Ten duet z reprezentacji zawiódł. "Wypadli bardzo słabo"
Jak Urban pozostaje na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski, co potwierdził już Cezary Kulesza. To decyzja rozsądna, choć w tym momencie pozbawiona euforii, bo mundial przeszedł nam obok nosa. Można mieć natomiast poczucie, że jest na czym budować. Jest też co poprawiać.
Analiza wsteczna zawsze skuteczna, ale nie możemy sobie pozwolić na przejście obok porażająco słabej defensywy reprezentacji Polski w trzech ostatnich spotkaniach. Z Maltą, Albanią i Szwecją straciliśmy łącznie sześć bramek. To wynik fatalny, jeszcze gorszy, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jedynym większym osłabieniem biało-czerwonych na dłuższą metę był w tym okresie brak Łukasza Skorupskiego.
W trakcie dotychczasowej kadencji Janowi Urbanowi udało się niewątpliwie rozruszać ofensywę kadry, odżył przede wszystkim Nicola Zalewski, który z przodu daje nadspodziewanie wiele konkretu. Bardzo dobrze wyglądają również Jakub Kamiński i Piotr Zieliński, natomiast uczynienie z Sebastiana Szymańskiego środkowego pomocnika o wielu zadaniach defensywnych przyniosło niemal wyłącznie korzyści. Tył jednak pozostaje problemem.
Pod względem liczby celnych strzałów rywali nie wygląda to może katastrofalnie - w tych trzech spotkaniach było ich łącznie 15 - lecz problem stanowi to, jak bardzo były one dogodne. My nie straciliśmy bramki po genialnym uderzeniu z dystansu vide Zieliński w starciu z Albanią. Malta trafiła po sytuacji sam na sam i rzucie karnym. Albania po sytuacji sam na sam. Szwedzi po uderzeniu niekrytego zawodnika stojącego na wprost bramki, główce niekrytego zawodnika uderzającego z trzech metrów i dobitce poprzedzonej trzema strzałami. Z tego było głupio nie skorzystać.
Zawiodły nie tyko błędy indywidualne, zabrakło nie tylko szczęścia - długimi momentami obrona była dysfunkcyjna. Z jednej strony wypada pochwalić Jana Bednarka i Przemysława Wiśniewskiego za wyłączenie Viktora Gyokeresa z większości spotkania (czego nie potrafili zrobić choćby Ukraińcy), z drugiej zaś w oczy rzuca się, jak wiele miejsca zostawiano Anthony'emu Elandze. Podobne hektary przestrzeni mieli Albańczycy, ale im zabrakło jakości, aby nasze błędy wypunktować.
Dla samego selekcjonera szczególnie bolesna była strata drugiej bramki we wtorkowym starciu, czemu trudno się dziwić. Najpierw drzemka Zalewskiego, później faul będący jednocześnie kwintesencją cwaniactwa Elangi, a na koniec złe krycie strefą. Sztab szkoleniowy chciał podwyższyć formację defensywą, z tego też względu miejsce Tomasza Kędziory zajął Wiśniewski, ale manewr okazał się nieskuteczny wobec pozostawienia czystego Gustafa Lagerbielkego. Stałe fragmenty wywołują popłoch w naszych szeregach, Szwedzi świetnie odczytali słabości poszczególnych zawodników, o których opowiadali między innymi byli klubowi koledzy Kamila Grabary.
Kolejne zadanie dla sztabu to faktyczne scementowanie duetu z FC Porto, bo ani Bednarek, ani Jakub Kiwior nie mogą zaliczyć tego zgrupowania do udanych pod względem indywidualnym. Wypadli bardzo słabo, przywieziony z Portugalii beton okazał się niezwykle kruchy. Ich liga ma swoją specyfikę, o czym najlepiej świadczą problemy królów strzelców ją opuszczających. Daję jednak wiarę, że tę dwójkę stać na znacznie poważniejsze granie z zespołami pokroju Albanii lub niezwykle osłabionej Szwecji.
Nie ulega też wątpliwości, że Urbana wciąż nieco zawodzi trenerski nos. Reagowanie na bieżąco nie było idealne w starciu z Albanią - otworzenie naszej lewej strony przez Michała Skórasia i Oskara Pietuszewskiego stanowiło przepis na katastrofę - lecz jeszcze gorzej wyglądało to ze Szwecją. A właściwie nie wyglądało, bo selekcjoner bardzo długo wstrzymywał zmiany. Na konferencji prasowej przyznał się do błędu, a także wystraszenia szybką kartką dla Pietuszewskiego, co zwiastuje chyba, że sztab był gotowy na "wędkę" w dogrywce, do której się przygotowywano.
- W samej końcówce rzuciłem wszystko na szalę, żeby odrobić straty. (...) Zmiany byłyby, teraz to już po fakcie. Wystraszyłem się, jak Oskar w pierwszej akcji dostał kartkę. To mnie wystraszyło. (...) Już myślałem o tym, że jak będzie dogrywka, to żeby mu nie przyszedł do głowy jakiś niepożądany wślizg lub coś w tym rodzaju - powiedział trener.
Czy to w pełni tłumaczy postawienie na Kamila Grosickiego i Krzysztofa Piątka dopiero w doliczonym czasie gry? Matty Cash, mający za sobą kontuzję i niewiele minut w Aston Villi, oddychał rękawami już wcześniej. W pewnym momencie nie nadążał też Zalewski. W końcu zabrakło nam pary, a ławka nie pomogła. Skandynawów natomiast poniosła, przede wszystkim za sprawą Lucasa Bergvalla. Młody zawodnik Tottenhamu zanotował występ przesycony sportową dramaturgią do granic możliwości. Szkoda, że tego samego nie było dane nam napisać o Jakubie Moderze, Michale Skórasiu albo Arkadiuszu Pyrce nagle odesłanym na trybuny. Szkoda, że tej obrony po prostu zabrakło.
Ze Szwecją przegraliśmy nie tylko ze względu na koszmarnego Slavko Vincicia, ale też własne mankamenty, zbyt hurraoptymistyczną taktykę. Można i chce się walić w arbitra niczym w bęben, lecz nie powinno to nam przesłonić ewidentnych problemów reprezentacji. Z jednej strony najlepszy mecz w ofensywie, z drugiej najgorszy w obronie.
Wierzę w dalszą pracę Urbana, chociaż nie zgadzam się z wieloma decyzjami dotyczącymi powołań lub planu na mecz. Widzę jednak, że ta kadra ma w sobie zalążki czegoś perspektywicznego, czegoś co nie pryśnie jak bańka za trzy miesiące. Ta kadra ma też czas, mnóstwo czasu. To idealna okazja do rozsądnego przebudowania, poszukania odpowiedzi na najbardziej palące problemy i powrotu do walki o najważniejsze cele już w 2027 roku. Zmienianie selekcjonera w takiej sytuacji jakoś się nie klei.