać jeszcze cztery, a to zadanie sporo prostsze. Wciąż jednak dalekie od komfortowego - według Klimka klub zasilany miejskimi funduszami pożegna się z Ekstraklasą na 19,6%. Kluczowe będą dwa najbliższe spotkania - najpierw domowe starcie z Arką, później wyjazd na Koronę. Dalej Gliwiczanie mają domowe potyczki z GKS-em i Rakowem, wreszcie "finał" na wyjeździe z Widzewem.
Ekipa Myśliwca znacznie lepiej radzi sobie w delegacjach, ale nie może przegrać z Arką, bo wtedy spadnie do najgorszej trójki nie tylko w sensie dosłownym, ale i pod względem mentalnym. Aby się przed tym uchronić, szkoleniowiec może zostać zmuszony do ponownego nagięcia wyznawanych zasad i wytrwałej obrony własnej bramki. To zaś Piastowi wychodziło dotąd średnio, wyłączając ostatnie starcie.
Arka Gdynia (34 punkty)
- ostatnie pięć meczów: pięć punktów
- gole strzelone: pięć
- gole stracone: dziewięć
Pod rządami Banasika Arka zaliczyła chwilowe ożywienie po niemrawym końcu kadencji Dawida Szwargi, ale kolejne dwa spotkania nie przyniosły żadnego zwycięstwa. W tym momencie jedynie dwa zespoły walczące o utrzymanie zdobyły mniej punktów w ostatnich pięciu spotkaniach. To sprawia, że według Klimka Gdynianie spadną z Ekstraklasy na 66,5%. Furtka do utrzymania powoli się przymyka.
Zdecydowanie nie pomaga terminarz. Arka fatalnie wygląda na wyjazdach, a do końca sezonu zmierzy się tam z Piastem, Lechem i Rakowem. Jakiekolwiek punkty w tych spotkaniach będą wielkim sukcesem. Poza tym beniaminek zagra u siebie z Górnikiem i Termalicą. Nawet jeśli zdoła wywalczyć łącznie pięć "oczek", nie przetrwa w elicie. Aktualne wyliczenia wskazują na konieczność zdobycia przynajmniej siedmiu punktów, potrzebna jest zatem jeszcze lepsza średnia niż za dotychczasowej kadencji Banasika.
Widzew Łódź (33 punkty)
- ostatnie pięć meczów: sześć punktów
- gole strzelone: trzy
- gole stracone: trzy
Wiele klubów chciałoby bronić jak Widzew. Widzew chciałby strzelać jak wiele klubów. Vuković postawił niemal wyłącznie na defensywę, co w teorii się sprawdza. W praktyce jednak Łodzianie często nie potrafią pójść za ciosem, czego najlepszym przykładem potyczka z Radomiakiem (1:2). W tamtym spotkaniu to gospodarze z Radomia wykazali się większą determinacją, można było odnieść uzasadnione wrażenie, że bardziej zależy im na wyniku. Oblegali pole karne przyjezdnych tak długo, że przez wyłom udało się przedostać dwukrotnie.
Widzew nie trafił ze znakomitą większością swoich transferów, nie może liczyć na najdroższego zawodnika w historii polskiej piłki. Wobec problemów Osmana Bukariego i ograniczonego zaufania do innych zawodników, na skrzydle/wahadle wylądował Emil Kornvig, który na tej pozycji zwyczajnie sobie nie radzi. Doszło do tego, że utrzymanie Widzewa graniczy z cudem.
Strata do Piasta wynosi aż trzy punkty - to dużo, biorąc pod uwagę obecny etap sezonu i formę rywali. Nie jest tak, że pozostałe drużyny przestaną nagle punktować, aby Łodzianie przetrwali. Według wyliczeń Klimka, klub zarządzany przez Roberta Dobrzyckiego spadnie na 61,3%, do bezpiecznej granicy potrzebują ośmiu "oczek"! Celem stało się zatem oszukanie przeznaczenia, terminarz wygląda przeciętnie, chociaż nieco lepiej niż w wypadku Arki. Motor, Lechia i Piast u siebie, Legia z Koroną na wyjeździe. Widzew, dla własnego komfortu, musi wygrać aż trzy z pięciu spotkań. Takiej serii w tym sezonie jeszcze nie miał.