Polak robi furorę w słynnym klubie! Niebywałe, za ile oddała go Legia

Polak robi furorę w słynnym klubie! Niebywałe, za ile oddała go Legia
IMAGO / PressFocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 08:43
Zaczynał w bramce zupełnie przez przypadek, jako czternastolatek debiutował w seniorach, a z Legii Warszawa odchodził z poczuciem niedosytu. Dziś 18-letni Jakub Zieliński przebojem wdziera się na niemieckie boiska, zachwycając formą w barwach VfL Wolfsburg.
Polski futbol bramkarzami stoi, a historia Jakuba Zielińskiego to kolejny dowód na to, jak szybko młody talent z kraju nad Wisłą potrafi przebić się na boiskach zachodniej Europy. Mimo zaledwie 18 lat na karku, adept trójmiejskich drużyn zdążył już przejść drogę od obiecującego juniorskiego talentu, przez prestiżową Akademię Legii Warszawa, aż do roli podstawowego golkipera w zespole z zaplecza Bundesligi.
Dalsza część tekstu pod wideo

Cała Polska trąbiła o debiucie

Pochodzący z Gdańska bramkarz pierwsze krok w juniorskim futbolu stawiał w lokalnym Jaguarze. Bardzo dobre warunki fizyczne (194 cm wzrostu) w połączeniu z refleksem i opanowaniem sprawiły, że szybko zwrócił na siebie uwagę skautów w całym kraju. A jak bywa to w wielu historiach sportowców, wszystko zaczęło się od… przypadku.
- Kolega z Jaguara Gdańsk doznał kontuzji, a że byłem najwyższy w drużynie, to trener powiedział, żebym go zastąpił między słupkami. Dobrze mi szło, choć bronienie nie sprawiało mi przyjemności - mówił w wywiadzie dla TVP Sport.
Przyjemnością było go oglądać - wspominają pierwsi trenerzy. Wkrótce musiało przyjść to, co nieuniknione: trampolina w górę i przejście do lepszej drużyny. Pozostał w Trójmieście, ale z Jaguara przeniósł się do Gedanii. A tam doszło do wydarzenia, o którym huczała cała Polska. W wieku zaledwie 14 lat zadebiutował w seniorskiej drużynie. Dokładnie 1 października 2022 roku wyszedł jako pierwszy bramkarz w trzecioligowym starciu Gedanii z Bałtykiem Gdynia. Puścił dwie bramki (jego ekipa wygrała 3:2), ale i tak wszystkie oczy były skierowane na niego.
- W tym momencie skończyło się moje dzieciństwo, wygłupy i beztroska - wspominał.
Jak to możliwe, że dziecko mogło rywalizować z dorosłymi? Potrzebne były cztery zgody. Najważniejsze: od rodziców. A następnie szereg innych parafek od różnych instytucji. Od klubowego lekarza, Pomorskiego Związku Piłki Nożnej i od samej piłkarskiej centrali. Wszystko dlatego, że Gedania powołała się na przepis, umożliwiający wystawienie niespełna 15-letniego gracza, gdy ten reprezentował już Polskę w którejś z młodzieżowych kategorii wiekowych.
A talent Zielińskiego dostrzeżono znacznie wcześniej. Regularnie otrzymywał powołania do młodzieżowych kadr (od kategorii U-16, przez U-17, aż po U-18), stając się jednym z najbardziej obiecujących polskich bramkarzy swojego rocznika. Jasnym stało się, że za chwilę sięgnie po niego klub z samego czuba polskiej piramidy ligowej. Najbardziej konkretna była Legia Warszawa z wyrobioną renomą w szkoleniu i promowaniu bramkarzy.

Słodko-gorzki pobyt w stolicy

Na Łazienkowską Zieliński trafił latem 2003 roku. Najpierw Akademia, a potem treningi w rezerwach pierwszego zespołu. Już na początku 2024 roku pojechał z seniorami na zimowe zgrupowanie, szlifując formę pod czujnym okiem klubowych specjalistów, m.in. Grzegorza Szamotulskiego. W zespole panowała zgoda w tej sprawie: mamy do czynienia z następcą Artura Boruca czy Łukasza Fabiańskiego. Za kilka lat miał im dorównać poziomem, a nie brakowało głosów, że jego sufit jest wysoko nad dwójką wspomnianych legend. Cóż, zabrakło cierpliwości, by to sprawdzić.
Zieliński zagrał łącznie w 33 oficjalnych spotkaniach drugiego zespołu na poziomie III ligi. W samym sezonie 2024/25 zanotował 18 występów ligowych. Z rezerwami zdobył mazowiecki Puchar Polski, ale najbardziej cenił sobie możliwość gry w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Zagrał od deski do deski w dwumeczach przeciwko Pafos FC (dwa zwycięstwa po 3:0) oraz duńskiemu FC Midtjylland. Wydawało się, że debiut w pierwszej drużynie jest kwestią najwyżej kilku miesięcy, może jednego sezonu.
Ostatecznie nigdy do tego nie doszło, choć było blisko. Plan miał się zrealizować w ostatniej kolejce sezonu 2024/25, gdy Warszawianie podejmowali Stal Mielec. Ówczesny trener Goncalo Feio chciał przetestować 17-letniego Zielińskiego, widząc w nim realną konkurencję dla Kacpra Tobiasza na kolejne rozgrywki.
- Ktoś uznał, że lepiej, abym został na trzy ostatnie kolejki w III lidze i baraże o II ligę, niż zadebiutował w Ekstraklasie - gorzko komentował sprawę bramkarz w rozmowie z publicznym nadawcą.
Ostatecznie Goncalo pogoniono ze stolicy, a do Legii sprowadzono kolejnych fachowców między słupkami. Zielińskiego nadal uważano za wielki talent, ale już wtedy traktowano go bardziej jako sprzedażowy cel niż realną opcję do gry. W końcu w pionie sportowym zapadła decyzja: musimy na nim zarobić, póki jest jeszcze jakieś zainteresowanie. Po młodego Polaka zgłosił się występujący wówczas w Bundeslidze VfL Wolfsburg.

