Pietuszewski znów to zrobił. Co za gość. "Trener nawet nie spojrzał w jego kierunku"

Pietuszewski znów to zrobił. Co za gość. "Trener nawet nie spojrzał w jego kierunku"
IMAGO / PressFocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 06:25
To był świetny wieczór w wykonaniu polskich piłkarzy w biało-niebieskich trykotach. FC Porto pokonało na wyjeździe Bragę 2:1 i ponownie główne role przypadły kadrowiczom Jana Urbana. A najlepiej zaprezentował się ten, który na debiut w reprezentacji jeszcze czeka.
Na słynnym Estadio Municipal de Braga, na którym jedna z trybun jest wykuta w skale, ekipa gospodarzy, czwarta w tabeli, przyjmowała na swoim terenie lidera i głównego faworyta do tytułu. Starcie drużyn, które są obecnie “w gazie”. Obie właśnie przypieczętowały awans do ćwierćfinałów Ligi Europy (Braga po rozbiciu węgierskiego Ferencvarosu, Porto po wyeliminowaniu trzeciego obecnie zespołu Bundesligi, Stuttgartu), w dodatku obie świetnie sobie radzą na krajowym podwórku.
Dalsza część tekstu pod wideo
Dla “Smoków” rozpoczęło się końcowe odliczanie do “zaklepania” sobie sprawy mistrzostwa. Piłkarze Francesco Farioliego mają za sobą już wszystkie trudne spotkania i po zwycięstwie nad “Arcybiskupami” mogli postawić kropkę nad “i”. Dla polskiego kibica z kolei niedzielny szlagier był przede wszystkim ostatnią szansą do obserwacji polskiej kolonii przed zgrupowaniem kadry i półfinałem baraży do mistrzostw świata. Tym bardziej, że cała trójka - Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Oskar Pietuszewski - wyszła w pierwszym składzie. I nie zamierzała pozostawać w cieniu.

Pietu-show

Wzrok fanów kieruje się zwłaszcza w stronę tego ostatniego, który podbija portugalskie boiska. Portal dos Drogoes pisał przed spotkaniem o skrzydłowym:
- Staje się jedną z najmilszych niespodzianek sezonu. Przeszedł drogę od obiecującego talentu do ofensywnej broni, co pozwoliło FC Porto wrócić na właściwe tory. Rozwój Pietuszewskiego przebiega szybko i konsekwentnie. W obozie “Smoków” narasta przekonanie, że odnaleziono talent, który odciśnie piętno w nadchodzących latach.
W starciu z Bragą 17-latek chciał zapracować na kolejne komplementy. Co i rusz pole karne Bragi nawiedzały huraganowe ataki, w czym prym wiódł właśnie Pietuszewski. W szóstej minucie były gracz Jagiellonii dostał doskonałą piłkę od kolegi, ale nie zdołał umieścić jej w siatce.
10 minut później to po brutalnym faulu na nim żółtą kartkę otrzymał Gustaf Lagerbielke, choć za popularnego “łokietka” równie dobrze mógł wylecieć z boiska. Niewiele też brakowało, by skrzydłowy zarobił dla swojej drużyny rzut karny, kiedy został wręcz staranowany przez golkipera rywali. Sędzia jednak uznał, że Lukas Hornicek najpierw trafił w futbolówkę, a dopiero później przewrócił świeżo powołanego reprezentanta Polski.
Polak był bardzo chwalony za grę w pierwszej połowie. - Pietuszewski nie przybył do Porto z etykietą największego talentu wszech czasów, co często się zdarza, gdy portugalskie kluby pozyskują nowych graczy, ale wygląda na to, że teraz pozyskali skrzydłowego o wyjątkowo wysokich umiejętnościach - napisał na platformie X grecki dziennikarz sportowy Manolis Giakoumakis.
W drugiej odsłonie Oskar spisywał się jeszcze lepiej, choć gracze Porto wpadli w kłopoty, gdy arbiter podyktował przeciwko nim rzut karny, którego na gola pewnie zamienił Rodrigo Zalazar. Trener Farioli zrobił dosłownie wszystko, aby jego podopieczni wrócili na właściwą ścieżkę, stąd wprowadzał kolejnych ofensywnych zawodników, w miejsce tych, którzy zawodzili bądź brakowało im sił. Tymczasem nawet nie spojrzał w kierunku Pietuszewskiego. On na lewym pasie może nie rozgrywał idealnego meczu, ale wciąż mógł stworzyć realne zagrożenie.
Polak odwdzięczył się za zaufanie 20 minut przed zakończeniem meczu. Akcję na wyrównującego gola rozpoczął długim podaniem Jakub Kiwior, Oskar zgubił krycie i fantastycznie skleił piłkę, po czym pognał w stronę bramki strzeżonej przez Hornicka, a przed linią końcową dograł wzdłuż pola karnego, gdzie już tylko czekał William Gomes. Brazylijczyk mając przed sobą tylko pustą bramkę nie mógł przestrzelić. To trzecia asysta Pietuszewskiego i szósty punkt w “kanadyjce” w dziewiątym ligowym meczu. W piątym kolejnym spotkaniu dorzuca gola lub asystę. Liczby, których nie powstydziłby się żaden inny gracz czołowej portugalskiej ekipy.
Co warte odnotowania, Pietuszewski po raz pierwszy w barwach “Smoków” utrzymał się na boisku tak długo. Szkoleniowiec ściągnął go z murawy dopiero w 78. minucie, gdy zwykle zmieniany był po godzinie gry. Internauci portugalskiej telewizji wybrali go też graczem meczu.

Wysokie noty obrońców

Fani drużyny z Estadio Dragao mogli się cieszyć nie tylko z formy polskiego skrzydłowego, ale w końcowym rozrachunku również z trzech punktów. Kilka chwil po zejściu Oskara, na 2:1 trafił Seko Fofana.
- FC Porto trafiło w sedno ze swoimi zimowymi transferami. Fofana wnosi kontrolę i fizyczność, Thiago Silva doświadczenie, a Pietuszewski nieprzewidywalność - napisał w mediach społecznościowych użytkownik “Ritmo de Futebol”. To prawda, ale zapomniał o dwóch innych kluczowych zakupach.
Znów bardzo przyzwoicie zaprezentował się duet Bednarek - Kiwior. Były gracz Southampton nie po raz pierwszy potwierdził status lidera formacji defensywnej Porto. Przez większość meczu był bezbłędny w ustawianiu się i pojedynkach powietrznych. Do końca meczu skutecznie czyścił przedpole i dyrygował kolegami, co pozwoliło Porto przetrwać oblężenie w samej końcówce.
Kiwior zaś oprócz asysty drugiego stopnia grał bardzo czysto, unikając zbędnych fauli i świetnie współpracując z Bednarkiem w ramach tzw. „Polish connection”. Utrzymał bardzo wysoką celność podań (ponad 90%) i zanotował trzy kluczowe przechwyty, które przerwały groźne kontry rywali. Jeśli Urban oglądał mecz, może być z czystym sumieniem skorzystać z całej trójki na Albanię.

Przeczytaj również