Młody, nienasycony “Wilk”

Niemiecki klub wyłożył na stół około 900 tysięcy euro, co dość niespodziewanie przekonało Legię. Nawet mimo tego, że sam piłkarz nie palił się do przeprowadzki.
- Chciałem zostać w Warszawie, grać w pierwszym zespole i dopiero później wyjechać - mówił.
Sprzedanie Zielińskiego na tym etapie i za taką kwotę nie wszystkim się spodobało. Oburzenia nie ukrywał m.in. były golkiper Legii, Jacek Kazimierski, który w rozmowie z WP Sportowe Fakty mówił tak:
- Obserwowałem tego chłopaka, a trochę się na tym znam i nie mogę pojąć, dlaczego Legia oddała go za tak marne pieniądze. Moim zdaniem powinien jeszcze zostać, pograć sezon czy dwa w Ekstraklasie i dopiero wtedy odejść. To wielki talent - ocenił.
- Trzeba było go zatrzymać jeszcze na rok czy dwa i wtedy sprzedać za 10 milionów. 900 tys. euro? Co to jest w dzisiejszym futbolu? Albo Legia ma aż takie problemy finansowe, że musi ratować się tak małą kwotą, albo nie wiem, co tu jest grane. To jest jakaś anomalia - stwierdził.
Początkowo w Wolfsburgu planowano stopniowe wprowadzanie nastolatka przez mecze w zespole U-19 oraz oswajanie go z rygorem niemieckiego futbolu. W ekipie Młodych Wilków rozegrał 17 spotkań i w większości otrzymywał świetne recenzje. Najlepszy czas miał jednak dopiero nadejść.
Przełom w karierze młodego Polaka nastąpił dwa tygodnie temu - przed startem nowego sezonu 2. Bundesligi. Wobec kontuzji nowo sprowadzonego Timona Wellenreuthera trener Wolfsburga, Tobias Strobl, podjął odważną decyzję i postawił na 18-latka, który wygrał rym samym rywalizację z doświadczonym Pavao Pervanem. W zespole jest jeszcze Kamil Grabara, ale działacze od jakiegoś czasu szukają dla niego kupca.
- Podjęliśmy decyzję i nie chcemy jej ukrywać: Kuba będzie naszym bramkarzem przez cały okres przerwy Timona. Jesteśmy absolutnie zachwyceni, ponieważ w pełni zasłużył na tę szansę. Ma nie tylko ogromny potencjał, ale już teraz posiada jakość i regularność wymaganą na tym poziomie. Mieliśmy też pełne zaufanie do Pavo, ale świadomie wybraliśmy odważną opcję - wyjaśnił Strobl, cytowany przez klubową stronę.
Zieliński odpłacił się za zaufanie w najlepszy możliwy sposób. W swoim oficjalnym debiucie w meczu 1. kolejki przeciwko 1. FC Kaiserslautern (0:0) zagrał pełne 90 minut, zachował czyste konto i kilkoma kapitalnymi interwencjami uratował punkt swojej drużynie. Niemieckie media obwołały go jednym z bohaterów spotkania. Dziennikarze Braunschweiger Zeitung już w nagłówku swojego artykułu zaznaczyli, jak kluczową rolę odegrał w tym starciu, dając materiałowi tytuł: “Inauguracja bez goli: Debiutujący Zieliński zapewnia punkt VfL Wolfsburg w starciu z FCK”.
W kolejnym meczu ligowym przeciwko Hannoverowi 96 (wygrana 1:0) Zieliński ponownie wystąpił w wyjściowej jedenastce, po raz drugi z rzędu nie dając się pokonać. Nasz reprezentant zaprezentował się z kapitalnej strony, wyróżniając się przede wszystkim powstrzymaniem groźnej akcji sam na sam z rywalem.
Szybki awans w hierarchii bramkarskiej Wolfsburga pokazuje, że Polak dysponuje nie tylko potężnym potencjałem, ale też dojrzałością na seniorskim poziomie. Jeśli utrzyma obecne tempo rozwoju, Polska może mieć kolejnego klasowego bramkarza w mocnej europejskiej lidze. A potem? Kto wie? W dorosłej reprezentacji dawno nie było okresu, by w bramce panowało bezkrólewie. Obecnie trudno wskazać murowaną “jedynkę”, a jeśli taki stan przeciągnie się w czasie, może na tym wkrótce zyskać wychowanek Jaguara. Życiowe szanse wykorzystuje jak mało kto.

Przeczytaj również